Reklama

Zgubne uroki Bodo/Glimt. John van den Brom i pułapki zastawione na Lecha

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

16 lutego 2023, 08:19 • 5 min czytania 32 komentarzy

Wspaniałe widoki, ofensywna, holenderska piłka i świetna murawa. Lechici spóźnili się na obchody święta zakochanych w Bodo, ale John van den Brom po przylocie do Norwegii ewidentnie zauroczył się tym, co zastał na miejscu. Jego w tym głowa, żeby to, co uwiodło go na pierwszy rzut oka, nie okazało się syrenim śpiewem — zwiastunem nadchodzącej zguby.

Zgubne uroki Bodo/Glimt. John van den Brom i pułapki zastawione na Lecha

Byli już tacy, którzy ulegli urokowi Bodo. Holenderskie AZ Alkmaar zachwycało się zorzą polarną, zjawiskiem, dla którego wielu turystów rokrocznie wybiera się w podróż w ten region Starego Kontynentu. Moment, w którym samoloty startujące z lokalnego lotniska wzbijają się do góry tak, że wydaje się, jakby znajdowały się tuż nad jedną z trybun Aspmyra Stadion, próbowali natomiast uchwycić przyjezdni z Rzymu.

Podatność na wdzięki Bodo nie zaskakuje — nie bez powodu norweskie miasto zostało wybrane europejską stolicą kultury w nadchodzącym, 2024 roku. Nie bez powodu miasto-matka klubu Glimt planuje rozbudowę lokalnego lotniska i budowę szybkiej kolei, która usprawni miejscową komunikację. Dla drużyn, które zachłysnęły się opowieścią o kopciuszku z odległej krainy i odwiedziny w niej traktowały jako ciekawą przygodę, a nie ambitne wyzwanie, takie podejście kończyło się tragicznie. Stąd imponujący bilans gospodarzy na własnym podwórku: 16-3.

Cel Lecha Poznań jest więc jeden. Nie dać się wciągnąć w tę, z pozoru tylko uroczą, grę.

Jest jak jest. Zmęczenie Knutsena, przewagi Lecha Poznań

Reklama

Lech Poznań vs Bodo/Glimt. Sztuczna murawa i inne sztuczki

Sztuczna murawa na stadionie w Bodo. Postrach każdego pucharowicza. Przewaga, której Norwegom zazdrości wielu, zwłaszcza, gdy doświadczą jej na własnej skórze. John van den Brom jest jeszcze przed tym doświadczeniem, więc o płycie głównej wypowiada się z dużym zadowoleniem. – Miałem okazję się z nią zapoznać, jest świetna – rozpływał się na konferencji prasowej trener Kolejorza. Lada moment Holender pozna jednak gorszą stronę perfekcyjnie przygotowanej nawierzchni. Futbolówka krąży po niej nie tyle, jak po sznurku. To raczej bolid Formuły 1 na torze, w dodatku na prostej start-meta.

Szybkość i intensywność gry drużyny Kjetila Knutsena bierze się w dużej mierze z tego, że sztuczna murawa w Bodo pozwala na idealne wyeksponowanie atutów takiego podejścia. Jakby tego było mało, Glimt przed każdym domowym spotkaniem mocno zrasza płytę główną, co jeszcze bardziej poprawia tempo gry zespołu. Lokalsi z dumą przyznają, że pucharowi rywale wicemistrza Norwegii po doświadczeniu tego na własnej skórze stwierdzają, że analiza wideo nie oddaje tego, jak wielki atut mają po swojej stronie gospodarze.

Jeden z ekspiłkarzy Bodo/Glimt dodaje, że brak centrum treningowego, a co za tym idzie konieczność trenowania na płycie głównej stadionu, także trzeba rozpatrywać jako atut norweskiej ekipy. Zespół dzięki temu doskonale czuje grę i działa jeszcze sprawniej. Lech Poznań miał tylko kilkadziesiąt minut na zapoznanie się z murawą – zbyt mało, żeby zdążyć się jej nauczyć. Trener van den Brom nie skorzystał także z opcji treningu na sztucznej nawierzchni w Wielkopolsce, więc jego podopieczni wyruszą w nieznane.

John van den Brom: W Bodo/Glimt widać holenderską myśl szkoleniową

Szkoleniowiec Kolejorza sensownie wytłumaczył jednak swoją decyzję. – Wciąż mamy okres zimowy, więc zbyt częsta zmiana nawierzchni podczas treningów nie posłużyłaby zawodnikom – przyznał, dając do zrozumienia, że taki wybór mógłby przynieść więcej szkód niż pożytku. Rzeczywiście, ostatnie zetknięcie Lecha ze sztuczną nawierzchnią to sparingowe spotkanie, które rozegrano w warunkach zimowych, pośród białego puchu. John van den Brom podparł tę tezę doświadczeniem z korzystania ze sztucznych boisk, więc nie ma sensu podważać jego teorii.

Reklama

Praktyka to za to obecnie atut jego zespołu. Holender przyznał, że cztery ligowe spotkania, jakie Kolejorz rozegrał w tym roku, dają mu niewielką przewagę w postaci rytmu meczowego. Wcześniej w podobnym tonie wypowiadał się Kjetil Knutsen, który próbował obrócić ten argument na swoją korzyść poprzez wysłanie szpiegów do Poznania. Van den Brom do takich ruchów posunąć się nie mógł – Bodo/Glimt zimowało w Marbelli, więc sztab Lecha musi zadowolić się analizą wideo.

Opiekun Lecha może jednak wyciągnąć asa z rękawa. Jego rodacy mierzyli się już z Norwegami, więc można było przekręcić do zaufanych osób po wskazówki i porady. John van den Brom stwierdził zresztą, że styl gry rywala przypomina mu jego rodzimy futbol. – Grają bardzo ofensywnie, to taka trochę holenderska myśl szkoleniowa, ustawienie 4-3-3 – zaznaczał.

Norwegowie mają pogodę po swojej stronie

Rozprawiliśmy się już z tematami murawy i formy, wciąż jednak pozostają widoki. W dniu meczowym Lech Poznań raczej daruje sobie zwiedzanie miasta: w planie zabraknie czasu na krótką wycieczkę krajoznawczą, bo spotkanie zaczyna się stosunkowo wcześnie. Ale nawet jeśli Kolejorz chciałby poszukać odprężenia podczas spaceru, pogoda mogłaby zatrzymać zawodników w czterech ścianach. John van den Brom z zachwytem mówił o widokach podczas lądowania w Bodo, bo w obliczu braku opadów można było je podziwiać.

Miejscowym udało się jednak przekonać kogo trzeba, żeby w dniu, w którym Glimt rozegra istotne spotkanie, niebo nie było już tak bezchmurne i spokojne. Ledwo tydzień temu w kilka chwil na ulicach miasta pojawiło się około 30 centymetrów śniegu. To dowód na kapryśność pogody na północy Norwegii. Nawet miejscowi biorą ją pod uwagę, dlatego klubowi tak ciężko sprzedać wejściówki na odkryte sektory (choć swoje robią też wysokie ceny biletów – Bodo/Glimt przyznało, że trzeba coś z tym fantem zrobić, żeby w przyszłości stadion jednak się zapełniał).

Koło fortuny wylosowało dla poznaniaków łagodną wersję północnej „odświeżającej bryzy”, jak mówi się tu na wszelkiego rodzaju zawieruchy. Natomiast nawet jeśli skończy się na wietrze, chłodzie i deszczu, będzie to kolejna cegiełka służąca do umocnienia fortu, jakim jest Aspmyra Stadion.

Cóż, łatwo nie będzie. W takim Bodo szybko można wyleczyć się z początkowego zauroczenia. Oby chociaż nastroje po tej nietypowej randce na końcu świata sprawiły, że John van den Brom na myśl o kolejnej wizycie w Norwegii będzie tak samo radosny, jak wtedy, gdy ta kraina wywarła na nim tak pozytywne, pierwsze wrażenie.

WIĘCEJ O MECZU Z BODO/GLIMT:

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Paweł Paczul
0
EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Liga Konferencji

Komentarze

32 komentarzy

Loading...