Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Wygrali wszystko. Czy polscy siatkarze rozegrali najlepszy sezon w swojej historii?

Szymon Szczepanik

Autor:Szymon Szczepanik

10 października 2023, 10:47 • 8 min czytania 26 komentarzy

Liga Narodów – wygrana. Mistrzostwa Europy – zwycięstwo. I to odniesione z Włochami na ich terenie. Pierwsze miejsce w turnieju dającym awans do igrzysk olimpijskich. Oraz, co najistotniejsze, spokój w kwestii przygotowań do Paryża. W 2023 roku Polacy byli niepokonani na każdym froncie, a jedynymi zawodami których nie wygrali był… Memoriał Wagnera. Impreza której byli gospodarzem, jednak wciąż tylko towarzyska. Na 40 spotkań podopieczni Nikoli Grbicia przegrali zaledwie sześć. Z czego dwa były o stawkę. To wszystko pozwala zadać pytanie – czy właśnie byliśmy świadkami najlepszego sezonu w historii polskiej siatkówki?

Wygrali wszystko. Czy polscy siatkarze rozegrali najlepszy sezon w swojej historii?

ZREALIZOWANE STO PROCENT PLANU

Na początek krótkie przypomnienie tego, gdzie i jak grali Polacy w 2023 roku. Otóż z rozegranych 40 spotkań piętnaście przypada na Ligę Narodów, dziewięć zaliczyli w ramach mistrzostw Europy, siedem to turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Xi’an. Reszta to mecze towarzyskie. Z jednym małym wyjątkiem, Gang Łysego był najlepszy na każdym turnieju w którym zagrał. Nawet, jeżeli musiał radzić sobie bez tytułowego Łysego, czyli kapitana Bartosza Kurka.

Zaczęło się od Ligi Narodów, w której Polacy ponieśli tylko dwie porażki – i to w fazie zasadniczej turnieju. To wpadki o tyle nieistotne, że z Serbią (0:3) Nikola Grbić wystawił rezerwowy skład. Z kolei Stanom Zjednoczonym odegraliśmy się w najważniejszym momencie – finale zawodów. Następną imprezą były mistrzostwa Europy. Turniej, który Polacy rozegrali bezbłędnie, kończąc go jako zespół niepokonany. W finale ponownie mogli się zrewanżować, tym razem Włochom za ubiegłoroczną porażkę w finale mistrzostw świata w katowickim Spodku. Wówczas zespół prowadzony przez Ferdinando de Giorgiego pokonał Polskę 3:1. Azzurri grając w Rzymie ulegli Polakom aż 0:3.

Po dwóch wielkich zwycięstwach, nadeszły zawody, które wielu fanów zdawało się lekceważyć. Bo przecież igrzyska olimpijskie bez Polaków to rzecz, która w XXI wieku nie miała miejsca. Polacy byli znacznie lepszą drużyną od innych reprezentacji, które w chińskim Xi’an grały o dwa miejsca gwarantujące wyjazd do Paryża. Zdaniem wielu, nasi siatkarze musieli zamknąć kwestię awansu już w październiku tego roku. I podołali zadaniu. Jasne, byli wielkimi faworytami. Ale zarazem w ich grze widać było ogromne zmęczenie sezonem, brak świeżości. W końcu już przed pierwszym meczem w Chinach Polacy mieli na liczniku rozegrane 32 spotkania. Mimo wszystko Biało-Czerwoni zakończyli kolejny turniej bez porażki na koncie. Nawet jeżeli męczyli się w niektórych spotkaniach – jak z Belgią czy Kanadą, gdzie wygrali po tie-breakach – to trudno ich krytykować za te mecze.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Doszło więc do tego, że Polska w całym 2023 roku przegrała tylko dwa mecze o punkty. I to w fazie grupowej Ligi Narodów, więc były to spotkania, które w gruncie rzeczy i tak okazały się nieistotne. W dodatku jedynym turniejem, który Polacy przegrali były… zawody domowe. Chodzi o rozgrywany w Krakowie XX Memoriał Wagnera. Impreza z której reportaż sami zatytułowaliśmy słowami „…spokojnie, to tylko ćwiczenia”. Polscy siatkarze znajdowali się wówczas na etapie przygotowań do zmagań o prym na Starym Kontynencie. Przegrali spotkania z Włochami i Słowenią. Ale doprawdy, zważywszy na ich sukcesy, trudno sobie tamtymi porażkami zaprzątać głowy. Poza tym przegrali na dwa spotkania towarzyskie na początku sezonu – odpowiednio z Niemcami i Japonią. Ponadto, od wspomnianej porażki z Włochami w Memoriale Wagnera, ich seria wynosi 17 zwycięstw. To niebywałe liczby.

NAJLEPSZY SEZON W HISTORII? ZOBACZMY NA SUKCESY

Dokonania podopiecznych Nikoli Grbicia były tak imponujące, że można wręcz zastanawiać się, czy Polacy właśnie zagrali najlepszy sezon w całej historii naszej reprezentacji. W końcu wygrali wszystko, co było do wygrania. Jeżeli zatem mamy rozstrzygnąć, czy istotnie 2023 rok był tym najznakomitszym w wykonaniu polskiej reprezentacji, to musimy przede wszystkim porównać do innych „złotych” sezonów naszej siatkówki. W końcu rzeczą definiującą sukces jest przede wszystkim medal. I to ten z najcenniejszego kruszcu.

Stąd wybaczcie nam, fani srebrnej ekipy Raula Lozano, która w 2006 roku na 37 spotkań poniosła zaledwie 6 porażek – to za mało, byśmy tamten zespół wzięli pod rozwagę. Nie miejcie nam za złe kibice zespołu Andrei Anastasiego, że nie pochyliliśmy się nad drużyną z 2011 roku, która zdobyła brązowe medale Ligi Światowej i mistrzostw Europy, a później dołożyła do tego srebro Pucharu Świata. Wszak same kolory dwóch pierwszych imprez wypadają bladziej niż tegoroczne złota. Z kolei Puchar Świata, choć miał mocną stawkę, to jako impreza tracił na znaczeniu. Srebro należy tu traktować jako miły, ale tylko dodatek.

Co innego, jeżeli mówimy o drużynie Włocha z następnego sezonu, w którym okazała się najlepsza w Lidze Światowej. Był to pierwszy polski triumf w tamtych rozgrywkach. Równocześnie jednak ta kadra, w której występowali Paweł Zagumny, Zbigniew Bartman, Krzysztof Ignaczak, Marcin Możdżonek czy Michał Winiarski, zawiodła podczas igrzysk olimpijskich w Londynie. Polacy dotarli tam do ćwierćfinału, w którym zdecydowanie lepsi okazali się późniejsi mistrzowie – Rosjanie.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Które sezony dla naszej siatkówki jeszcze były złote? Zaczynając od najświeższych, to lata 2018, 2014 (w obu przypadkach mistrzostwo świata), 2009 (pierwsze mistrzostwo Europy), oraz czasy zamierzchłe. Mowa o roku 1976, kiedy Polska wywalczyła olimpijskie złoto i 1974 – wtedy zespół Huberta Wagnera po raz pierwszy w historii polskiej siatkówki zdobył mistrzostwo świata.

Do tematu najlepszego sezonu pod względem sukcesów można podejść na dwa sposoby. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko prestiż tytułu, wybór wydaje się oczywisty. Nie ma w siatkówce cenniejszego lauru niż olimpijskie złoto, zatem za najlepszy sezon można uznać ten z 1976 roku. Po igrzyskach drugim najważniejszym sukcesem są mistrzostwa świata, a dopiero później – rozgrywki kontynentalne. Przy takim kryterium sezon 2023 mógłby zostać uznany za piąty najlepszy w historii polskiej siatki.

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Jednak naszym zdaniem, taka gradacja nie do końca uczciwie przedstawia sprawę. Przecież trudno ujmować cokolwiek ekipie Grbicia przez fakt, że akurat w tym roku główną imprezą były mistrzostwa Europy. Zresztą w Lidze Narodów (następczyni Ligi Światowej) Polska i tak mierzyła się z najlepszymi drużynami na świecie. I wychodziła z tych starć zwycięsko.

Bardziej sprawiedliwą oceną będzie skala dominacji na przestrzeni całego sezonu. W takim ujęciu osiągnięcia siatkarzy z 2023 roku prezentują się znacznie lepiej. Po pierwsze, do triumfu w głównych zawodach dołożyli także wygraną w Lidze Narodów. Mistrzowie świata z 2018 roku w zajęli w niej tylko szóste miejsce. Z kolei kadra Stéphane’a Antigi cztery lata wcześniej ukończyła te zawody na ósmej pozycji. Całkiem podobnie rzecz się ma z mistrzami Europy z 2009 roku, którzy w Lidze Światowej skończyli na jedenastym miejscu.

NAJLEPSZY SEZON W HISTORII – CO MÓWI PROCENT WYGRANYCH?

Właśnie dlatego jeżeli mielibyśmy wskazać najlepszy sezon Polaków od czasów powstania Ligi Światowej w 1990 roku, to wybralibyśmy tegoroczne rozgrywki. Jednak jak porównać nowoczesną siatkówkę do tej sprzed grubo ponad trzydziestu lat? Przecież starzy mistrzowie posiadali jednak mniej okazji w sezonie do wywalczenia medali z wielkich imprez. Większość rozgrywek stanowiły turnieje towarzyskie. Ale zarazem miały one swój i poziom. Zwłaszcza w przypadku rywalizacji z szalenie mocnym Związkiem Radzieckim.

Z tego względu, wybierając najlepszy sezon w historii polskiej siatkówki, postanowiliśmy wspomóc się bilansem spotkań. Na jego podstawie porównaliśmy, w którym z przytoczonych przez nas złotych sezonów polscy siatkarze odnieśli największy procent zwycięstw w roku.

Na podstawie danych z powyższej tabeli możemy stwierdzić, że reprezentacja Nikoli Grbicia bardzo zbliżyła się do legendarnej kadry Huberta Wagnera, która zdobyła olimpijskie złoto. Jednak do osiągnięcia takiego samego współczynnika zwycięstw Gangowi Łysego zabrakło ułamku procenta. A do drużyny z sezonu 1974, czyli naszych pierwszych mistrzów świata – 4,19%. To właśnie ten rok, biorąc pod uwagę dominację Polaków a także ich końcowy sukces, należy uznać za najlepszy w historii polskiej siatkówki. Ale samo to, że takie porównanie w ogóle ma sens, a obecna kadra pod względem liczb niewiele ustępuje największym legendom rodzimej siatkówki, już świadczy o sile obecnego zespołu.

JAK POLSKA WYPADA NA TLE INNYCH POTĘG?

Ustaliliśmy zatem, że spośród złotych sezonów reprezentacji Polski, 2023 rok jest trzecim najlepszym w historii. Kadra prowadzona przez Nikolę Grbicia ustępuje tylko drużynom prowadzonym przez legendarnego Huberta Wagnera. Ale jak tegoroczna dominacja Polaków wypada na tle innych reprezentacji, które w ubiegłych latach uchodziły za siatkarskich dominatorów? W tym celu przyjrzeliśmy się wszystkim sezonom od 1990 roku, czyli momentu w którym wystartowały rozgrywki Ligi Światowej. Zdecydowaliśmy się przyjąć taką cezurę czasową, gdyż ten turniej bardzo usystematyzował grę w sezonie reprezentacyjnym.

Jak się okazuje, przez ostatnie 33 sezony (pamiętajmy, że w 2020 roku rozgrywki zawieszono z powodu pandemii) było dość sporo przypadków, w których dana reprezentacja triumfowała w Lidze Światowej/Lidze Narodów, a później wygrała główne zawody sezonu. Polska jest dwunastą drużyną, która dokonała tego wyczynu.

Z tej listy na wyróżnienie zasługuje reprezentacja Włoch, która przez dwa lata (1994-1995) okazywała się najlepsza na każdym dużym turnieju. Największe słowa uznania skierować należy do kadry Brazylii. Drużyna której przez lata dowodził Bernardo Rezende, a w składzie znajdował się legendarny Giba, przez pięć lat z rzędu (2002-2007) wygrywała Ligę Światową. Poza wymienionymi sukcesami, Canarinhos w tym czasie dwa razy – w sezonach 2003 i 2007 – zdobyli ciekawy tryplet. Polegał on na wywalczeniu w jednym roku mistrzostwa Ameryki Południowej, Ligi Światowej oraz Pucharu Świata. Jednak z uwagi na to, że mistrzostwa Ameryki Południowej nie są tak mocno obsadzonym turniejem jak ich europejski odpowiednik, a Puchar Świata pomimo efektownej nazwy nie niósł za sobą aż takiego splendoru, nie umieściliśmy tych lat w tabeli.

Jak na razie, wyczyny Polaków nie mogą równać się do Włoch i Brazylii z wyżej wymienionych sezonów. Ale mówimy tu o dwóch z trzech najlepszych (poza kadrą ZSRR z bardziej zamierzchłych czasów) reprezentacjach w historii tego sportu. Poprzeczka nie może być już wyżej zawieszona. Polska już wyrównała osiągnięcia takich reprezentacji, jak Rosjanie z 2013 roku czy Francuzi z roku 2015.  O tym, czy Biało-Czerwoni będą mogli być stawiani ponad takimi ekipami, zadecyduje przyszły rok. Czyli kolejny sezon Ligi Narodów i przede wszystkim igrzyska olimpijskie w Paryżu.

Bez wątpienia Polacy po tak znakomitym roku zapisali się na siatkarskich kartach historii. Ale marzeniem kibiców jest, by w końcu przełamali klątwę olimpijskiego ćwierćfinału. Głód sukcesu na igrzyskach jest wśród polskich fanów ogromny. A ekipa dowodzona przez Nikolę Grbicia w tym roku postawiła solidne fundamenty ku temu, by w 2024 roku został on zaspokojony.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix

Czytaj więcej o siatkówce:

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń

Najnowsze

Lekkoatletyka

Biegała, a teraz robi wybitne zdjęcia sportowcom. “Chcę opowiadać historie” [WYWIAD]

Jakub Radomski
0
Biegała, a teraz robi wybitne zdjęcia sportowcom. “Chcę opowiadać historie” [WYWIAD]

Inne sporty

Polecane

To nie koniec marzeń. Jastrzębski Węgiel zagra w półfinale Ligi Mistrzów!

Kacper Marciniak
0
To nie koniec marzeń. Jastrzębski Węgiel zagra w półfinale Ligi Mistrzów!
Polecane

Zaczęło się od grupy kumpli. Dziś są postrachem potęg w PlusLidze

Jakub Radomski
2
Zaczęło się od grupy kumpli. Dziś są postrachem potęg w PlusLidze

Komentarze

26 komentarzy

Loading...