Reklama

Warto przypomnieć, co piłkarze Lecha mówili zimą…

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

15 kwietnia 2024, 16:51 • 5 min czytania 38 komentarzy

W kontekście marnej gry Lecha Poznań dużo mówi się o Mariuszu Rumaku i słusznie, bo trener ma sporo za uszami. Ale nie wolno zapominać o piłkarzach, którzy przecież zapowiadali lepszą grę pod wodzą właśnie tego szkoleniowca. W wywiadach po zwolnieniu van den Broma zagrali va banque i cóż, są o kroczek od bankructwa.

Warto przypomnieć, co piłkarze Lecha mówili zimą…

Przypomnijmy, co opowiadali.

Afonso Sousa w naszej rozmowie: John van den Brom nie był trenerem, który pracował wiele nad taktyką. Cieszymy się, że trener Mariusz Rumak przywiązuje dużą wagę do taktyki, że częściej nad tym pracujemy. Wiemy, co robić na boisku, poprawiamy się. John van den Brom wolał pracować nad czymś innym, a ja wolę poświęcać się sprawom taktycznym. (…) Uważam, że w poprzednim sezonie były momenty, w których byłem traktowany niesprawiedliwie. Grałem, strzelałem, a potem siadałem na ławce. Jako zawodnik musiałem jednak szanować decyzję trenera. Czułem się z tym źle, bo nie widziałem rozwoju i poprawy w mojej grze, komunikacja też nie stała na dobrym poziomie. Mam nadzieję, że teraz będzie to wyglądało inaczej, jako zespół złapaliśmy już dobry kontakt z trenerem Rumakiem.

Hotić dla Goal.pl: Moja opinia jest taka, że był zbyt zrelaksowany i miał problem z utrzymaniem wszystkiego w ryzach na boisku. Moim zdaniem to przyczyniło się do odpadnięcia z pucharów. Grając w Europie, gdzie występują najlepsze drużyny ze swoich krajów i dorzucają do tego jeszcze ekstra motywację, każdy może cię skrzywdzić. Wystarczy, że nie jesteś odpowiednio zorganizowany i nie trzymasz się taktyki. Wtedy przegrywasz tak, jak my przegraliśmy. Nie do końca było też jasne, czego oczekiwał. Weźmy ten dwumecz z Trnawą. Wygraliśmy pierwszy mecz 2:1, ale Trnawa na naszym tle zaprezentowała się bardzo słabo. Dominowaliśmy, bezpiecznie prowadziliśmy 2:0, powinniśmy wyżej, a oni w samej końcówce oddali właściwie jedyny strzał w meczu i sprawili, że w rewanżu już nie było tak komfortowo, jak mogłoby być. W szatni byliśmy bardzo źli. Wściekli. Przekaz od trenera był inny – wszystko jest w porządku, brawo, zagraliście dobry mecz, nie ma strachu przed drugim meczem. Nie sądzę, że to było właściwe podejście.

Salamon w Wyborczej: Jest duża zmiana w porównaniu do Johna van den Broma. Teraz trener Rumak robi wszystko, żeby wycisnąć z nas maksimum. Zmiany będzie widać nie tylko fizycznie, ale również taktycznie. Trener ma na nas pomysł i mam nadzieję, że wyniki oraz nasza gra potwierdzą zasadność tej zmiany.

Reklama

Ishak w Goal.pl: Uważam, że nie byliśmy dobrze przygotowani na Legię. Nie wiem, dlaczego, pewnie trzeba by spytać naszego poprzedniego trenera. Robiliśmy parę dziwnych rzeczy, ale na pewno nie było nastawienia na remis. I po meczu wcale nie byliśmy zadowoleni z 0:0.

Pisaliśmy wówczas: „Można wylewać swoje żale w mediach i bardzo proszę, dla dziennikarzy to świetna wiadomość, ale dla zawodników to jednocześnie określone zobowiązanie – to nie nasza wina, że jesień była średnia, tylko trenera. Jego teraz nie ma, więc odpalimy. (…) Teraz – po tych żalach – nie będzie usprawiedliwień. Lech wciągnął kotwicę, statek rusza, złego trenera nie ma, dobrzy piłkarze są, wszystko zagra bez grama fałszu. Taki scenariusz jest dla zawodników Lecha wręcz obowiązkowy. Jeśli bowiem znów zawiodą i będą grać średnio, będziemy wiedzieć, że zimą znaleźli sobie kozła ofiarnego. A tak naprawdę problem od początku był w nich. Zatem albo-albo. Sami wybraliście tę grę, panowie”.

Cóż – wybrali, zagrali i na razie przegrywają. Lech bez tego zbytnio wyluzowanego taktycznego abnegata z Holandii miał odpalić, a jak widać: nie odpala. Co więcej, wygląda jeszcze gorzej taktycznie, bo przecież Puszcza nie dość, że bawiła się z nim stałymi fragmentami gry, to jeszcze zaskoczyła w pierwszych minutach, kiedy Kolejorz chyba spodziewał się defensywnej postawy rywala, a ten wyskoczył na niego bez żadnych kompleksów.

Ktoś powie, że za taktykę odpowiada właśnie Rumak, ale przecież choćby Sousa twierdził, że Lech poprawia się w tym elemencie względem kadencji van den Broma.

Kolejorz miał się rozwijać, bo zrzucił balast, ale się nie rozwija i pozostaje w grze o mistrzostwo tylko dlatego, że żółwie mogłyby się poczuć obrażone, gdyby porównać do nich tempo Ekstraklasy.

Lech za van den Broma miał 1,74 oczka w Ekstraklasie, za Rumaka 1,67. Więc nie tylko się „nie rozwija”, ale zmierza w kierunku zwijania, co przecież – tak wynika z wypowiedzi piłkarzy – miało być nie do pomyślenia.

Reklama

I to oni powinni wziąć za to taką samą, jeśli nie większą odpowiedzialność niż Rumak. Rację ma Damian Smyk, który stwierdził w Meczykach: „Bardzo wygodnie jest dziś być piłkarzem Lecha, bo po prostu jak wyniki są słabe, to zwolnią ci trenera, a z ciebie odpowiedzialność spływa”. Nie obserwujemy przecież obecnie tak ochoczego uderzania się w piersi, jak ochoczo zawodnicy Kolejorza wtedy podszczypywali byłego szkoleniowca.

Chyba nikt na całym świecie nie wierzy, że Dean Klafurić to dobry szkoleniowiec, a jednak pracę w Legii skończył ze średnią 2,27 oczka na mecz. Czyli tak naprawdę wręcz wybitną. Ale dlaczego tak się stało? No właśnie nie dlatego, że był trenerskim kozakiem, tylko wówczas gracze z Warszawy wzięli odpowiedzialność – w końcówce sezonu pod jego wodzą zremisowali ledwie jeden mecz, resztę wygrali, sięgnęli po mistrzostwo i dołożyli jeszcze puchar.

Można dziś przywoływać tę historię, bo podobnej należało oczekiwać po Lechu – tym bardziej po takich słowach zawodników. Naprawdę mało potrzeba w tym sezonie do tytułu, wystarczy się nie wypieprzać co sekunda, a do tego przy – podobno – wysokich możliwościach piłkarzy z Poznania, nie potrzeba Guardioli na ławce, tylko przyzwoitości na boisku.

A zespół potyka się na Puszczy, Stali, dostaje czwórkę od Rakowa, który od tamtego czasu potrafił ograć jeszcze tylko Koronę, mimo że na rozkładzie miał prawie że jedynie dół tabeli. No to jak to tak, albo się czujecie lepiej bez van den Broma, albo jednak nie w nim leżał problem.

Co jest najgorsze z perspektywy kibiców Lecha, to właściwie pewnik, że po sezonie Rumak zostanie pożegnany przez rządzących, a większość zawodników rozgrzeszona.

Oczywiście istnieje jeszcze opcja, że to rozgrzeszenie będzie słuszne, bo Kolejorz wygra mistrzostwo Polski, ale na dziś cholernie trudno w to uwierzyć. Realistyczniejszy jest scenariusz, że tytułu nie będzie, a do zdań z zimy zawodnicy nie będą chcieli wracać.

Łatwiej przecież poszukać winnego gdzie indziej. Gdyby za to rozdawać mistrzostwo kraju, gablota w Poznaniu mogłaby nie wytrzymywać tych kilogramów.

WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ:

Fot. Newspix.pl

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Niemcy

Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Szymon Janczyk
0
Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Ekstraklasa

Niemcy

Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Szymon Janczyk
0
Enke, Joselu, Fuellkrug, Sobiech. Edwarda Kowalczuka opowieść o Hanowerze

Komentarze

38 komentarzy

Loading...