Reklama

Legia ma indywidualności, ale czy ma drużynę? [KOMENTARZ]

Dominik Piechota

Autor:Dominik Piechota

17 marca 2024, 20:29 • 5 min czytania 3 komentarze

Legia przełamała się po sześciu meczach bez zwycięstwa, czym dała sobie odrobinkę spokoju w przerwie na kadrę. Rozłam jest jednak widoczny: Josue ucisza hejterów, a Żyleta wysyła sygnały do Jacka Zielińskiego oraz Kosty Runjaicia – „Panie Jacku, już wystarczy” i „auf Wiedersehen!”. Przy Łazienkowskiej jeszcze przyjdzie czas rozliczeń. Na razie ogień przygaszają wyskoki dwóch kozaków: Josue i Marca Guala.

Legia ma indywidualności, ale czy ma drużynę? [KOMENTARZ]

Jacek Zieliński uwielbia tłumaczyć porażki statystykami i zasłaniać się nimi, kiedy brakuje dobrych rezultatów, więc można przytoczyć liczbę oczekiwanych goli z meczu z Piastem (3:1). W tym wypadku xG wynosiło 0,44 – 1,34, ale na korzyść drużyny z Gliwic. To też demonstracja tego, że gracze Kosty Runjaicia nie zagrali wybitnie. Co najwyżej przyzwoicie.

Posiadanie wybitnych jednostek to też element gry, ale Legia wygrała wyłącznie talentem swoich indywidualności. Wszystkie trzy bramki były tego efektem.

1:0? Kunszt Josue z rzutu wolnego.

2:1? Marc Gual zrywa pajęczynkę kapitalnym strzałem z daleka.

Reklama

3:1? Rajd Guala, taniec z rywalem i samodzielna akcja.

Trzy przepiękne, widowiskowe trafienia. W kryzysowym momencie Portugalczyk i Hiszpan wyszli przed szereg, wzięli odpowiedzialność za resztę i co najmniej na moment wyciągnęli zespół z bagna. Ale to też znamienne, że na Marca Guala trzeba było czekać aż tyle czasu.

Może posłużyła mu większa presja i większa odpowiedzialność, a może po prostu wreszcie skorzystał na tym, że miał więcej miejsca, aby się rozpędzić. Pamiętajmy, że w Jagiellonii często grał z kontry, miał mnóstwo długich rajdów z piłką, korzystał z wolnego miejsca, a statystyki pokazywały, że w Legii drastycznie spadła liczba jego rajdów. Teraz wzrok kibiców był skierowany wyłącznie na niego, gdy odszedł Muci, kontuzjowany jest Blaz Kramer, a Pekhart gra z braku laku.

Legia jeszcze nie gasi pożaru, tylko lekko tłamsi ogień na dwa tygodnie, bo nadal traci 7 punktów do prowadzącej Jagiellonii. W Szczecinie przy takim rezultacie praktycznie godzą się z tym, że mistrzostwo będzie niemożliwe. Do pucharów też stołeczny klub traci 3 punkty. Sytuacja nadal jest bardzo trudna, a jeszcze będzie trzeba sobie radzić bez Pawła Wszołka po czerwonej kartce. To w praktyce oznacza pozostanie z Morishitą i Gilem Diasem na wahadłach, a może po prostu zmusza do zmiany formacji.

Reklama

„Panie Jacku. Dziękujemy. Już wystarczy”. Auf Wiedersehen. Przekaz z Żylety był bardzo mocny i dowodzi, że rozłam między sternikami a kibicami jest spory. Reakcje Josue po zdobytej bramce też były wymowne. Chciał iść na wojenkę, uciszał, pytał hejterów, gdzie są teraz, pokazywał gestami, że mogą sobie kłapać dziobami, bo on odpowie na boisku. Konkretnych adresatów nie znamy, ale dużo było napięć na linii Portugalczyk – trybuny. A czy uciszał dziennikarzy, krytykujących kibiców albo wysyłał wiadomość do konkretnych postaci na trybunie głównej – nie wiemy. Czuć jednak, że emocje buzują w decydującej fazie sezonu.

Ten mecz jednak nie załatwia sprawy ani nie daje mu argumentów, by teraz wszystkich uciszać albo rozstawiać po kątach. Legia odbiła się od dna, ale nadal jest na musiku. A czeka ją wiele kombinacji, bo ma problemy personalne w ataku, ma braki na wahadłach i najpewniej będzie przechodzić na czwórkę obrońców w następnej kolejce. Teraz będzie chwilę spokojniej, ale po meczach reprezentacji zacznie się naprawdę gorący okres w kwietniu:

– Górnik Zabrze (wyjazd)

– lider Jagiellonia (u siebie)

– Raków (wyjazd)

– Śląsk (u siebie)

– Stal Mielec (wyjazd)

Wielce prawdopodobne, że kwiecień ukierunkuje cały ten sezon, bo przeciwnikami będą bezpośredni rywale o puchary, a także ligowa czołówka i góra tabeli. Może drużyna Kosty Runjaicia dźwignie to mentalnie, ale z Piastem nie wyglądała jeszcze jak ekipa, która wszystkie problemy zostawiła daleko za sobą. Wręcz przeciwnie. Wygrała po indywidualnych wyskokach swoich najlepszych graczy i miała mnóstwo, ale to mnóstwo szczęścia w defensywie.

Problemy pozostają te same: ani defensywa nie gwarantuje spokoju, ani bramkarze nie dają jakichkolwiek gwarancji. Dominik Hładun w porównaniu z Kacprem Tobiaszem to nadal jak poranny ból głowy. Ale bardziej taki jak po nieprzespanej nocy, a nie konkretnym kacu.

Nikt nie ma wątpliwości, że Legia ma topowych piłkarzy w lidze, robiących różnicę jak często Josue albo od święta Marc Gual. W swoim dobrym dniu potrafią załatwić sprawę, właśnie tak jak z Piastem.

Ale drużynowo tutaj jeszcze wiele nie gra i Kosta Runjaić prowadzi bardzo chwiejną, niestabilną, nierówną ekipę. Każda wyrwa i wskoczenie rezerwowego drastycznie obniża jakość tego zespołu. Kadra została zbudowana bardzo ryzykownie i wręcz na styku, jakby bez wkalkulowania możliwych zawieszeń, kontuzji i absencji. To jest wieczne igranie z ogniem. I być może tak Kosta Runjaić, jak i Jacek Zieliński w maju triumfalnie wrócą do transparentów z Żylety. Tego by sobie życzyli sami kibice. Ale na dzisiaj to wizja brana z dużą dawką optymizmu.

Przed tym kwietniowym testem z ligową czołówką Legia wcale nie wygląda na takich kozaków, którzy mogą wszystkich uciszać i zamykać usta. Tak jak robił to Josue. Jemu nie trzeba tłumaczyć, że to szybko może obrócić się przeciwko niemu.

Na uciszanie może jeszcze przyjdzie czas na koniec sezonu. Na razie jednak trochę za wcześnie, by ogłaszać wielkie powroty, skoro to Piast tworzył więcej konkretów pod bramką, a dwóch kozaków wygrało Legii mecz. Pożar przy Łazienkowskiej trwa, ale w pewnym stopniu udało się odzyskać nad nim kontrolę i wziąć ugaszanie w swoje ręce.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

FOT. PIOTR KUCZA/400mm.pl

Kiedy tylko może, ucieka do Ameryki Południowej, żeby złapać trochę fantazji i przypomnieć sobie, w jak cywilizowanym, ułożonym świecie żyjemy. Zaczarowany futbolem z krajów Messiego i Neymara, ale ciągnie go wszędzie, gdzie mówią po hiszpańsku albo portugalsku. Mimo że w każdym tygodniu wysłuchuje na przemian o faworyzowaniu Barcelony albo Realu, od dziecka i niezmiennie jest sympatykiem wielkiej Valencii. Wierzy, że piłka to jedynie pretekst, aby porozmawiać o ważniejszych sprawach dla świata, wsiąknąć w nową kulturę i po prostu ruszyć na miejsce, aby namacalnie dotknąć tego klimatu. Przed ołtarzem liga hiszpańska, hobbystycznie romansuje z polskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Ekstraklasa

Komentarze

3 komentarze

Loading...