Reklama

Herbie Hide i najszybsza obrona pasa wagi ciężkiej w historii

Szymon Szczepanik

Autor:Szymon Szczepanik

18 kwietnia 2024, 14:13 • 16 min czytania 0 komentarzy

Jak na wagę ciężką Herbie Hide (49-4, 43 KO) posiadał co najwyżej przeciętne warunki fizyczne. Mimo to urodzony w Nigerii pięściarz bił tak mocno, że Michael Bentt (11-2, 6 KO) po starciu z nim został przewieziony do szpitala, gdzie przez cztery dni znajdował się w śpiączce. Hide jest też autorem najszybszego rozstrzygnięcia walki o mistrzostwo wagi ciężkiej w historii, bowiem 18 kwietnia 1998 roku udało mu się zdemolować rywala w zaledwie 52 sekundy. Kilka lat później ten wyczyn powtórzył Lamon Brewster (35-6, 30 KO) – i to w starciu z Andrzejem Gołotą (41-9-1, 33 KO). Z tej okazji przypominamy postać „Tańczącego Niszczyciela”, którego koleje losu są poplątane i zawierają w sobie teoretyczne bankructwo, zarzuty o gwałt czy odsiadkę w więzieniu za handel kokainą w wyniku dziennikarskiej prowokacji.

Herbie Hide i najszybsza obrona pasa wagi ciężkiej w historii

TAŃCZĄCY NISZCZYCIEL

Mierzył 187 centymetrów wzrostu, a u szczytu kariery w królewskiej kategorii, jego oficjalna waga oscylowała w okolicach 100 kilogramów. W rzeczywistości wnosił na nią nawet mniej. Często dokonywał ważenia w ubraniach, a plotki głoszą, że w kieszeniach dresów miał poukrywane ciężarki. Większy od niego był nawet Evander Holyfield (44-10-2, 29 KO), którego wówczas uznawano za naturalnego cruisera.

Ale właśnie przez tę skromną budowę ciała, rywali Herbiego Hide’a na zawodowych ringach czekało niemiłe zaskoczenie. Ten gość posiadał bowiem niszczycielską siłę ciosu. Może za kolejnymi uderzeniami nie szła odpowiednia technika. Może złośliwi mogli mówić, że pseudonim „Tańczący Niszczyciel” bierze się stąd, że zdarzało mu się zatańczyć na nogach po przyjęciu celnego uderzenia. Jednak waląc czy to z lewej, czy z prawej, Herbie z uporem godnym średniowiecznego tarana parł na rywala, dążąc do nokautu.

Skąd jednak wzięła się w nim taka siła? Może wynikała z wściekłości, którą wnosił do ringu?

Reklama

Herbert Okechukwu Maduagwu urodził się w nigeryjskiej prowincji, dokładnie w Amauzari. Do Norwich w Wielkiej Brytanii przeprowadził się jako dziecko wraz z matką oraz ojczymem, Alanem Hide’em, którego nazwisko później przyjął. Na Wyspach mieszkał w szkolnym internacie, będąc tam jedynym czarnoskórym dzieciakiem. W dodatku miał problemy z wyraźnym mówieniem, jąkał się, a całości kłopotu komunikacji dopełniał silny afrykański akcent. To powodowało, że Herbie w nowym otoczeniu od małego był obiektem drwin ze strony rówieśników. Jednak już w ojczystym kraju za sprawą jednego z wujków zaczął zbierać pierwsze szlify w boksie. Stąd prędko doszedł do wniosku, że szacunek w szkole i na ulicy należy wyrabiać sobie za pomocą pięści.

W ten oto sposób Hide wyrobił sobie opinię gościa nieokrzesanego. Typa który momentalnie potrafi wybuchnąć, podskórnie sądząc, że nawet zwrot „przepraszam, czy możesz powtórzyć?” stanowi próbę nabijania się z jego osoby. Jednocześnie był postacią niezwykle charyzmatyczną. Albo, jak kto woli, wzbudzał w ludziach strach. Bywały sytuacje, w których nie zwracał się bezpośrednio do osób wobec których miał uwagi, ot po prostu rzucał je w eter. Jednak one doskonale wiedziały, co mają robić, by uniknąć konfrontacji.

PRAWIE ZABIŁ PRZECIWNIKA

Oficjalnie Herbie zadebiutował na zawodowych ringach w wieku 18 lat. Wcześniej stoczył zaledwie 10 amatorskich walk, ale niewielkie doświadczenie nie stanowiło problemów na zawodowstwie. Cały anturaż wokół Nigeryjczyka z brytyjskim paszportem wzbudzał emocje. Kibice byli w stanie uwierzyć, że zobaczą w ringu gościa, który jest nieobliczalny. Może kiedy dostanie strzała, to sam padnie, ale z pewnością zapewni fajerwerki w ringu i poza nim. Odzwierciedlał to rekord Herbiego. Do końca 1993 roku pokonał 25 rywali, spośród których tylko jeden dotrwał z nim do ostatniego gongu.

Hide stawał się postrachem do tego stopnia, że Bob Arum zaczął porównywać go z Muhammadem Alim, doceniając jego niezwykłą szybkość. Inne źródła mówią, że takiej metafory użył Barry Hearn, który był menedżerem Nigeryjczyka. Ktokolwiek by nie wygłosił tej opinii, piszący wówczas na łamach „The Independent” Ken Jones trafnie podsumował, że to jakby porównać Pelego do Vinniego Jonesa. Z jednej strony mowa o artystach i geniuszach swoich dyscyplin. Z drugiej, o charakternych zabijakach.

Herbie Hide był zresztą bliski tego, by naprawdę zabić człowieka. I to w walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Stawką był pas federacji WBO, a przeciwnikiem – Michael Bentt (11-2, 6 KO). Brytyjczyk z amerykańskim paszportem chwilę wcześniej sensacyjnie pokonał w pierwszej rundzie Tommy’ego Morrisona (48-3-1, 42 KO). Kiedy już na początku walki „Wielka Nadzieja Białych” trafiła go celną kombinacją i przyparła do lin, wydawało się, że za chwilę będzie po wszystkim. I było… bowiem Bentt zdołał zebrać siły i jeszcze w pierwszej minucie trafił Morrisona potężnym prawym. Kilkadziesiąt sekund później ostatecznie skończył robotę, trzeci raz posyłając rywala na deski.

Reklama

Przed walką Bentta z Hide’em doszło do niesławnego incydentu. Kiedy obaj pięściarze w ramach promocji wydarzenia pojawili się w Sheraton Park Tower w Londynie, wdali się w kłótnię, która zamieniła się w karczemną awanturę. Zaczęli się przepychać i tarzać w pobliskiej kałuży, a Bentt przypłacił bójkę rozdarciem drogiego garnituru.

Co było przyczyną całej akcji? – Miałem czapkę baseballową klubu Millwall, który miał mnie sponsorować. Nagle czapka spadła mi z głowy, co było o tyle dziwne, że wtedy nie wiało. Okazało się, że Herbie mi ją zdjął, uderzając mnie w głowę. W takim środowisku twoje emocje są niczym otwarty nerw. Naraził tym moje ego, a wojownik musi zrobić wszystko żeby je chronić – wspominał Bentt w artykule Boxing News.

„Tańczący Niszczyciel” ponownie zatem dał się poznać jako nieobliczalny gość. Co jednak ciekawe, ten sam Bentt twierdził, że ich pierwsze spotkanie przebiegło w bardzo miłej atmosferze. Miało ono miejsce rok przed pojedynkiem, więc obaj wtedy nie wiedzieli, że staną naprzeciwko siebie w ringu. Urodzony w Londynie Michael został zaproszony do Wielkiej Brytanii na jedną z ceremonii rozdania nagród sportowych. Kiedy Bentt zobaczył czarnoskórego gościa wyglądającego na takiego, co uprawia sztuki walki, postanowił z nim pogadać. W tym samym artykule Bentt tak opisał tamto spotkanie:

Zaczynamy rozmawiać i dość szybko zauważam, że się jąka. Powiedziałem wtedy „Stary, mamy ze sobą coś wspólnego, obaj się jąkamy.” Później dodałem „Nie krytykuję cię za jąkanie. Jeśli się nad tym zastanowić, wszyscy się jąkamy. Jeżeli ktoś wyciągnie do ciebie broń, momentalnie nauczysz się jąkać”. W każdym razie, fajnie spędziliśmy tamten wieczór, a on był naprawdę miłym gościem. Później dowiedziałem się, że to był Herbie Hide.

19 marca 1993 roku, w ringu wzniesionym na stadionie Millwall Hide w niczym nie przypominał tego miłego kolesia sprzed roku. Pretendent do mistrzowskiego pasa WBO był zdecydowanie lepszy. Zasypywał mistrza ciosami z obu rąk i różnych płaszczyzn, a stosunkowo niewielkie rozmiary zapewniały mu ogromną szybkość. Koniec walki mógł nastąpić już w trzeciej rundzie. Wtedy Bentt zaliczył deski, a kiedy wstał, jego najskuteczniejszą obroną przed kolejnym nokdaunem było kurczowe trzymanie się lin. Michael zainkasował w tamtym starciu masę mocnych uderzeń – i to od człowieka, który potrafił kłaść rywali już jednym ciosem. Bentt mógł się odwdzięczyć Hide’owi tylko faulem, z którego kilka lat później zasłynął Mike Tyson (50-6, 44 KO). W pewnym momencie bowiem… ugryzł Herbiego.

To zdarzenie jeszcze bardziej rozjuszyło Hide’a. Koniec walki nastąpił w siódmej rundzie, kiedy po akcji prawy-lewy-prawy Bentt przywalił twarzą o ring. I chociaż zdołał wstać, to sędzia przerwał pojedynek.

Jak się okazało, była to słuszna decyzja arbitra. Kilka godzin po walce były już mistrz WBO zasłabł i został przewieziony do szpitala. Okazało się, że doznał poważnego uszkodzenia mózgu, po którym zapadł w śpiączkę aż na cztery dni. Na szczęście zmiany w mózgu nie okazały się nieodwracalne.

– Jedyne, co pamiętam z tego okresu, to nazwisko dr John Sutcliffe – wspominał Bentt, mając na myśli neurochirurga, który odpowiadał za jego stan zdrowia. Powrót do boksu był jednak niemożliwy, tym samym Brytyjczyk z amerykańskim paszportem zakończył karierę… a po niej znakomicie odnalazł się w branży filmowej. Zagrał parę ról w hollywoodzkich produkcjach i odpowiadał za choreografię walk w kilku filmach. Ostatecznie zatem po rzuceniu bosku odnalazł się znacznie lepiej, niż wielu pięściarzy o klasę lepszych od niego. Dokładne losy Bentta opisaliśmy w tym miejscu.

„…ŁAMAŁ KAŻDĄ CHOLERNĄ ZASADĘ”

– Świętowanie rozpocznę wtedy, gdy pokonam Holyfielda i zostanę niekwestionowanym mistrzem – mówił z kolei po zdobyciu pasa WBO Hide.

Musimy w tym miejscu wyjaśnić, że chociaż Brytyjczyk został mistrzem świata, to w 1994 roku jego pas nie był tak prestiżowy, jak ma to miejsce dziś. Wówczas federacja WBO działała na bokserskim rynku dopiero od sześciu lat. I chociaż jej tytuły szybko zaczęły cieszyć się poważaniem wśród pięściarzy, to oficjalnie zaczęła być traktowana na równi z pozostałymi dużymi federacjami – WBA, WBC i IBF – dopiero od 2007 roku. Wcześniej, kiedy pięściarz chciał w danej kategorii wagowej uzyskać miano niekwestionowanego mistrza, musiał zdobyć tytuły wspomnianych trzech organizacji. Dlatego też ostatnim niekwestionowanym czempionem wagi ciężkiej był Lennox Lewis (41-2-1, 32 KO). Choć „The Lion” nigdy nawet nie walczył o tytuł WBO.

ZWROT 50% DO 500 zł – BEZ OBROTU W FUKSIARZ.PL!

Jednak pas World Boxing Organization już wtedy otwierał przed pięściarzem drzwi do najbardziej lukratywnych pojedynków. Hide najgłośniej mówił o Holyfieldzie. Często wygłaszał też chęć walki z Frankiem Bruno (40-5, 38 KO), uznanym nazwisku na brytyjskim rynku. W jego poczynaniach można doszukać się logiki, bowiem obaj rozmiarami nie odbiegali aż tak bardzo od „Tańczącego Niszczyciela”.

Ostatecznie jednak następnym rywalem Hide’a został Riddick Bowe (43-1, 33 KO). Pięściarz z absolutnego topu wagi ciężkiej. Wprawdzie już wcześniej stracił mistrzowskie pasy IBF i WBA na rzecz Holyfielda, ale w przyszłości miał udanie zrewanżować się rodakowi za jedyną porażkę w zawodowej karierze. Był znakomitym pięściarzem, wciąż znajdował się w dobrej formie, a jego pseudonim Big Daddy zwiastował, jakiego rodzaju kłopoty Hide będzie miał w tej walce.

Walka trwała do szóstej rundy. Herbie Hide leżał w niej na deskach aż 10 (!) razy. Wprawdzie nie w każdym przypadku był liczony, gdyż sędzia ringowy trzykrotnie uznawał, że jego lądowania na deskach nie były spowodowane ciosem Bowe’a. Ale po części wynikały one z ogromnego zmęczenia Hide’a wywołanego przepychaniem się ze znacznie cięższym oponentem. Mimo wszystko Herbie i tak miał w tym starciu momenty w których wyraźnie naruszył Riddicka.

Jak okazało się po latach, pomimo wyraźnej przegranej Brytyjczyka, Bowe darzył go ogromnym szacunkiem.

– Byłem na zjeździe wagi ciężkiej w 2016 roku na Florydzie – mówił Michael Bentt – Kiedy wspomniałem imię Herbiego Hide’a, mój przyjaciel Riddick Bowe zaczął się śmiać. Powiedział mi: „Ten koleś był najtwardszym pięściarzem, z jakim kiedykolwiek się mierzyłem na ringu”. On też z nim walczył. Zrozumiesz to tylko wtedy, gdy tego spróbujesz. [Hide] miał przerażającą moc. Przeciwstawiał się prawom fizyki. Siła Joe Louisa wynikała z praw fizyki. Ułożenia stóp, podstaw boksu, techniki. Herbie Hide? Kurwa. On łamał każdą cholerną zasadę.

NAJSZYBSZA WALKA O MISTRZOSTWO W HISTORII WAGI CIĘŻKIEJ

Dotkliwa porażka nie oznaczała dla Herbiego końca kariery. „Tańczący Niszczyciel” szybko powrócił pomiędzy liny, na przełamanie nokautując dwóch pierwszych rywali. Trzecie starcie stoczył z Tonym Tuckerem (57-7, 47 KO), a stawką był ponownie pas WBO. Amerykanin był bardzo solidnym pięściarzem, choć już po swoim prime. Wcześniej został mistrzem IBF, walczył też z Tysonem i Lewisem. Oba pojedynki przegrał wyraźnie, ale dotrwał w nich do ostatniego gongu.

Z Herbiem Hide’em wytrzymał w ringu zaledwie dwie rundy.

Jednak do historii wagi ciężkiej bohater tego tekstu wpisał się 18 kwietnia 1998 roku. Wówczas w pierwszej obronie ponownie wywalczonego pasa, przeciwnikiem Hide’a był Damon Reed. Amerykanin w dniu walki legitymował się rekordem 23-1, 18 KO, ale jego realne umiejętności znacznie lepiej oddaje bilans całej kariery – 48-20, 32 KO. Jeżeli mielibyśmy powiedzieć, co w Reedzie mogło robić największe wrażenie, to postawilibyśmy na pseudonim – Dangerous.

Ta walka od początku była nieporozumieniem, definicją mismatchu. Reed już po pierwszej prawej bombie zdał sobie sprawę, co czeka go pomiędzy linami. Kiedy zaś zaczął panicznie uciekać przed rywalem z narożnika, Hide sieknął go z doskoku lewą ręką. Ringowy Rudy Battle już wtedy powinien przerwać walkę. Nawet gdy Damon wstał, jego głowa wciąż była w innym świecie. Battle chyba jednak nie chciał kończyć wydarzenia wieczoru po 30 sekundach, stąd dopuścił Reeda do walki… by po chwili zreflektować się, że dalsze starcie nie ma sensu. I tak przerwał pojedynek, kiedy na zegarze upłynęły zaledwie 52 sekundy pierwszego starcia.

Tym samym Herbie Hide został autorem najszybciej zakończonej walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej w historii boksu. „Tańczący Niszczyciel” poprawił rekord Joe Louisa (66-3, 52 KO), który w 1944 roku pokonał Johnny’ego Davisa w 53 sekundy.

Nie możemy przy tym nie wspomnieć o jeszcze jednym pojedynku. Zawarty w nim jest bowiem polski wątek. Choć jak zapewne wielu z was już się domyśla, nasz rodak w rzeczonym starciu nie był tym bijącym, ale bitym. W 2005 roku, 7 lat po wyczynie Hide’a, tytułu mistrza świata WBO bronił Lamon Brewster, którego rywalem był Andrzej Gołota. Ta walka nad Wisłą przeszła do legendy, a „jedna Gołota” – czyli 53 sekundy – otwarła panteon polskich jednostek czasu, do których później dołączyła chociażby „jedna Wenta”.

Przy okazji: we wspomnianym określeniu utarła się liczba „53”. Jednak oficjalnie walka Polaka trwała o sekundę krócej. Tym samym Gołota stał się niechlubnym współautorem rekordowo szybkiego rozstrzygnięcia pojedynku o mistrzostwo świata wagi ciężkiej.

MORDERSTWO, OSKARŻENIA O GWAŁT, DZIENNIKARSKA USTAWKA

Wróćmy jednak do głównego bohatera tego tekstu. Jeszcze w 1999 roku, przed walką Holyfielda z Lewisem o miano niekwestionowanego mistrza wagi ciężkiej, Nigeryjczyk mówił, że nie uznaje takiego nazewnictwa wobec zwycięzcy, skoro on sam posiada pas WBO. Kiedy pytano go o wytypowanie triumfatora, odpowiadał: – Nie obchodzi mnie, kto wygra, Lewis czy Holyfield. Mam nadzieję, że po 12 rundach solidnego mordobicia obaj się pozabijają.

Niedługo po tym, jak wypowiedział te słowa, kariera Herbiego Hide’a w wadze ciężkiej właściwie dobiegła końca. W czerwcu 1999 roku do Londynu udał się bowiem obowiązkowy pretendent do walki o tytuł WBO. Wówczas znany był głównie w Niemczech, a nazywał się Witalij Kliczko (45-2, 41 KO). Destrukcyjna siła ciosu „Tańczącego Niszczyciela” na nic zdała się w starciu z dwumetrowym kolosem. Ogromna szybkość nie pomogła przedostać się przez wystawione ramiona rywala. Z kolei w drugiej rundzie Doktor Żelazna Pięść sam pokazał, że nie posiada waty w rękach i zakończył pojedynek.

Wprawdzie Herbie później walczył jeszcze przez ponad dekadę. Z czasem przeniósł się nawet do swojej naturalnej wagi junior ciężkiej. Ale uczynił to dopiero jako 35-latek. W niższej kategorii nie zaznał porażki, ale też nie walczył z żadnym wybitnym zawodnikiem. Po prostu było już za późno na to, by podbić tę kategorię wagową. Brytyjczyk stał się co najwyżej ciekawym dodatkiem do karty walk. Ostatni raz Herbie na ringu wystąpił w 2010 roku.

Przez cały ten okres znacznie ciekawiej było w życiu prywatnym Hide’a. Los go bowiem nie oszczędzał. Tuż po wielkiej wygranej z Tuckerem białaczka zabrała jego brata, Allana. Z kolei w 2003 roku pięściarz wdał się w awanturę w jednym z klubów w Norwich. Według zeznań, zaatakowała go grupa mężczyzn. Hide postanowił się bronić, do czego wykorzystał nóż kuchenny. W angielskim prawie nóż posiada jednak status broni ofensywnej, więc bokser otrzymał za jego użycie 750 funtów kary.

Prawdziwe kłopoty Hide’a zaczęły się od 2011 roku… ale w każdym przypadku trudno doszukać się jego winy. Najpierw został bowiem oskarżony o gwałt. Przy czym oskarżenie samo w sobie brzmiało dość kuriozalnie. Rzekomo napastowana kobieta nie określiła nawet dokładnej daty zdarzenia – powiedziała tylko o dniach od 1 do 7 listopada 2010 roku. Po tym jak nie przedstawiono mu żadnych dowodów, Herbie opuścił areszt.

Z kolei w 2012 roku w domu Herbiego zamordowano człowieka. Pierwotna wersja głosiła, że do zdarzenia doszło podczas wielkiego przyjęcia urodzinowego gospodarza. Ofiarą był 25-letni Tafadzwa Khan pochodzący z Zimbabwe przyjaciel rodziny. W trakcie dochodzenia okazało się jednak, że przyjęcie owszem, było, ale z pewnością nie na cześć Hide’a, który przebywał wówczas poza domem.

Wreszcie, sprawa z roku 2013, przez którą były już pięściarz został skazany na 22 miesiące więzienia. „Były mistrz świata handluje prochami!” – niezły tytuł na czołówkę gazety, prawda? Tak samo najwyraźniej pomyśleli w redakcji tabloidu „The Sun”, kiedy klepnięto zgodę na prowokację dziennikarską, której celem był Hide. Jej głównym architektem został Mazher Mahmood. Był to człowiek odpowiedzialny za szereg tego typu prowokacji w świecie sportu i show biznesu. To on ujawnił, że legendarny snookerzysta John Higgins byłby w stanie ustawiać przebieg spotkań. Jednak wielokrotnie Mahmood przekraczał granice dziennikarskiej prowokacji, a w sądach zdarzało mu się konfabulować, za co ostatecznie został skazany.

Lecz zanim to nastąpiło, Mahmood wcielił się w swoją ulubioną rolę arabskiego szejka. Złapał kontakt do Herbiego Hide’a, któremu kreślił wizję wspólnej organizacji gal bokserskich.

– Ci goście przyszli do mnie z dobrym pomysłem na biznes. Przylecieli do mojego domu helikopterem. Zostali moimi najlepszymi przyjaciółmi – wszędzie mnie wozili – i powiedzieli mi, że ich szef lubi wąchać – mówił Hide na łamach „Eastern Daily Press”.

Pięściarz wzbraniał się przed zorganizowaniem towaru, ale ostatecznie, po wielu namowach „Tańczący Niszczyciel” uległ i na spotkanie z szejkiem/szefem/Mahmoodem zorganizował od jednego z dilerów cztery gramy kokainy, za którą zapłacił 400 funtów. Po tym jak już dokonano ujawnienia fortelu, w przebadanej próbce znaleziono jednak niecałe 0,15 grama czystego narkotyku. Żeby była jasność – oczywiście Hide popełnił błąd. Ale piszemy to wszystko dlatego, by pokazać wam, że Herbie nie był żadnym dilerem. Dziennikarze „The Sun” obrali za cel zwykłego, nie do końca rozgarniętego (sąd nazwał go dorastającym chłopcem w ciele mężczyzny) człowieka, którego omamili wizją zarobienia wielkich pieniędzy i sami zachęcali do popełnienia przestępstwa.

– Waham się, czy to powiedzieć, ale jest to przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a – z dala od blasku reflektorów mój klient jest człowiekiem nieśmiałym i wrażliwym, więc był podatny na manipulację takich doświadczonych profesjonalistów, jak pan Mahmood – mówił w sądzie adwokat Hide’a. Jednak argumenty obrony nie uchroniły byłego mistrza przed pójściem za kratki. Wpływ na wyrok miał także fakt, że Herbie już wcześniej był karany (sprawa z nożem).

– Jeśli to jest więzienie, to ja spędziłem w nim całe życie. Jestem w więzieniu od chwili, gdy po raz pierwszy przybyłem do Anglii. Dokładnie tak wygląda szkoła z internatem i dokładnie tak wygląda trening boksu – wstajesz, idziesz na siłownię, bierzesz się za trening i idziesz spać. Różni się tylko to, że w więzieniu nie dostaniesz za to kilkuset tysięcy wypłaty – mówił Hide.

Już po opuszczeniu aresztu pięściarz przyznał, że blisko dwa lata odsiadki odcisnęły na nim piętno. – Nie ma znaczenia, co się teraz stanie. Nigdy już nie będę taki sam. Psychicznie mnie to popsuło. Mam depresję – mówił w wywiadzie dla ITV.

W kolejnych latach pięściarz ogłosił bankructwo, choć według niektórych informacji, sam zainteresowany celowo dokonał takiego zabiegu, by ukryć część majątku przed potencjalnymi wierzycielami. Jeszcze w więzieniu chwalił się nieruchomościami w USA, Wielkiej Brytanii czy też Nigerii, w której wciąż jest mile widziany. Choć w tym ostatnim kraju nie każdy biznes mu wychodzi. Na przykład w 2020 roku za równowartość 80 tysięcy funtów nabył ziemię w rejonie Abudży. Okazało się jednak, że grunt należy do kogoś innego. I tak pieniądze zniknęły, a o prawa do gruntu pięściarz musiał ubiegać się przed sądem.

Jednym z ostatnich materiałów wideo, na których pojawia się Hide, jest ten z 2022 roku z nigeryjskiego miasta Kano. Tam Herbie zdecydował się przyjąć islam.

– Chciałem przyjąć tę religię, odkąd ukończyłem osiemnaście lat. Ale moja mama, z którą miałem dość bliską relację, była chrześcijanką. Teraz sam posiadam dzieci, które wspierają mnie w mojej wierze, czytają Koran i sami chcą być częścią tej religii – mówił we wspomnianym materiale.

„Tańczący Niszczyciel” wiedzie zatem spokojne życie, z dala od blasków fleszy, kamer, ale też dźwięku rękawic uderzających o rywala, czy zapachu potu wylewanego codziennie na siłowni. Tam bowiem swoje już zrobił. Może nie był najlepszym ciężkim swojej generacji. Może tytuł mistrza świata WBO przypadł mu wyłącznie dlatego, że federacja dopiero wyrabiała sobie pozycję na rynku, stąd pięściarze z absolutnego topu nie byli zainteresowani tym pasem. Ale koniec końców to Herbie Hide został autorem rekordu, który w dzisiejszych standardach wagi ciężkiej wydaje się nie do pobicia. Obronił tytuł czempiona globu w zaledwie 52 sekundy walki.

SZYMON SZCZEPANIK

Czytaj więcej o boksie:

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń

Najnowsze

Boks

Anglia

Jan Bednarek i jego światy równoległe. Polak znów zagra w Premier League, ale marudzących to nie przekonuje

Przemysław Rudzki
22
Jan Bednarek i jego światy równoległe. Polak znów zagra w Premier League, ale marudzących to nie przekonuje

Komentarze

0 komentarzy

Loading...