Reklama

Piszczek: Finał sprzed 11 lat nadal siedzi w głowie. Rozmawiałem z Realem [WYWIAD]

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

01 czerwca 2024, 08:12 • 6 min czytania 9 komentarzy

Borussia zmierzy się w sobotę w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Będzie to pierwsza od 11 lat szansa dla BVB na zdobycie Pucharu Europy. W 2013 roku ekipa z Zagłębia Ruhry przegrała jednak z Bayernem Monachium, co bardzo dobrze pamięta Łukasz Piszczek, z którym rozmawiamy nie tylko o tym bolesnym wspomnieniu, ale również o obecnej sytuacji Borussii, jego negocjacjach z Królewskimi czy wspólnym benefisie z Jakubem Błaszczykowskim.

Piszczek: Finał sprzed 11 lat nadal siedzi w głowie. Rozmawiałem z Realem [WYWIAD]

Jak wspomina pan finał Ligi Mistrzów sprzed 11 lat?

Naturalnie wraca się do tego pamięcią, szczególnie teraz, gdy wiadomo, że Borussia zagra ponownie w finale w tym samym miejscu, czyli na Wembley, ale 11 lat później. Tamten sezon wspominam miło, ale już mniej przyjemnie wraca mi się pamięcią do porażki z Bayernem. Szczególnie mocno boli ten gol w dziewięćdziesiątej minucie. Dla mnie ten mecz był też bolesny z powodu koniecznej operacji biodra i półrocznej pauzy od piłki, dlatego bardzo chciałem wygrać to spotkanie, co się nie udało.

Jednak jeśli wracam do sezonu 2012/13 pamięcią to raczej do tych dobrych momentów i pięknej przygody w Lidze Mistrzów. A tam się wiele działo, jak choćby nasz dwumecz z Malagą czy ogranie Realu Madryt w półfinale. Samo dojście do finału było wielką sprawą dla klubu i podobnie jest teraz.

Obecnie mamy jednak inne okoliczności. Jürgen Klopp stworzył prawdziwą maszynkę do wygrywania. Dwa mistrzostwa Niemiec, finał Ligi Mistrzów, Puchar Niemiec. Teraz Borussia zakończyła sezon na piątym miejscu w Bundeslidze, odpadła na wczesnym etapie z DFB Pokal i w grze pozostała tylko w Champions League.

Reklama

Mówimy o zupełnie innych realiach. Paradoksalnie klub stoi obecnie na wyższym poziomie. Przez 11 lat ustabilizował się finansowo i sportowo, a także ugruntował swoją pozycję w lidze niemieckiej, czego dowodem jest też to niedoszłe mistrzostwo z poprzedniego sezonu i finał Champions League teraz. Po drodze były też zdobyte Puchary Niemiec. Piąte miejsce nie jest tym, którego oczekuje się w Dortmundzie. Ale to tylko dowód na to, że klub stoi na wyższym poziomie.

W Lidze Mistrzów Borussia nie była postrzegana w roli faworyta. W zasadzie tylko przeciwko PSV Eindhoven można było powiedzieć, że na papierze była lepsza. Drużyna z Dortmundu dobrze czuje się broniąc i wyprowadzając groźne kontrataki. Tak doszła do finału. W Bundeslidze musi natomiast kontrolować mecz poprzez posiadanie piłki i kreowanie sytuacji w ataku pozycyjnym. Zespół nie radzi sobie z dominowaniem na boisku.

Dobra gra w obronie Borussii w Lidze Mistrzów to w dużej mierze zasługa Matsa Hummelsa, który znajduje się w fenomenalnej formie. Mimo to nie jedzie na Euro 2024, na co ostro zareagował w mediach. Stwierdził również, że zawodnicy BVB popełniali dużo błędów jesienią, gdy samodzielnie zespół prowadził Edin Terzic. Zmieniło się to dzięki zatrudnieniu Nuriego Sahina i Svena Bendera. Mats chyba nigdy nie gryzł się w język?

Nie widziałem tej wypowiedzi Matsa, ale zawsze mówił to, co myśli. Niejedno jednak w piłce widział, dlatego w wielu kwestiach można się z nim zgodzić, ale tych słów nie chciałbym komentować.

A jak ocenia Pan pracę Edina Terzicia? Jego kadencja jest pełna wzlotów i upadków.

W moim ostatnim sezonie w Dortmundzie wspólnie z trenerem zdobyliśmy Puchar Niemiec. Później pałeczkę przejął Marco Rose, ale tylko na sezon, aż znowu wrócił Terzic, który rok temu otarł się o mistrzostwo Niemiec, a w tym powalczy o Ligę Mistrzów. Obecnie nie ma mnie w środku i ciężko mi ocenić wszystko to, co się dzieje. Ale patrząc jedynie przez pryzmat wyników, o których wspomniałem, to nie może być aż tak złym trenerem, jak czasem się to mówi.

Reklama

Ja też staram się nie oceniać trenerów na zasadzie zerojedynkowości. Albo jest ktoś dobry, albo zły. Na pracę szkoleniowca składa się wiele czynników, jak taktyka, zarządzanie ludźmi itd. Te wszystkie elementy muszą do siebie pasować, żeby drużyna wygrała Puchar Niemiec, walczyła o mistrzostwo i dotarła do finału Ligi Mistrzów. Nie bierze się to z przypadku.

Do tych czynników należy również dodać pracę asystentów. Odpowiednie dobranie ludzi wokół to też jest klucz do sukcesu. Borussia dostrzegła zimą potrzebę pozyskania dwóch asystentów i widać poprawę gry. Pogodzono zatem wszystkie potrzeby, bo pierwszy trener wzmocnił swoją pozycję, dochodząc z zespołem do finału Ligi Mistrzów, a pojedynczy piłkarze czy też cała szatnia otrzymali to, czego potrzebowali i widać progres drużyny.

Ponownie, choć pierwszy raz w rundzie wiosennej, na Wyspach Brytyjskich zagra Jadon Sancho. Anglik to fenomenalny zawodnik i może być pomocny Borussii w starciu z Realem w Londynie, ale jego przygoda z Manchesterem United okazała się zupełną klapą. Pan z nim grał w jego najlepszym okresie w karierze. Jak zatem trafić do tego utalentowanego piłkarza?

Jadon bardzo dobrze zna i czuje się w środowisku Borussii. Dużą rolę odegrał w tym trener i jego asystenci, by znowu poczuł się zaopiekowany i bezpieczny. To chłopak, który potrzebuje mieć zaufanie, ale też czasami nagina regulamin szatni. Raz czy drugi spóźni się na zbiórkę czy trening i wyrozumiałość szkoleniowca do pewnego stopnia pomaga mu w pokazywaniu najlepszej wersji siebie na boisku.

W Manchesterze jest trener, który nie pozwala na podobne zachowania, dlatego Jadon nie czuł sie w tym środowisku dobrze.

Wembley, Liga Mistrzów, Real Madryt to tematy bliskie pana kariery. Wracając pamięcią do tych najlepszych lat, czy wtedy, kiedy Borussia ogrywała Królewskich i walczyła o Puchar Europy, była szansa na transfer do Realu?

Rozmowy się toczyły, ale nie było to nic konkretnego ani nie złożono żadnej oficjalnej oferty. W tamtych czasach graliśmy z Realem naprawdę często, jak nie w fazie grupowej, to później w pucharowej. Mam dobre wspomnienia z tych starć, bo jako dziecko zawsze marzyłem, by mierzyć się z najlepszymi, a Real to była jedna z największych marek na świecie.

A pan był najlepszym prawym obrońcą na świecie, a przynajmniej według oceny Marco Reusa.

Widziałem ten filmik. Wybierał na nim skład najlepszych zawodników, z którymi miał okazję grać. Wystarczy się cieszyć, że ktoś cię tak dobrze wspomina, ale z dużą pokorą podchodzę do takich komplementów. Myślę, że może to też wynikać z tego, że na boisku rozumieliśmy się bez słów. Świetnie się dogadywaliśmy i to mogło zadecydować.

Dla Marco to będzie ostatni mecz w barwach Borussii Dortmund w karierze. Jak Pan go postrzega?

Marco to wielka postać dla Borussii. Czytałem jeden z jego wywiadów, w którym powiedział, że chciałby jeszcze raz przeżyć karierę, ale bez kontuzji. I zupełnie nie dziwię się tym słowom. Wiele fantastycznych momentów ominęło go przez urazy, jak m.in. mistrzostwo świata. Poza boiskiem jest bardzo fajnym, pomocnym człowiekiem. Natomiast na murawie pozostaje niesamowicie inteligentny. Nadal jednym dotknięciem piłki może zrobić coś z niczego. Dla mnie było samą przyjemnością móc z nim grać. Wiedziałem, że jak podam mu piłkę, coś z nią wyczaruje. I takich piłkarzy bardzo się ceni.

Na koniec chciałbym zapytać o jedno wydarzenie, które zapowiada się niezwykle interesująco. A mianowicie „Tschüssikowski”, czyli wspólny benefis Pana i Jakuba Błaszczykowskiego.

Tak, będzie takie wydarzenie i razem z Kubą bardzo się cieszymy, że Borussia dała nam możliwość zorganizowania takiego meczu i pożegnania się z kibicami w Dortmundzie. Obaj w dziwnych okolicznościach kończyliśmy swoje przygody z klubem. Gdy Kuba przyjechał z Wolfsburgiem na mecz do Dortmundu, jedyny raz Südtribüne, czyli miejsce, gdzie zlokalizowani są najbardziej zagorzali fani, stała pusta. Ja natomiast żegnałem się, gdy panowała pandemia koronawirusa i na stadionach nie było fanów. Fajnie, że będzie nam dane przeżyć jeszcze raz taki mecz i spotkać się ze znajomymi z boiska. Myślę, że może to być nie tylko ciekawe wydarzenie dla kibiców w Dortmundzie, ale i w Polsce.

ROZMAWIAŁ SZYMON PIÓREK

WIĘCEJ O NIEMIECKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Liga Mistrzów

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

9 komentarzy

Loading...