Fernando Santos wytacza wojnę republice kolesiów, układowi mejwenów, twardogłowym populistom, podstarzałym kadrowiczom, tym wszystkim kolorowym misiom, tak bardzo szkodzącym wspaniałości polskiego futbolu. Kuszą złośliwości, prawda? Ta cała mania doszukiwania się wichrzycielskich zamiarów w ruchach portugalskiego selekcjonera jawi się jednak jako zwyczajny przykład ojkofobii. Może to kogoś zdziwi, ale 68-letni trener po prostu buduje kadrę Polski. Aż tyle. I tylko tyle. 

Lekcje z ojkofobii. Santos trzęsie reprezentacją

Czy Santos dokonuje rewolucji? Tak, niewątpliwie. Czy akurat podczas powołań przed meczami z Niemcami i Mołdawią poobracał wszystko do góry nogami i zapoczątkował trzęsienie ziemi? Ano niespecjalnie. W minionych latach między pierwszym a drugim zgrupowaniem jako sternik zespołów narodowych Grecji i Portugalii wymieniał po czterech piłkarzy. W Polsce zdecydował się na przetasowanie podobnego kalibru.

Może być grafiką przedstawiającą tekst

Nie ma szoku

Nie szokuje żadne powołane nazwisko. Ben Lederman podobał mu się już w marcu. Bartosza Slisza namaszczał Paulo Sousa. Mateuszowi Łęgowskiemu szansę dawał Czesław Michniewicz. Przemysław Wiśniewski bardzo naturalnie zaaklimatyzował się w Serie A. Tomasz Kędziora i Arkadiusz Reca regularnie przyjeżdżają na kadrę od czasów wczesnego Jerzego Brzęczka. Tym razem w selekcjonerskich oczkach uznania nie znaleźli zaś Kacper Kozłowski, Michał Karbownik, Szymon Żurkowski, Robert Gumny czy Kamil Piątkowski. O żadnego z nich nikt zabijać się nie będzie. Paweł Dawidowicz i Matty Cash leczą urazy. Ich absencje są zrozumiałe.

Polemizować można wokół pozycji napastnika. Santos zdecydował się na taką trójkę: Robert Lewandowski, Karol Świderski, Arkadiusz Milik. Pominął przy tym Krzysztofa Piątka i Dawida Kownackiego. Można by się kłócić, pierwszy ostatnimi miesiącami ogarnął się w Salernitanie, a drugi zaliczył tak dobry sezon w 2. Bundeslidze, że zapracował sobie na transfer do 1. Bundesligi, ale najprawdopodobniej zdecydowały profile taktyczne: Świderski i Milik wydają się selekcjonerowi przydatnymi partnerami dla Lewandowskiego niż Piątek i Kownacki.

Aż osiemnaście nazwisk nominowanych na spotkania z Niemcami i Mołdawią pojechało do Kataru na przełomie listopada i grudnia 2022 roku. Fernando Santos wcale nie wynalazł więc kopy nowych piłkarzy. A jednak jego decyzjom często przykłada się rangę mącicielskich, buntowniczych, wywrotowych czy rewolucyjnych. Dopatruję się w tym efektu mniej lub bardziej uzasadnionej piłkarskiej ojkofobii, która w XXI wieku rozpanoszyła się wokół reprezentacji Polski.

Najlepiej unaoczniały to kadencje Leo Beenhakkera i Paulo Sousy, zagranicznych selekcjonerów, którzy wnieśli do kraju ożywienie poprzez próby wewnętrznego zmieniania utwardzonych systemów i przyjętych prawideł, narzucania zachodnich standardów i obalania tutejszych paradygmatów, nawoływania do konieczności gonienia za współczesnym futbolem. Wygłaszali tezy w papieskim trybie ex cathedra, ku uciesze kibiców, bo jednocześnie można było grzebać betonowe pomniki polskich prezydentów, prezesów, dyrektorów, trenerów i w końcu piłkarzy. Nieważne nawet, że koniec końców Holender i Portugalczyk kończyli tak samo: na stosie.

Wymiana pokoleniowa

Fernando Santos jest jednak trochę inny niż Beenhakker i Sousa. Mniej przebojowy i konfrontacyjny. O Polsce wyraża się bardzo dyplomatycznie i ostrożnie, nie palnie raczej nic o „drewnianych chatkach”, bo do wszystkiego musi się jeszcze „dostosować”, jak sam mówi, w końcu nie potrafi jeszcze nawet wymawiać nazwisk powoływanych przez siebie piłkarzy. Nie jest nawet szczególnie bezwzględny wobec Ekstraklasy. Grzmiał niedawno, że za dużo w niej przeciętnych obcokrajowców, ale konsekwentnie powołuje młodych ligowców. Od początku nie ukrywał, że nie podoba mu się idea meczu towarzyskiego Niemcami i chyba niezbyt wygodny jest dla niego temat pożegnania Jakuba Błaszczykowskiego, ale znów: trzeba się „dostosować”.

Gdzie tu ta wojna z republiką kolesiów, układem mejwenów, twardogłowymi populistami, podstarzałymi kadrowiczami, tym wszystkimi kolorowymi misiami, tak bardzo szkodzącymi wspaniałości polskiego futbolu? Chyba tylko w wyimaginowanej, i nad wyraz ojkofobicznej, wizji polskiego światka futbolowego.

Niezachwiana cieniem wątpliwości decyzja o braku nominacji dla Kamila Glika (35 lat), Kamila Grosickiego (34 lata) i Grzegorza Krychowiaka (33 lata) to bowiem żaden cios w „system”, a naturalny krok w rozwoju tej reprezentacji. W kadrze Santosa znajduje się bowiem tylko czterech zawodników powyżej 30. roku życia – Robert Lewandowski (34 lata), Wojciech Szczęsny (33 lata), Łukasz Skorupski (32 lata) i Bartosz Bereszyński (30 lat).

Pierwszy jest gwiazdorem Barcelony, a nie spadkowiczem z Serie B. Drugi jest gwiazdorem Juventusu, a nie Pogoni. Trzeci i czwarty wciąż cieszą się renomą i uznaniem w Serie A, a nie tylko pokaźną pensją w Arabii Saudyjskiej. Płynna wymiana pokolenia, konsekwentna, zaplanowana i rozłożona na stosunkowo łatwy terminarz eliminacji do Euro 2024. Sama logika, a nie podszczypywanie republiki kolesiów.

Czytaj więcej o reprezentacji Polski:

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Suche Info

Guardiola: – Jestem na niego wściekły. Mam nadzieję, że czegoś go to nauczy

redakcja
Suche Info

Kuszczak: – Praca w kadrze to propozycja nie do odrzucenia

redakcja
2
Suche Info

Urban o posadzie selekcjonera: – Rozmów nie było. Widocznie nie byłem w gronie kandydatów

redakcja
1
Suche Info

Dariusz Formella ratuje punkt swojej drużynie [WIDEO]

redakcja
Inne sporty

Mateusz Gamrot zwyciężył w walce wieczoru po kontuzji Fizieva

Szymon Szczepanik
1
Suche Info

Murawski o Velde: – W łeb też dostanie

redakcja
14

Piłka nożna

1 liga

Prezenty, kontrowersje i awantura w końcówce. Wisła zdobyła Arenę Lublin

redakcja
24
Weszło

Ekstraklasa niegościnna dla Kamila Glika

Jan Mazurek
81
Piłka nożna

Śląsk wygrywa, a Exposito mógł zaklepać koronę króla strzelców. Ale nie chciał

Paweł Paczul
25
Weszło

W dekadę od Korony do Ligi Europy. Pacheta wraca do pracy, Hiszpania się cieszy

Jakub Kręcidło
Weszło

PROWOKACJE GRABARY, POLSKIE WYSTĘPY W PUCHARACH, NOWY SELEKCJONER. 4-3-3 #5

Damian Smyk
Piłka nożna

Radomiakowi strzelać nie kazano

Paweł Paczul