Reklama

Puszcza Niepołomice. Mały klub, wielkie marzenia

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

23 czerwca 2023, 17:39 • 25 min czytania 25 komentarzy

Stadion pośrodku domów jednorodzinnych. Klub, który jeszcze dekadę temu nie miał siłowni czy pralni. Ludzie, którzy od wielu lat pracują w nim społecznie. Puszcza Niepołomice to mnóstwo małych historii, które złożyły się na wielki sukces. Awans do Ekstraklasy nie jest dziełem sezonu 2022/23, a codziennej ośmioletniej harówki wielu osób. Oto droga, jaką Żubry pokonały, by za chwilę mierzyć się regularnie z Legią, Lechem czy Rakowem. 

Puszcza Niepołomice. Mały klub, wielkie marzenia

XIV-wieczny gotycki zamek to największa atrakcja Niepołomic. Jest kameralny, ale z duszą, która przyciągała tu szczególnie królowe m.in. Bonę czy Annę Jagiellonkę. By się do niego dostać należy pokonać trakt królewski, który swój początek ma na Wawelu, a wiedzie przez niepołomicki rynek. To od niego można w trzy minuty dostać się nowego obiektu kultu miasta. Trzeba jednak uważać, by się nie zgubić. Od wijącej się łagodnym łukiem ulicy Pięknej, odchodzą trzy niewielkie uliczki. Skręcając w pierwszą, trafimy na ogrody Bony Sforzy. Drugą dojdziemy do obserwatorium astronomicznego, krocząc ulicą innego wielkiego Polaka – Mikołaja Kopernika. Trzecia do niedawna wyglądała na dość pospolitą. Jest jednokierunkowa, po jednej stronie znajdują się domy jednorodzinne, natomiast po drugiej szkoła. Właśnie dlatego ulicę osławiono „Szkolną”, ale wydaje się, że nie na długo bowiem na jej końcu Napoleon dokonywał rzeczy bezprecedensowych, wręcz epokowych dla tej niewielkiej społeczności.

Puszcza Niepołomice: droga do Ekstraklasy

–  Wydarzyło się coś, czego chyba nikt nie był w stanie przewidzieć. Po awansie zapanowała euforia i nie ma co ukrywać, że w oku zakręciła się łezka. To epokowy sukces. Stadion wpisał się już w krajobraz Niepołomic. Już na zawsze będzie służył nie tylko piłkarzom i akademii, ale wszystkim mieszkańcom – mówi nam Jarosław Pieprzyca prezes Puszczy, rozpoczynając historię długiej, krętej drogi Żubrów do Ekstraklasy.

To największy sukces w historii Niepołomic. Tak jak rośnie stadion, tak jak rośnie drużyna, tak rosną również kibice. W 2010 roku na mecze przychodziło 300 osób. Teraz to 1200-1300 widzów. Myślę, że gdybyśmy mogli grać na własnym obiekcie, stadion mógłby zapełnić się jeszcze bardziej, nawet do poziomu 2500 – uzupełnia Roman Koroza, dyrektor klubu.

Reklama

To ogromna satysfakcja i spełnienie marzeń wielu osób w klubie. Myślę, że to wydarzenie bez precedensu, pokazujące, że niekoniecznie silniejszy musi wygrać – kończy trener Tomasz Tułacz, który w Niepołomicach znany jest pod pseudonimem Napoleon. To on stoi za jedną z największych niespodzianek w polskim futbolu ostatnich lat. W 16-tysięcznych Niepołomicach stworzył drużynę, która w osiem lat przeszła drogę od II ligi do Ekstraklasy. Nie dokonała jednak tego, posiadając nieograniczony budżet czy dokonując wielkich transferów, a metodyczną pracą u podstaw, jednomyślnością, uczciwością, na którą cały klub pracował od przeszło dekady.

Stadion: bieżnia, drzewo, szyszki, materac

Wydaje się, że trwało to długo, ale zgłębiając historię Puszczy, można powiedzieć, że nastąpiło to błyskawicznie, wręcz można mówić o transformacji. Stadion, do którego doszliśmy, idąc najpierw ulicą Piękną, a następnie Szkolną, jeszcze na początku XXI wieku wyglądał tak, jak po oddaniu w 1954 roku. Niewielka trybuna, którą od żużlowej bieżni dzieliła wysoka na metr siatka. Za bramkami znajdowały się skocznie w dal i wzwyż, materac, a także korty tenisowe. Oprócz bieżni i skoczni, to wszystko w zmienionej formie przetrwało do dziś.

Przyszedłem do Puszczy w 2015 roku za trenera Gorszkowa. Klub jednak znałem już wcześniej, bo grałem w Niepołomicach w barwach Stali Stalowa Wola. Od początku stadion był charakterystyczny. Drzewo na rogu. Szyszki pod nim. Materac za bramką. Jedna trybuna. Bardzo słaba murawa. Twarda na tyle, że nie sposób było wejść na nią we wkrętach. Bliskość trybun. Dość wąskie boisko. To wszystko składało się na specyficzny klimat tego miejsca – mówi nam Michał Czarny, były piłkarz Żubrów, po czym dodaje. – Puszcza zrobiła z tego atut.

Przez te ostatnie lata organizacyjnie klub ewoluował i cały czas to robi. Jeszcze mamy wiele do osiągnięcia, ale trzeba przyznać, że bez burmistrza Ptaka byśmy tego nie udźwignęli. Pamiętam czasy, gdy jako nastolatek grałem w zespole Puszczy. Wokół boiska znajdowała się bieżnia. W czynie społecznym skonstruowaliśmy tablicę świetlną z żarówek, napędzaną rowerem. W taki sposób zmieniały się minuty. Takie to były czasy i nie tylko ja je pamiętam, ale wiele osób wciąż pracujących w klubie i tych, których z nami już nie ma. Puszcza je wychowała, ukształtowała. Dziś ciężko to sobie wyobrazić – wyjaśnia nam wiceprezes ds. sportowych Janusz Karasiński.

Kilka historii, wielkich ludzi

Puszcza to nie tylko stadion, ale przede wszystkim ludzie, którzy tworzą ten klub. Każdy z nich to odrębna historia. Wszystkie w połączeniu przyniosły ogromny sukces dla Niepołomic.

Reklama

Puszcza to małe historie wielu ludzi. Burmistrz Niepołomic Roman Ptak to były piłkarz Puszczy, którą ma w sercu. Prezes Bartoszek zna klub z wielu stron. Pracował tu jako rzecznik, spiker, prowadził stronę internetową. Wiedzieliśmy, że jest kompetentny, lojalny, honorowy i godny zaufania, więc gdy następowało przekształcenie prawne spółki, zwróciliśmy się do niego, by ściągnąć go z „wypożyczenia” do Bruk-Betu. Ja od trampkarzy występowałem w zespole, by później przyjąć inną rolę i pracować jako prezes. Motorem napędowym całego klubu jest wiceprezes Janusz Karasiński, który podobnie jak ja grał w tej drużynie i przez tyle lat nieodpłatnie z pasji ją rozwija. Śmiem twierdzić, że gdyby nie on, nie bylibyśmy w Ekstraklasie. To człowiek, którego nie ma na pierwszych stronach gazet, ale daje wszystkim ogień do walki. Do wszystkiego podchodzi żywiołowo, pełnym sercem, ja czasem miałem obawy, czy podołamy. Jednak zawsze przekonywał mnie, że damy radę i jak widać miał rację – wymienia prezes Pieprzyca i po chwili kontynuuje, przechodząc do ojca sukcesu tego zespołu.

– Nieprzypadkowo również przez tyle lat trenerem pozostaje Tomasz Tułacz. Jest człowiekiem uczciwym, który potrafi postawić się w sytuacji drugiej strony. My na dobre i złe zaufaliśmy szkoleniowcowi, ale i on był wobec nas lojalny, pracując i rozwijając zespół pomimo licznych zapytań z klubów z wyższych klas rozgrywkowych. To chyba nagroda dla nas, że trener wolał pracować w skromniejszych warunkach, za mniejsze pieniądze, ale z określonymi ludźmi. Zaangażowanie poszczególnych osób jest kluczowe, ale wyznacznikiem naszego funkcjonowania jest pełne zaufanie. Tu warto również wspomnieć zmarłego już Mariana Ponikiewicza, który nie doczekał się awansu, ale na pewno nad nim czuwał. Był człowiekiem-legendą Puszczy. Dbał o murawę, sprawy gospodarcze, na stadionie miał swój kąt, który przesiąknął historią całego klubu – uzupełnia.

Spadek bez degradacji

Opowieść o historiach tych ludzi Puszczy, o wielkich marzeniach dopiero się rozpoczyna. Ale jak każda wielka historia, miała gdzieś swój początek, również i ta ją ma. By właściwie ją zgłębić, należy cofnąć się do roku 2010, gdy zespół awansował do II ligi, która wtedy istniała w podzieleniu na grupy wschodnią i zachodnią. Wcześniej Puszcza była lokalnym, by nie powiedzieć prowincjonalnym klubem, który miał problem z wyściubieniem nosa poza amatorskie, okręgowe rozgrywki.

Nasza historia na poważnie zaczęła się w 2010 roku od awansu do II ligi. Nikt nas wtedy nie znał. Borykaliśmy się wtedy z problemem ściągnięcia jakichkolwiek dobrych zawodników do klubu. W pierwszej rundzie, która nam zupełnie nie wyszła, zespół prowadził Tadeusz Piotrowski. Musieliśmy dokonać zmiany i nowym trenerem został Robert Jończyk, a ligę starał się uratować dla nas Dariusz Wójtowicz. To się nie udało. Skończyliśmy na miejscu spadkowym. Wydawało się, że tylko rok będzie trwała nasza przygoda na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce, ale przez problemy licencyjne innych klubów udało się nam utrzymać. To był bardzo ciężki, pierwszy okres na poważnym poziomie – opowiada nam z kronikarską dokładnością Roman Koroza.

By wyjaśnić, jakie warunki zostały spełnione, żeby Puszcza utrzymała się wtedy w II lidze grupie wschodniej, posłużymy się zapisem wszystkich wyłączeń wprost z portalu 90. minut. „GLKS Nadarzyn wycofał się po zakończeniu rozgrywek, Ruch Wysokie Mazowieckie nie złożył w terminie wniosku licencyjnego na nowy sezon, mistrz III ligi podlasko-warmińsko-mazurskiej Olimpia Zambrów zrezygnował z awansu, a wicemistrz – Huragan Morąg nie złożył w terminie wniosku licencyjnego, w związku z czym dodatkowo utrzymały się Motor Lublin, Puszcza Niepołomice i Start Otwock. Start Otwock zrezygnował z ubiegania się o licencję. Liga w nowym sezonie będzie liczyć 17 zespołów.”

Era Tomasza Tułacza

Szybko wyciągnęliśmy jednak wnioski. Już w kolejnym sezonie zajęliśmy trzecie miejsce, ocierając się o awans, który przypieczętowaliśmy w trzecim roku gry w II lidze. Zaplecze Ekstraklasy było dla nas podobnie nieprzyjemne, co nasz debiutancki sezon w II lidze. Po roku spadliśmy i tym razem również były zamieszania licencyjne, ale beneficjentem degradacji Kolejarza Stróże został Stomil. Niewiele brakowało, a po spadku z I ligi zlecielibyśmy też z II ligi. Dopiero w ostatniej kolejce zapewniliśmy sobie utrzymanie. Za trenera Łukasza Gorszkowa nie funkcjonowało to najlepiej i w sierpniu 2015 roku przyszła pora na Tomasza Tułacza – kontynuuje Koroza.

I tu rozpoczyna się historia dziejów Puszczy pod wodzą trenera Tułacza. – Już w drugim sezonie pracy trenera zrobiliśmy awans do I ligi, co jest niesamowitą historią, bo na półmetku sezonu traciliśmy około dziesięciu punktów do Radomiaka, którego wyprzedziliśmy na finiszu. Później nastąpiło sześć lat gry w I lidze, co zostało okraszone awansem do Ekstraklasy. To tyle, jeśli chodzi o historię sportową – relacjonuje w telegraficznym skrócie dyrektor klubu.

Przyjście Napoleona do Niepołomic stało się punktem zwrotnym. Zmieniło się podejście do zespołu. Szkoleniowiec postawił na żelazne zasady, o których opowiada Michał Czarny. – Trener Tułacz ceni zawodników zaangażowanych i zdeterminowanych. Na każdym treningu każdy musi dawać sto procent, by przekonać do siebie szkoleniowca. Poznałem już wielu trenerów, ale u żadnego nie było takiej intensywności, co w Puszczy. Trener Tułacz wymagał, ale również często wyłapywał tych, którzy w pełni się poświęcali. Do tego ma charyzmę i szacunek u piłkarzy. Gdy wchodzi do szatni, każdy wciąga powietrze, bo szkoleniowiec ceni sobie dyscyplinę zarówno na boisku, jak i poza nim.

Sport wyprzedził infrastrukturę

W klubie już od awansu w 2013 roku zaczęły zachodzić zmiany infrastrukturalne czy organizacyjne. Nie szły jednak w parze z sukcesami sportowymi. Te przychodziły zdecydowanie szybciej. Awans do Ekstraklasy jest ostatnim wielkim triumfem, natomiast wcześniej zespół trzykrotnie docierał do ćwierćfinału Pucharu Polski, rozprawiając się z tuzami polskiej piłki.

Dużo, dużo, dużo rzeczy zmieniło się w klubie. Pamiętam, jak przychodziłem do Puszczy 10 lat temu. Był jeszcze stary stadion. Mieliśmy naprawdę ciężkie warunki do treningu. Szatnie, siłownia, inne pomieszczenia, nowa trybuna. Tak naprawdę to zaczynała się tego budowa, a nie przebudowa. Rotacja następowała też w drużynie, którą prowadził trener Wójtowicz. Kolejne zmiany przychodziły stopniowo. Po trochu, po trochu za trenera Tułacza, ale klub się poprawiał. Jak patrzę wstecz, widzę ogromny postęp – wspomina Longinus Uwakwe, piłkarz Puszczy w latach 2013-21, dziś zawodnik rezerw Żubrów.

Po transferze i małe, urokliwe miasto, i klub z rodzinną atmosferą, i kameralny stadion zrobiły na mnie dobre wrażenie. Z każdym kolejnym rokiem Puszcza rozwijała się pod różnymi względami. Wszystko następowało etapami. Jak już wspomniałem o murawie to posłużę się dalej jej przykładem. Kiedyś twarda, nierówna, dziś płaska jak stół, ze zraszaczami, podgrzewana, oświetlona bądź znajdująca się w cieniu nowoczesnej trybuny. Powstała salka do ćwiczeń. Pralnia, której kiedyś nie było. Jest dwóch masażystów. Mnóstwo rzeczy się tu zmieniło. Chęć tego rozwoju czuło się w klubie. Gdy tu przyszedłem niemal od razu wiedziałem, że stać tę drużynę na awans do I ligi. Udało nam się to już w drugim sezonie pracy trenera Tułacza – opowiada Michał Czarny, który z dwoma przerwami był Żubrem od 2015 roku.

Przez ostatnie osiem lat klub rozwijał się z sezonu na sezonu. Funkcjonujemy na stabilnych fundamentach, a wprowadzając coraz to nowe standardy, poprawiając infrastrukturę, zmieniają się na dobre pod względem sportowym, stale notujemy progres. Może nie jest to taki przełom, jaki nastąpił w Rakowie Częstochowa, ale myślę, że pozostajemy dobrym przykładem na wielki projekt w małej, urokliwej miejscowości. Gdy przychodziłem tu w 2015 roku nie pomyślałbym o takich luksusach. A teraz mamy stadion z oświetloną i podgrzewaną murawą. W naszym małym ośrodku treningowym znajduje się boisko wyłącznie dla pierwszej drużyny. Zmian infrastrukturalnych, organizacyjnych na przestrzeni ostatnich ośmiu lat zaszło mnóstwo. Wciąż daleko nam do najlepszych klubów Ekstraklasy, ale sprawia nam ogromną satysfakcję, gdy z ograniczonym budżetem i możliwości tak wydatnie jesteśmy w stanie podnieść poziom klubu – reasumuje Tomasz Tułacz.

Rzecznik prezesem, trener skautem

Puszcza zaczęła notować wręcz wykładniczy postęp. Od 2015 do 2020 roku co sezon zajmowała wyższe miejsce. Żubry goniły jak oszalałe za kolejnymi sukcesami. Kroku musiały im dotrzymywać również wszystkie osoby w klubie. Stale dochodziło im nowych obowiązków, a przecież wiele z nich pracuje w Puszczy społecznie, z pasji, nieodpłatnie.

Aby utrzymać się w I lidze musieliśmy stale ewoluować. Zmieniał się sztab trenera Tułacza, drużyna, my jako organizacja dojrzewaliśmy. Rosła również świadomość kibiców. W piłce należy się stale rozwijać, bo nawet nie robiąc nic źle, klub się cofa. Inni się nie zatrzymują i my też nie możemy. By stworzyć takie środowisko, musi nastąpić splot odpowiedniego miejsca i czasu, ludzi pasji i wzajemnego zaufania, gdzie najwyższym dobrem jest dobro klubu, a nie indywidualne interesy. Nie baliśmy się również stawiać sobie kolejnych celów. Przy wydatnym wsparciu burmistrza Ptaka pokonywaliśmy następne etapy, przekraczając nawet granice swoich marzeń. Zupełnie szczerze, nikt w klubie kilka lat temu nawet nie marzył o Ekstraklasie. To była tak odległa wizja, że fantazją byłoby sięgać planami do niej, ale w sposób fantastyczny udało nam się to osiągnąć – zaczyna ten wątek prezes Pieprzyca, po czym oddaje głos prezesowi zarządu spółki Niepołomicki Sport Markowi Bartoszkowi. Obu tych prezesów połączył wspólny wyjazd na mecz Borussii do Dortmundu, a ich relacja trwa już ponad dziesięć lat.

Każdy kolejny sukces wymuszał zmiany infrastrukturalne. Powstała nowa trybuna, wymieniono krzesełka na trybunie zabramkowej, później zamontowaliśmy oświetlenie, niedawno podgrzewaną murawę. Tak krok po kroku, rok po roku ewoluował obiekt Puszczy. To samo dotyczy również ludzi, którzy z każdym kolejnym sezonem uczyli się coraz więcej, zdobywali nowe doświadczenia, dochodziły obowiązki, z którymi sobie świetnie radzili. U mnie ta droga od rzecznika, którą łączyłem z pracą w urzędzie, do prezesa klubu Ekstraklasy, bo to stało się faktem, trwała dziewięć lat. Po drodze były lepsze i gorsze momenty, dużo wysiłku, co przełożyło się na to, że teraz chyba łatwiej byłoby mi wymienić, jakiej roli nie pełniłem w klubie, bowiem zdarzyło mi się nawet dwukrotnie siedzieć na ławce w roli kierownika drużyny. To wszystko procentuje w mojej obecnej pracy, na którą zdecydowałem się bez mrugnięcia okiem. Przez półtora roku byłem szefem marketingu w Niecieczy, ale gdy cztery dni po awansie do Ekstraklasy z Bruk-Betem otrzymałem szansę powrotu do Puszczy nie zastanawiałem się nawet przez chwilę. Jak widać w Ekstraklasie bywałem i to chwilowo, dlatego teraz na dłużej chcę w niej zagościć z Puszczą – wylicza Bartoszek i po chwili opowiada historię innych pracowników.

– Dyrektor sportowy jest dyrektorem klubu. Trener jest dyrektorem sportowym albo, używając angielskiej nomenklatury, menedżerem. Każdy członek sztabu zajmuje się również wyszukiwaniem zawodników. Są podzieleni na pozycje od bramkarza po napastnika. Marketing i komunikacja w zasadzie pozostaje scalona do roli rzecznika. Jedna osoba z administracji zgłasza wszystkich piłkarzy w klubie do gry, ale również odpowiada za wyposażenie drużyn i zamawianie sprzętu. To prawda, że osoby w klubie pełnią wiele ról, ale do tej pory dawaliśmy sobie z tym świetnie radę – uzupełnia wypowiedź, do której na koniec wplata informację o tym, że jadąc właśnie autostradą, minął autokar Wisły Kraków.

Dożywotnie zaufanie do trenera

To samo stało się faktem wiosną 2023 roku. W barażach Puszcza ograła Wisłę Kraków i Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, choć oba spotkania grała na wyjeździe. Trzeba jednak przyznać, że wydarzenia sprzed dwóch lat tego nie zapowiadały. W sezonie 2020/21 Puszcza ponownie liczyła na jeszcze lepszy wynik w lidze, ale klub obrał inną strategię. Zdecydował się wygrać klasyfikację Pro Junior System, dzięki czemu do budżetu wpłynęło ok. 1,2 mln złotych, co wydatnie pomogło utrzymać odpowiednią płynność finansową, spłacić zobowiązania i zapewnić sobie spokój na kolejny sezon. Zachwiało jednak stałym progresem zespołu. W drużynie doszło do dużego przewietrzenia szatni. Trener Tułacz chciał napuścić do zespołu nowej krwi. Podobny zabieg stosuje regularnie szkoleniowiec Unionu Berlin Urs Fischer. Tłumaczy przy tym, że może wymienić kilku piłkarzy teraz albo za chwilę to oni wymienią jego. Zapytany przez nas o to trener Tułacz, tylko się uśmiechnął.

Faktem jest, że sezon 2021/22 był najtrudniejszy za kadencji Tułacza. Pięć kolejek zespół spędził w strefie spadkowej. Od sierpnia nie zajął wyższego miejsca w lidze niż trzynaste. Widmo spadku poważnie zajrzało w oczy niepołomiczanom, a także trenerowi, który stwierdził, że jedynym momentem w całej swojej kadencji, kiedy mógł dawać argumenty do jego zwolnienia był właśnie ten sezon. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.

Przełomowym momentem można nazwać poprzedni sezon, w którym do końca walczyliśmy o utrzymanie. Stało się to z wielu powodów, ale z drugiej strony zbudowało drużynę, która teraz wywalczyła awans. W meczach na styku, o dużą stawkę zawodnicy stawali na wysokości zadania. Dzięki pewnym zasadom, nabytym cechom uratowaliśmy ligę, a dziś sięgnęliśmy po marzenia. Po prostu te trudne doświadczenia z poprzedniego sezonu, zaprocentowały. Pod względem mentalny byliśmy w stanie dźwignąć mecze trudne, a sportowo prezentowaliśmy się już znacznie lepiej. W zeszłym roku wiele osób zastanawiało się, czy z tej drużyny wyciągnąłem maksimum i czeka nas teraz zjazd. To był chyba jedyny taki moment, w którym osoby w klubie mogły zastanawiać się poważniej nad moim zwolnieniem. Nie wszyscy sądzili, że będziemy w stanie się obronić. Ja głęboko wierzyłem, że nam się uda i daliśmy radę. Zostałem obdarzony zaufaniem, co zaowocowało awansem do Ekstraklasy. Myślę, że ani wcześniej, ani później nie dałem prezesom powodów, by mnie zwolnili – wyjaśnia Tułacz.

Marzyłem o Ekstraklasie i dzięki jednemu człowiekowi to zostało zrealizowane. Mowa oczywiście o trenerze Tułaczu. Stworzył drużynę walczaków, piłkarzy, którzy nie sprawdzili się w innych miejscach, a w Puszczy się odnaleźli. To najodpowiedniejsza i najodważniejsza osoba do prowadzenia zespołu w Ekstraklasie. W końcu dostał tę szansę. Pod względem charakteru, podejścia, zaangażowania to człowiek wyjątkowy. Unikalny. Myślę, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy o nowym kontrakcie i jego długości. Szybko wypalił: „Dożywotnio”. Po tylu latach znajdujemy się już na stopie koleżeńskiej i często dzwonimy do siebie, by porozmawiać niekoniecznie o klubie. Mamy do siebie stuprocentowe zaufanie – dodaje wiceprezes Karasiński.

Kierownik ganiający piłkarzy łopatą

Nie wszyscy mogli jednak zobaczyć awans Puszczy do Ekstraklasy. Ten sukces był wielkim marzeniem kierownika Mariana Ponikiewicza. To człowiek-legenda niepołomickiego klubu. Dbał nie tylko o boisko, ale również o pielęgnowanie historii. Na stadionie miał swój kąt, który „Przegląd Sportowy” nazwał królestwem. Królestwem pamięci o sukcesach Puszczy. Ten największy zawisnął dopiero niedawno już pod nieobecność pana Mariana.

Bardzo się cieszę, że Puszcza awansowała do Ekstraklasy na stulecie klubu, bo to uhonorowanie ciężkiej pracy osób zarządzających tym klubem. Prezesi Pieprzyca, Karasiński, Bartoszek czy burmistrz Ptak to ludzie stąd, z Niepołomic. Grali w Puszczy jako dzieci, a teraz pracują, by stale rozwijać ten klub. To się od razu czuje, że poświęcają serce dla tego miejsca. To nagroda dla ludzi, że warto było przez kilkanaście lat oddawać siebie, swój wolny czas, pieniądze, by dziś świętować Ekstraklasę dla Niepołomic. Warto również wspomnieć o tych, których już nie ma w tym klubie, jak pan Marian. Jego duch dalej znajduje się w tym miejscu. Śmiałem się do prezesa, że podczas kluczowych meczów pan Marian przeganiał łopatą, jak kiedyś nas piłkarzy z murawy, napastników rywali czy złe duchy spod bramki Puszczy, dzięki czemu też miał swój udział w awansie. Oglądając baraże w telewizji, trzymałem kciuki za chłopaków, trenera, ale przede wszystkim za działaczy oddanych temu klubowi. Cieszę się bardzo z Ekstraklasy w Niepołomicach, bo chyba nikt nie mógł sobie wyobrazić piękniejszego momentu na awans. W końcu to rok stulecia powstania klubu – mówi Czarny.

Jeżeli coś się dzieje, to z Marianem komunikujemy się w jakiś sposób. Bardzo dużo czasu poświęcał dla klubu. Może przez to też zapomniał odpowiednio zadbać o siebie. Wcześniej w żartach nie raz rozmawialiśmy o wielkich meczach. Przed spotkaniem Pucharu Polski, który miał zdecydować o tym, czy w kolejnej rundzie zagramy z Pogonią, snuliśmy opowieści o tym, co zrobimy jak awansujemy. Pan Marian trochę się tego obawiał, bo Szczecin to bardzo odległy wyjazd, a nie chciał go stracić. Śmialiśmy się, że poleci samolotem. I poleciał. A teraz w żartach mówimy do pana Mariana, by przypilnował, żebyśmy awansowali do pucharów, ale tych europejskich. Jak Pan to napisze to wszyscy pomyślą, że w tych Niepołomicach zwariowali ludzie. Ale co mamy teraz zrobić po awansie? Bo chować się nie zamierzamy – uśmiecha się Karasiński.

Renoma budowana latami

Stadion między domami jednorodzinnymi. Na nim kierownik, ganiający z łopatą za piłkarzami. Prezesi pracujący w klubie nie ze względu na pieniądze, a z pasji. Te i wiele innych czynników, jak choćby niewielkie miasto czy trener, jeżdżący na mecze innych zespołu jako skaut, dają dość specyficzny, folklorystyczny obraz klubu. Jak zatem przyciągnąć kogoś do takiego miejsca? Na początku nie było o to łatwo, szczególnie, że pod względem finansowym Puszcza nie mogła konkurować z innymi zespołami. Nadal to się nie zmieniło, bo Żubry nie płacą najwięcej, ale często Niepołomice są opcją pierwszego wyboru właśnie ze względu na to klimatyczne miejsce.

Zdecydowałem się przejść do Puszczy po nieudanym roku w Cracovii. Zaliczyłem niewiele występów w Ekstraklasie i postanowiłem po raz kolejny cofnąć się krok w karierze do I ligi, żeby się odbudować, złapać minuty na boisku i wrócić na właściwe tory. Będąc szczerym, to kluczowa w wyborze Puszczy była lokalizacja. Niepołomice znajdują się blisko Krakowa i liczyłem, że dzięki temu osoby z Cracovii będą mogły mnie często oglądać. Drugim czynnikiem, który zadecydował o tym transferze był trener Tułacz, który mocno o mnie zabiegał. W pierwszym sezonie otarliśmy się o baraże i poczułem, że w Niepołomicach rodzi się coś obiecującego. Puszcza też chciała mnie ściągnąć na stałe, a ja miałem wrażenie, że kolejny sezon w I lidze już na dobre otworzy mi drogę do Ekstraklasy. Jak się okazuje, dopiero z Puszczą wyważyliśmy te drzwi – zaczyna ten wątek Jakub Serafin, kapitan Puszczy.

Środowisko piłkarskie jest dość hermetyczne. Każdy ze sobą rozmawia i bardzo szybko można dowiedzieć się, jaka atmosfera panuje w jednym bądź drugim miejscu. O nas opinia jest taka, że nie płacimy najwięcej, ale wszystko regulujemy na czas. Bazujemy jednak na tym, co budowaliśmy latami, czyli zaufanie. Teraz dzięki temu udało nam się sprowadzić Romana Yakubę, ale wcześniej trafił do nas choćby Karol Niemczycki. Przeniósł się z Bredy do pierwszoligowych Niepołomic, by po roku świetnej gry trafić do ekstraklasowej Cracovii, gdzie był wyróżniającym się piłkarzem. Ta renoma jest naszych handicapem w rozmowach z zawodnikami. Nie stać nas na transfery gotówkowe czy płacenie piłkarzom gwiazdorskich kontraktów. Mamy swój pomysł na siebie, do czego dokładamy doskonałe oko trenera Tułacza do wyszukiwania utalentowanych piłkarzy w niższych ligach – uzupełnia prezes Pieprzyca.

Nasz sposób działania polega na ściąganiu zawodników nieoczywistych. To, że oni wykonują progres bardzo nas cieszy. Zamierzamy to kontynuować, bo jak patrzę choćby na Kubę Steca, który jeszcze pół roku temu znajdował się w czwartoligowym Sokole Kolbuszowa Dolna, a teraz otrzymał powołanie do reprezentacji Polski do lat 18, serce się raduje. Czy jest to naszą przewagą, że potrafimy znajdować takich piłkarzy? Niekoniecznie. Chyba każdy klub prowadzi obserwacje zawodników. My po prostu podchodzimy inaczej do tego typu graczy. Czuję dużą satysfakcję, patrząc na rozwój piłkarzy. Może to efekt tego, że przed lat trener Włodzimierz Gąsior dał zadebiutować w Ekstraklasie nastoletniemu Tomaszowi Tułaczowi, który teraz chce za to odpłacić. Mam zajawkę, żeby szukać, sprowadzać, szkolić młodych utalentowanych zawodników z niższych lig, bo na końcu każdy na tym korzysta: piłkarz, drużyna i klub – kończy szkoleniowiec-generał.

 

Wyzwania: pieniądze, licencja, nowa spółka

Karol Knap, Dawid Abramowicz, Maciej Domański, Mateusz Cholewiak, Kamil Zapolnik, Karol Niemczycki, Gabriel Kobylak, Michał Rakoczy to tylko niektórzy z zawodników, którzy przewinęli się przez Puszczę, by finalnie wylądować w Ekstraklasie, która jest jednoczenie szansą i wyzwaniem dla klubu. Z jednej strony z tytułu samych praw telewizyjnych budżet niepołomickiej ekipy zasili ok. 7-8 mln zł, a wiadomo, że nigdy się nie przelewało. Z drugiej zdobycie licencji na grę w elicie i kolejna zmiana osobowości prawnej spółki to duże wyzwania. W końcu jeszcze dwa lata temu Puszcza była stowarzyszeniem, a teraz stanie się spółką akcyjną.

Nigdy nie byliśmy krezusami. Każda złotówka to gminne lub prywatne pieniądze. Wydając je, odpowiadamy przed lokalną społecznością, która mocno nas wspiera. Nawet jeśli ktoś nie ma środków, by zainwestować w klub, poświęca swój wolny czas, żeby go rozwijać. Gdy wydajemy pieniądze, spotykamy się razem, dyskutujemy i jednomyślnie podejmujemy decyzję. Robimy to zwykle po swojej pracy, dyskutując przy stole, bo faktem jest, że w zasadzie tylko prezes Bartoszek i kilka osób w administracji pobierają pensję – wyjaśnia sprawy finansowe wiceprezes Karasiński.

Przez lata kontrakty zawodników poszły do góry, bo to zdeterminował rynek, ale na pewno nie zamierzamy przepłacać piłkarzy. Nie wydamy złotówki, która może nie przynieść nam pozytywnego skutku. Bardzo słusznie prezesi podchodzą roztropnie do wydawania pieniędzy. Nie można odczuwać pełni satysfakcji z osiąganych wyników, jeśli ciągną się za tobą długi i zobowiązania do uregulowania. Jestem dumny z tego, że działania, które podejmowaliśmy miały sens, przyniosły taki sukces nie tylko klubowi, ale i całym Niepołomicom. Jak na takie niewielkie miasto zrobiliśmy naprawdę dużo, ale sądzę, że to jeszcze nie koniec – mówi trener Tułacz.

Nie boimy się nowych wyzwań, a takim był choćby proces licencyjny do gry w Ekstraklasie. Do tej pory zgodę na występy w I lidze otrzymywaliśmy bez żadnych nadzorów w pierwszym terminie. Teraz, nie ma co tego ukrywać, bo to niczyja wina, spóźniliśmy się z dokumentacją, otrzymaliśmy od komisji pięć tysięcy złotych kary za niewypełnienie terminów. Pracowaliśmy nad tym od lutego, a i tak zabrakło nam rąk do pracy, by z wszystkim zdążyć na czas. Pomimo tego, że jako pierwszy klub I ligi zaczęliśmy o tym myśleć, to nie wyrobiliśmy się w terminie, co traktujemy jako ważną lekcję. Jeśli wiadomość o naszym awansie do Ekstraklasy określa się jako dużą niespodziankę, to musimy podkreślić, że my z jeszcze większą ulgą przyjęliśmy informację o otrzymaniu licencji. To był nasz duży wysiłek i ogromne wyzwanie, by wszystkiemu podołać – porusza temat licencji na grę w Ekstraklasie prezes Bartoszek, po czym mówi o kolejnych zadaniach przed klubem.

Dużym wyzwaniem dla klubu jest zmiana formy prawnej ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością na spółkę akcyjną. Dopięliśmy umowy na grę na stadionie zastępczym, ale kolejny cel to doprowadzenie obiektu w Niepołomicach do warunków Ekstraklasy. Pracujemy już nad tym z urzędnikami miejskimi, żeby jak najszybciej umożliwić sobie powrót do gry u siebie. Musimy powiększyć swoje działy administracyjne. Prowadzimy już nawet rozmowy kwalifikacyjne. Aktywnie budujemy również kadrę na przyszły sezon, więc jednym słowem bardzo dużo dzieje się w Puszczy.

Stabilność, wsparcie, uczciwość i zaufanie

Co ciekawe w Niepołomicach w kategorii wyzwań nie mówi się o grze w samej Ekstraklasie. Puszcza nie zamierza zbaczać ze swojej wytyczonej ścieżki. Dalej zamierza nią podążać. Nie będzie szukała kwadratowych jaj, ściągać egzotycznych zawodników, czy zaciągać kredyty, tylko po to, by pozyskać jakiegoś „starego Słowaka”. Nie ma sensu zmieniać czegoś, co działa, bez względu na to, jaki będzie finał tej historii, bo nie ma co ukrywać, Żubry ponownie są „faworytami” do spadku. Ale tak też było rokrocznie w I lidze.

Naszą drogę określiłbym zdaniem: „Niemożliwe nie istnieje”. Dokonaliśmy historycznego wyczynu. I to jest fakt, ale świętowanie w Niepołomicach się już skończyło. Nie chcemy zaliczyć jedynie epizodu w Ekstraklasie. Na pewno bym nas nie skreślał, co już wielokrotnie czyniono w przeszłości. Kupując co rundę „Skarb Kibica”, czytałem, że Puszcza jest głównym kandydatem do spadku. Tego spadku za kadencji trenera Tułacza nie było, jest awans, więc dlaczego w Ekstraklasie ten trend ma się zmienić. Mogę zapewnić, że będziemy walczyć, a resztę napisze życie, które nie raz już nas zaskoczyło. Determinacją, ciężką pracą można wiele zyskać, a z tego nie zrezygnujemy – twierdzi prezes Pieprzyca.

Najważniejszą rzeczą, żeby osiągnąć sukces jest dobra atmosfera. Jeśli wszyscy ciągną wóz w jednym kierunku, mamy już podstawy do budowania reszty. Stabilność i wsparcie nawet w słabszych momentach dają komfort pracy. Tak jak przez lata rozwijał się stadion, zespół, tak rozwijali się trener, jego sztab i wszyscy pracownicy w klubie. Uczyliśmy się nowych lig. Uczyliśmy się na zwycięstwach i porażkach. Ważny był również spokój bez nerwowych ruchów. Gdy wszystko jest przemyślane, robione bez nadmiernych emocji, można zdziałać naprawdę wiele, co udowadniamy. Uczciwość, zaufanie, stabilizacja i ciężka praca to słowa kluczowe dla naszego klubu. W Puszczy nikt nigdy nikogo nie oszukał. Jeśli się na coś umawialiśmy, zostało to zrealizowane. Tym się kierujemy i zawsze wywiązujemy się ze swoich zobowiązań. Wszyscy pracujemy na ten sukces, zmierzamy w jednym kierunku, którym jest stały rozwój w różnych dziedzinach, począwszy od pierwszej drużyny, przez klub aż po akademię – uzupełnia Koroza.

Marzenia są po to, by je realizować

Tak jak sukces sportowy wyprzedził sprawy organizacyjne i infrastrukturalne w Niepołomicach, tak marzenia już dawno pokonały rzeczywistości. Czy są zatem jeszcze jakieś marzenia, które po awansie pojawiły się w głowach najważniejszych obecnie osób w Niepołomicach?

Na ten sukces składa się wiele czynników, ale przede wszystkim ludzie. W środowisku mamy już opinię klubu sumiennego, uczciwego, wywiązującego się z obietnic. A my uważamy, że trzeba po prostu marzyć. Naszym marzeniem jest zagrać w Ekstraklasie u siebie, by zapewnić święto mieszkańcom Niepołomic. Szanse na to oceniam teraz na 70%. Na to pracuje wiele osób, bo jeśli nie wspierają nas finansowo, to pomagają w organizacji, a jeszcze inni udostępniają nam swoje tereny, za co należy się im szacunek. Naszym sportowym marzeniem jest utrzymanie. Nie zamierzamy się poddać, bo już o naszym awansie mówiono w kategoriach niemożliwych. Niemożliwe nie istnieje i w Ekstraklasie znowu chcemy to potwierdzić, utrzymując się w lidze – mówi Karasiński.

Mamy pomysł, by stworzyć akademię z prawdziwego zdarzenia. W tym momencie powstała szkółka, ma złotą gwiazdkę PZPN. Wszystko zmierza w bardzo dobrym kierunku. Ja cierpliwie czekam na wychowanków. A co do moich marzeń, uważam, że każdy człowiek powinien skupić się na spełnianiu marzeń. Niekiedy są one nierealne, nie do spełnienia w zdroworozsądkowym myśleniu, ale warto do nich dążyć, ryzykować i robić wszystko, by je osiągnąć. Jesteśmy tego najlepszym przykładem – kończy trener Tułacz.

I nie będziemy się silić na wielką puentę historii o Puszczy Niepołomice, po prostu tak jak w wielu innych przypadkach oddamy głos, osobie z tego klubu, a konkretnie wiceprezesowi Januszowi Karasińskiemu, który celnie spuentował dzieje tego klubu. – Mały klub, wielkie marzenia. Nie wszyscy doczekali się tego sukcesu, ale wszyscy na niego zasłużyli.

WIĘCEJ O PUSZCZY NIEPOŁOMICE:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Ekstraklasa

Komentarze

25 komentarzy

Loading...