Kiepski początek, znakomity finisz. Jagiellonia jedną nogą w 1/8 finału LKE!

Michał Kołkowski

13 lutego 2025, 20:59 • 4 min czytania 126

Reklama
Kiepski początek, znakomity finisz. Jagiellonia jedną nogą w 1/8 finału LKE!

Jagiellonia weszła w dzisiejsze spotkanie z FK TSC Backa Topola w stylu niepokojąco przypominającym jej niedawny, fatalny występ przeciwko Stali Mielec. Na szczęście tym razem białostoczanie ocknęli się wystarczająco szybko, by nie zanotować kolejnej wpadki. W pobudce pomógł im zresztą nasz stary znajomy z Ekstraklasy, Milan Radin, który wręczał dziś Jadze prezenty z taką dobrodusznością, że zawstydziłby nią nawet świętego Mikołaja. Koniec końców mistrzowie Polski wywożą z Serbii zwycięstwo 3:1, które stawia ich w naprawdę komfortowej sytuacji przed rewanżem.

Reklama

W ofensywie Jagielloni po raz kolejny błysnęli Jesus Imaz i Afimico „Mr Conference League” Pululu.

Kiepski start Jagiellonii

W pierwszej fazie meczu – trzeba to otwarcie powiedzieć – Jagiellonia wyglądała słabiutko. I to po obu stronach boiska. Okej, no niby białostoczanie byli aktywni w ofensywie, ale czy coś konkretnego z tego wynikało? Niestety bardzo niewiele, a najgroźniejsze z pozoru akcje Jagi i tak koniec końców były anulowane z uwagi na ofsajd, więc trudno się nimi przesadnie ekscytować. Co gorsza, w tyłach podopieczni Adriana Siemieńca również nie kontrolowali sytuacji. Kiepsko prezentował się przede wszystkim Mateusz Skrzypczak, łatwo przestawiany przez napastników rywala. A skoro już się tak mistrzów Polski czepiamy, to i o fatalnych pomyłkach w środkowej strefie boiska wypada napisać chociaż kilka słów. Jeśli chodzi o nieodpowiedzialne straty, to przodował w nich kompletnie dziś zdekoncentrowany i niechlujny Jarosław Kubicki, ale taki Leon Flach również nie zapisał nam się w pamięci choćby jednym ciekawym zagraniem.

No słabizna, totalna słabizna.

Dlatego zupełnie nas nie zaskoczyło, gdy w 28. minucie Backa Topola wyszła na prowadzenie, zresztą po efektownym trafieniu Vieljeuxa Mboungou. I powiemy więcej – Serbowie na tę bramkę zwyczajnie zasługiwali. Byli dzisiaj zespołem lepszym od Jagiellonii, przynajmniej na przestrzeni pierwszych 30 minut rywalizacji.

Reklama

Później jednak goście znaleźli nieoczekiwanego sojusznika w osobie Milana Radina, byłego zawodnika Korony Kielce. Serb najpierw sprezentował Jadze bramkę na 1:1 swoim złym zgraniem głową wprost do Jesusa Imaza, a potem popełnił jeszcze kilka fatalnych błędów w rozegraniu i ustawieniu, które wyraźnie nakręciły ekipę z Podlasia. Dlatego w końcówce pierwszej połowy wreszcie mogliśmy oglądać taką Jagiellonię, jaką lubimy najbardziej – wysoko ustawioną, mocno pressującą, dynamicznie rozgrywającą piłkę. Po jednej z takich koronkowych akcji zapachniało nawet drugim trafieniem dla mistrzów Polski, ale tym razem wspomniany Imaz się nie popisał – niepotrzebnie szukał jeszcze jednego, dodatkowego podania, zamiast po prostu zamknąć całą kombinację huknięciem pod ladę.

Jaga nie pozostawiła złudzeń

Ten zryw Jagiellonii przed zmianą stron napawał optymizmem przez drugą połowę. I rzeczywiście, po przerwie gospodarze mieli już na boisku niewiele do powiedzenia. Jaga całkowicie zdominowała przebieg gry i brakowało jej właściwie tylko jednego, ale niestety akurat tego, co najważniejsze.

Rety, ależ białostoczanie irytowali w podbramkowych sytuacjach.

Niepotrzebne dryblingi, minimalne spalone, zbyt lekkie lub nieprecyzyjne strzały, przekombinowane warianty rozegrania futbolówki w polu karnym rywala… Mistrzowie Polski robili dosłownie wszystko, byle tylko nie skarcić Serbów za ich kolejne kuriozalne błędy w grze obronnej. Na szczęście w końcu po rozum do głowy poszedł Afimico Pululu, który w 81. minucie przypomniał sobie, że przecież geniusz tkwi w prostocie. No więc napastnik Jagi po prostu walnął z 30 metrów, kompletnie zaskakując tym bramkarza rywali. A potem do pieca po raz kolejny dołożył niezawodny Radin, będący dziś ewidentnie dwunastym zawodnikiem Jagi.

Reklama

Defensywny pomocnik w samej końcówce zaliczył drugą „asystę” przy golu Imaza. Najlepszy duet od czasu Jordana i Pippena.

***

Reklama

A zatem zaczęło się niezbyt ciekawie, ale na szczęście Jagiellonia w porę się ogarnęła, dodatkowo dopieszczona prezentami od rywali, no i koniec końców wywozi z boiska rywala znakomity rezultat. Ekipa z Podlasia, nie czarujmy się, jest już jedną nogą w kolejnej rundzie Ligi Konferencji Europy. Gdzie, przypomnijmy, może się zmierzyć z Legią Warszawa.

Oby bez żadnych głupot w rewanżu i czekamy na losowanie 1/8 finału.

FK TSC BACKA TOPOLA – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 1:3 (1:1)

  • 1:0 – Mboungou 28′
  • 1:1 – Imaz 31′
  • 1:2 – Pululu 81′
  • 1:3 – Imaz 89′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

Reklama
126 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta

Adrian Mańko
0
Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
8
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Liga Konferencji

Reklama
Liga Europy

Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!

AbsurDB
52
Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!