Reklama

Trela: Bezkrólewie. Dlaczego polski środek obrony trzeba zbudować od zera

Michał Trela

Autor:Michał Trela

19 listopada 2023, 08:49 • 10 min czytania 38 komentarzy

Wystawiając w trzech meczach Patryka Pedę z dołu tabeli III ligi włoskiej, przywracając do kadry po trzech latach Pawła Bochniewicza i Sebastiana Walukiewicza, czy wspominając o rozważaniu kandydatur Miłosza Trojaka i Aleksa Ławniczaka, selekcjoner wysłał jasny sygnał, że trwają szeroko zakrojone poszukiwania nowego środka obrony. Idealnego zestawu w obecnej sytuacji polskiego futbolu stworzyć się nie uda. Chodzi bardziej o to, by znaleźć taki, w którym najlepiej uda się zamaskować wady każdego z nich.

Trela: Bezkrólewie. Dlaczego polski środek obrony trzeba zbudować od zera

Choć każdy nowy selekcjoner ma jakieś autorskie pomysły – chyba że Fernando Santos – nie ma nic zdrożnego w tym, że w znacznej mierze wszyscy korzystają z dziedzictwa poprzedników. Żeby drużyna narodowa faktycznie miała szansę być drużyną, a nie tylko narodową, jest wręcz niezbędne, by większość nazwisk powtarzała się niezależnie od częstych zmian trenerów. Michał Probierz jest jednak w specyficznej sytuacji.

Jeśli chodzi o newralgiczną strefę, jaką w każdym zespole jest środek obrony, zastał zgliszcza. Skoro eliminacje zostały ostatecznie przegrane i ostatnią furtką, by pojechać na mistrzostwa Europy pozostają baraże, najpóźniej od meczu z Łotwą powinno się zacząć tworzenie zespołu na marzec. I akurat w przypadku stoperów niemal każdy z kandydatów powinien zaczynać z czystą kartą.

Probierz ma za sobą bardzo niewielką próbkę, ledwie trzy mecze, ale i u niego w trójce, która uzbierała najwięcej minut spośród środkowych obrońców, są już Jan Bednarek i Jakub Kiwior, czyli filary defensywy także z czasów Fernando Santosa i Czesława Michniewicza. W przypadku gracza Southampton zaufanie kolejnych trenerów kadry narodowej trwa nawet dłużej, bo także u Paulo Sousy i Jerzego Brzęczka był w gronie trzech najczęściej wybieranych. Jako że starszy z tego duetu ma 27, a młodszy ledwie 23 lata, teoretycznie można by uznać, że pozycja jest przez nich zabezpieczona na kolejne cykle. Tyle że ani Bednarek na przestrzeni 52 meczów w kadrze, ani Kiwior w 17 spotkaniach od dnia debiutu, nie zdobyli na tyle zaufania, by uznać selekcję za zakończoną.

Zwłaszcza że ich sytuacja klubowa też budzi jakieś wątpliwości. Bednarek gra regularnie, ale na drugim poziomie rozgrywkowym, w drużynie klasyfikowanej przez Opta Power Ranking jako zbliżonej do Legii Warszawa czy Pogoni Szczecin. To oczywiście wystarczający pułap, by myśleć o powołaniach do reprezentacji, ale niewystarczający, by czuć się absolutnym pewniakiem tylko dlatego, że regularnie gra się w Southampton. Kiwior, przeciwnie, należy do jednego z najsilniejszych zespołów świata, ale przez cały rok uzbierał 865 minut, czyli równowartość niespełna dziesięciu meczów. Mało, biorąc pod uwagę, że jest druga połowa listopada.

Reklama

Selekcjonerzy uznawali, że trenowanie w dobrym gronie i pojawianie się od czasu do czasu na boisku wystarczy, by uczynić z niego pewniaka w kadrze – w całych eliminacjach jako jedyny obok Wojciecha Szczęsnego nie opuścił ani minuty — ale utrzymanie odpowiedniej formy przy przedłużającym się przesiadywaniu na ławce będzie sporym wyzwaniem, wpływającym także na jego jakość występów w kadrze.

BRAK OCZYWISTYCH KANDYDATÓW

Wszystkie te wyliczenia nie są po to, by zdeprecjonować obu graczy angielskich klubów, prawdopodobnie i tak to za stawianiem na nich stoi najwięcej argumentów. Chodzi jedynie o to, że nawet najbardziej naturalny duet ma wiele widocznych gołym okiem wad. Nowy selekcjoner też to zresztą widzi. Bednarka nie zaprosił na pierwsze zgrupowanie, a najbardziej zaskakujące powołanie wysłał akurat środkowemu obrońcy, czyli Patrykowi Pedzie, który wystąpił u niego we wszystkich dotychczasowych meczach.

Przywrócił też do kadry Pawła Bochniewicza niewidzianego w niej od trzech lat i konsekwentnie pomijanego przez trzech kolejnych selekcjonerów. Wydaje się jednak, że akurat w tym miejscu te dwa świeże nazwiska powinny być dopiero wstępem do dalszych eksperymentów, a nie ich zakończeniem. Kogokolwiek by Probierz nie powołał, idealnego kandydata nie będzie, bo takiego polski futbol aktualnie nie posiada. Z dwójki lub trójki osób mających oczywiste wady trzeba spróbować zbudować formację, która będzie silniejsza niż suma umiejętności poszczególnych jednostek.

TESTOWANIE NA PAPIERZE

Mimo gry w bardzo słabo obsadzonej grupie Polacy zdołali zachować czyste konto tylko w obu meczach z Wyspami Owczymi i jednym z Albanią. Czesi i Mołdawianie strzelali im łącznie po cztery gole. Jeśli coś pozwalało Michniewiczowi w 2022 roku notować lepsze wyniki, niż wskazywałby na to styl, była to umiejętność zachowywania czystych kont. Za jego czasów udało się to w mundialowych meczach z Meksykiem i Arabią Saudyjską, barażowym ze Szwecją, czy rewanżowym z Walią, decydującym o utrzymaniu w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Choć nie minęło od tamtego momentu aż tak wiele, dziś umiejętność zagrania na zero z tyłu z rywalami tej klasy, czyli choćby światowej średniej, wydaje się trudna do wyobrażenia.

Rezygnacja z Kamila Glika sprawiła, że formacja została pozbawiona naturalnego lidera, a żaden z jego partnerów nie był w stanie w dziewięciu meczach, które minęły od mundialu, wejść w jego buty. Polacy wcale nie grali przesadnie ofensywnie i wiele odważniej niż wcześniej, a jednak prawie każdy był w stanie strzelić im gola. Jeśli baraże, w których będzie się rozgrywać tylko po jednym meczu, mają zakończyć się sukcesem, uszczelnienie obrony powinno mieć najwyższy priorytet. Probierzowi pozostaje do tego już tylko jeden test. Później będzie miał natomiast kilka miesięcy na obserwowanie kandydatów i układanie obrony „na papierze”. Tak jednak wygląda to w przypadku większości selekcjonerów.

Wysyłając powołania akurat Pedzie, Probierz bardzo mocno rozszerzył krąg potencjalnych kandydatów. Nie dość, że 21-latek występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym, to jeszcze w klubie, który zajmuje obecnie trzecie miejsce od końca w swojej grupie. Według Opta Power Ranking na szczeblu trzeciej ligi włoskiej jest aktualnie aż 35 zespołów silniejszych od SPAL, a najbardziej zbliżony poziomem polski klub to… Chrobry Głogów.

Reklama

Skoro piłkarz występujący na co dzień w tak skromnym otoczeniu dostał się na poziom reprezentacji, teoretycznie można by uznać wszystkich Polaków grających od Chrobrego w górę za kandydatów do kadry. Nie miałoby to jednak sensu. Peda powołanie dostał, bo Probierz znał go z kadry młodzieżowej i dostrzegał w nim cechy wyrastające ponad poziom, na którym obecnie przebywa. Warto jednak zauważyć, że postawił go ponad wszystkich występujących w Ekstraklasie środkowych obrońców, także Ariela Mosóra i Łukasza Bejgera, których również znał z młodzieżówki. Można więc uznać Pedę za wyjątek, a potencjalnych reprezentantów szukać jednak wyżej. I głównie poza Ekstraklasą.

DWUNASTKA GŁÓWNYCH KANDYDATÓW

Polski futbol jest obecnie w specyficznej sytuacji. Z jednej strony nie ma ani jednego niebudzącego szerszych wątpliwości stopera, ma za to wielu prezentujących przeciętny poziom w swoich klubach zagranicznych. Pomijając tych, którzy już u Probierza zagrali, od czasów Brzęczka wzwyż, w kadrze pojawili się na tej pozycji Sebastian Walukiewicz, Marcin Kamiński, Paweł Dawidowicz, Michał Helik, Mateusz Wieteska i Kamil Piątkowski. Maik Nawrocki był na szerokiej liście powołanych na mundial.

Rafał Augustyniak, który dziś najczęściej jest stoperem, w reprezentacji u Sousy grał jeszcze jako środkowy pomocnik. Nigdy styczności z kadrą nie miał Damian Michalski z Greuthera Fuerth, natomiast poziom, na jakim gra (jego zespół to czołówka 2. Bundesligi) i regularność jego występów też każe mieć go w orbicie zainteresowań. Wydaje się, że to z tej ósemki, wspartej Bednarkiem, Kiwiorem, Bochniewiczem i Pedą, trzeba szukać najbardziej naturalnych kandydatów do stworzenia nowego środka obrony kadry. Każde z tych nazwisk można zdeprecjonować, ale jako się rzekło, niekwestionowanych postaci na tej pozycji nie mamy.

Pod względem doświadczenia reprezentacyjnego, pomijając Bednarka i Kiwiora, nikt nie ma znaczącej przewagi nad resztą. Nawet mimo różnicy wieku między poszczególnymi kandydatami, wielu z tych starszych ma na koncie raptem szczątkowe występy w kadrze. 31-letni Kamiński debiutował jeszcze u Franciszka Smudy, ale ma w dorobku tylko siedem meczów, czyli jeden mniej niż Paweł Dawidowicz. Wieteska ostatnio jest powoływany bardziej regularnie, lecz występów ma tyle, ile Walukiewicz, którego w kadrze nie było trzy lata, czy Peda, którego dwa miesiące temu znali tylko fani piłki młodzieżowej. Nie powinno to być znaczące kryterium wyboru, bo czy ktoś jest absolutnym debiutantem, czy już się przez kadrę przewijał, licznik jest podobnie niewyeksploatowany.

NIEWIELE GRY W SILNYCH KLUBACH

Bardziej trzeba więc patrzeć na sytuację klubową. Tutaj prawidłowość jest smutna i utrudniająca selekcjonerowi wybory. W im silniejszym klubie ktoś występuje, tym rzadziej pojawia się na boisku. Bazując na Opta Power Ranking, najsilniejsze kluby świata mające w kadrach polskich stoperów to Arsenal Kiwiora, Red Bull Salzburg Piątkowskiego czy Celtic Nawrockiego. Cała trójka występuje jednak rzadko, przy czym Kiwior i tak najczęściej.

Żeby znaleźć regularnie występującego Polaka na środku obrony względnie silnego klubu, trzeba zejść na pułap Empoli Walukiewicza czy Hellasu Werona Pawła Dawidowicza. Dalej są już Bednarek, Wieteska i właśnie Michalski, którego Greuther jest szacowany na silniejszy od Schalke Kamińskiego, Huddersfield Helika, czy Heerenveen Bochniewicza. Też nie mówimy jednak o potentatach. Empoli zajmuje 17. miejsce w Serie A, Hellas jest w strefie spadkowej. Niewykluczone nawet, że na zbliżonym poziomie do nich są Raków czy Legia. Tyle że tam akurat Polaków na środku obrony też nie ma jednak w ogóle (Raków) albo jest niewielu (Legia).

Pod względem regularności grania najlepiej prezentują się ci, którzy występują na drugim poziomie rozgrywkowym. Helik, Kamiński i Bednarek to jedyni polscy stoperzy, którzy już zdążyli przekroczyć w tym sezonie tysiąc minut rozegranych w klubach. Z pierwszej siódemki najczęściej pojawiających się na boiskach tylko Dawidowicz gra w drużynie z najwyższego szczebla, bo za jego plecami są znów Michalski i Peda. Kolejnym stoperem z najwyższej ligi pod względem minut jest Wieteska, również będący w strefie spadkowej Serie A i który właśnie stracił jednak miejsce w składzie – od ponad miesiąca nie podniósł się z ławki w meczach ligowych. Czy wspominałem już, że wybrać właściwy środek obrony będzie naprawdę trudno?

NAJWIĘCEJ GRAJĄ DRUGOLIGOWCY

Gdyby stworzyć przelicznik rozegranych minut do siły klubu, w którym dany kandydat występuje, najwyżej powinny stać akcje Bednarka, Dawidowicza i Kamińskiego. Jeśli komuś te nazwiska nie pasują, dalsze miejsca zajmują Helik, Walukiewicz, Kiwior, Wieteska, Michalski i Bochniewicz. W ich obecnej sytuacji klubowej nie ma powodu, by traktować dziś Nawrockiego i Piątkowskiego jako kandydatów do reprezentacji. Pedę zaś trzeba jako takiego traktować tylko dlatego, że widzi go w nim selekcjoner, bo obiektywnych powodów, dla których w kadrze miałby grać ktoś z tak niskiego poziomu, nie ma.

To jednak nie zarzut do Probierza, bo po pierwsze często oczekuje się od selekcjonerów, by widzieli więcej niż opinia publiczna, a po drugie, jeśli nie ma kandydatów oczywistych, trzeba szukać nieoczywistych. Dlatego nie byłoby niczego dziwnego we wnikliwszym obserwowaniu Helika, który w kadrze nie grał od dwóch lat, Kamińskiego, który ostatni występ zaliczył jeszcze za Brzęczka, czy Michalskiego. Walukiewicz, nieobecny od trzech lat, już zresztą we wrześniu powołanie dostał.

Nie ma powodu, by w przypadku każdej takiej kandydatury, od razu być na nie. Można kwestionować pozycję Bednarka czy Kiwiora, przynajmniej w kontekście wyjściowej jedenastki, uznawać, że Helik zawala zbyt wiele bramek, Kamiński lepiej wyprowadza niż broni, a Walukiewicz jest przereklamowany, ale ze świadomością, że jeśli nie oni, to kandydatury Aleksa Ławniczaka z Zagłębia Lubin czy Miłosza Trojaka, o których mówił Probierz, trzeba traktować śmiertelnie poważnie, a Mosóra czy Bejgera wręcz jako pewniaków.

Na tym bezrybiu trzeba wybrać dwie-trzy osoby, biorąc pod uwagę to, jak mogą pasować do siebie, jakie mają nogi dominujące, kto ma predyspozycje przywódcze, kto lepiej nadaje się do kierowania całym blokiem itp., a potem możliwie się tego trzymać, starając się wypracować między nimi zgranie. Drogi na skróty w tym przypadku nie ma. A Probierz musi się przy tym problemie wznieść na wyżyny kompetencji w swojej roli – nie tyle wybrać najlepszych, ile takich trzech, którzy, grając obok siebie, będą umieli wzajemnie maskować swoje wady. Bez naprawienia tej strefy nie ma sensu rozmawiać w polskim kontekście o Euro 2024.

MICHAŁ TRELA, Canal + Sport

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

Fot. Newspix.pl

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

38 komentarzy

Loading...