Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dziś w menu: “zbijak po parysku”

Antoni Figlewicz

Autor:Antoni Figlewicz

28 listopada 2023, 23:37 • 4 min czytania 7 komentarzy

Starcie dwóch szkół arabskiej myśli inwestycyjnej miało być smakowitym kąskiem dla wszystkich fanów dobrej piłki. Wieczór Ligi Mistrzów. W Paryżu. Mieście miłości i to nie tylko tej do futbolu. W sumie był to smakowity kąsek, tylko gospodarze zapomnieli, że grają w piłkę nożną, a nie zbijaka.

Dziś w menu: “zbijak po parysku”

W pierwszych fragmentach meczu wydawało się, że na boisku będziemy dziś oglądać tylko PSG — dynamiczne akcje, strzały. Cud, miód i orzeszki! Newcastle przypomniało nam o swoim istnieniu dopiero po kilkunastu minutach dzięki Achrafowi Hakimiemu. Tak, tak — dzięki Hakimiemu. Marokańczyk do tego stopnia zakręcił Almirónem pod własnym polem karnym, że aż oddał mu piłkę i niewiele brakło, a mielibyśmy 0:1. Alexander Isak spudłował, ale jego moment w tym meczu miał jeszcze nadejść.

Nierozsądna gra bocznego obrońcy paryżan dodała wiatru w żagle Anglikom. W kolejnych akcjach Newcastle odepchnęło PSG od własnego pola karnego. Sroki wreszcie wymieniły kilka celnych podań, pograły w ataku pozycyjnym, zaczęły jakoś wyglądać. Może i tempo meczu po piorunującym początku Francuzów spadło, ale chociaż Eddie Howe przestał nerwowo rzucać oczami na lewo i prawo. Głównie na prawo, bo tam akurat była bramka Newcastle.

Przeniesienie ciężaru gry z własnego pola karnego aż do siatki PSG trochę Anglików kosztowało (trochę kosztowało też widzów tego meczu), ale w końcu odrobina brzydszej dla oka gry się opłaciła. Livramento zgarnął piłkę i przetruchtał się z nią wzdłuż linii szesnastego metra omijając pięciu czy sześciu biernych rywali. Podał do kolegi, a po niezbyt mocnym strzale Almiróna broniący bramki paryżan Donnarumma… nie no, zgrywamy się, gdzie on tam niby bronił dostępu do bramki. Włoch po prostu wypluł piłkę prosto pod nogi czujnego Isaka, a Szwed po prostu strzelił gola. Po prostu.

Dwa ognie, a Dembélé to “matka”

Gracze Luisa Enrique chcieli odpowiedzieć na trafienie gości, ale to właśnie wtedy zaczął się jedyny w swoim rodzaju paryski zbijak. Trudno powiedzieć, z jakich powodów piłkarze PSG obijali nerki, pośladki i nogi swoich rywali, zamiast po prostu skierować piłkę do bramki. Kwintesencją niezrozumienia tych absolutnych podstaw piłki nożnej była akcja z doliczonego czasu gry, kiedy Dembélé uderzył z szóstego metra od bramki w Lascellesa.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Po zmianie stron koncert na kształt niezaplanowanej lekcji wuefu w podstawówce trwał w najlepsze. Paryżanie mieli dziś dwa, no może trzy sposoby na drużynę z Anglii:

  1. Strzelać z dobrych pozycji prosto w rywali
  2. Podawać w prostych sytuacjach prosto w rywali
  3. Klepać po obwodzie, by w końcu dośrodkować w rywali

Co zaskakujące, żaden z tych sposobów nie okazał się dziś skuteczny! No prawie…

Ręka, noga, mózg na ścianie

Parę razy było blisko, z tym że nie gola, a rzutu karnego po zagraniu ręką. Decyzje Szymona Marciniaka w tych kilku sytuacjach mogły być jutro szeroko omawiane we francuskich mediach, gdyby nie ostateczne podyktowanie jedenastki dla gospodarzy w doliczonym czasie gry.

W jaki sposób ustala się co jest straszliwym zagraniem ręką łamiącym reguły gry, a co jest zagraniem ręką w ramach przepisów? Czasem można odnieść wrażenie, że w takich chwilach decyduje o rzucie karnym jakiś mityczny brodaty skrzat rzucający monetą na końcu tęczy. Gdyby jednak zebrać do kupy wszystkie dzisiejsze sytuacje z pola karnego Srok, w których główną rolę odegrała ręka, gospodarzom należała się ta jedna jedenastka. Niech im będzie.

Mbappe uderzył ze stojącej piłki, pokonał Pope’a i pewnie liczy teraz, że wszystko rozejdzie się po kościach. My, na przekór, polecamy Francuzom analizę tego meczu właśnie pod kątem gry paryżan, a nie sędziowskich kontrowersji. Jest tu sporo materiału poglądowego, bo PSG oddało 31 strzałów, ciągle utrzymywało się przy piłce i… strzeliło jednego gola — z rzutu karnego. Ciągle, czyli ponad 80% czasu gry w drugiej połowie. Wyczyn paryżan w meczu z przetrzepanymi przez urazy Anglikami jest jedyny w swoim rodzaju. Lepiej dla podopiecznych Luisa Enrique, by wyciągnęli z dzisiejszych popisów wnioski.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

PSG 1:1 NEWCASTLE

K. Mbappe 90′+8 — A. Isak 24′

WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW:


Fot: Newspix

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Liga Mistrzów

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Komentarze

7 komentarzy

Loading...