Reklama

Plach: Vuković przekonał mnie, że z Piastem jeszcze wiele mogę osiągnąć

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

23 listopada 2023, 13:45 • 12 min czytania 2 komentarze

Poza boiskiem praktycznie się o nim nie mówi i jakoś tak przyzwyczailiśmy się, że Frantisek Plach jest w Piaście Gliwice, broni zawsze i przeważnie broni dobrze. W styczniu minie sześć lat od jego przybycia do śląskiego klubu. Rok temu wydawało się, że nic go nie zatrzyma na Okrzei i wreszcie zmieni otoczenie, a ostatecznie niespodziewanie podpisał nowy kontrakt. Co go przekonało do pozostania? Czy Piast może walczyć o najwyższe cele? Skąd otrzymał oferty? Jak nie stracić motywacji, gdy ma się pewne miejsce w składzie? Awans Słowacji na EURO: sukces czy spełnienie powinności? Czy znalezienie się w kadrze na ten turniej uważa za realne? Dlaczego od ponad roku nie dostał powołania? Zapraszamy.

Plach: Vuković przekonał mnie, że z Piastem jeszcze wiele mogę osiągnąć

Słowacja wywalczyła awans na Euro 2024. Gratulować ci jako Słowakowi czy jako reprezentantowi Słowacji?

W tym momencie raczej jako Słowakowi, bo obecnie nie jestem w kadrze. Ostatni raz na zgrupowanie pojechałem we wrześniu tamtego roku. Zrobię wszystko, żeby jeszcze zostać powołanym.

Wyjazd na EURO postrzegasz jako realny cel?

Tak bym nie powiedział, bo jak wspomniałem, od ponad roku nie znajdowałem się nawet w szerokiej kadrze. Jeśli nie zostanę powołany teraz, będę starał się przypomnieć selekcjonerowi później i może kiedyś się uda. Reprezentacja wiele dla mnie znaczy. Myślę, że dla każdego zawodnika to największy zaszczyt.

Reklama

Martin Dubravka i Marek Rodak w tym momencie są poza zasięgiem?

Obaj grają w Premier League, czyli najlepszej lidze świata.

Bardziej w niej są, w tym sezonie ani razu nie wystąpili.

Okej, ale sam fakt, że tam się znaleźli, o czymś świadczy. Na bramce mamy dużą konkurencję, dlatego muszę cały czas ciężko pracować, żeby dołączyć do tego grona.

Z drugiej strony, numerem trzy od pewnego czasu jest Henrich Ravas z Widzewa. Równie dobrze mógłbyś być na jego miejscu.

Tak to wygląda. Do pewnego momentu to ja dostawałem powołania i siedziałem na ławce, teraz na kadrę jeździ Ravas. Rywalizacja trwa. Może wkrótce znów się zamienimy.

Reklama

Pozostajesz w kontakcie ze sztabem reprezentacji?

Nie. Trener bramkarzy dawał mi wcześniej znać, że będę powołany, ale od tamtej pory nie mamy żadnego kontaktu.

Jak sobie tłumaczysz wypadnięcie z kadry? 

Szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem, czym to jest spowodowane. U mnie przecież nic się nie zmieniło. Nadal regularnie gram w Piaście i sądzę, że utrzymuję niezły poziom. Decyzja sztabu. Muszę ją uszanować, ale nie zrezygnowałem z walki o powrót.

Wasz awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy to duży sukces czy po prostu zrobiliście swoje?

Uważam, że duży sukces. Nie jesteśmy drużyną, dla której to codzienność, że wchodzi na największy turniej.

A zaczęliście te eliminacje słabiutko, od 0:0 z Luksemburgiem.

Początki często są trudne. Po tym meczu wielu sądziło, że niewiele w tej grupie zdziałamy, a okazało się, że potem punkty traciliśmy jeszcze tylko z Portugalią i już w przedostatnim spotkaniu z Islandią zapewniliśmy sobie awans.

W reprezentacji zagrałeś na razie jeden, jedyny raz – 45 minut w towarzyskim starciu z Finlandią.

Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Nie miało znaczenia, że chodzi o sparing. Gdy dowiedziałem się, że zagram, po dłuższym czasie ponownie poczułem większy stres związany z piłką. Nie doświadczyłem go od pierwszych meczów w Piaście, gdy musiałem się pokazać. Czułem, że spełniam marzenia. Po to pracowałem tyle lat, żeby kiedyś zagrać w reprezentacji i właśnie mi się to udało. Super uczucie. Zagrałem 45 minut, zachowałem czyste konto, wygraliśmy. Same pozytywy.

Dzisiejsza Słowacja jest dziś silniejsza niż na Euro 2020?

Zawsze trudno robić takie porównania, ale wydaje mi się, że tak. Mamy wielu chłopaków w topowych ligach i większość z nich regularnie gra w swoich klubach. Potencjał jest bardzo duży, drużyna została dobrze poukładana. Możemy wiele osiągnąć.

Wasz futbol całościowo idzie do przodu?

Takie mam wrażenie. Jeśli chodzi o reprezentację, doszło do zmiany pokoleniowej i odmłodzenia składu. Kariery pokończyli Marek Hamsik i Martin Skrtel, którzy byli naszymi liderami i wiele znaczyli w Europie. Teraz do kadry wchodzą młodzi piłkarze, przed którymi świetne perspektywy. Mamy bardzo zdolną młodzież, która już gra w dobrych ligach.

Poza Leo Sauerem z Feyenoordu i Tomasem Suslovem z Hellasu Verona nie widzę młodych Słowaków, którzy już grają w mocnych klubach zachodnich. 

Okej, może źle to ująłem. Liderzy zespołu są w optymalnym wieku i nie określimy ich jako starych zawodników. Skriniar i Lobotka mają po 28 lat, Hancko ma 25. Mogą zagrać jeszcze na kilku dużych turniejach.

Co do naszej ligi, wydaje mi się, że ogólnie też można mówić o rozwoju, oczywiście w odpowiedniej skali. Dominuje Slovan Bratysława, ma największy budżet i najlepszych zawodników. Reszcie trudno się z nim równać, choć Spartak Trnava, Dunajska Streda czy Żylina to też dobre kluby, które mogą próbować naciskać Slovan. Fajnie, że awansowały Koszyce, klub z dużego miasta. Na razie kiepsko mu idzie, ale sama jego obecność uatrakcyjnia ligę.

Z mapy słowackiego futbolu zniknął za to twój poprzedni klub – FK Senica.

Już gdy ja odchodziłem, mieli tam problemy finansowe. Wtedy jeszcze jako tako to wyglądało z płatnościami, ale potem sytuacja stawała się coraz gorsza, aż wreszcie klub nie dostał licencji i został zdegradowany. Szkoda, bo warunki do trenowania były tam bardzo dobre, Senica dobrze szkoliła młodzież. Musi zaczynać od zera, gra chyba w najniższej lidze.

Rozumiem, że w Gliwicach świetnie się czujesz, ale czy nie grozi ci zasiedzenie się w Piaście?

Jest mi dobrze, potwierdzam. Cieszę się, że klub ma do mnie zaufanie i dostałem nowy kontrakt.

Co sprawiło, że tak to się potoczyło? Jeszcze w październiku tamtego roku wydawało się przesądzone, że nie przedłużysz kontraktu i odejdziesz, a tu nagle gruchnęła wieść, że zostajesz na kolejne 3,5 roku. Bardzo duże zaskoczenie.

W pewnym momencie faktycznie zapowiadało się na to, że ten etap w mojej karierze się kończy. Odejście nie byłoby dla mnie łatwe. Może nie byłem rozchwytywany, ale kilka konkretnych ofert miałem i byłem nastawiony, że pewnie jedną z nich przyjmę. Przyszedł Aleksandar Vuković, dużo ze mną rozmawiał i przekonał, że razem z Piastem mogę jeszcze wiele osiągnąć. Uznałem, że pozostanie będzie najlepszym rozwiązaniem. Ja i rodzina jesteśmy tu szczęśliwi, córka chodzi do przedszkola, to też miało znaczenie. Nie chciałem robić zmian na siłę.

Krótko mówiąc, Vuković przekonał cię, że nie będziesz tu walczył o środek tabeli.

Można tak powiedzieć. Jasne, jak przyszedł, to celem było po prostu utrzymanie, na to wskazywała nasza sytuacja w tabeli. Koniec końców mogliśmy jeszcze dostać się do pucharów, ale to już chyba byłaby przesada po takim początku (śmiech). W każdym razie, trener Vuković miał wizję, że Piast może walczyć o czołowe lokaty w Polsce. Zaufałem mu i nadal ufam. Wierzę, że wrócimy na miejsca, które zajmowaliśmy cztery lata temu.

Kto cię chciał? Pisano o Lechu Poznań, w kuluarach mówiono też, że jesteś blisko Rakowa. Mogłeś zostać w Ekstraklasie.

Tak, miałem na stole oferty z polskiej ligi. Nazwy zachowam dla siebie. Był też konkret z MLS. To były tematy, nad którymi mogłem się realnie pochylić. Różnych zapytań pojawiało się znacznie więcej. Spokojnie sobie wszystko przekalkulowałem i zdecydowałem się zostać. Jak mówiłem, życie prywatne miało tu duże znaczenie. Myślę, że podjąłem dobrą decyzję.

Jak to dokładnie wyglądało: zakończyłeś rozmowy z klubem, miałeś odejść, ale gdy Vuković dał ci do myślenia, działacze ponowili ofertę?

To nie było tak, że rozmawialiśmy, rozmawialiśmy i w końcu uznaliśmy, że nie ma szans się dogadać, więc jest po wszystkim, więcej nie gadamy. Nie potrafiliśmy się spotkać na pewnym etapie, nie było widoków na zmiany i te rozmowy się zakończyły, ale bez deklaracji, że już nigdy nie wrócimy do sprawy. Ostatecznie wznowiliśmy negocjacje i tym razem udało się porozumieć z poczuciem, że warunki nowej umowy mają sens dla obu stron.

Nieco wcześniej, latem 2022, łączono cię ze Slovanem Bratysława. To był realny temat?

Tak. Nie wykluczałem tego kierunku, brałem go pod uwagę, ale Piast nie zaakceptował oferty, więc temat upadł. Slovanowi zależało na czasie, szykował się do gry w pucharach i chciał nowego bramkarza od razu, dlatego nie proponował mi niczego od stycznia, mimo że mógłby to zrobić, bo umowa wygasała mi w grudniu.

Po sezonie mistrzowskim pisano o tobie w kontekście Newcastle. Coś było na rzeczy?

Do mnie nikt nie dzwonił. Miałem wtedy innego agenta, powiedział mi, że z kimś rozmawiał, ale na pewno nie chodziło o coś konkretnego.

W następnych latach było kiedyś blisko twojego odejścia?

Raczej nie. Albo pojawiały się mało konkretne tematy, albo klub nie przyjmował ofert za mnie. Nigdy nie doszło do etapu, w którym musiałbym analizować warunki indywidualnego kontraktu. Gdyby trafiła się jakaś super propozycja, pewnie zostałbym sprzedany, ale taka nie nadeszła.

Bycie twoim rywalem do gry to najspokojniejsza robota świata. Przez 4,5 roku opuściłeś jeden mecz ligowy i to tylko dlatego, żeby Karol Szymański wystąpił sobie w ostatniej kolejce sezonu 2021/22. Jak nie stracić werwy na treningach w takiej sytuacji?

Staram się nie zadowalać swoją pozycją, po prostu. Pamiętam, jakie były początki. Gdy przychodziłem, niekwestionowanym numerem jeden był Jakub Szmatuła i wiedziałem, że na początku nie będę grał. To podobna sytuacja jak dziś dla Karola: wszyscy mówili, że Kuba jest pewniakiem i nie podniosę się z ławki.

Szmatuła jednak miał już swoje lata.

Ale i tak nie mogłem wtedy liczyć na skład. Potraktowałem to jako wyzwanie. Zawsze dawałem z siebie sto procent, żeby być gotowym, kiedy już szansa nadejdzie. Teraz jestem w odwrotnej sytuacji i nie myślę, że jestem pewną jedynką i nikt nie może za mnie wskoczyć. Gdybym się tu za bardzo „uspokoił”, prędzej czy później negatywnie odbiłoby się to na mojej grze. Konkurencja nie zamierza odpuszczać. Jest pokazujący się z dobrej strony w Pucharze Polski Karol, jest kilku młodych chłopaków. Nie tracę mobilizacji, nie czuję, że co by się nie działo, to nie trafię na ławkę.

Ale nie czarujmy się: od lat nie ma w Piaście zaciętej rywalizacji o skład między dwoma ogranymi ligowcami, co na przykład dzieje się w Górniku Zabrze między Danielem Bielicą a Michałem Szromnikiem. 

Mam większe doświadczenie niż Karol, ale traktuję go jako równego sobie i tak podchodzę do naszej rywalizacji. Nie zamierzam zmieniać nastawienia.

Przez te wszystkie lata w zasadzie nie miałeś gorszych okresów, w których błędy by się kumulowały. Wyjątkiem początek sezonu 2019/20, gdy w pucharowych eliminacjach nie wyszedł ci rewanż z BATE i pierwszy mecz z Riga FC, a w międzyczasie przepuściłeś gola po strzale z ostrego kąta autorstwa Pawła Tomczyka.

Z BATE za bardzo chciałem, byłem przemotywowany. Wyszedłem z bramki, żeby przechwycić piłkę, ale byłem spóźniony, zahaczyłem rywala i sprokurowałem rzut karny na 1:1. Po tej sytuacji moja pewność siebie lekko siadła, nie wyszedłem zdecydowanie do dośrodkowania z rzutu wolnego i straciliśmy drugiego gola. To na pewno jeden z moich najgorszych występów w Piaście.

Z Rygą pierwszego gola straciliśmy po zbyt lekkim podaniu do tyłu Marcina Pietrowskiego. Próbowałem ratować sytuację, ale było za późno. Potem to nieporozumienie z Urosem Korunem, gdy niefortunnie zagrał do mnie głową… Było wtedy wielu kibiców na stadionie, przy wyjściu z bramki wołałem do niego, ale mnie nie usłyszał, no i nie dogadaliśmy się. Takich momentów najbardziej szkoda, bo jednego i drugiego rywala spokojnie mogliśmy przejść.

Czułeś dodatkową presję ze względu na europejskie puchary?

Mogło tak być, to były dla mnie pierwsze międzynarodowe mecze. Moje ogólne doświadczenie też było znacznie mniejsze. Miałem za sobą jeden sezon w Ekstraklasie, 25 rozegranych spotkań. Gdybym miał wtedy swoje dzisiejsze doświadczenie i znajdował się na obecnym poziomie mentalnym, wyszłoby lepiej. Tego już jednak nie sprawdzimy. Na chwilę straciłem pewność siebie, ale w dłuższej perspektywie tamte wydarzenia mnie wzmocniły. Musiałem pracować nad mentalnością i myślę, że dziś byłbym przygotowany na takie wyzwania. Ciągle się rozwijam.

Interwencja z Lechem sprzed paru lat będzie twoją flagową po karierze?

Na ten moment tak. Było tam więcej szczęścia i przypadku niż umiejętności, ale wyszło bardzo fajnie. O tej interwencji zrobiło się głośno w mediach światowych, widziałem różne wrzutki na Instagramie. To dla mnie bardzo miłe wspomnienie, zwłaszcza że utrzymaliśmy czyste konto i pomogłem wywalczyć cenny punkt.

Wyobrażasz sobie pozostanie w Piaście do końca kariery?

Żadnych deklaracji nie złożę, to byłoby zbyt odważne stwierdzenie. Nie powiem „nie”, nie powiem „tak”. Nie wybiegam tak daleko do przodu, obowiązuje mnie kontrakt do czerwca 2026. Dopóki gram w Piaście, daję z siebie wszystko dla tego klubu.

Jak Ekstraklasa zmieniła się przez tych sześć lat twojego pobytu w Polsce?

Liga poszła do przodu. Czołówka prezentuje wyższą jakość, przychodzą coraz lepsi obcokrajowcy, którzy grali kiedyś w lepszych miejscach. Coraz więcej kibiców chodzi na mecze. Ekstraklasa staje się bardziej konkurencyjna i wymagająca.

A jak zmieniło się jej postrzeganie na Słowacji? Dziś chyba coraz łatwiej wyjechać bezpośrednio do Holandii czy Włoch, bez przystanku w Polsce.

Dla mnie dostanie się do Ekstraklasy było super. Gdy mogłem przejść do Piasta, traktowałem to jako krok do przodu pod każdym względem. Trudno mi powiedzieć, jak dziś podchodzą do tego słowaccy ligowcy, ale myślę, że wiele się nie zmieniło. Patrząc na stadiony, kibiców, poziom drużyn, ciągle mówimy o wyraźnej różnicy na polską korzyść. Jasne, wszyscy młodzi marzą o Włoszech czy Anglii, ale jeśli mają możliwość transferu do Ekstraklasy, powinni ją poważnie rozważyć, bo co chwila ktoś tu się wybija wyżej.

Co z tymi remisami? Idziecie na rekord?

Z jednej strony, fajnie, że tak trudno nas pokonać. Z drugiej, kilka razy powinniśmy wygrać zamiast zremisować. Gdyby to się udało, bylibyśmy dziś w okolicach piątego czy szóstego miejsca. Nie powiem, że to trudny okres, bo tak jak mówię, nie przegrywamy, ale musimy się przełamać i zacząć strzelać więcej goli. W Łodzi już się to udało i na dłuższą metę takie mecze będziemy wygrywać. Stwarzamy sobie sytuacje, często jednak nie stawiamy kropki nad „i”. To kwestia przełamania, jednego lub dwóch zwycięstw.

Czyli zawodnicy ofensywni są dziś pod większą presją w Piaście niż defensywni.

Oni nie mają u nas łatwo. Bronimy całą drużyną, wysokim pressingiem, wszystko zaczyna się już od napastnika. Zawodnicy ofensywni muszą też dużo popracować w obronie. A strzelić gola może każdy, obrońca również. Jestem przekonany, że wkrótce zacznie nam wpadać.

Praca w defensywie sprawia, że później brakuje im pary w ataku?

Niewykluczone, że czasami ma to znaczenie. Może my z tyłu bardziej musimy pomóc w statystykach ofensywnych (śmiech).

Katranis postawił obiad całej drużynie? Gdyby nie jego karny i czerwona karta, prawdopodobnie bez problemów wygralibyście z ŁKS-em.

Nie było to fajne zachowanie, ale takie rzeczy zdarzają się w piłce. Emocje i adrenalina robią swoje. Nikt jednak nie zrzuca całej winy na niego. Karny karnym, ale nadal prowadziliśmy 3:1 i mogliśmy ten wynik utrzymać. Na szczęście skończyło się remisem – w końcówce ŁKS już tak przycisnął, że był o krok od zwycięstwa.

Po trzecim golu miałeś poczucie, że mogłeś lepiej piąstkować?

Tak. Wychodziłem do piłki, ale w pewnym momencie przestałem ją widzieć, bo napastnik skakał przede mną i nie odbiłem jej optymalnie. Spadła pod nogi Janczukowicza i mu wpadło. Jedziemy dalej. Zostały nam cztery mecze do przerwy zimowej i chcemy z nich jak najwięcej wycisnąć, żeby już po pierwszej rundzie znajdować się na dobrym miejscu, a na takie zasługujemy. Statystyki jasno pokazują, że generalnie gramy dobrze.

Rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

2 komentarze

Loading...