Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

TOP 10 – najlepsi piłkarze, którzy zagrali w lidze katarskiej

redakcja

Autor:redakcja

13 listopada 2022, 13:24 • 9 min czytania 9 komentarzy

Wielkimi krokami zbliża się mundial w Katarze, więc wypada powiększyć wiedzę na temat futbolu w kraju, który będzie gościł najlepsze reprezentacje świata. Okazuje się, że na przestrzeni ostatnich lat lidze katarskiej występowało wielu światowej sławy piłkarzy i dlatego przygotowaliśmy dla was listę, która może posłużyć jako ściąga w krzyżówkach, źródło ciekawostek piłkarskich lub po prostu umili wam dzień. 

TOP 10 – najlepsi piłkarze, którzy zagrali w lidze katarskiej

TOP 10 – najlepsi piłkarze, którzy zagrali w lidze katarskiej

Xavi Hernandez

Do Kataru Xavi wyjechał w 2015 roku, gdy mógł z pełnym przekonaniem powiedzieć, że w FC Barcelonie – a nawet europejskiej piłce – zdobył już wszystko. Potraktował przenosiny do Al-Sadd jako aktywną emeryturę i okres przejściowy pomiędzy lekkim przebranżowieniem. Ostatecznie piłkarzem Al-Sadd była aż przez cztery lata.

Jego przenosiny do ligi katarskiej uznano to za dość oryginalny ruch. W końcu na piłkarską emeryturę większość piłkarzy jego klasy obierała zwykle kierunek amerykański lub chiński. El Maestro obrał inną ścieżkę i po latach okazuje się, że postawił na dobrego konia, bo co miesiąc na konto wpływała niezła sumka, a poza tym mógł spełniać swoje podróżnicze marzenia.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Hiszpan wyjechał do Kataru również po to, żeby powoli przygotowywać się do pracy w roli trenera, o czym świadczyły jego słowa. Od samego początku wychodził ze swoimi rozważaniami bardzo daleko i mówił, że niewykluczone, że kiedyś zostanie nawet selekcjonerem reprezentacji Kataru. Tak się na ten moment nie stało, ale hej, jest przecież trenerem FC Barcelony.

Na boiskach ligi katarskiej w zasadzie robił, co chciał. Rozegrał w niej 80 spotkań, zdobył 19 bramek i zaliczył 23 asysty. Raz wygrał ligę i raz Puchar Emira Kataru (Puchar Kataru). Do pełni szczęścia zabrakło mu zwycięstwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Wraz z Al-Sadd najdalej dotarł do półfinału tych rozgrywek, co mógł nazwać tylko dobrym wynikiem.

Gabriel Batistuta

Słynął z tego, że nie lubił rozmawiać o futbolu, kochał koszykówkę i jako nastolatek marzył o zostaniu lekarzem. Piłkę nożną traktował wyłącznie jako wykonywany zawód, ale każdy pracownik chciałby być tak dobry w swojej profesji, jak genialny Argentyńczyk.

Na europejskich boiskach grał tylko we Fiorentinie, Romie i Interze. We Włoszech stał się legendą. W barwach Fiorentiny Batigol ustanowił rekord zdobycia minimum jednego gola w pierwszych jedenastu meczach sezonu. We Włoszech wygrywał Puchar, Superpuchar (oba te trofea z Fiorentiną) i mistrzostwo Włoch (z Romą), raz został królem strzelców Serie A i aż pięć razy przekraczał barierę 20 bramek w tych rozgrywkach.

Ostatni rozdział swojej bogatej kariery napisał za namową ojca w Al-Arabi. Zdrowie Gabriela Batistuty od wielu lat pozostawiało wiele do życzenia, więć przenosiny do mniej wymagającej ligi wydawały się rozsadnym posunięciem. Jednak nawet to nie pomoglo w ukorzeniu cierpienia. W okresie gry na azjatyckich boiskach już same jednostki treningowe generowały katusze.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Na boiskach ogórkowej ligi nadal czarował, ale była to tylko dobra mina do złej gry. Co z tego, że został tam królem strzelców ligi katarskiej w sezonie 03/04 (występował tam od 2003 do 2005 roku), skoro był już w zasadzie na granicy wytrzymałości. Chwilę po zawieszeniu kariery cierpienia Argentyńczyka przekroczyły punkt krytyczny. Do tego stopnia, że w akcie desperacji prosił medyków o amputację nóg. Na szczęście lekarze się na to nie zgodzili.

[GABRIEL BATISTUTA – SHOWMAN, KTÓRY NIE LUBI FUTBOLU]

Raul Gonzalez

Po odejściu z Realu grał jeszcze w Niemczech, grał w Katarze i USA, ale zawsze zostanie zapamiętany jako piłkarz Realu Madryt. Kiedyś doskonale umiejętności Raula podsumował Fernando Hierro, mówiąc, że w niczym nie był doskonały, ale we wszystkim bardzo dobry. Szczere do bólu, ale prawdziwe.

W pewnym momencie został w Realu zepchnięty na boczny tor, ale w kolejnych klubach pokazywał, że ma łatwość w zjednywaniu sobie kibiców. Po bardzo udanym pobycie w Schalke udał się na dwuletnią przygodę do Kataru. W barwach Al-Sadd. Spisywał się tam doskonale i dołożył sporą cegiełkę do odzyskania przez Al-Sadd tytułu mistrzowskiego po pięciu latach przerwy. W 2014 ogłosił, że wraz z końcem kontraktu zakończy zawodową karierę, ale ostatecznie skusił się jeszcze na grę dla New York Cosmos.

Samuel Eto’o

Bez dwóch zdań jest jedną z największych legend afrykańskiej piłki, choć na gruncie reprezentacyjnym nigdy nie odniósł sukcesów na miarę swoich oczekiwań i ambicji. Natomiast w futbolu klubowym przez lata pracował na miano specjalisty od potrójnych koron. Takim osiągnięciem mógł się pochwalić zarówno w FC Barcelonie, jak i w Interze.

Ostatnim klubem w jego bogatej karierze był Qatar SC. Trafił do niego, mając za sobą już 38 wiosen i spędził tam jeden sezon. Futbolu na nowo nie wymyślił, ale kilka razy wpisał się na listę strzelców. Rozegrał dla katarskiego klubu 18 spotkań, zdobył sześć goli i zaliczył jedną asystę. Ciekawostkę stanowi fakt, że jego drużynie szło tak kiepsko, że utrzymanie zapewniła sobie dopiero po barażach, które wygrała 1:0 z Muaither SC.

Mario Mandżukić

Chorwat wygrał w piłce prawie wszystko. Scudetto? Czterokrotnie. Mistrzostwa świata? Srebrny medal. Liga Mistrzów? Wygrana. Inne tytuły mistrzowskie? Pięć w Niemczech i w Chorwacji. Kolejne w Katarze. Superpuchar UEFA, Klubowe Mistrzostwo Świata, krajowe puchary. Gdyby Chorwat zdecydował się otworzyć małe muzeum poświęcone swojej karierze, ktoś w Polsce mógłby pomyśleć, że właśnie odnaleziono słynny niemiecki Złoty Pociąg.

Pod koniec kariery uznał, że warto spróbować swoich sił w Azji. W lidze katarskiej nie napisał jednak ciekawej historii. Ot. zwykły wpis do CV. Trafił do Al-Duhail na początku 2020 roku i już piątego lipca był wolnym zawodnikiem. Jego historia tam mogła wyglądać inaczej, gdyby nie okres pandemii, który nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł. Przed lockdownem rozegrał siedem spotkać (pięć w lidze i dwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów) i zdobył tylko jednego gola w barwach katarskiego klubu. Potem już nie grał. Przed zakończeniem kariery grał jeszcze w Milanie, gdzie był zmiennikiem i niczego wielkiego nie pokazał.

Marcel Desailly

Mistrz świata, mistrz Europy, dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów – to tylko kilka osiągnięć z kariery Francuza urodzonego w ghańskiej Akrze. Desailly przyszedł na świat w Afryce, ale w wieku czterech lat został adoptowany przez francuskiego dyplomatę i w ten sposób trafił do Europy.

Na Starym Kontynecie grał w takich klubach jak FC Nantes, Olympique Marsylia, AC Milan i Chelsea. Swoją drogą to on w 2003 roku zdobył dla The Blues gola, który zapewnił tej drużynie grę w el. do Ligi Mistrzów, co w konsekwencji skończyło się pierwszym awansem w historii tego klubu. Z czasem jednak jego rola zaczęła się degradować i kwestią czasu było jego odejście.

Po grze w Chelsea przyszła pora na zmianę kontynentu. Francuz jako jeden z niewielu na naszej liście grał aż w dwóch katarskich klubach. W Al-Gharafie był nawet najlepszym strzelcem w zespole, co zważywszy na to, że pod koniec kariery w Europie grał na środku obrony, jest niemałym wyczynem. Wygrał też z Al-Gharafą mistrzostwo Kataru. Jego ostatnim klubem w karierze był Qatar SC. Był zawodnikiem tej drużyny tylko przez cztery miesiące, po czym w 2005 roku w wieku 37 lat zakończył karierę.

Wesley Sneijder

W 2010 roku otarł się o Złotą Piłkę i do dziś wiele osób uważa, że to jemu należała się ta nagroda. Sneijder święcił triumfy z Interem Mourinho, potem jeszcze zaliczył świetny mundial. Jednak Złota Piłka pada łupem kosmicznie bramkostrzelnego Messiego.

Bez dwóch zdań nawet i bez tej nagrody kariera Sneijdera była bardzo bogata. Zakończył ją w Al-Gharafie po przejściu z OGC Nice. Ta decyzja okazała się rozsądnym posunięciem. Regularnie pełnił w katarskim klubie rolę kapitana i był dyregentem swojej drużyny. Pierwszy sezon był w jego wykonaniu zdecydowanie lepszy, niż drugi, w którym zdrowie zaczęło odmawiać Holendrowi posłuszeństwa.

Summa summarum rozegrał dla tego klubu 27 spotkań, zdobył 16 bramek i zaliczył 6 asyst. 12 sierpnia 2019 roku Sneijder ogłosił swoją decyzję o odejściu z futbolu.

Juninho Pernambucano

Z piłką przy nodze był raczej nieszczególny. Potrafił kopać i nad nią panować, to jasne, ale nazwanie go wirtuozem byłoby nieuzasadnionym nadużyciem. Jak ryba w wodzie czuł się w momencie, kiedy on, albo któryś z kolegów… padał na trawę. Wtedy brał piłkę w ręce, ustawiał ją i strzelał. W tym konkretnym momencie zderzenia stopy z futbolówką czuł się wyjątkowo. Był królem. Królem rzutów wolnych.

Tak sobie myślimy, że to chyba jedyny piłkarz, jakiego znamy, który zbudował swoją markę wyłącznie na biciu rzutów wolnych. Dzięki temu został legendą i Vasco da Gama, i Lyonu. Jak tu się nie zgodzić z tezą, że aby być wyróżniającym się zawodnikiem, wystarczy dopracować do perfekcji zaledwie jedną z umiejętności?

Do ligi katarskiej trafił w wieku 34 lat. Spędził dwa sezony w Al-Gharafie. Już w pierwszym sezonie poprowadził swój zespół do tytułu mistrzowskiego – siódmego w historii klubu. Wygrał też Puchar Kataru i Puchar Ligi. Nie dziwi więc, że został przyznany mu tytuł gracza sezonu. Drugi sezon nie był już tak dobry, ale i tak można powiedzieć, że Brazylijczyk wniósł dużo kolorytu do ligi katarskiej. Łącznie dla Al-Gharafy rozegrał 66 meczów i zdobył 26 bramek. I nie był to jeszcze koniec kariery tego piłkarza, bowiem grał potem jeszcze w New York RB i Vasco da Gama.

James Rodriguez

Kariera Kolumbijczyka mimo wszystko nacechowa jest niedosytem. Wszystko za sprawą wielkiego turnieju z 2014 roku, po którym zrobiło się o nim naprawdę głośno. Wówczas został królem strzelców mundialu w Brazylii i wydawało się, że ma spore szanse, by w kolejnych latach zakotwiczyć w pierwszej piątce najlepszych piłkarzy świata. Tak się jednak nie stało i choć wygrał sporo, to jednak widywaliśmy lepsze kariery.

Do tego stopnia, że James Rodriguez już w wieku trzydziestu lat trafił do katarskiego Al-Rayyan SC. Rozegrał dla tego zespołu 15 meczów, notując przy tym świetne statystyki – 5 goli i 7 asyst. Piłkarz, który kosztował Katarczyków 8 milionów euro, uznał jednak, że chce kontynuować karierę w Europie, gdzie wcześniej reprezentował barwy FC Porto, AS Monaco, Realu Madryt, Bayernu Monachium i Evertonu. Z tego względu od kilku tygodni jest piłkarzem Olympiakosu, dla którego na ten moment rozegrał siedem spotkań, zdobył dwie bramki i zaliczył asystę.

Santi Cazorla

Hiszpan to przykład człowieka, który powinien być wzorem dla każdego, kto zaczyna w siebie wątpić. W pewnym momencie jego rozpędzona do potężnej prędkości kariera wyhamowała. Wszystko za sprawą kontuzji kostki, której nabawił się w meczu towarzyskim z Chile. Następnie z pozoru błahy uraz zaczął się pogłębiać i nie pozwalał Hiszpanowi nawet normalnie funkcjonować, przez co po wielomiesięcznej katordze pożegnał się z Arsenalem i większość ludzi zaczęła go skreślać.

Wydawać się mogło, że Cazorla do formy już po prostu nigdy nie wróci. Że dla przeszło trzydziestoletniego zawodnika jest już za późno na odbudowywanie się i funkcjonowanie na najwyższym poziomie. Jednak Cazorla nie odpuścił i wrócił z dalekiej podróży. Kolejne strony swojej piłkarskiej biografii napisał z wielkim rozmachem. W 2018 roku powrócił do klubu, z którego wypłynął na szerokie wody – do Villarrealu. Znów był wielki i rozegrał dwa genialne sezony, podczas których nawet zaliczył powrót do kadry La Roja, a miał już wtedy 35 lat.

W 2020 roku za namową Xaviego podpisał kontrakt z Al-Sadd, gdzie gra po dziś dzień. Zjada tę ligę bez większych problemów i inspiruje do gry młodzież z tej części świata do zostania zawodowymi piłkarzami. Przy tym zdobywa sporo laurów. Wygrał już między innymi dwa razy mistrzostwo Kataru i dwukrotnie Puchar Kataru. W zasadzie brakuje mu w kolekcji tylko wygranej w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, ale tam zwykle jego Al-Sadd zawodzi, ale dla Cazorli nie ma rzeczy niemożliwych.

CZYTAJ O MISTRZOSTWACH ŚWIATA W KATARZE:

Fot. Newspix

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

9 komentarzy

Loading...