Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Radomiak zmiótł rywala z planszy. Kapitalny debiut Kędziorka!

Kamil Gapiński

Autor:Kamil Gapiński

02 grudnia 2023, 20:35 • 4 min czytania 21 komentarzy

Jak debiutować, to właśnie tak! Maciej Kędziorek w wieku 43 lat po raz pierwszy poprowadził drużynę ekstraklasy jako główny trener. I od razu rozbił bank. Zespół, którego gra irytowała w ostatnich tygodniach mieszkańców miasta bardziej niż żarty reszty Polski z Radomia, zmiótł dziś z planszy Widzew. 

Radomiak zmiótł rywala z planszy. Kapitalny debiut Kędziorka!

Przed podjęciem pracy w Radomiaku Kędziorkowi ten klub mógł się kojarzyć naprawdę dobrze. Kilkanaście lat temu grał przeciwko niemu ze Startem Otwock. Wywalczył remis, który zapewnił jego ówczesnej drużynie ligowy byt, a dodatkowo po spotkaniu… poznał swoją małżonkę. – Pamiętam to, bo różne ważne wydarzenia mojego życia kojarzą mi się z meczami. Ślub miałem po spotkaniu z Mszczowianką – tłumaczył rozbawionym dziennikarzom na powitalnej konferencji prasowej w Radomiu Kędziorek. 

Widzew Łódź – Radomiak Radom 0:3. Popis Pedro, Wolski grał jak za najlepszych czasów w Wiśle Płock

Był podczas niej w znakomitym humorze jak na gościa, który objął właśnie klub z trzema z rzędu meczami bez wygranej w lidze, skutkiem czego piłkarze Radomiaka zaczęli się osuwać w stronę strefy spadkowej. Jego dobry nastrój tłumaczyły w sumie te słowa: To dla mnie kolejny krok w zawodowym rozwoju. Zawsze marzyłem o tym, żeby być pierwszym trenerem. Znam to miejsce, mieszkam niedaleko stąd. Będzie mi łatwiej się tu odnaleźć.

Kędziorek musiał popisać się talentami krasomówczymi nie tylko przed kamerami, ale i w szatni. Piłkarze Radomiaka wyszli dziś bowiem na Widzew niesamowicie naładowani. Dało się to dostrzec już w 1. minucie gry, kiedy to Raphael Rossi cieszył się po udanym wślizgu we własnym polu karnym tak bardzo, jakby zalutował gola w okienko z dystansu. Ten entuzjazm udzielił się pozostałym piłkarzom Kędziorka – o jakości gry defensywnej gości najlepiej świadczy fakt, że Widzew do 42. minuty tego spotkania… nie oddał strzału. Drużyna, która rozjechała ostatnio przy Bułgarskiej Lecha, na własnym stadionie była kompletnie bezradna. Zresztą kiedy piłkarze Daniela Myśliwca zdołali w końcu uderzyć w kierunku bramki, przegrywali już 0:1. Po wspaniałym podaniu Rafała Wolskiego Henricha Ravasa chciał zaskoczyć Edi Semedo. Nie dał rady, ale już dobitka Lisandro Semedo była idealna. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Portugalczyk też zdołał jednak trafić, głową. To ósma bramka zdobyta w ten sposób przez Radomiaka w obecnych rozgrywkach! Żaden zespół z ekstraklasy nie ma w tym aspekcie startu do ekipy Kędziorka.

Poza piłkarzami gości najlepszą akcję przed przerwą wykonał… Tomasz Musiał. Sędzia znalazł bowiem na murawie telefon zgubiony przed pierwszym gwizdkiem przez jednego z trenerów grup młodzieżowych. Gdyby tylko widzewiacy umieli strzelać z taką precyzją, z jaką Musiał tropi zaginione komórki…

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jakoś nie umiemy sobie wyobrazić Daniela Myśliwca robiącego w przerwie swoim piłkarzom fergusonowską suszarkę, niemniej jednak na początku drugiej połowy widzewiacy wyglądali na zmobilizowanych. Być może trener przypomniał im mecz, w którym Radomiak prowadził z Jagiellonią 2:0, a mimo to przegrał 2:3? Tego nie wiemy, pewne jest natomiast, że przez znaczną część drugiej połowy gospodarze próbowali wygrzebać się z bagna, w które wpadli. 

Najbliżej dania nadziei zmarzniętym kibicom był Paweł Zieliński, który w 72. minucie trafił w słupek. Jeśli fani na Piłsudskiego zaczęli wtedy marzyć o remontadzie, szybko na ziemię sprowadził ich Rafał Wolski, w końcu grający jak za najlepszych czasów w Wiśle Płock. Pomocnik Radomiaka wykończył podanie Pedro, któremu z kolei piłkę przez ponad połowę boiska idealnie zagrał Dawid Abramowicz, pokazując tym samym, że nie tylko przed kamerą, ale i na murawie potrafi być piłkarzem absolutnie zachwycającym. 

Trójka do zera, Radomiak spektakularnie przywitał nowego trenera! Za tydzień chłopcy Kędziorka podejmują u siebie Górnika, za dwa – Lecha. Jeśli na własnym stadionie pokażą chociaż 80 procent tego, co dziś, na zimową przerwę będą udawać się w sto razy lepszych humorach niż te, które mieli jeszcze w sobotę rano.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix.pl

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

21 komentarzy

Loading...