Reklama

Kręcidło: Nawet najwięksi optymiści nie wierzyli w Isco, a on wrócił i gra najlepszy futbol w karierze

Jakub Kręcidło

Autor:Jakub Kręcidło

20 listopada 2023, 11:48 • 7 min czytania 4 komentarze

Po niespełna roku bez gry w piłkę i oskarżeniach o byciu zdemotywowanym spaślakiem Isco znów poczuł się piłkarzem. Latem dołączył do Realu Betis i jest bohaterem największego, najbardziej niespodziewanego renesansu w ostatnich latach w LaLiga.

Kręcidło: Nawet najwięksi optymiści nie wierzyli w Isco, a on wrócił i gra najlepszy futbol w karierze

Liczby rzadko oddawały wpływ Isco na grę jego drużyn, ale teraz jest inaczej. Hiszpan był wybierany MVP w dziewięciu z trzynastu meczów Realu Betis w tym sezonie LaLiga. W Primera División prowadzi w klasyfikacjach: wykreowanych okazji, podań w ostatnią tercję boiska, podań w pole karne, prostopadłych podań, kontaktów z piłką na połowie rywala oraz wymuszonych przewinień. To szaleństwo, którego nie spodziewał się nikt, pewnie z 31-latkiem włącznie.

Osiem długich miesięcy Isco. Jak wrócił do formy?

Przebieg jego kariery jest dziwaczny. Jeszcze kilka miesięcy temu traktowaliśmy go jako piłkarskiego emeryta. Po wygaśnięciu kontraktu z Realem długo był bezrobotny. Gdy wreszcie znalazł klub, to odbił się od Sevilli, z której szybko zwolniono „jego” trenera Julena Lopeteguiego. Ze stolicą Andaluzji pożegnał się po bójce z ówczesnym dyrektorem sportowym Monchim. Miał trafić do Unionu Berlin, do którego z pozoru kompletnie nie pasował, ale oszukano go w sprawie kontraktu. Przez osiem długich miesięcy pozostawał bez drużyny. Gdy trafiał do Realu Betis, wierzył w niego trener Manuel Pellegrini, z którym pracował w Máladze, i niewielu więcej. Okazało się, że się mylili.

Nikt nie spodziewał się, że Isco ma w baku jeszcze tyle paliwa. Hiszpan spadł ze szczytu niemal tak szybko, jak na niego wszedł. Gdy zaczynał karierę w Andaluzji czy gdy później był kluczową postacią Realu, który sięgał po pięć Lig Mistrzów, wieszczono mu losy drugiego Andrésa Iniesty, jednak później w dwóch ostatnich sezonach na Bernabéu w podstawowej jedenastce rozpoczął zaledwie jedenaście meczów i wypadł z łask nawet Zinedine’a Zidane’a, który pomógł mu rozwinąć skrzydła. Pomocnik tak bardzo imponował techniką użytkową czy kreatywnością jak zdolnością do pakowania się w kłopoty, zarówno mentalne jak i wagowe.

Przyklejono mi łatkę grubasa – rozkładał ręce piłkarz, który w mediach społecznościowych publikował swoje półnagie zdjęcia, pytając kibiców: „Czy tak wygląda ktoś z nadwagą?”.

Reklama

Piłkarz z innej planety

Latem Isco deklarował, że jest w życiowej formie. Jego trenerzy przekonywali, że przez ostatnich osiem miesięcy piłkarz trenował po dwa razy dziennie. bił rekordy, na przykład podnosząc 150 kilogramów w przysiadzie. Że zrzucił tkankę tłuszczową, którą ma na poziomie 8-9 proc. Nikt w to jednak nie wierzył. Pierwsze sygnały, że deklaracje sztabu 31-latka trzeba potraktować poważnie, dostaliśmy podczas presezonu, gdy formą pomocnika zachwycali się trenerzy Betisu. Tytuł MVP w meczu pierwszej kolejki, z Villarrealem, potraktowano jako wypadek przy pracy. Ale gdy Hiszpan był wybierany najlepszym zawodnikiem kolejnych spotkań: z Atlético, Athletikiem i Rayo, łatwo było zrozumieć, że to nie jest wypadek przy pracy. Pojawiło się inne pytanie: „Kiedy Isco spuchnie?”. To, jak na razie, się nie wydarzyło.

To piłkarz z innej planety – podkreśla Pellegrini. To trener słynący z dobrej ręki do kreatywnych „dziesiątek”. Potrafił znakomicie rozwinąć np. Juana Romána Riquelme, Santiego Cazorlę, Sergio Canalesa, Nabila Fekira czy właśnie Isco.

Po minucie rozmowy z Misterem powiedziałem Betisowi „tak” – wyznał pomocnik. Hiszpan nie jest zawodnikiem łatwym do prowadzenia. Jest geniuszem, ale potrzebuje mieć zespół ustawiony pod siebie, a coraz mniej drużyn decyduje się na grę w systemie z tzw. mediapuntą. Większość szkoleniowców ucieka od formacji 4-2-3-1, której kurczowo trzyma się Pellegrini i w której 31-latek ma przestrzeń do gry pomiędzy liniami, gdzie czuje się rewelacyjnie i jest liderem Realu Betis, który od ponad ośmiu meczów nawet przez sekundę nie musiał gonić wyniku.

Wpływ Isco na grę ekipy z Sewilli jest nie do przecenienia. Poza liczbami, które przytoczyłem na początku, Hiszpan nie tylko zdecydowanie ciężej niż w przeszłości pracuje w obronie, ale też po prostu gra. Mamy listopad, a on już więcej minut, niż w każdym z trzech ostatnich sezonach. Do końca roku rozegra najwięcej minut w rozgrywkach od sześciu lat. 31-latek jest też jednym z najlepszych kreatorów gry w LaLiga. Jest drugi pod względem oczekiwanych asyst i progresywnych podań. Trzeci w dośrodkowaniach. Czwarty w wygranych pojedynkach. Piąty w przestrzeni zdobytej z piłką przy nodze. Siódmy, jeśli chodzi o liczbę strzałów.

Isco bawi się grą. Przyciąga jak magnes nie tylko piłkę, ale też uwagę kibiców. Jedynym, którego nie udało się do siebie przekonać, jest selekcjoner Luis de la Fuente, który mimo popisów pomocnika nie znalazł dla niego miejsca w reprezentacji, do której powoływania dostawali zawodnicy będący w dużo gorszej formie.

Znalazł swoje miejsce

To nowy, lepszy Isco – podkreśla Pedro Bravo, agent, który doprowadził do błyskawicznej finalizacji rozmów z Realem Betis. – Przez pół roku trenował indywidualnie. Wielu by to złamało, ale nie jego. Śmialiśmy się, że zachowuje się jak Herkules, że jest zmotywowany na celu i za wszelką cenę będzie dążyć do jego realizacji – uważa reprezentant zawodnika.

Reklama

Hiszpan wrócił w dużo lepszej formie fizycznej, ale różnicę widać też w mentalności zawodnika, który od kryzysowych czasów w Realu regularnie spotyka się z psychologiem. Efekty pracy są dziś widoczne gołym okiem. – Podczas rozbratu z piłką klubową, Isco oczyścił głowę ze wszystkich toksyn, które zbierały się tam przez ostatnie lata. Gdy mu się to udało, wiedzieliśmy, że wróci do formy – przekonuje Bravo, zaznaczając jednocześnie: – Ale nikt z nas nie spodziewał się, iż będzie grać aż tak dobrze.

Po trudnych kilku miesiącach w Sevilli Isco miał na stole liczne oferty. Chciały go ekipy z Turcji, Bliskiego Wschodu czy Niemiec, ale on stawiał sprawę jasno: jeśli ma wrócić do gry w piłkę, to tylko w miejscu, gdzie rzeczywiście będzie tego chciał. Betis to klub o wyjątkowo rodzinnej atmosferze i sprawił, że zmieniła się optyka piłkarza na Sewillę. Jeszcze kilka miesięcy temu opuszczał ją z łatką wielkiego rozczarowania i konfliktowego zawodnika. Teraz, przekonuje, że właśnie w stolicy Andaluzji odnalazł swoje miejsce na ziemi.

Nie mógł się pomylić

Po tylu trudnych latach nie mogłem postawić kolejnego złego roku – przyznał Isco, którego kariera znalazła się na zakręcie od feralnego mundialu w Rosji, gdy hiszpańska federacja w przededniu turnieju zwolniła Julena Lopeteguiego. Były selekcjoner krótko popracował w Realu, a jego następcy: Santiago Solari, Zidane oraz Carlo Ancelotti, nie chcieli już stawiać na pomocnika, który z miesiąca na miesiąc gasł w oczach. – Czułem się totalnie przygnębiony. Powinienem był wcześniej odejść z Realu – wyznał zawodnik, który Bernabéu opuścił dopiero po wygaśnięciu kontraktu. – Gdybym pomylił się z wyborem kolejnego po Sevilli klubu, trudno byłoby mi uratować karierę, ale wiedziałem, że sobie dam radę – podkreślał.

To sam Isco się z nami skontaktował. Ma dopiero 31 lat, nie mogliśmy przepuścić takiej okazji – podkreśla dyrektor sportowy Ramón Planes. Hiszpan, zdaniem Manuela Pellegriniego, podpisał kontrakt o „normalnej” wysokości. Ale niedługo dojdzie do jego rewizji. Umowa obowiązuje tylko do końca sezonu i choć klub ma możliwość przedłużenia jej po rozegraniu przez piłkarza 25 meczów, to w Sewilli pragną dogadać się z wychowankiem Málagi. Obecny „deal” jest dość specyficzny. W ramach porozumienia Isco ma wypłacaną niską podstawę oraz wysokie premie za realizowane cele, jak np. bonusy za udział przy pięciu bramkach, choć warto podkreślić, że nie jest zachłanny – gdy w meczu Ligi Europy z Arisem Limassol podyktowano karnego dla Betisu, pomocnik oddał piłkę rekonwalescentowi Fekirowi.

Isco wie, że musi wcielić się w rolę lidera także poza boiskiem. Odpowiada mu to – podkreśla Bravo, a hiszpańskie media rozpisują się o znakomitych relacjach 31-latka z kolegami z Betisu.

Isco gra najlepszy futbol od lat i wiele wskazuje na to, że spełni się scenariusz z prezentacji piłkarza w mediach społecznościowych. Wykorzystano do niej sceny z „Gry o Tron”, w której 31-latek zagrał scenę z – uwaga, tu spoiler – wskrzeszenia Jona Snow.

Wiem, że mnie słyszysz. I słuchaj uważnie. Masz w sobie jeszcze wiele znakomitego futbolu. Czuć, że dalej chcesz cieszyć się grą… Dobrze… Zrób to. Wróć i baw się! – apelowała kapłanka Melisandre. Po trzech miesiącach możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Isco powstał i że znów jest jedną z gwiazd LaLiga.

WIĘCEJ O LIDZE HISZPAŃSKIEJ:

JAKUB KRĘCIDŁO

fot. Newspix

Dziennikarz Canal+

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Komentarze

4 komentarze

Loading...