Reklama

„Jesteśmy uprzywilejowani, że zarabiamy tak na życie. Siatkówka to wspaniała praca”

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

03 listopada 2023, 10:22 • 10 min czytania 1 komentarz

– Czy w niektórych momentach po prostu dajesz zawodnikom wolną rękę, bo wiedzą, co mają robić? Tak, oczywiście. Ale nie zawsze. Z perspektywy trenera ważne jest zrozumieć, kiedy należy przekazać uwagę, a kiedy bardziej przycisnąć – tłumaczy nam swoją filozofię trenerską Tuomas Sammelvuo. Fiński szkoleniowiec odniósł w ostatnim czasie sporo sukcesów, ale akurat o nich rozmawia niechętnie. Bo jak mówi: przeszłość to przeszłość, nie można popaść w samozadowolenie.

„Jesteśmy uprzywilejowani, że zarabiamy tak na życie. Siatkówka to wspaniała praca”

Dla Sammelvuo liczą się przede wszystkim codzienna praca, chęć stawania się coraz lepszym. Te cechy zresztą dostrzega też u Olka Śliwki, czyli kapitana swojego zespołu, Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W sezonie reprezentacyjnym Fin prowadził również Kanadę, z którą w październiku wywalczył olimpijską kwalifikację do Paryża. Jak łatwo się domyślić: obowiązków ma sporo. Podobnie jak wielu jego siatkarzy, którzy latają z turnieju na turniej i nie mogą liczyć na dłuższe wakacje.

Fiński trener doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Meczów w ciągu roku jest dużo. Bardzo dużo. Ale z drugiej strony dodaje: – Myślę, że i tak jesteśmy uprzywilejowani, że możemy w ten sposób zarabiać na życie. Siatkówka to wspaniała praca.

Zapraszamy do lektury całej rozmowy.

KACPER MARCINIAK: Po raz pierwszy miałeś styczność z PlusLigą w 2009 roku, kiedy zostałeś zawodnikiem ZAKSY.

Reklama

TUOMAS SAMMELVUO: Tak, choć to były inne czasy. Obecnie PlusLiga jest znacznie większa, znacznie popularniejsza. Zmieniły się też oczekiwania wobec zawodników oraz trenerów. To inna praca, inne wymagania.

Przede wszystkim poziom siatkówki w Polsce się po prostu podniósł?

Bez wątpienia. Choć kiedy ja grałem w tej lidze, oczywiście poziom też był dobry.

Co sprawiło, że polska siatkówka poszła w górę?

Myślę, że kluczowy mógł być 2014 rok, kiedy reprezentacja Polski wygrała mistrzostwo świata. Ten sukces przyniósł zainteresowanie, a co za tym idzie: większe inwestycje. Obecnie jest pełno zespołów, które grają naprawdę dobrą siatkówkę. Jeśli podejdziesz do danego meczu nieskoncentrowanym, możesz go łatwo przegrać.

Kilkanaście lat temu wszystko kręciło się wokół Skry.

Reklama

Tak, to był zespół, który wszyscy chcieli pokonać. Teraz mistrzowskie ambicje ma bardzo wiele zespołów. Jest trudniej o sukcesy, ale to oczywiście coś fantastycznego dla poziomu ligi.

Ligi, w której w ostatnich latach za największą potęgę uchodzi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Jak trudno jest zespołowi, które tyle już wygrał, utrzymać niezmiennie wysoką motywację?

Myślę, że zawsze każdy zespół chce mieć jak najlepsze wyniki. Natomiast kiedy zaczynasz wygrywać, powtarzanie sukcesów staje się coraz trudniejsze. Z tego też powodu mam wielki szacunek do zawodników oraz pracowników ZAKSY. Nie zatrzymują się i chcą cały czas utrzymywać się na najwyższym poziomie.

Tak jak w przypadku Skry kilkanaście lat temu: kiedy wygrywasz, wszyscy chcą cię pokonać. Motywacji w klubie jednak nie brakuje. Tu zresztą nawet nie chodzi o to, żeby być zmotywowanym. Liczy się pokora. Chęć rozwijania się. Tworzenie odpowiedniej kultury w całej organizacji. A potem w jednym sezonie wygrywasz, a w drugim nie. Poziom siatkówki w Polsce i Europie jest na tyle wysoki, że nie masz czasu, żeby się zastanawiać, czy jesteś zmotywowany czy nie.

W świecie sporcie bardzo często właśnie powtarza się, że łatwiej jest wygrać coś po raz pierwszy, niż to powtórzyć.

Kiedy wygrywasz, uczysz się… jak wygrywać. Ale żeby to zrobić to po raz kolejny, za każdym razem musisz stać się odrobinę lepszym. A także nauczyć się cierpieć. Pokonać słabości w paru zaciętych meczach.

Ten sezon również będzie sporym wyzwaniem. Każdy zespół chce pokazać się z jak najlepszej strony. Ale nikt nie wie, jak to wszystko się zakończy, bo jest pełno drużyn, które mają spory potencjał. My musimy skupić się na graniu i dawaniu z siebie stu procent na treningach. Po prostu.

Zawodnikiem, który był kluczowy w poprzednich sezonach i będzie kluczowy też w tym, jest Olek Śliwka. Co czyni go tak świetnym liderem?

U niego nie chodzi tylko o to, jak gra w siatkówkę. Oczywiście, to jest bardzo ważne. Ale wybitni zawodnicy zawsze sprawiają, że ich koledzy w zespole stają się lepsi. Olek to ma.

Jest liderem, jest przykładem ciężkiej pracy. Zostaje dłużej po treningach, aby zadać kilka pytań czy wykonać dodatkową pracę. I myślę, że znalazł się w momencie kariery, w którym czuję wielką harmonię z samym sobą. Czuje, że jest we właściwym miejscu. Wie, jakim jest zawodnikiem. I wciąż pragnie być lepszy. A to bardzo ważne. Olek chce pracować, żeby osiągnąć jeszcze więcej.

Kiedy czujesz, że, okej, zrobiłem swoje, udowodniłem, co trzeba – bardzo trudno jest utrzymać się wtedy na topie. On natomiast dalej jest głodny kolejnych sukcesów. Pracuje, rozwija się i jest liderem, który prowadzi innych. To znakomity kapitan.

Posiadanie kogoś takiego było elementem, który okazywał się w decydujący w pamiętnych tie-breakach oraz złotych setach w Lidze Mistrzów? ZAKSA uchodzi za specjalistę od wygrywania zaciętych spotkań.

Cóż, teraz zaczynamy już mówić o przeszłości. A na niej nie chcę się przesadnie skupiać. Tak, oczywiście, to wszystko miało miejsce, stoczyliśmy wiele zaciętych meczów. Śliwka był w nich bardzo ważny. To zawodnik, który daje przykład innym, prowadzi ich. Ale najważniejsze, z obecnego punktu widzenia, jest to, że on wciąż chce więcej.

Przeszłość to przeszłość. To, że udawało nam się wygrywać w przeszłości, nie znaczy, że zawsze będziemy to powtarzać. Musimy pracować, każdego dnia. O tym musimy myśleć i oczywiście dobrze, że mamy kogoś takiego jak Śliwka.

ZAKSA to zespół, w którym zawodnikom nie trzeba aż tak wiele tłumaczyć, bo sami doskonale wiedzą, co muszą robić, żeby wygrywać?

Nie przedstawiłbym tego w ten sposób. W pracy trenera chodzi o coś znacznie więcej niż samą taktykę. To w dużej mierze praca nad relacjami. Między trenerem a zawodnikami, między sztabem szkoleniowym a zawodnikami. Istotne jest, żeby siatkarze chcieli słuchać trenerów, a potem chcieli robić to, co jest im sugerowane.

My oczywiście musimy dać im trochę wolności oraz okazywać wyrozumiałość. Ale ten temat trudno jest też rozłożyć na czynniki pierwsze w wywiadzie. Szczególnie że każdy zespół jest inny. Czy w niektórych momentach po prostu dajesz zawodnikom wolną rękę, bo wiedzą, co mają robić? Tak, oczywiście. Ale nie zawsze. Z perspektywy trenera ważne jest zrozumieć, kiedy należy przekazać uwagę, a kiedy bardziej przycisnąć. Bo to też potrzebne.

Z drugiej strony trenerom, nie tylko w siatkówce, zdarza się mówić: kiedy masz znakomitą drużynę, czasem musisz po prostu dać jej grać.

To prawda. Czasami musimy dać zawodnikom grać. Wręcz starać się nie przeszkadzać. To wszystko zależy od momentu, od emocji, od tego, jak przebiega dane spotkanie i jaka atmosfera panuje wewnątrz grupy. W ZAKSIE w ostatnich latach szkoleniowcy się zmieniali, ale zawodnicy, a także cały klub, stworzyli kulturę zwyciężania, która przynosi wyniki.

Powtórzę jednak ponownie: nigdy nie możesz się zatrzymywać. Kiedy tylko pomyślisz, że wszystko do ciebie przyjdzie i nie musisz się niczym przejmować, to będzie odwrotnie. Nie ma wygrywania bez poświęcenia.

W ostatnich dwóch sezonach ZAKSA zatrudniła kilku zawodników spoza „typowych” siatkarskich krajów. Czyli z Ukrainy, Norwegii czy Rumunii. Skąd taka transferowa filozofia?

Cóż, nie ma tak naprawdę znaczenia, z jakiego kraju jesteś. Liczą się umiejętności oraz charakter zawodnika. To, jak może wpasować się do zespołu. Trzeba też zawsze wziąć pod uwagę budżet drużyny. W przypadku transferów pojawia się więc bardzo dużo czynników. Myślę, że każdy świetny klub musi szukać i być otwartym na różne rynki w Europie oraz na świecie. Nawet te najbardziej nieoczywiste.

Z mojej strony mogę powiedzieć, że w dużej mierze patrzę na charakter zawodnika, ponieważ mówimy o sporcie drużynowym. To ważne, aby siatkarz dawał się prowadzić, nie myślał tylko o sobie i stawiał zespół na pierwszym miejscu. Te rzeczy są często równie istotne co czysto sportowe umiejętności.

To samo powtarzał prezes Piotr Szpaczek. Charakter zawodnika jest kluczowy przy szukaniu kandydatów do gry w ZAKSIE.

Według mnie siatkówka stanowi najbardziej zespołowy sport na świecie. Nie możesz przytrzymywać piłki. A to, co będziesz w stanie zagrać, zależy od tego, co chwilę wcześniej z piłką zrobił twój kolega. Z tego też powodu tak ważne jest to, żeby mieć w zespole graczy, którzy mają dobry charakter.

Rozmawialiśmy o różnych siatkarskich krajach. Sam wiele ich w przeszłości zwiedziłeś, nauczyłeś się też kilku języków. Jak radzisz sobie z polskim?

[Tuomas Sammelvuo zaczyna rozmawiać w języku polskim] Tak, ja mówię po polsku, ale jeszcze lepiej po angielsku. Dużo rozumiem, ale nie wszystko umiem powiedzieć. Dramat. [Wraca do angielskiego] Według mnie nauka języka jest ważna. Pokazuje ona szacunek do kraju, w którym pracujesz i który daje ci pracę. Pozwala też poznać dany naród w inny sposób, niż tylko poprzez siatkówkę.

Polski to najtrudniejszy język, jakiego się uczyłeś?

Być może. To na pewno trudny język.

Przejdźmy do reprezentacji Kanady. Przyzwyczaiłeś się do trenowania zespołów, które mają najlepszych siatkarzy na świecie. W przypadku kanadyjskiej drużyny często występujecie jednak w roli „underdogów”.

Bez wątpienia. Chciałbym jednak podkreślić, że zawodnicy w kadrze Kanady pracują bardzo, bardzo ciężko. To powód, dzięki któremu udało nam się wywalczyć olimpijską kwalifikację. Oczywiście, patrząc na poziom w rozgrywkach FIVB, nie jesteśmy topowym zespołem. Ale dzięki pracy oraz poświęceniu możemy osiągać dobre wyniki.

Myślę też, że Kanada ma coraz lepszych siatkarzy. Popatrzmy na Samuela Coopera i to jak zagrał ostatnio przeciwko drużynie z Rzeszowa. W innych europejskich rozgrywkach również pojawiają się utalentowani Kanadyjczycy. Pamiętajmy przy tym, że w ich kraju nie ma takiej kultury siatkarskiej jak w Polsce czy Włoszech. Siatkówka jest daleko za hokejem oraz innymi sportami. Ale zawodnicy i tak mają spore ambicje. Dla mnie to przyjemność z nimi współpracować.

Wywalczenie awansu na igrzyska musiało być zatem wyjątkowe.

Tak, to było nieprawdopodobne doświadczenie. Nie znaczy to jednak, że teraz możemy się zatrzymać. Musimy skupić się na pracy, na budowaniu atmosfery w drużynie oraz na kolejnych planach. Jak już wielokrotnie powtarzałem: bardzo łatwo jest utonąć w przeszłości i popaść w samozadowolenie. Nie chcemy do tego dopuścić. Zarówno w ZAKSIE, jak i reprezentacji Kanady stawiam na codzienną pracę i dążenie do progresu.

Trenowanie dwóch zespołów naraz jest wymagające? W trakcie sezonu klubowego wciąż masz sporo obowiązkowych związanych z reprezentacją Kanady?

Oczywiście, zawsze jest coś do zrobienia. Kiedy trwa sezon reprezentacyjny, zdarza mi się zajmować kwestiami związanymi z ZAKSĄ, i w drugą stronę. To coś kompletnie normalnego, kiedy prowadzisz dwa zespoły. Dla mnie to jednak nie problem, a wręcz przeciwnie. Jestem szczęściarzem, że mogę to robić. Wkładam w swoją pracę dużo energii, staram się dbać o formę. Łączenie obowiązków nie jest łatwe, ale bardzo cieszę się, że mogę pracować w tych dwóch miejscach.

Mówisz przede wszystkim o formie psychicznej, spokojnej głowie?

Tak. Powiedzmy, że nie masz zbyt dużo czasu, żeby spędzać czas z rodziną w trakcie świąt. Ale taka praca jest możliwa, kiedy otacza cię znakomity sztab szkoleniowy – zarówno w klubie, jak i reprezentacji. Gdy prowadziłem Kanadę, trenerzy w Kędzierzynie-Koźlu zajmowali się sześcioma zawodnikami, którzy nie mieli obowiązków kadrowych. Prawda jest taka, że nie możesz zrobić wszystkiego w pojedynkę. Potrzebujemy wokół siebie dobrych oraz profesjonalnych ludzi.

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Przejdźmy jeszcze do tematu, który od dawna wzbudza sporo emocji. Czyli natłoku spotkań w męskiej siatkówce. Zawodnicy mają długi sezon klubowy, potem biorą udział w dwóch albo trzech turniejach reprezentacyjnych. A teraz jeszcze mistrzostwa świata będą rozgrywane co dwa, a nie cztery lata. Też uważasz, że jest tego za dużo?

Oj, to naprawdę sporo (śmiech). Bez dwóch zdań. Inna sprawa, że siatkarze wysyłali pisma, trenerzy wysyłali pisma, ja zresztą też, a nic się nie zmieniło. Nie chcę zatem już tracić na to czasu. Wiem, że meczów jest bardzo dużo. Pod kątem fizycznym siatkarze dochodzą do swoich limitów. Co mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że poziom siatkówki w najważniejszych rozgrywkach nie spadnie, a zawodnicy nie popadną w plagę kontuzji. I kibice wciąż będą zachwycać się pięknym sportem, jakim jest siatkówka.

Osoby w środowisku powinny trzymać się razem i oczywiście rozmawiać na ten temat. Ale trudno mi powiedzieć, co musimy zrobić, aby doprowadzić do zmian. Dyskusje są, były i będą. Każdy wie, że najlepsi siatkarze grają praktycznie dwanaście miesięcy bez dłuższych przerw. A to bardzo, bardzo dużo.

Inna sprawa, że nie każdy narzeka. Pamiętam, jak Tomasz Fornal powiedział mi, że on mógłby grać wzorem NBA – co dwa albo trzy dni.

No tak, ale też nie chcę myśleć o tym, kto narzeka, a kto nie. Czy to doprowadzi do jakiś zmian? Nie. Jestem skupiony na kolejnym treningu. Jeszcze następnym treningu. Na Superpucharze Polski [ZAKSA zagra w nim dziś o 17:30 z Jastrzębskim Węglem – przyp. red.]. I tak dalej. Wiem, że siatkarze mają naprawdę mało odpoczynku. Ale myślę, że i tak jesteśmy uprzywilejowani, że możemy w ten sposób zarabiać na życie. Siatkówka to wspaniała praca.

ROZMAWIAŁ KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl

Czytaj więcej o siatkówce:

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Wiceprezydent Barcelony potwierdza. „Nie rozpoczęliśmy rozmów z innymi trenerami”

Patryk Fabisiak
1
Wiceprezydent Barcelony potwierdza. „Nie rozpoczęliśmy rozmów z innymi trenerami”

Siatkówka

Polecane

Aleksander Śliwka: Po igrzyskach czułem się, jakbym był chory. Nie mogłem funkcjonować [WYWIAD]

Jakub Radomski
4
Aleksander Śliwka: Po igrzyskach czułem się, jakbym był chory. Nie mogłem funkcjonować [WYWIAD]

Komentarze

1 komentarz

Loading...