Lech przetrwał wieczór w „Domu złym”

Mateusz Janiak

16 lutego 2023, 21:45 • 4 min czytania

Reklama
Lech przetrwał wieczór w „Domu złym”

Dla Lecha Poznań to był mecz pod hasłem „3Z”. Zagrać. W najgorszym wypadku zremisować, a przy odrobinie szczęścia zwyciężyć. I zapomnieć. W europejskich pucharach Bodo/Glimt na swoim terenie to żywioł, a żywioł należy okiełznać, a nie się z nim bawić. Dlatego zabawy w grze Kolejorza praktycznie nie było, ale za to mistrzowie Polski stali się drugą ekipą po Arsenalu, która nie straciła bramki na Aspmyra Stadion w europejskich pucharach za kadencji trenera Kjetila Knutsena i sprawa awansu pozostaje otwarta.

Reklama

Gość w dom, Bóg w dom – słyszeliście o tym, prawda? Prosta, niepisana reguła, zgodnie z którą gospodarz powinien serdecznie podejmować gości. Ale na dalekiej północy Norwegii od pewnego czasu nie obowiązuje. Może dlatego, że maksymalnie 10% z najliczniejszej w tamtejszym społeczeństwie grupy protestantów chodzi regularnie do kościołów, a może po prostu nie dotarła za koło podbiegunowe, bo droga za długa. W każdym razie odkąd Bodo/Glimt prowadzi Kjetil Knutsen, szczególnie przyjezdni z Europy za cholerę nie mogą czuć się na Aspmyra Stadion jak w domu.

Przed dzisiejszym spotkaniem z 19 rozegranych u siebie w pucharach Glimt odniosło zwycięstwa w 16. Co więcej, tylko raz nie było w stanie zdobyć bramki. Poza tym ktokolwiek przekraczał próg domu Knutsena, dostawał po łbie brutalnie i bezlitośnie. Taki „Dom Zły” Wojciecha Smarzowskiego. Strach zamknąć oczy, bo za duże ryzyko, że już się ich nie otworzy.

A piłkarze Kolejorza otworzyli i mają się dobrze.

Reklama

Bodo/Glimt – Lech Poznań 0:0

Lech jak Arsenal – brzmi dumnie? I trochę absurdalnie? Ale najważniejsze, że to prawda. Z 20 meczów Glimt w Bodo na europejskiej scenie tylko te dwie ekipy nie straciły bramki i co więcej pozwoliły miejscowym na wykreowanie xG poniżej 1,0. Kolejorz i Kanonierzy. Co prawda zespół z Londynu wygrał, a drużyna z Poznania zremisowała, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

John van den Brom doskonale wiedział, dokąd jedzie. Że Knutsen to taki Zdzisław Dziabas i nie ma mowy o jakiejkolwiek gościnności. Ta świadomość przebijała przez podstawowy skład z trzema defensywnymi pomocnikami (Jesperem Karlstroemem, Niką Kwekweskirim i Radosławem Murawskim) i szczególnie przed przerwą odbijała się na postawie Lecha.

Lekarze idą do roboty z zasadą „po pierwsze nie szkodzić”, a zawodnicy Kolejorza wybiegli na syntetyczną murawę w Bodo z regułą „po pierwsze nie stracić” w głowach. A pewnie po pierwsze, drugie i trzecie. No nie oglądało się tego przyjemnie, bo w pierwszej połowie pod względem piłkarskim gościom do gospodarzy było tak daleko, jak z Poznania do Bodo. Miejscowi klepali, szukali gry jeden na jeden, kombinowali z atakiem pozycyjnym. A przyjezdni? Cóż…

Panika, błędy techniczne, złe decyzje, brak odwagi i pomysłu.

Reklama

Ale skończyło się na zero z tyłu.

W drugiej części rywalizacji było już lepiej, przede wszystkim doskonałą okazję zmarnował Filip Marchwiński (z którym rozprawiamy się w innym tekście), jednak też bez szału.

Tyle że – powtarzamy – skończyło się na zero z tyłu, co nie udało się wcześniej m.in. Romie (dwukrotnie), Celitkowi, Alkmaar, Dinamu Zagrzeb czy PSV Eindhoven. Należy to docenić i pewnie trochę przez palce spojrzeć na prymitywną grę Lecha. Koniec końców zdołał przetrwać noc w „Domu złym”. Sprawa awansu pozostaje otwarta, a przecież polski zespół nie rozegrał zwycięskiego dwumeczu w pucharach od 1991 roku i Legii z Sampdorią. Jak dawno to było najlepiej świadczy, że zawodnicy Wojskowych premię odbierali w reklamówkach i wielu z nich kupiło sobie za tę kasę auta.

Reklama

Ekipa van den Broma wykonała zadanie i u siebie musi pokazać, że to, co zaprezentowała dzisiaj, to był tylko sposób na Glimt u siebie, a nie jej prawdziwa twarz. Coś takiego nie wystarczy do awansu. Przy Bułgarskiej nie będzie mowy o haśle „3Z”. Prostota – pewnie, nie ma problemu, ale prostactwo – zdecydowanie nie.

Słowem, szacunek za czyste konto i okiełznanie żywiołu. Może fiordy nie jadły lechitom z ręki, ale głównie dlatego, że ci zacisnęli pięści na awansie i za żadne skarby nie chcieli puścić. Oby tymi pięściami w Poznaniu wyprowadzili przynajmniej jeden celny cios więcej niż Glimt i już w ogóle dzisiejsze starcie będziemy wspominać jako element większego planu. Oby.

Bodo/Glimt – Lech Poznań 0:0

WIĘCEJ O MECZU Z BODO/GLIMT:

foto. Newspix

Reklama
Mateusz Janiak

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Media: Jagiellonia znów rusza na zakupy. Pomocnik ze Szwecji blisko transferu

Wojciech Piela
1
Media: Jagiellonia znów rusza na zakupy. Pomocnik ze Szwecji blisko transferu

Liga Konferencji

Reklama
Liga Europy

Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!

AbsurDB
52
Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!