Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Grosik wart zwycięstwa. Pogoń bliżej pucharów

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

15 kwietnia 2023, 23:06 • 4 min czytania 30 komentarzy

Pogoń Szczecin przez większość meczu w Gdańsku sprawiała wrażenie, jakby za wszelką cenę chciała udowodnić, że potrafi stracić punkty z każdym w Ekstraklasie, ale ostatecznie nie pozwolili na to Kamil Grosicki z Dante Stipicą i Portowcy doskoczyli w tabeli do Lecha Poznań.

Grosik wart zwycięstwa. Pogoń bliżej pucharów

By wiedzieć, że tego wieczoru Pogoń nie rozegrała dobrego spotkania, nie trzeba było patrzeć na boisko. Wystarczyło obserwować trenera Jensa Gustafssona. Szwed machał rękoma tak zawzięcie, jakby chciał odlecieć ze stadionu i nie patrzeć na własny zespół. W prawo! W lewo! Do przodu! Do tyłu! Doskocz! Przesuń! Cofnij!

Szkoleniowiec na bieżąco starał się korygować niedociągnięcia, a że co chwilę pojawiały się kolejne, rzadko mógł w spokoju śledzić przebieg rywalizacji.

Lechia nie zaprezentowała się jak ekipa, która ugrzęzła w strefie spadkowej, ale poniosła porażkę, bo miała u siebie Henrika Castegrena i Bassekou Diabate.

Pogoń nie zaprezentowała się jak ekipa, która walczy o europejskie puchary, ale odniosła zwycięstwo, bo miała u siebie Kamila Grosickiego i Dante Stipicę.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 0:1

Grosicki czasem może irytować. Nie wyjdzie mu jedna, druga i trzecia akcja. Zamiast podać, uderzy. Zamiast strzelać, dogra. Zamiast silnie dośrodkować, pośle „zawiesinkę”. Zamiast lekko wrzucić, da mocno. A po wszystkim nie wróci, ile sił w nogach, tylko spokojnie podrepcze w kierunku własnej połowy.

Ale to cena za to, że prędzej czy później zrobi coś ekstra. Po prostu.

W sobotę Grosickiemu długo jak wszystkim przyjezdnym ze Szczecina – wychodziło niewiele. Był aktywny, jak zwykle, tyle że pożytku z tego malutko. Aż w końcu błysnął jak piorun ciemną nocą. Dostał piłkę od Mariusza Malca i najpierw wykorzystał lenistwo Dominika Piły (definicja krycia na alibi), a następnie ośmieszył Castegrena, któremu uciekł na kilku metrach. Jeśli ktoś nie wiedziałby, że to zerwał się niemal 35-latek z ponad 80 minutami w nogach, pewnie by nie uwierzył.

Grosicki przy Castegrenie wypadł jak Kawasaki Ninja przy wysłużonym składaku. Jak rozpędzone TGV przy starutkim składzie PKP. Jak młodziutki gepard przy sędziwym żółwiu.

Wychowanek granatowo-bordowych ośmieszył Szweda, po czym wstrzelił futbolówkę wzdłuż pola karnego, a jej tor lotu przeciął Joel Abu Hanna. Czy należy Izraelczyka ganić? Na pochwałę na pewno nie zasłużył, aczkolwiek gdyby nie podjął próby interwencji, bramkę zdobyłby zapewne Pontus Almqvist lub Wahan Biczachczjan.

„Grosik” po raz kolejny po powrocie do Pogoni w sierpniu 2021 przechylił szalę na stronę Portowców.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kamil Grosicki – bohater w swoim domu

Ale na niewiele zdałby się jego rajd, gdyby nie Stipica. Wiemy, że Chorwat generalnie zawsze myśli, że on to dobrze zagrał (tak, po starciu z Broendby też), ale w ostatnich tygodniach już nie oszukuje sam siebie, bo faktycznie dobrze gra. Wrócił mu i refleks, i wyczucie, i szczęście. Cały pakiet. Diabate miał kapitalną okazję do zdobycia pierwszej bramki w Lechii, jednak na drodze stanął mu Stipica (a za drugim razem brak umiejętności). Tak samo jak Łukaszowi Zwolińskiemu, Mario Malocy czy Abu Hannie.

Pogoń wygrała dzięki dwóm liderom, a poza tym zawiodła. Aż do samobója nie kontrolowała sytuacji, mimo że mierzyła się z przeciwnikiem ze strefy spadkowej. Długo wydawało się, że po raz kolejny zawiedzie w takiej sytuacji. Przecież dwa razy zebrała bęcki od mizernego Śląska Wrocław. Dostała oklep od słabiutkiej Jagiellonii Białystok. Dostała lanie od Górnika Zabrze. Zremisowała z Piastem Gliwice czy Koroną Kielce…

O dziwo, tym razem uciekła przeznaczeniu i zrównała się punktami z Lechem Poznań. Granatowo-bordowi wydatnie zbliżyli się do trzeciego z rzędu awansu do eliminacji europejskich pucharów.

Jednak w Gdańsku wreszcie mają jakiekolwiek powody do optymizmu. Lechia dusiła gości, broniła wysoko, kreowała okazje, tylko na końcu zabrakło jej skuteczności. Rację miał trener David Badia – jeśli drużyna z Gdańska na takim poziomie zagra za tydzień, już nie poniesie porażki. Nareszcie wykonano coś, co może przypominać kroczek w kierunku utrzymania.

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Ekstraklasa

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Komentarze

30 komentarzy

Loading...