Reklama

Lechia ogrywa Polonię. Jeszcze chwilka i przywitamy ją w Ekstraklasie

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

24 kwietnia 2024, 22:38 • 3 min czytania 16 komentarzy

Radosny dzień w Gdańsku – Arka przegrała ze Zniczem, Lechia wygrała z Polonią, biało-zieloni będą mieć co najmniej 10 punktów przewagi nad strefą barażową (w zależności, co zrobi GKS) i awans na pięć kolejek przed końcem jest o krok.

Lechia ogrywa Polonię. Jeszcze chwilka i przywitamy ją w Ekstraklasie

Czy ostatnie dwa zwycięstwa Lechii zostały trochę przepchane? No tak, 1:0 z Górnikiem Łęczna, 1:0 dziś z Polonią, ale na tym etapie sezonu trzeba czasem trochę pokrwawić, najważniejsze, by sięgnąć po trzy punkty. Zapytajcie w Wiśle Kraków, czy nie woleliby się męczyć, ale grać co kolejkę za pełen zestaw. Pewnie, że woleliby. A nie dość, że się męczą, to jeszcze nie wygrywają.

Natomiast co do Lechii – też nie przesadzajmy, że na przykład dzisiaj musiała modlić się o zwycięstwo. Nie, absolutnie. Wiadomo, że dla świętego spokoju fajnie byłoby podwyższyć na 2:0, ale i tak gospodarze byli od przyjezdnych zespołem po prostu lepszym. Kontrolowali mecz, stwarzali więcej sytuacji, widać było więcej jakości.

Co bowiem wykreowała Polonia? Groźne uderzenie z linii pola karnego, przy którym dużą klasą musiał się wykazać Sarnawski, ale… to był jedyny celny strzał Czarnych Koszul. Poza tym co jakiś czas potrafili podwyższyć temperaturę w polu karnym Lechii, ale wciąż była ona pokojowa, biało-zieloni na pewno nie mieli jakoś specjalnie ciepło.

Ot, słabszy przyjechał do lepszego, coś tam pobrzęczał, ale bez przesady.

Reklama

Różnicę w klasie może pokazywać choćby zestawienie dwóch sytuacji. Lechia w 11. minucie wyszła z kontrą i skończyła ją golem Chłania. Natomiast gdy to samo miała okazję powtórzyć Polonia chwilę później, to skończyło się na zwolnieniu akcji i stracie. Wyraźnie było widać, że jeśli gościom ma coś wpaść, to po jakimś farfoclu ze stałego fragmentu gry – lecz taki się nie znalazł.

Lechia zaś stwarzała sobie sytuacje, ale brakowało skuteczności. W dość prostej sytuacji spudłował Kapić, Chłań był zatrzymywany przez Lemanowicza, wstrzelenie Meny minęło słupek o mały figiel, zresztą podanie było na tyle ciekawe, że powinien ktoś to przeciąć. Ale nikt nie przecinał, nikt też na bramkarza Polonii po raz drugi sposobu nie znalazł, więc stanęło tylko na jednej sztuce.

Pewnie łatwiej byłoby z Bobckiem, ale nie mógł dziś grać, bo przecież pauzował za kartki.

Niemniej trzy punkty wpadły i to jest dla Lechii absolutnie kluczowe. Czekają ją jeszcze trzy mecze z TOP6 (Tychy, Wisła Kraków, Arka), Stal będąca w dobrej formie, no i Miedź. Gdyby przewaga nad peletonem była mniejsza, można byłoby się jeszcze martwić, bo terminarz gdańszczan nie rozpieszcza – jeśli sprawa szłaby na noże, wiele niedobrego mogłoby Lechię spotkać.

A tak, jeśli mowa o nożach, to tylko plastikowych. Niby można się zaciąć, ale trzeba być wyjątkowym gamoniem. Wątpliwe, że Lechia nim będzie i kolejny sezon zacznie w Ekstraklasie.

Lechia Gdańsk – Polonia Warszawa 1:0

Chłań 11′

WIĘCEJ O I LIDZE:

Reklama

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Komentarze

16 komentarzy

Loading...