Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Rayo zagrało swoje. Barcelona w ciężkim szoku!

Paweł Ożóg

Autor:Paweł Ożóg

25 listopada 2023, 17:13 • 4 min czytania 2 komentarze

W przeszłości Rayo Vallecano kojarzyło się z typowym zespołem do bicia i dawcą punktów dla największych. Raczej drużyna typu winda – jak szybko awansuje, to równie błyskawicznie spadnie. Sęk w tym, że od ostatniego powrotu do najwyższej ligi to solidna paka, która gra w sposób powtarzalny. Dziś jednak okazało się, że Duma Katalonii była w potężnym szoku, że Rayo zagrało jak Rayo. Nieprawdopodobne!

Rayo zagrało swoje. Barcelona w ciężkim szoku!

Mecz zakończył się remisem 1:1 i przy tym wyniku maczał palce sędzia. Mógł pokazać nawet dwie jedenastki. Najpierw za przerzucenie Lewego przez ramię w wykonaniu Lejeune’a, a później już w doliczonym czasie, gdy umknęło arbitrowi wycięcie Raphinhi przez Espino. Były kontrowersje i to nie ulega wątpliwości. Niemniej nie był to dobry mecz w wykonaniu FC Barcelony, więc nie ma sensu płakać nad jej losem. Sama prosiła się dziś o stratę punktów i nie potrafiła zlać ligowego średniaka.

Rayo słynie z potężnego pressingu, groźnych kontr i błyskawicznego przemieszczania się spod jednego pola karnego pod drugie. To nie jest tajemnica. Gospodarze grali tak za Andoniego Iraoli i grają tak samo za trenera Francisco Rodrigueza. Natomiast Barca była ewidentnie tym zszokowana. Że jak oni tak? Tak szybko grają? Tak mało miejsca zostawiają? To nie przepchniemy tego meczu na chodzonego? Mniej więcej takie pytania zdradzała mowa ciała piłkarzy Dumy Katalonii, którzy bardzo długo miotali się bez konkretnego pomysłu. Naraził się zwłaszcza Oriol Romeu. Momentami tak zawalał, że przypomniały nam się najgorsze mecze Krychowiaka w kadrze, ale nie był osamotniony w graniu poniżej oczekiwań.

W tej przygnębiającej szarości długo najlepiej wyglądał Lamine Yamal, ale musicie przyznać, że sytuacja jest komiczna, gdy ofensywa tak wielkiego klubu regularnie wisi na 16-latku. Poziom godny Barcelony trzymał też Inigo Martinez, który słał kapitalne długie piłki. Ale no właśnie, skoro stoper musi zagrywać mnóstwo lag to znak, że kilku gości w zespole nie dojeżdżało. I tak to wyglądało.

Gdyby tego było mało, Rayo jeszcze w pierwszej połowie wyszło na prowadzenie. Obserwowaliśmy kapitalnego gola – po prostu palce lizać – po strzale życia Unaia Lopeza. Hiszpan długo się nie zastanawiał, decyzja, cel, pal. Naszła wyśmienicie i wpadła, nie dając szans bramkarzowi na udaną interwencję. Mamy mocnego kandydata do bramki kolejki. To nie ulega wątpliwości, ale jeszcze kawał meczu był przed nami, więc liczyliśmy, że się rozkręci. I trochę się zawiedliśmy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Barcelona dziś potrzebowała naprawdę dużo czasu, żeby wziąć się w garść. Na dobrą sprawę jej akcje zaczęły nabierać sensownych kształtów dopiero w drugiej połowie, gdy rywal z lekka się wypruł z sił. Co więcej, jedynego gola dla Barcy strzelił piłkarz Rayo i to wiele mówi o przebiegu spotkania.

Florian Lejeune przeciął wrzutkę Balde skierowaną do Lewandowskiego, czym zaskoczył swojego bramkarza. W sumie większość ludzi wyłapała dopiero na powtórce, że wpadł swojak. Wcześniej wyglądało trochę tak jakby to Polak załadował do sieci, a on tylko powalczył o piłkę z Francuzem.

Skoro już jesteśmy przy kapitanie kadry, to znów musimy napisać, że nie grał dobrze. Późno zdjął czapkę niewidkę i niewykluczone, że część widzów nie zdawała sobie sprawy z jego występu. Poza udziałem przy golu i niezłej wrzutce do Pedriego nic ciekawego nie zdziałał.

Rayo nie miało w końcówce wiele do zaoferowania. Barca się nakręcała, ale brakowało jej konkretów. Jasne, Raphinha trafił w słupek, natomiast jego strzał nie był efektem zespołowej akcji, a chwilowego impulsu.

Nie był to dobry występ Dumy Katalonii, choć zdecydowanie lepszy w drugiej połowie. Znów wraca temat tego dokąd ta drużyna właściwie zmierza. Regularne absencje wielu graczy nie pomagają, ale czy ten zespół robi jakiś postęp? Śmiemy wątpić, a potencjał ludzki Barcy zdecydowanie pozwala na to, żeby bezstresowo i bez oglądania się na sędziego ogrywać ligowego średniaka pokroju Rayo.

Zwłaszcza że Barca to globalna marka, której kibice marzą o wygraniu Ligi Mistrzów. Dla kontrastu: kibic Rayo marzy o możliwości kupienia online biletu na mecze swojej drużyny. Czujecie tę różnicę?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Rayo Vallecano – FC Barcelona 1:1 (1:0)

U. Lopez 39′ – F. Lejeune 82′ (sam.)

Czytaj więcej o hiszpańskiej piłce: 

Fot. Newspix

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

2 komentarze

Loading...