Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Reprezentacja Polski zakończyła rok 2023. Całe szczęście…

redakcja

Autor:redakcja

22 listopada 2023, 14:29 • 5 min czytania 2 komentarze

Wtorkowy mecz z Łotwą był ostatnim występem reprezentacji Polski w 2023 roku. Nasi kadrowicze zakończyli go zwycięstwem, ale ostatnie miesiące i tak zapamiętamy jako ciąg klęsk i kompromitacji – nie wywalczyliśmy bezpośredniego awansu na EURO 2024, nie potrafiliśmy pokonać Mołdawii, męczyliśmy się z Wyspami Owczymi, musieliśmy zmienić po raz kolejny selekcjonera. Na szczęście to już koniec. Kolejny raz tę wątpliwą przyjemność oglądania kadry będziemy mieli dopiero w marcu przyszłego roku, kiedy ta zmierzy się z Estonią w barażach. W naszym stałym cyklu “Niezły Numer”, który współtworzymy wraz z Lotto, przyjrzeliśmy się temu, jak ten miniony rok w wykonaniu Biało-czerwonych wyglądał w liczbach. 

Reprezentacja Polski zakończyła rok 2023. Całe szczęście…

37 – tylu zawodników zagrało w reprezentacji Polski w 2023 roku

Tym, czego w tym roku z pewnością nam brakowało, była stabilizacja. Ale z drugiej strony, jak mogło być inaczej, skoro znów zmieniliśmy selekcjonera – po raz piąty w ciągu ostatnich pięciu lat. Kluczył przede wszystkim Fernando Santos, który zwyczajnie nie znał polskich piłkarzy i raczej wybierał po omacku, licząc na swoje doświadczenie i jakieś mityczne wyczucie. Dlatego też, pomimo tego, że sporo zmieniał w podstawowej jedenastce i potrafił na przykład powołać niespodziewanie Grzegorza Krychowiaka, którego wcześniej odrzucił, nie dał szansy zagrania w kadrze żadnemu debiutantowi. Portugalczyk został zatrudniony między innymi po to, żeby zbudować kadrę na nowo, przeprowadzić zmianę pokoleniową i oczywiście wywalczyć awans na EURO, a nie wywiązał się z żadnego z tych zadań.

W październiku zastąpił go Michał Probierz i od razu zaczął kombinować inaczej, szukać innych rozwiązań, a więc znów zamieszał w kotle, co stabilizacji z pewnością nie sprzyjało. W swoich czterech pierwszych meczach w nowej roli dał zadebiutować aż ośmiu zawodnikom: Slisz, Peda, Dziczek, Marchwiński, Piotrowski, Wdowik, Struski, Bułka. Łącznie obaj selekcjonerzy dali zagrać w tym roku w reprezentacji Polski 37 zawodnikom (przy czym jednym z nich jest żegnany w meczu z Niemcami Jakub Błaszczykowski), co wydaje się liczbą dość sporą, zważywszy na to, że trudno wskazać choć jedną postać, którą udało im się odkryć i zbudować dla tej kadry.

Najwięcej występów zaliczyło dwóch zawodników – Jakub Kiwior i Sebastian Szymański. Obaj pojawili się na boisku we wszystkich 10 spotkaniach, jakie reprezentacja Polski rozegrała w tym roku, z tym że tylko zawodnik Arsenalu rozegrał w każdym z nich po 90 minut.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

10 – tyle bramek straciła reprezentacja Polski w 2023 roku

Pomimo tego, że Kiwior wyrósł na jednego z liderów reprezentacji Polski i jako jedyny gra wszystko, to trudno powiedzieć, żeby w defensywie wszystko się zgadzało. Jeżeli gdzieś brakuje stabilizacji, to właśnie tam. Obaj selekcjonerzy trzymali się w tym roku raczej ustawienia z trójką obrońców, ale jej skład ciągle się zmieniał. Obok Kiwiora zwykle grał Bednarek, ale ostatnio Michał Probierz postanowił to zmienić i w ogóle nie powołać zawodnika Southampton na październikowe zgrupowanie. Szybko jednak zmienił zdanie i na te ostatnie dwa mecze Bednarek wrócił. Ba, nawet zagrał w obu po 90 minut.

Poza Bednarkiem i Kiwiorem do trójki wstawiano jeszcze Wieteskę, Pedę, Kędziorę czy ostatnio Bochniewicza. I nie będzie kłamstwem, jeżeli powiemy, że żaden z tych wariantów nie zdał do końca egzaminu. Wszyscy wymienieni tutaj zawodnicy popełniają proste błędy, brakuje pomiędzy nimi nici porozumienia, co notorycznie doprowadza do zagrożenia pod naszą bramką.

W 10 rozegranych w tym roku spotkaniach reprezentacja Polski straciła 10 bramek. Wszystkie w meczach eliminacyjnych, bo akurat w dwóch towarzyskich udało się zachować czyste konto. A więc Polacy stracili 10 bramek w 8 meczach eliminacyjnych, mając w grupie takich rywali, jak: Wyspy Owcze, Mołdawia, Albania i Czechy. Sami Mołdawianie zapakowali nam cztery sztuki w dwóch meczach. Kompromitacja to miało powiedziane.

8 – tyle celnych strzałów w barwach reprezentacji Polski w 2023 roku oddał Robert Lewandowski

W 2023 roku zawiodła nas obrona, ale wszystkich nieszczęść nie można na nią zgonić. Ofensywa również nie pomogła, a znajdą się pewnie tacy, którzy powiedzą bez zawahania, że skompromitowała się jeszcze bardziej. W 8 spotkaniach eliminacyjnych zdobyliśmy bowiem tylko 10 bramek, czyli dokładnie tyle samo, ile straciliśmy. Do tego dołożyliśmy jeszcze trzy trafienia w dwóch meczach towarzyskich, ale umówmy się, to nie ma większego znaczenia.

Te 13 bramek strzeliło dla nas 9 zawodników. Nie jest tajemnicą, że najwięcej trafień zaliczył Robert Lewandowski (4), ale jeżeli ktoś w ofensywie nas w tym roku zawodził, to i tak przede wszystkim on. Nasz kapitan od początku nie był sobą. Wszyscy pamiętamy jego występ w pierwszym meczu eliminacyjnym z Czechami, gdzie po jego zakończeniu trudno było z pewnością powiedzieć, że Lewandowski w ogóle w nim zagrał. Ale nie tylko z Czechami, bo 35-latek męczył się strasznie w każdym z ośmiu spotkań, w których zagrał.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Z jednej strony, kiedy zabrakło go na pierwszym zgrupowaniu pod wodzą Michała Probierza, widać było jego brak. Być może potrafiłby coś wyczarować w trudnym starciu z Mołdawią na Narodowym, czego nie potrafili zrobić jego zastępcy. Pamiętamy chociażby pierwszy mecz z Wyspami Owczymi, kiedy to bardzo długo się męczyliśmy, ale w końcu to Lewandowski strzelił dwie i dał nam zwycięstwo.

Niestety trzeba sobie powiedzieć szczerze, że to był tylko wyjątek. Najbardziej wstydliwa jest dla Lewego statystyka celnych strzałów, których w ośmiu meczach oddał zaledwie… osiem. Cztery z nich zamienił na bramki, ale były to trafienia z Mołdawią, Wyspami Owczymi (2) i z Łotwą. W meczach z poważniejszymi rywalami znikał. Oczywiście, koledzy mu nie pomagali, ale on sam również nie podejmował zbyt wielu prób, przegrywał pojedynki, dawał się oszukiwać obrońcom. Często brakowało go też w polu karnym przeciwnika, bo sfrustrowany cofał się po piłkę do głębi pola. Ten rok dla Lewandowskiego jest do zapomnienia, podobnie jak dla nas wszystkich. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym może się coś zmieni.

***

Sprawdź, ile możesz wygrać w Lotto! Aktualne kumulacje znajdziecie na www.lotto.pl!

Czytaj więcej o reprezentacji Polski:

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Piłka nożna

Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie

Paweł Paczul
24
Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie
Anglia

Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Paweł Wojciechowski
0
Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Felietony i blogi

Ekstraklasa

Kopnięcie w głowę? Tylko żółta. Niekonsekwencja Marciniaka | Niewydrukowana Tabela

Maciej Wąsowski
12
Kopnięcie w głowę? Tylko żółta. Niekonsekwencja Marciniaka | Niewydrukowana Tabela

Komentarze

2 komentarze

Loading...