Reklama

Przeznaczeniem Realu jest wygrywanie Ligi Mistrzów

Arek Dobruchowski

Autor:Arek Dobruchowski

01 czerwca 2024, 23:01 • 4 min czytania 90 komentarzy

Odkąd istnieje Liga Mistrzów, Real Madryt wygrał każdy finał, w którym grał. Borussia Dortmund była wręcz skazana na niepowodzenie. Wyszła na ten mecz pozytywnie naładowana, bez kompleksów, długimi fragmentami była zespołem lepszym, ale na swoje nieszczęście mierzyła się z „Królewskimi”. Chciała, ale nie była w stanie oszukać przeznaczenia. Finał tej historii musiał być jeden – Real z 15. Pucharem Europy. Dla BVB czapki z głów za postawę w finale. 

Przeznaczeniem Realu jest wygrywanie Ligi Mistrzów

W przypadku tego spotkania idealnie wpasowują się znane piłkarskie porzekadła, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i finałów się nie gra, je się wygrywa. I to znowu wykorzystali eksperci od zadań specjalnych. Carlo Ancelotti i jego piłkarze zostali stworzeni do wielkich rzeczy. Śrubują kolejne rekordy. Czy ktoś jest w stanie ich kiedykolwiek zatrzymać w wielkim finale Ligi Mistrzów?

Real Madryt – Borussia Dortmund 2:0. Misja „oszukać przeznaczenie” nieudana

Przed spotkaniem można było się obawiać takiego scenariusza, że będzie to łatwe, gładkie zwycięstwo dla Realu. Że przytrafi się mecz bez historii. Nudne, jednostronne spotkanie. Borussia Dortmund wręcz była skazywana na pożarcie. Bo to, co zrobili w tej edycji Ligi Mistrzów, to już i tak wielka rzecz, której się nikt nie spodziewał. Osiągnęli wynik ponad stan. Podopieczni Edina Terzicia w Bundeslidze zawiedli na całej linii, zajęli dopiero 5. miejsce na koniec sezonu. Mieli sporo słabych momentów w lidze, ale w Lidze Mistrzów byli wręcz bezbłędni.

Od pierwszej minuty wyszli napakowani jak kabanosy. I mimo że to Real był częściej przy piłce, to BVB stworzyło więcej klarownych sytuacji do zdobycia bramek. Przy lepszej skuteczności niemiecka ekipa do przerwy mogła prowadzić nawet 3:0. Oddała osiem strzałów na bramkę, z czego dwa celne, a Real tylko dwa i żaden nie był celny (xG na poziomie 0,09).

Reklama

Borussia nastawiła się na grę z kontry. Grała w sumie ten sam futbol, co z Atletico Madryt czy PSG – można to było zresztą przewidzieć – czyli długie, prostopadłe, w punkt podania zza linię obrońców wprost pod nogi wychodzących na wolne pole Adeyemiego czy Fuellkruga. Te akcje mogły być zabójcze, ale w tej ostatniej fazie czegoś brakowało. Ten pierwszy wychodząc sam na sam z Courtois, za mocno wyrzucił się do boku i oddając strzał z ostrego kąta na pustą bramkę, został zablokowany przez Carvajala. A niemiecki napastnik zaatakował futbolówkę na wślizgu i trafił w słupek.

Real Madryt jest nieśmiertelny. Carvajal legendą „Królewskich”

Realu nie było w pierwszej połowie na boisku. To był idealny moment dla BVB, żeby wyjść na prowadzenie, a później podwyższyć. Borussia nie wykorzystała świetnej szansy, którą miała. „Królewscy” leżeli na deskach, byli zagubieni i przetrwali. A oni jak już przetrwają swój słabszy okres, to później zawsze są silniejsi i groźniejsi. Zawsze.

Po zmianie stron stopniowo zarysowywała się coraz wyraźniejsza przewaga Realu. Wydawało się, że to tylko kwestia czasu, kiedy piłka wpadnie do bramki strzeżonej przez Kobela. I w końcu wpakował ją tam Dani Carvajal, czyli jedyny piłkarz Realu, który w ostatnich sześciu finałach Ligi Mistrzów niezmiennie wychodził w pierwszym składzie. Hiszpański prawy obrońca rozegrał dla Królewskich już ponad 400 spotkań. Dziś sięgnął po szósty triumf w Lidze Mistrzów, zdobywając gola z głowy w 74. minucie na 1:0.

Owszem były momenty kiedy mówiło się o Carvajalu, że jest jednym z najlepszych prawych obrońców na świecie, ale nie zawsze błyszczał. Były też takie momenty, kiedy „Królewscy” poważnie rozważali kogoś nowego na jego pozycję. A on dziś – jak zresztą przez cały sezon 2023/24 – po raz kolejny pokazał, że jest żywą legendą Realu, która nadal jest topką na swojej pozycji. Bo to nie tylko ten gol. Wcześniej przecież naprawił swój błąd i przyblokował Adeyemiego. Carvajal świetnym prawym obrońcą jest! Ot co.

Reklama

Przeznaczeniem Carlo Ancelottiego i jego piłkarzy jest wygrywanie finałów Ligi Mistrzów. Tego nie da się oszukać, nawet jak bardzo chcesz. Tak, jak Borussia Dortmund.

Real Madryt – Borussia Dortmund 2:0 (0:0)

Carvajal 74′, Vinicius Junior 83′

WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW:

Fot. Newspix

Entuzjasta młodzieżowego futbolu. Jest na tym punkcie tak walnięty, że woli oglądać Centralną Ligę Juniorów niż Ekstraklasę. Większą frajdę sprawia mu odkrywanie nowych talentów niż obserwowanie cały czas tych samych twarzy, o których mówi się, że są „solidnymi ligowcami”. Twierdzi, że szkolenie dzieci i młodzieży w Polsce z roku na rok się prężnie rozwija, ale niestety w Ekstraklasie dalej są trenerzy, którzy boją się stawiać na zdolnych młodych chłopaków. Aczkolwiek nie samą juniorską piłką człowiek żyje - masowo pochłania również mecze Premier League, a w jego żyłach płynie niebieska krew sympatyka londyńskiej Chelsea.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Stefano Lavarini: Uwielbiam grać w pokera. On ma coś z siatkówki [WYWIAD]

Jakub Radomski
0
Stefano Lavarini: Uwielbiam grać w pokera. On ma coś z siatkówki [WYWIAD]
Ekstraklasa

Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Kamil Warzocha
6
Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Liga Mistrzów

Ekstraklasa

Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Kamil Warzocha
6
Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Komentarze

90 komentarzy

Loading...