Reklama

Red Bull bez tauryny. Dlaczego zwolniła ekspansja Lipska?

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

17 września 2022, 13:17 • 9 min czytania 5 komentarzy

W ciągu roku Lipsk już dwukrotnie zmienił trenera. Awans do Ligi Mistrzów wywalczył rzutem na taśmę. Jednak co najważniejsze przestał sprawiać wrażenie klubu konkurencyjnego dla czołówki Bundesligi. Co zastopowało ekspansję flagowego projektu Red Bulla?

Red Bull bez tauryny. Dlaczego zwolniła ekspansja Lipska?

Z jednej strony pierwsze zdobyte trofeum w historii – Puchar Niemiec czy półfinał Ligi Europy. Z drugiej zmiany trenerów, strata dyrektora sportowego, czy wielu kluczowych zawodników i poszukiwanie na nowo swojej filozofii. Flagowy projekt Red Bulla w Lipsku nie rozwija się już w tak błyskawicznym tempie. Nie odzwierciedla tego wyłącznie aktualna tabela Bundesligi czy Ligi Mistrzów, ale nastroje, jakie panują wokół klub. Nerwowość, nowe twarze, poszukiwanie stabilności są symbolami zmian, które następują w Saksonii.

RB Lipsk: dlaczego ma problemy?

Mecz 3. kolejki Bundesligi. Lipsk mierzy się z Unionem Berlin na Stadionie przy Starej Leśniczówce. Na trybunach dochodzi do burd. Jednak nie między kibicami dwóch zespół, a w sektorze, na którym zasiadają sympatycy przyjezdnych. Panuje na niej chaos. Fani Byków leją się między sobą, używając wszystkiego, co znajdą wokół siebie. Mikrofony niemieckich telewizji wyłapują wulgaryzmy i wyzwiska, którymi obrzucają się kibice Lipska.

Gówniany start

Absurd. Choć skrajny, to pokazuje wycinek nieporządku panującego w Saksonii bowiem na boisku piłkarze Domenico Tedesco również wyglądali tak jakby zaraz mieli skoczyć sobie do gardeł. Złe wybory, indywidualna gra, niezadowolenie wśród rezerwowych sprawiły, że Union pokonał RB 2:1. O tym jak źle działo się w szatni Lipska świadczy fakt, że wszedł do niej Oliver Mintzlaff. Zwykle stonowany prezes, mówiący, że nie najlepiej zna się na piłce, w tygodniu po spotkaniu z Żelaznymi nie wytrzymał i zdecydował się w niewybrednych słowach ocenić ostatnie występy piłkarzy, którzy nie wygrali żadnego z pierwszych czterech meczów sezonu.

Reklama

Co za gówniany start! – miał powiedzieć prezes do zawodników jak twierdzi „Sueddeutsche Zeitung”. Wszystko odbyło się pod nieobecność Tedesco, którego pozycja była coraz mocniej podkopywana. Coraz większy sprzeciw szkoleniowiec czuł również u swoich podopiecznych. Emil Forsberg głośno wyrażał swoje niezadowolenie z powodu braku gry. Podobne zdanie mieli również inni rezerwowi. Kwestią czasu pozostawało, kiedy Tedesco zostanie zwolniony. Finalnie urodzony we Włoszech 37-letni trener spadł ze stołka po dwóch klęskach z Eintrachtem Frankfurt i Szachtarem Donieck. Zastąpił go były szkoleniowiec Borussii Dortmund i Moenchengladbach – Marco Rose.

Tym samym został piątym trenerem pracującym w Lipsku od momentu odejścia Ralfa Rangnicka z Lipska w lipcu 2020 roku. To właśnie pożegnanie z twórcą piłkarskiego projektu Red Bulla w Saksonii można uznać za wyznacznik początku problemów Byków. Rangnick od 2012 roku tworzył i spajał filozofię budowy klubu. Trafił do niego, gdy ten występował na czwartym poziomie rozgrywkowym. Od razu zdecydował się na rewolucję. Już wtedy RB miało pieniądze, by zatrudniać piłkarzy z przeszłością w Bundeslidze, z czego skrzętnie korzystał. Zupełnie inną wizję miał nowy dyrektor sportowy. Nie postawił na sprawdzone nazwiska, a zawodników, którzy dopiero mieli coś osiągnąć w futbolu. Młodych, głodnych sukcesów, żądnych sławy.

Ostatnia posługa Rangnicka

Zmiana filozofii pozwoliła Bykom opuścić czwarty poziom rozgrywkowy po trzech sezonach. Od razu awansowały również do 2. Bundesligi, a w 2016 roku w końcu wystąpiły w upragnionej niemieckiej elicie. Lipsk doprowadził do tego nie kto inny jak Rangnick, który nie widząc właściwego szkoleniowca na rynku sam zdecydował się poprowadzić zespół do awansu do Bundesligi. W momentach kryzysowych Mintzlaff mógł liczyć na wsparcie swojego nauczyciela futbolu, jak choćby w lipcu 2018 roku po zwolnieniu Ralpha Hasenhuettla, który w drugim sezonie rozczarowująco zajął dopiero szóste miejsce w lidze. Rangnick ponownie zasiadł na ławce rezerwowych, odbudowując zespół i przygotowując drużynę na przybycie Juliana Nagelsmanna. Wywalczenie awansu do Ligi Mistrzów było ostatnią posługą 64-latka.

Od tego momentu stery prowadzenia RB Lipsk przejął Mintzlaff. Rangnick, widząc jak dobrze Byki radzą sobie pod wodzą Nagelsmanna, zakończył oficjalnie pobył w Saksonii w 2020 roku. Obecnie pracuje jako selekcjoner reprezentacji Austrii, a jego droga do kadry wiodła przez Lokomotiw Moskwa i Manchester United. Po jego odejściu droga Byków stała się dużo bardziej wyboista, a Mintzlaff miał coraz większe problemy, by zapanować nad wszystkim, co się działo w klubie.

Mając więcej swobody Nagelsmann zaczął budować zespół na swoją modłę. Przestała mu odpowiadać filozofia RB, opierająca się na agresywnym, eksplozywnym, wysokim pressingu i błyskawicznym przechodzeniu od fazy obronnej do ataku. Byki zaczęły dłużej utrzymywać piłkę. Piłkarze otrzymali większą swobodę decydowania o formie tworzenia akcji ofensywnych. W pełni to zaakceptowali, kończąc sezon jako wicemistrz Niemiec i finalista krajowego pucharu.

Reklama

Brak synergii

Swoją wizję na budowę drużyny miał również dyrektor sportowy Markus Kroesche. 42-latek w 2019 roku przejął obowiązki od Rangnicka. Za jego kadencji do Lipska przyszli tacy zawodnicy jak Christopher Nkunku, Dani Olmo, Dominik Szoboszlai, a drużynę opuścili gracze o wątpliwej jakości, posiadający wysokie kontrakty i równie wysokie roszczenia do gry w pierwszym składzie. Między trójką Mintzlaff – Nagelsmann – Kroesche nie udało się jednak wypracować odpowiedniej synergii. W 2021 roku szkoleniowca podkupiła konkurencja. Wylądował w Bayernie Monachium, który według doniesień medialnych zapłacił od 15 do 25 mln euro. Drugi natomiast został szefem pionu sportowego w Eintrachcie Frankfurt, po tym jak obie strony stwierdziły, że mają odmienną wizję przyszłości klubu, co napisano w oficjalnym komunikacie. Obaj już w pierwszym roku święcili wielkie triumfy. Natomiast Mintzlaff pozostał sam w obliczu konieczności dokonywania kluczowych decyzji.

Bez ogródek dziennikarze „Bilda” zapytali prezesa: – Czy Lipsk się rozpada? Na co 47-latek odpowiedział: – W przeszłości zawsze zmieniali się dyrektorzy, trenerzy i piłkarze. Nie ma się czego obawiać. Choć Mintzlaff miał rację co do naturalnej rotacji, to pewnie niewielu ludzi na jego stanowisku musiało sobie w ciągu jednego lata poradzić z zastąpieniem kluczowych ludzi w trzech obszarach. Oprócz straty trenera i dyrektora sportowego Lipsk opuścili jeszcze dwaj środkowi obrońcy Dayot Upamecano i Ibrahima Konate, a także mózg środka pola – Marcel Sabitzer.

Na ławce prezes zdecydował się postawić na sprawdzonego człowieka Jesse’ego Marscha. Amerykanin już wcześniej pracował w Lipsku jako asystent Rangnicka. Osiągał zadowalające wyniki w Salzburgu, co miał przenieść do Lipska. Nadzieje szybko się rozwiały. Szkoleniowiec nie był w stanie zawładnąć szatnią, nad którą wielkie piętno odcisnął Nagelsmann. Nie zdołał powrócić do redbullowej filozofii gry. Można było zauważyć bunt i brak zgody na zmianę systemu, który wymagał od piłkarzy większego wysiłku niż wcześniejszy pomysł 35-latka.

Bunt w zespole

Musimy pozwolić piłce poruszać się po boisku, a sobie dać trochę powietrza, gdy jej nie mamy, by wyprowadzić kolejny atak – buntował się mówiąc po jednym z meczów Kevin Kampl. – Mamy skład na pierwszą trójkę, czwórkę ligi, a gramy katastrofalnie. Rozpoczęliśmy sezon z dużymi nadziejami, ale okazało się, że dopasowanie między trenerem a drużyną nie jest idealne, co oczywiście jest naprawdę rozczarowujące – mówił dla DAZN i Sport1 Mintzlaff.

Przygoda Marscha w Lipsku skończyła się już w listopadzie jako druga najkrótsza niedługiej historii klubu i najgorsza pod względem średniej liczby punktów zdobywanych na mecz. Tymczasowo zastąpił go przesiąknięty filozofią Red Bulla Achim Beierlorzer. 54-latek dokonał jednak znaczących zmian w ustawieniu, co przyniosło mu zwycięstwo nad Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Niemieckie media rozpisywały się o świetnych decyzjach szkoleniowca, ale prezes nie zamierzał korzystać z tymczasowych rozwiązań. Znowu zadecydował po swojemu, wybierając Domenico Tedesco.

Urodzony we Włoszech szkoleniowiec zaprowadził porządek w defensywie. W pierwszych 23 meczach poniósł zaledwie dwie porażki, tracąc tylko 0,74 bramki na spotkanie. Kłopoty zaczęły się pojawiać, gdy przestały być widoczne efekty i automatyzmy wprowadzone przez Nagelsmanna, a zaczęły dominować rozwiązania wprowadzone przez Tedesco. Drużyna nie miała jednego pomysłu. Zaczęły dominować indywidualności.

Wielkie ego

Być może skład jest za dobry. Widzę mnóstwo zawodników z dużym ego. Wielu z nich jest niezadowolonych. Piłkarze nie dążą do tego, by być jednością na boisku, a walczą ze sobą. Nie możesz wygrywać meczów w taki sposób – ocenił Lothar Matthaeus w telewizji Sky.

Po finalnie udanym sezonie zakończonym pierwszym zdobytym w historii trofeum – Pucharze Niemiec, półfinale Ligi Europy i awansie do Champions League, Tedesco musiał przygotować zespół do kolejnego jeszcze trudniejszego sezonu mundialowego. Mintzlaff – bo nie dyrektor sportowy, którego nie zatrudnił po odejściu Kroeschego – zapewnił mu odpowiednie warunki do pracy. Zatrzymał najlepszych piłkarzy, którzy byli już gotowe do wyjazdu jak Nkunku, Konrad Laimer czy Josko Gvardiol. Do tego pozyskał Timo Wernera, Davida Rauma czy Xavera Schlagera. W Saksonii pojawił się prawdziwy gwiazdozbiór, którzy wobec przejściowego sezonu w Monachium mógłby na papierze rzucić wyzwanie Bayernowi. Tedesco nie potrafił jednak zrobić z niego drużyny.

W mediach Mintzlaff wychwalał swoje zasługi, że zatrzymał największe gwiazdy, wzmocnił zespół. Zapewnił wszystkie narzędzia potrzebne trenerowi. Mówił również, że wierzy w Tedesco. Natomiast z drugiej strony podkopywał jego autorytet, wchodząc do szatni pod jego nieobecność, by rozmówić się z zawodnikami po słabym początku sezonu.

Dwie twarze

To był słaby początek w naszym wykonaniu. Rozpoczęliśmy sezon pełni entuzjazmu po wygraniu DFB Pokal. Czujemy, że za nami przyzwoite okno transferowe. Udało nam się zatrzymać Christophera Nkunku. Spędziliśmy dużo czasu, próbując pozyskać Davida Rauma. Następnie otworzyliśmy drzwi na powrót Timo Wernera. Konni Laimer wciąż tu jest. Mamy silny zespół. Nie znajdujemy się w kryzysie, jak niektórzy sugerują. Domenico robi świetną robotę. Krytyka, jaka spadła na drużynę z mojej strony nie dotyczyła wyłącznie jego, ale całego zespołu, który w moim odczuciu nie dał z siebie 100 proc. Nic nie zostało naruszone w moich relacjach z trenerem – powiedział na łamach Leipziger Volkszeitung prezes klubu.

Tak brzmiała oficjalna wersja do mediów. Tę nieoficjalną zdradziło „Sueddeutsche Zeitung” opisując furię, w jaką wpadła w szatni Mintzlaff, mówiąc o gównianym starcie w wykonaniu Byków. Nawet Werner ocenił, że mimo tak słabego początku, to były bardzo ostre słowa. Jak się okazało, górę w poczynaniach prezesa wzięły jego zakulisowe gierki i mimo „pełnego poparcia” dla Tedesco zwolnił go po meczu z Szachtarem Donieck.

Jest to już czwarta rotacja od momentu samodzielnej pracy Mintzlaffa. Od sierpnia 2020 roku w Lipsku pracowało już pięciu trenerów. Średni czas ich pobytu na ławce Byków wynosi pięć miesięcy, czyli trzykrotnie mniej niż w okresie od początku istnienia klubu, aż do końca ery Rangnicka. To pokazuje, że Mintzlaff, który lata temu rozkochał się w biegach długodystansowych, w swojej pracy przyjął inną strategię. Strategię krótkodystansową, częstej rotacji. Choć przyniosła ona pierwsze trofeum w historii, to nie daje poczucia, że Lipsk jest w stanie nawiązać walkę z Bayernem Monachium o mistrzostwo Niemiec. A przecież takie wrażenia towarzyszyły klubowi po awansie do Bundesligi.

WIĘCEJ O NIEMIECKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Bellingham pokazał, kto ma cojones. Real przypieczętował mistrzostwo w El Clasico!

Szymon Piórek
14
Bellingham pokazał, kto ma cojones. Real przypieczętował mistrzostwo w El Clasico!

Niemcy

Hiszpania

Bellingham pokazał, kto ma cojones. Real przypieczętował mistrzostwo w El Clasico!

Szymon Piórek
14
Bellingham pokazał, kto ma cojones. Real przypieczętował mistrzostwo w El Clasico!

Komentarze

5 komentarzy

Loading...