Reklama

„Nasz asystent stracił 15 osób”. Trzęsienie ziemi w Turcji dotknęło też świat piłki

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

07 lutego 2023, 13:16 • 8 min czytania 27 komentarzy

Trzęsienie ziemi, które dotknęło Syrię i Turcję, było w tamtych rejonach najsilniejsze od 1939 roku. Dane dotyczące zabitych i rannych zmieniają się z godziny na godziny i niestety zapewne jeszcze przez dłuższy czas będą rosnąć. Tragedia ta dotknęła także świat futbolu. Piłka turecka przeżywa ten dramat na równi z resztą społeczeństwa.

„Nasz asystent stracił 15 osób”. Trzęsienie ziemi w Turcji dotknęło też świat piłki

Wszystko zaczęło się w poniedziałkowy ranek. Trzęsienie ziemi dochodzące do 7,8 stopni w skali Richtera postawiło na nogi południowo-wschodnią Turcję. Później pojawiło się jeszcze kilkadziesiąt wstrząsów wtórnych – najsilniejszy o magnitudzie 6,8. Wielkie budynki przestawały istnieć w ciągu paru sekund.

Najgorzej było w pobliżu granicy turecko-syryjskiej. Takie miasta jak Antiochia, Gaziantep, Adana, Malata, Osmaniye czy Diyarbakir ucierpiały najbardziej. To w większości ciepłe rejony, budynki nie muszą być ocieplane, wiele z nich w obliczu takich zdarzeń rozpada się jak domki z kart.

Trzęsienie ziemi w Turcji a świat piłki

W większości tych miast swoje siedziby mają profesjonalne kluby piłkarskie. W Gaziantep FK jeszcze w zeszłym sezonie był Paweł Olkowski, a Tomas Pekhart odszedł z niego raptem dwa miesiące temu. Do teraz gra tam Matej Hanousek, znany z Wisły Kraków. W Adanasporze jeszcze nie tak dawno występował Jakub Kosecki. Dziś każdy z nich miałby za sobą traumatyczne wspomnienia, a być może nawet jego życie byłoby bezpośrednio zagrożone.

Latem mogłem iść do Hataysporu. Chciał mnie tam trener, ale prezes to zablokował, mówiąc, że na pozycję bramkarza chce Turka. Cóż, wychodzi, że jestem jego dłużnikiem – mówi nam Jakub Szumski, który przed tym sezonem zamienił Erzurumspor na Samsunspor.

Reklama

Samsun jest położone na północy, od tamtych miast dzieli je 700-800 kilometrów. – U nas jest okej, tylko lekko trzęsło. Późno wróciliśmy z meczu i spałem jak zabity. Przespałem całe trzęsienie, ale kolega Anglik z tego samego bloku musiał wyjść i mówi, że ledwo stał u siebie na korytarzu. Na szczęście nie doszło do żadnych zniszczeń – opowiada polski golkiper.

W Turcji na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych mamy obecnie sześciu Polaków: Patryka Szysza, Konrada Michalaka i Karola Angielskiego w ekstraklasie oraz Szumskiego, Michała Nalepę i Mateusza Hołownię na drugim szczeblu. – Jestem w kontakcie z grupą turecką. Wygląda na to, że wszyscy są bezpieczni – podkreśla Szumski.

Cały dzień poza domem

Najbardziej trzęsienie odczuł Angielski. Sivas to miasto w środkowej Turcji, znajduje się bliżej od epicentrum wydarzeń. Tam wstrząsy były silniejsze.

W poniedziałek o 4 rano musieliśmy się z dziewczyną jak najszybciej ewakuować z 14. piętra na dół, bo blok normalnie tańczył. Potem było jeszcze drugie tąpnięcie. Mniejsze wstrząsy regularnie się powtarzały. Niektórzy w panice wyjeżdżali z garaży podziemnych. My wyszliśmy jak staliśmy, w piżamach. Przez cały dzień siedzieliśmy z sąsiadami w parterowym budynku, tak jest najbezpieczniej. Dopiero po południu jakoś się przebraliśmy, zarzuciliśmy kurtki i wyszliśmy na chwilę do sklepu. Autem praktycznie się nie dało, bo śnieg zasypał drogi – relacjonował nam w poniedziałek.

O 23:00 wszyscy dostali wreszcie pozwolenie na powrót do domów. – W końcu trochę się przespaliśmy, choć to było bardziej czuwanie. Mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Dziś w ministerstwie sportu mają ustalić, do kiedy będzie przerwa w lidze. Sądzę, że najwcześniej wrócimy za dwa tygodnie. Może uda się na parę dni wyjechać do Polski, bo w tym momencie nie chce się tu siedzieć – nie ukrywa Angielski.

Reklama

Polski napastnik miał dobre przeczucie: według najnowszego komunikatu ze związku, piłkarze w Turcji mają wrócić na boiska w piątek 17 lutego.

Szafa i stół ratunkiem

Niestety w Sivassporze są osoby, które zostały bezpośrednio dotknięte przez trzęsienie. Ayhan Tenbeloglu, jeden z asystentów trenera, stracił wielu bliskich w Hatay. Klub wydał nawet kondolencyjne oświadczenie na oficjalnej stronie.

Karol Angielski: – Zginęło 15 osób z jego rodziny, wielka tragedia.

To właśnie zawodnicy i pracownicy Hataysporu ucierpieli najbardziej, jeśli chodzi o świat piłkarski. O własnych siłach spod gruzów wydostali się obrońca Karim Alici i napastnik Bertug Yildirim. Wydobyty z gruzu został stoper Burak Oksuz, którego wyciągnięto w klubowej koszulce. Uratowano również dwie osoby z ekipy technicznej.

Sam wydostał się także pomocnik Onur Ergun, ale długo nie było z nim kontaktu i bardzo niepokojono się o jego losy. Piłkarz po kilku godzinach wydał uspokajający komunikat na Instagramie, tłumacząc, że są duże problemy z łącznością z powodu awarii sieci i nie mógł się wcześniej skontaktować.

O sytuacji Karima Aliciego opowiadał tureckim mediom jego brat Baris, który jest klubowym kolegą Szumskiego w Samsunsporze. – Rozmawiałem z nim rano, jego zdrowie było w porządku. Miał tylko drobne zadrapania i krwawienia, nic wielkiego. Dzięki Bogu nie spał w nocy, gdy to się zaczęło. Kiedy ściana się zawaliła, między nimi stały szafa i stół. Potem uderzył pięścią w ścianę i zdołał się wydostać. Byli tam trenerzy i piłkarze, którzy mieszkali w tym samym mieszkaniu. Oni też wyszli z gruzów – mówił Baris Alici.

Szczęśliwe zakończenie z Christianem Atsu

Pod gruzami pozostali skrzydłowy Christian Atsu i dyrektor sportowy Hataysporu.

O Atsu zrobiło się głośno na cały świat, bo wcześniej grał dla Newcastle, Evertonu, Malagi czy FC Porto, jest 60-krotnym reprezentantem Ghany. Do Turcji wyjechał się odbudować. Jeszcze w niedzielę wieczorem po wejściu z ławki strzałem z rzutu wolnego w doliczonym czasie zapewnił zwycięstwo nad Kasimpasą. Kilka godzin później zaczęła się walka o jego życie.

Pojawił się chaos informacyjny, płynęły sprzeczne sygnały. W pewnym momencie jedne źródła zaczęły donosić, że Atsu został odnaleziony. Jeszcze w poniedziałek wieczorem nie potwierdzał tego rzecznik prasowy klubu. – Niestety, Christian Atsu i nasz dyrektor sportowy Taner Savut wciąż leżą pod gruzami. Portugalskie źródło mówi o wyciągnięciu Atsu, ale nie możemy się z nim skontaktować. Nie możemy do nikogo dotrzeć. Nie możemy dotrzeć do tego obszaru – tłumaczył.

Dopiero we wtorek rano udało się potwierdzić dobre wieści. Atsu w nocy został uratowany. Znajdował się dobrym stanie, choć miał problemy z oddychaniem. Aktualnie dochodzi do siebie w szpitalu. Niestety ratownicy nadal nie dotarli do dyrektora Savuta.

Poszukiwania bramkarza Malatyasporu

Mniej szczęścia niż Atsu miał bramkarz drugoligowego Malatyasporu, Ahmet Eyup Turkaslan. 28-latek znalazł się pod gruzami i do teraz go nie odnaleziono. Udało się natomiast uratować jego żonę, która próbuje naprowadzać ratowników, gdzie mógłby znajdować się jej mąż. Nagrała też rozpaczliwe video z apelem o pomoc – zwłaszcza o dostarczenie dźwigów i innego ciężkiego sprzętu – które znalazło się w mediach społecznościowych.

Dałem zespołowi dwa dni wolnego po meczu z Rize. Większość zawodników nie była w Malatya. Tylko nasz drugi bramkarz został na miejscu. Uratowali jego żonę. Jestem zdruzgotany – mówił trener Yilmaz Vural.

Pojawiały się już informacje dotyczące śmierci Turkaslana, ale ciągle nie zostały one oficjalnie potwierdzone. – Wiadomości o śmierci Ahmeta nie odzwierciedlają prawdy. Kolejne trzęsienie ziemi miało miejsce podczas akcji ratunkowej, dlatego zespołu ratownicze musiały się wycofać. Mam nadzieję, że wkrótce otrzymamy dobre wieści – to z kolei słowa prezesa Malatyasporu.

 – Informacja, że ​​zmarł Ahmet Eyup, jest nieprawdziwa, wciąż nad tym pracujemy – mówi dyrektor generalny klubu Damir Ibrić. On także ucierpiał w trzęsieniu, podobnie jak środkowy obrońca Baris Basdas, który podczas trzęsienia wyskoczył z balkonu na drugim piętrze i doznał kontuzji. – Mam zerwane więzadło krzyżowe, a Baris zranił się w stopę. Szukamy teraz Eyupa, jesteśmy w jego budynku – poinformował dyrektor Ibrić.

 – Dom Ahmeta Eyupa znajduje się na najwyższym piętrze. Jeśli przyjedzie dźwig, można go uratować. Obecnie Damir i Baris własnymi siłami próbują do niego dotrzeć. W regionie jest duży problem, niestety liczebność zespołów ratunkowych nie jest niewystarczająca – komentuje wiceprezes Malatyasporu, Erdal Gunduz.

Każda mijająca godzina zmniejsza szanse na pomyślne zakończenie.

Ofiar będzie coraz więcej

Na niedobór pomocy zwrócił także uwagę trener Hataysporu, Volkan Demirel. Słynny do niedawna bramkarz opublikował apel na swoim Instagramie. – Wszyscy tutaj są dotknięci tą tragedią. Ludzie umierają. Proszę pogotowie o pomoc. Sytuacja w mieście jest bardzo zła. Nie możemy dotrzeć do poszkodowanych. Ktokolwiek może przyjechać, niech przyjedzie teraz. Sami niewiele zdziałamy. Taka sama sytuacja jest nie tylko w Hatay, ale także w okolicznych prowincjach. Na litość boską, pomóżcie – łkał Demirel. Jego drużyna wkrótce zostanie ewakuowana z miasta.

Tragedia ta zjednoczyła cały kraj. Kluby i kibice wspólnie organizują pomoc, zbierają pieniądze, wysyłają paczki pomocowe, udostępniają budynki. Wszelkie waśnie zeszły na dalszy plan. Zewsząd płyną kondolencje, wyrazy wsparcia i zapewnienia o modlitwie.

Lista ofiar się wydłuża. W szpitalu zmarł Taner Kahriman, jeszcze w tamtym sezonie piłkarz trzecioligowego Ordusporu.

Trzęsienie ziemi zakończyło życie siatkarskiego małżeństwa ze znajdującego się w epicentrum Kahramanmaras: Betuli Cobany Cakir i jej męża Bedrettina Cakira.

W Hatay w zawalonym budynku znajdowało się 14 siatkarek miejscowej drużyny. Trwa akcja ratunkowa. – Wieści z rana donosiły, że aż trzy kluby siatkarskie zaginęły pod gruzami budynków, dwa z drugiej ligi, które spały w miejscach dotkniętych trzęsieniem po rozgrywanych tam meczach. Zawaliły się hotele, w których przebywały – precyzuje w rozmowie ze Sport.pl były selekcjoner polskich siatkarzy Vital Heynen, który obecnie pracuje w Niluefer Belediyespor.

Rodzina Buraka Yildirima, fizjoterapeuty drugoligowego Bucasporu, została pod gruzami w Gaziantep. „Słychać ich głosy, ale nie można nawiązać komunikacji. Czekamy na pilną pomoc” – głosi komunikat klubu.

Na tę chwilę liczba ofiar śmiertelnych w Turcji i Syrii przekroczyła 5 tysięcy. Liczba rannych zbliża się do dwudziestu tysięcy. W samej Turcji zniszczeniu uległo ponad 6200 budynków.

Kluczowe będą najbliższe dni. Ci, którzy przeżyli, często nie mają już do czego wracać, a w niektórych miejscach daje o sobie znać zima.

Prezydent Recep Erdogan ogłosił w poniedziałek siedmiodniową żałobę narodową.

CZYTAJ WIĘCEJ O TURECKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Piłka nożna

Komentarze

27 komentarzy

Loading...