Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Filmowe “nigdy się nie poddawaj” w Kielcach

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

15 kwietnia 2023, 20:35 • 4 min czytania 23 komentarzy

Okoliczności zwycięstwa Korony Kielce nad Jagiellonią Białystok prowokują do powtarzania najbardziej wyświechtanych piłkarskich powiedzeń, które w tym przypadku stuprocentowo się sprawdzają. Nigdy się nie poddawaj. Dopóki piłka w grze. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Liczy się to, co w sieci. I tak dalej.

Filmowe “nigdy się nie poddawaj” w Kielcach

Adrian Siemieniec długo będzie zachodził w głowę, jak jego zawodnicy mogli dziś wypuścić punkty z rąk. Młody trener już w swoim drugim meczu w Ekstraklasie przekonał się, że futbol bywa bezwzględny i niezwykle brutalny. Jasne, niby mógł się spodziewać, że gdy Imaz wykończył zgranie Puerto po rzucie rożnym, to później coś złego się wydarzy. “Jaga” w tym sezonie jak nikt inny specjalizuje się w wypuszczaniu prowadzenia, szczególnie na wyjazdach, z których przeważnie przywoziła remisy.

Korona Kielce – Jagiellonia 2:1. Goście długo byli lepsi

Ale tym razem nic, naprawdę nic nie zapowiadało, że Jagiellonii może stać się coś złego. Korona bez zawieszonego za kartki Nono nie potrafiła wyeksponować swoich atutów ofensywnych. Często z przodu miała tylko szamoczących się Szykawkę i Łukowskiego, ewentualnie wspomaganych przez Deaconu, uderzającego w zasadzie z każdej pozycji. Raz nawet rumuński pomocnik zmusił Alomerovicia do większego wysiłku przy próbie z osiemnastu metrów. Generalnie jednak, gospodarze walili głową w mur.

canal

Białostoczanie natomiast goli powinni mieć więcej. Ich kibice mają duże pole manewru do gdybania. Gdyby Puerto z dwóch metrów nie trafił w Forenca. Gdyby Łukowski (z przodu mu nie szło, więc chociaż przydał się z tyłu) w ostatniej chwili nie wybił piłki spod nóg Imaza. Gdyby Mena oddał przynajmniej normalny strzał po dograniu Imaza, już przy stanie 1:1. “Jaga” nic wielkiego nie grała, ale wydawało się, że kontroluje przebieg wydarzeń.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Gol z niczego i z rzutu rożnego

I nagle niemiłosiernie blokowany dziś przy dośrodkowaniach Briceag posłał miękką centrę w pole karne. Raczej nieprzygotowaną, bez wyrafinowanej koncepcji. Nieważne, bo Korona zdobyła bramkę z niczego. Zator bez trudu przeskoczył młodego Lewickiego (fatalne wejście) i pięknym strzałem głową wyrównał.

Mentalnie u jednych i drugich może nie nastąpiła zmiana o 180 stopni, ale nagle Korona zaczęła atakować znacznie żwawiej, większą liczbą zawodników, z wiarą, że faktycznie może się udać. No i udało się. Ostatni rzut rożny, Zator tym razem zgrał do krytykowanego za brak liczb Szykawki, który na 16 sekund przed końcem zapewnił bezcenne zwycięstwo.

Jagiellonia w szoku.

Indywidualnie jej zawodnicy w większości prezentowali się nieco lepiej. Defensywa zdawała się być pewna. Ataki były ciekawsze i sensowniejsze. No i co z tego? Jeśli masz rywala na widelcu, to musisz go pożreć, a nie samemu się zakrztusić.

Zmiennicy Korony na plus

Różnicę, tyle że w różne strony, zrobili rezerwowi. W Koronie wprowadzony od razu po przerwie Podgórski miał udział przy decydującym golu i ogólnie kilka razy pokazał się z niezłej strony na prawej flance. Kacper Kostorz czasu dostał mało, ale zaprezentował dobre wyszkolenie i dużą siłę. To on jak zbędny mebel przepchnął Nguiambę przy linii bocznej, co po chwili dało pierwszy rzut rożny przed bramką na 2:1. Dawid Błanik miał problemy z decyzyjnością, jednak samą swoją wszędobylskością sprawiał, że kielczanie stali się mniej przewidywalni z przodu.

W Jagiellonii natomiast Tomasz Kupisz nie upilnował strzelającego Szykawki, Nguiamba przegrał ważne starcie, Mena chwilę przed kluczową kontrą przeciwnika zmarnował podanie Imaza, a o Lewickim już mówiliśmy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Złocisto-krwiści w tym roku u siebie są bezbłędni. Sześć meczów, 18 punktów zapisanych na swoim koncie. Za każdym razem wygrywali jednym golem, nieraz bardziej dzięki sile charakteru niż umiejętności. Tak należy walczyć o utrzymanie. Ono nadal nie jest pewne, przewaga nad strefą spadkową to trzy “oczka”, ale biorąc pod uwagę tłok na dole tabeli, mowa już o całkiem sporej zaliczce.

Korona wyprzedziła Jagiellonię, która szybko wróciła do punktu wyjścia po pokonaniu Lechii.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

23 komentarzy

Loading...