Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W przegranej bitwie ze śniegiem na szczęście wygrał rozsądek

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

02 grudnia 2023, 16:52 • 3 min czytania 17 komentarzy

Kolejna twierdza padła pod naporem nie ataków rywala, a grubych kilogramów śniegu. Tym razem jednak nie będziemy czepiać się ani Piasta, ani ludzi z ramienia gliwickiego MOSiR-u odpowiadających za przygotowanie stadionu. Nie chodzi już bowiem o dramatyczną jakość murawy rozdeptanej przez końskie kopyta, tylko siłę żywiołu, z którą nie wygrał dzisiaj nawet Bayern Monachium.

W przegranej bitwie ze śniegiem na szczęście wygrał rozsądek

I żeby było jasne: doceniamy zaangażowanie oraz optymizm w próbie przygotowania zjadliwego widowiska mimo trudnych warunków pogodowych. Fajnie, że w Gliwicach przedwcześnie nie wywiesili białej flagi i godzinę przed meczem potrafili uszykować boisko lepsze niż niejednokrotnie latem. Ale gdy dochodzi do tak upierdliwej śnieżnej nawałnicy, która dosłownie zasypała piłkarzy po kostki w ciągu pierwszych 15 minut, trzeba było powiedzieć: hola, hola, panowie, wstrzymajcie konie.

Naprawdę nie miało to sensu. Miało ustać godzinę, pół przed pierwszym gwizdkiem. Podkreślamy to, bo populistyczne i zupełnie niepotrzebne byłyby teraz stwierdzenia, że piłkarze nawet nie powinni wybiec na rozgrzewkę. Inna sprawa, że absolutną ignorancją i debilizmem popisaliby się sędziowie z delegatem PZPN-u, gdyby mecz przerwany w 15. minucie kontynuowano po półgodzinnej pauzie. Całe szczęście, że nikt nie był tak szalony, a w spotkaniu nie padła żadna bramka, która mogłaby skomplikować dalsze postępowanie. Co prawda jedną niezłą próbę strzału miał Czerwiński, całkiem ładną jak na stopera, ale Zych z kolei miał aktywne wycieraczki. Mimo śniegu widział wystarczająco wiele i nie dał się zaskoczyć. Tyle o meczu. Idźmy dalej.

Dobrze się stało, że wygrało chłodne spojrzenie na sprawę. Nie dość, że mielibyśmy do czynienia z gówno-meczem, to jeszcze zdrowiem bardziej niż normalnie ryzykowaliby piłkarze. Czasami trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, a godzina 15:15 była idealnym momentem, żeby oddać kluczową decyzję rozsądkowi. Nie sercu, nie adrenalinie, pieniądzom czy innym bodźcom, które nie powinny być w takich okolicznościach w ogóle brane pod uwagę. Ostatecznie nikt nikogo nie chciał wrzucać na minę, a jeśli już, to tylko na chwilę, bo właśnie po chwili się opamiętał, że zdrowie i bezpieczeństwo są najważniejsze. A w dalszej kolejności oczywiście komfort kibiców, którym większą przyjemność sprawiałoby lepienie bałwana na trybunach niż dłuższe oglądanie tej badziewnej piłki śnieżnej.

Wobec kolejnej przegranej bitwy ze śniegiem należy zadać pytanie, co można zrobić inaczej? Czy na pewno tak często musimy być skazywani na niepowodzenie, nawet taki Piast, który ostatnio nie przegrywa z nikim i niczym? Może jakimś pomysłem byłoby odgórne założenie, że duże opady śniegu z automatu wykluczają rozegranie meczu? Bo prawda jest taka, że nawet jeśli murawy są perfekcyjnie przygotowane i podgrzewane, akurat walka z tym obliczem zimowej pory roku czasami jest zwyczajnie bezcelowa. Albo na tyle czasochłonna i ryzykowna, że nie warto się jej podejmować.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Nie apelujemy, żeby zaraz zmieniać cały system rozgrywek i w grudniu totalnie odpuścić grę w piłkę. Z drugiej strony, skoro w niższych ligach robią to od dawna, wiedząc o swoich ograniczeniach w walce z pogodą, kosztami i urazami zawodników, w przyszłości może warto byłoby coś takiego rozważyć? Nie ma prawa bowiem być tak, że najwyższa liga w Polsce rozgrywa mecze w warunkach, na jakie machało się ręką kilkadziesiąt lat temu. Jesteśmy w innej erze. Trzeba szanować nogi piłkarzy i oczy kibiców.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gitara, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” na WeszłoTV i Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. Często w bluzie… Naruto.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

17 komentarzy

Loading...