Reklama

Francesco Calzona – selekcjoner Słowacji, który spróbuje uratować Napoli

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

21 lutego 2024, 15:33 • 6 min czytania 0 komentarzy

Aurelio De Laurentiis znany jest z niekonwencjonalnych pomysłów, ale tym razem przeszedł samego siebie. Ekscentryczny właściciel Napoli poniósł już w tym sezonie dwie porażki, zatrudniając, a następnie dość szybko zwalniając Rudiego Garcię i Waltera Mazzarriego. Zupełnie nie potrafi znaleźć kogoś, kto przywróci Azzurrim blask, który mieli za czasów Luciano Spallettiego. Postanowił więc zdecydować się na najbardziej nieoczywisty wybór, jaki się da i postawił na doskonale sobie znanego, ale niekoniecznie znanego komukolwiek innemu Francesco Calzonę.

Francesco Calzona – selekcjoner Słowacji, który spróbuje uratować Napoli

To wieloletni asystent Maurizio Sarriego, a obecnie selekcjonera reprezentacji Słowacji. Obecnie, bo nowy szkoleniowiec ekipy z Neapolu z pracy za naszą południową granicą rezygnować nie zamierza. A przynajmniej nie do końca Euro 2024. W naszym stałym cyklu Niezły Numer, który tworzymy wraz z Lotto, przyjrzymy się kolejnemu człowiekowi, który zasiądzie na ławce trenerskiej pod Wezuwiuszem.

3 – Francesco Calzona jest już trzecim trenerem, który poprowadzi Napoli w tym sezonie

Wydaje się, że Napoli jest doskonałym przykładem zespołu, który nie dźwignął osiągniętego przez siebie sukcesu. Trudno to jednak stwierdzić jednoznacznie, ponieważ drużyna musiała sobie radzić z tym ciężarem bez człowieka, który ją do tego sukcesu poprowadził, a więc Luciano Spallettiego. To właśnie odejście trenera po wywalczeniu mistrzostwa kraju jest główną przyczyną dzisiejszych problemów Azzurrich. 64-latek nie chciał dalej pracować pod Wezuwiuszem, ponieważ twierdził, że potrzebuje odpoczynku, bo osiągnął już w zasadzie wszystko. Mimo to, kilka miesięcy później przyjął propozycję poprowadzenia reprezentacji Włoch.

Winny obecnej sytuacji Napoli jest też oczywiście Aurelio De Laurentiis, który zupełnie nie miał pomysłu na to, kim zastąpić Spallettiego. Na początek postawił na Rudiego Garcię, co już było dość niestandardowym wyborem. W końcu Francuz zdawał się być już trenerem raczej po drugiej stronie rzeki, który dopiero co nie poradził sobie w naszpikowanym gwiazdami Al-Nassr. Mimo wszystko dostał za zadanie kontynuować dzieło poprzedniego trenera. Problem w tym, że zamiast to robić, postanowił wszystko zaorać i zbudować po swojemu. Zirytował w ten sposób piłkarzy, którzy od samego początku kwestionowali jego decyzje. Doszło do poważnych napięć w szatni, nawet wewnątrz sztabu trenerskiego. Atmosfera była fatalna, wyniki były fatalne (średnia 1,75 punktu na mecz), więc Garcia już w listopadzie pożegnał się ze stanowiskiem.

To jednak nie rozwiązało problemów Napoli, bo De Laurentiis znów zdecydował się na niestandardowy ruch, zatrudniając doświadczonego Waltera Mazzariego. Jeżeli w przypadku Garcii mówiliśmy, że był po drugiej stronie rzeki, to co dopiero powiedzieć o tym szkoleniowcu. 62-latek od dobrych kilku lat odbijał się od kolejnych, coraz słabszych klubów i w końcu zaczął mieć problemy ze znalezieniem pracodawcy. W Neapolu jest jednak lubiany, bo kiedyś już w tym klubie pracował. Problem w tym, że on również nie mógł nawiązać w jakikolwiek sposób do czasów Spallettiego.

Reklama

Tak więc to również nie mogło się udać. Wyniki za Mazzarriego były jeszcze słabsze (1,25 pkt na mecz), choć gra w defensywie nieco się poprawiła. Na pewno nie poprawiła się jednak percepcja De Laurentiisa, który wybierając już trzeciego trenera Napoli w tym sezonie, postawił na kolejny eksperyment. Na dwa dni przed niezwykle ważnym meczem z Barceloną zgłosił się do doskonale sobie znanego Francesco Calzony.

4 – tyle miesięcy Francesco Calzona będzie miał ważny kontrakt ze słowacką federacją

Calzona rzeczywiście jest doskonale znany De Laurentiisowi, ale niekoniecznie wszystkim dookoła. Włoch pracował już bowiem w klubie spod Wezuwiusza dwukrotnie, pełniąc funkcję asystenta Maurizio Sarriego i, co najważniejsze, Luciano Spallettiego. Właściciel Napoli, który obsesyjnie stara się znaleźć kogoś, kto będzie w stanie jakkolwiek wrócić do tego, co było w poprzednim sezonie, postanowił tym razem postawić na człowieka, który faktycznie przynajmniej miał coś wspólnego z tamtą drużyną.

Nie jest to jednak idealny traf, ponieważ Calzona pożegnał się ze sztabem Spallettiego w lipcu 2022 roku, a więc tuż przed tym magicznym sezonem, kiedy Napoli sięgnęło po scudetto. Niewątpliwie jednak 55-latek trochę czasu przy obecnym selekcjonerze reprezentacji Włoch spędził, więc doskonale wie, co funkcjonowało w jego drużynie. Jak już wspominaliśmy, był też w sztabie trenera Sarriego i to w zasadzie przez większość jego trenerskiej kariery, więc ofensywny i efektowny futbol nie jest mu obcy.

Wybór Calzony jest jednak eksperymentem nie tylko dlatego, że wydaje się dokonany na podstawie wcześniejszej pracy tego trenera u boku Spallettiego, ale przede wszystkim dlatego, że 55-latek będzie… dzielił swoje obowiązki z pracą selekcjonera reprezentacji Słowacji. Takiego rozwiązania na tak wysokim poziomie dawno nie widzieliśmy, ale w końcu to klub Aurelio De Laurentiisa. Gdzie takie rzeczy mają się dziać, jak nie właśnie tam.

Z informacji pojawiających się w mediach wynika, że innej opcji nie było, ponieważ zarówno słowacka federacja, jak i sam Calzona, nie chcieli zostawiać drużyny na lodzie tuż przed startem Euro 2024. W końcu Włoch został w 2022 roku zatrudniony właśnie z myślą o tym turnieju. Wykonał naprawdę kawał dobrej roboty, pewnie wywalczył awans, przegrywając tylko dwukrotnie z Portugalią Roberto Martineza. Stworzył mocną drużynę grającą ciekawą piłkę i robiącą wciąż kolejne kroki do przodu. Ma spore zaufanie wśród kibiców, na turnieju trafił do grupy z Belgią i Rumunią oraz zwycięzcą ścieżki B z barażów (Bośnia i Hercegowina/Ukraina lub Izrael/Islandia), więc szanse na awans do kolejnej rundy są dość wysokie.

Reklama

Umowa jest taka, że Calzona będzie pracował ze Słowakami do końca ich występu na Euro, a więc co najmniej do 26 czerwca, kiedy to zagrają z Rumunią w trzecim meczu grupowym.

1 – Napoli jest pierwszym klubem, który Francesco Calzona poprowadzi samodzielnie

Głównym zagrożeniem dla Napoli jest więc to, jak nowy trener będzie w stanie pogodzić pracę w dwóch miejscach. Należałoby jednak wrócić do jeszcze innej niewątpliwie martwiącej kibiców kwestii, a więc doświadczenia Calzony, a raczej jego braku. Wspominaliśmy już, że 55-latek pracował w Napoli dwukrotnie, co niewątpliwie jest jakimś plusem, ponieważ bardzo dobrze zna klub. Ale przede wszystkim specyfikę pracy Luciano Spallettiego. W końcu Mazzarri też doskonale znał klub, a wyszło, jak wyszło.

Calzona jednak nigdy nie pracował w żadnym klubie jako pierwszy trener. Reprezentacja Słowacji jest pierwszym miejscem, w którym samodzielnie przejął drużynę, ale na gruncie klubowym nigdy mu się to wcześniej nie udało. Jest to niewątpliwie coś niezwykłego jak na 55-letniego szkoleniowca. Tym bardziej że nie był on nigdy wybitnym piłkarzem – na poważnym poziomie rozegrał zaledwie trzy spotkania w barwach Arezzo w Serie B i jedno w Pucharze Włoch.

Większość życia zawodowego Calzona poświęcił więc trenerce. Ciągle był jednak w cieniu Maurizio Sarriego, z którym zaczynał w Perugii w 2008 roku, a następnie zwiedzał z nim kolejne kluby – Alessandrię, Sorrento, Empoli, aż w końcu Napoli. Obaj panowie rozstali się dopiero właśnie po zakończeniu przygody pod Wezuwiuszem. Calzona nie chciał bowiem wyjeżdżać z Włoch, a Sarri przenosił się wówczas do Chelsea.

Mimo to 55-latek znów nie dostał swojej szansy, a trafił pod skrzydła Eusebio Di Francesco w Cagliari. Następnie wrócił do Napoli, żeby pracować ze Spallettim. Pomocną dłoń wyciągnęli do niego dopiero Słowacy w 2022 roku. Dla nich to też było spore ryzyko, ponieważ Calzona był dopiero drugim spoza Słowacji, a pierwszy spoza terenu byłej Czechosłowacji selekcjonerem.

Teraz 55-letni szkoleniowiec staje przed życiową szansą. On sam nie ma nic do stracenia, ma za to sporo do zyskania. W ciągu kilku miesięcy może zrobić zawrotną karierę, bo przed nim misja podźwignięcia Napoli, z czym nie potrafili sobie poradzić trenerzy ze znanymi nazwiskami i misja przeżycia pięknej przygody ze zbudowaną przez samego siebie Słowacją na Euro 2024.

Z perspektywy Aurelio De Laurentiisa jest to spore ryzyko, ale skoro żaden inny pomysł nie przyniósł rezultatu, to może wypali ten najmniej konwencjonalny.

***

Sprawdź, ile możesz wygrać w Lotto! Aktualne kumulacje znajdziecie na www.lotto.pl!

Więcej na Weszło:

Fot. Newspix

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

1 liga

Misiura: Na Ekstraklasę byłem gotowy już w 2020 roku

Szymon Piórek
0
Misiura: Na Ekstraklasę byłem gotowy już w 2020 roku

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?

Piotr Rzepecki
4
Przed Jagiellonią ostatni wymagający rywal. W piątek poznamy mistrza Polski?
1 liga

Czyczkan, Kuczko i problemy białoruskich piłkarzy. Dlaczego transfery spoza UE są trudne?

Szymon Janczyk
3
Czyczkan, Kuczko i problemy białoruskich piłkarzy. Dlaczego transfery spoza UE są trudne?
Ekstraklasa

Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jakub Białek
17
Vusković, czyli pieniądze w piłce nie grają [KOZACY I BADZIEWIACY]

Komentarze

0 komentarzy

Loading...