Reklama

Panowie, zróbcie to jeszcze raz! Polscy koszykarze zagrają z Francją o finał

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

16 września 2022, 09:22 • 6 min czytania 20 komentarzy

Biało-Czerwoni pokazali się jako zespół, który potrafi zatrzymywać najlepszych graczy rywali. I to w teorii bez wielkiej gwiazdy po swojej stronie, choć można też powiedzieć, że na taką wyrósł ostatnio Mateusz Ponitka. Polscy koszykarze już dokonali na Eurobaskecie wielkich rzeczy – a dzisiaj zmierzą się z Francją (17.15). Co ich czeka i jak znaleźli się w tym punkcie?

Panowie, zróbcie to jeszcze raz! Polscy koszykarze zagrają z Francją o finał

Jak do tego doszło?

Osoba, która o wynikach polskiej kadry usłyszała niedawno, może zadać sobie pytanie: jak to w ogóle się stało, że nasi koszykarze zaszli tak daleko? I cóż, najprostsza odpowiedź brzmi: nikt tego nie wie. Bo patrząc na czysto sportowy potencjał, polski zespół nie miał prawa wygrać w ćwierćfinale mistrzostw Europy ze Słowenią. Ba, na dwadzieścia meczów z tym rywalem przegrałby zapewne dziewiętnaście.

Trzeba jednak zaznaczyć, że praca, jaką wykonała nasza drużyna oraz trener Milicic, była rewelacyjna. Przede wszystkim: Biało-Czerwoni znakomicie radzą sobie ostatnio z gwiazdami drużyn przeciwnych. To duży postęp w porównaniu do lipcowego spotkania eliminacji do MŚ z Niemcami, w którym Dennis Schroder „ukąsił” polską ekipę na 38 punktów.

Już podczas Eurobasketu nasz zespół znakomicie uporał się z Denim Avdiją z Izraela, który zakończył starcie z Polakami z zaledwie… 3 oczkami. Ponitka i spółka wyłączyli też z gry Worthy’ego De Jonga z Holandii (8 punktów) oraz Swiatosława Michajluka z Ukrainy (12 punktów, tylko 4 trafione rzuty na 14).

Reklama

Zatrzymanie tego ostatniego było oczywiście kluczem w wywalczeniu awansu do ćwierćfinału Eurobasketu. Polacy kryli lidera Ukraińca na bliskim kontakcie, tak, żeby nie mógł łatwo rzucać za trzy. Tym samym otwierali mu opcję minięcia obrońcy i wchodzenia pod kosz, ale – jak się okazało – Michajluk nie był w stanie tego zbytnio wykorzystywać. Taktyka Milicica popłaciła.

Największym sukcesem Biało-Czerwonych było oczywiście sprawienie, że Luka Doncić wyglądał jak śmiertelnik. Jeden z najlepszych koszykarzy na świecie nie błyszczał na tle naszego zespołu, ba, rozegrał po prostu kiepskie spotkanie (14 punktów przy 15 rzutach). Dużą rolę odegrały problemy zdrowotne Słoweńca, który przyznał, że musiał ratować się w trzeciej kwarcie zastrzykiem ze środkiem przeciwbólowym. Ale Polaków i tak nie można nie docenić.

Michał Sokołowski – to zawodnik, który odpowiadał za krycie Doncicia. I wykonał świetną robotę. Nie nabierał się na jego zwody, nie dawał mu się łatwo mijać. Przy tym grał na tyle fizycznie, na ile mógł. W odpowiednich momentach inni koszykarze przychodzili mu z pomocą, podwajając Słoweńca. Albo „atakując” go po drugiej stronie parkietu akcjami jeden na jeden (tu trzeba pochwalić Ponitkę).

Co jeszcze było decydujące w grze oraz ostatnich meczach Polaków? Choćby ograniczenie strat. W pierwszej połowie ze Słowenią zgubili piłkę tylko trzy razy (w całym meczu dwanaście, ale to wciąż mniej od rywali). Z Ukrainą strat było natomiast łącznie dziesięć.

Wiele można też powiedzieć o świetnym przygotowaniu fizycznym (Polacy nie gasną w końcówkach spotkań, ale je wygrywają), indywidualnych błyskach AJ Slaughtera, który potrafi zrobić coś z niczego, skuteczności Balcerowskiego (trafił 32 z 42 rzutów za dwa!), czy pozytywnych występach zmienników (Jarosław Zyskowski oraz Aleksander Dziewa byli świetni przeciwko Słowenii).

Reklama

Ostatnich zwycięstw nie byłoby jednak gdyby nie kapitan reprezentacji.

Ponitka, czyli lider i… przyszły gracz NBA?

– Niesamowity mecz. Grałem przeciwko niemu kilka razy, jest świetnym zawodnikiem, świetnym liderem. Nie jestem menadżerem, lecz zawodnikiem, ale on prawdopodobnie jest graczem na miarę NBA – mówił na konferencji prasowej o Mateuszu Ponitce Luka Doncić.

Te słowa odbiły się sporym echem i skłoniły kibiców do dyskusji. Słoweniec odpowiadał co prawda na pytanie polskiego dziennikarza dotyczące Ponitki, w jego wypowiedzi musiała być więc szczypta kurtuazji.  Ale nie ma co ukrywać, że Mateusz zrobił w środowym spotkaniu wrażenie nie tylko na polskich fanach, a również na tych z całego świata. A także zapewne paru skautach. Nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach otrzyma zapytanie z NBA. Jednak z drugiej strony: to 29-letni koszykarz, który nie jest obcy „wyławiaczom” talentów, występuje na międzynarodowej scenie od wielu sezonów. Na dodatek – na ogół przeciętnie rzuca za trzy.

Ponitka nie wpisuje się zatem ani w obraz „młodego, zdolnego” gracza, ani idealnego zadaniowca, który grozi trójką. To może zablokować mu drogę do najlepszej ligi świata. Ale bylibyśmy zdziwieni, gdyby po upływie trzymiesięcznego kontraktu z UNAHOTELS Reggio Emilia, Polak nie znalazł zatrudnienia w czołowej drużynie Starego Kontynentu. Jest też zresztą opcja, że Polak w ogóle we Włoszech nie zagra, bo ktoś wpłaci jego stosunkowo niewysoką klauzulę wykupu (jak podało TVP Sport – 25 tysięcy euro).

Co jeszcze możemy powiedzieć o polskim koszykarzu? Imponują spokój i pewność siebie, jakie prezentuje na parkiecie. Trafia ważne rzuty w końcówkach. Dyryguje grą Biało-Czerwonych jak profesor (jest dziewiątym asystentem Eurobasketu, mimo tego, że nie gra na pozycji rozgrywającego). Jest liderem i kapitanem pełną gębą, co widać w wypowiedziach jego kolegów z reprezentacji.

Wokół jego osoby było w ostatnich miesiącach pełno kontrowersji, ale teraz sprostał, ba, przerósł rolę, jaką powierzył mu trener na trwający turniej.

Jak zatrzymać Francję?

Francja to drużyna, która – podobnie jak Hiszpania – od wielu lat nie schodzi poniżej pewnego poziomu na europejskim czy światowym podwórku. Regułą stało się, że najlepsi Francuzi, grający na co dzień w NBA, nigdy nie odmawiają kadrze. Nie narzekają na zmęczenie sezonem, nie żądają odpoczynku.

Rudy Gobert oraz Evan Fournier – na tej dwójce reprezentacja Trójkolorowych może zawsze polegać. Tak jak przez długi czas polegała na słynnym Tonym Parkerze. Obecnie o jej sile stanowi też dwójka graczy z Euroligi – Guerschon Yabusele (Real Madryt) oraz Thomas Huertel (ostatnio również Real).

Francuzi nie przystępowali do mistrzostw Europy jako główny faworyt (bukmacherzy stawiali raczej na Słowenię, a nawet Grecję oraz Serbię). W fazie grupowej nie grali też na specjalnie wysokim poziomie. Musieli uznać wyższość Niemców, zostali też znokautowani przez Doncicia, który rzucił mi 47 punktów. Ich zmorą były straty (najwięcej w całym turnieju) oraz nieco zardzewiała ofensywa, która opiera się w dużej mierze na tym, czy akurat Evan Fournier ma dobry dzień.

Zespół Trójkolorowych pokazał jednak, że potrafi walczyć. Przechylił na swoją korzyść grupowe spotkanie z Litwą, a także oba mecze pucharowe. W 1/8 finału Francuzi przegrywali z Turcją dwoma punktami na kilka sekund przed końcem, ale udało im się doprowadzić do dogrywki i wygrać. W ćwierćfinale powtórzyli ten wyczyn. Włosi na szesnaście sekund przed końcową syreną prowadzili 77:75 ale ostatecznie przegrali w dogrywce.

W obu przypadkach reprezentacji Francji pomagali rywale – bo Cedi Osman oraz Simone Fontecchio mogli zamknąć mecz, tylko spudłowali kluczowe wolne – ale i tak nie można nie docenić jej niezłomności. Co tu dużo gadać – drużyna po takich „przejściach” na pewno nie podejdzie do starcia z Polakami źle przygotowany mentalnie. I raczej nie zlekceważy ekipy Igora Milicicia.

To kolejny zespół, który ma mnóstwo talentu i bardzo dobre warunki fizyczne – opowiadał „Przeglądowi Sportowemu” trener Polaków. – Na pewno Thomas Heurtel i Evan Fournier grają dużo z piłką, wiodą prym w ataku. Natomiast, jeśli się pozwoli Rudy’emu Gobertowi i Moustaphie Fallowi zająć pozycję pod koszem, to będzie duży problem. Musimy grać z nimi na podłodze, a nie w powietrzu. Trzeba wykonać pracę zanim dostaną piłkę.

Trudno nie zgodzić się ze słowami chorwackiego szkoleniowca. Ze Słowenią Biało-Czerwoni obawiali się przede wszystkim Luki Doncicia oraz Gorana Dragicia, a więc graczy obwodowych. Z Francją zagrożenie może natomiast pojawić się w różnych punktach boiska. To nie będzie łatwy mecz. Ponownie: z Francuzami nasz zespół wygrywa pewnie tylko jedno spotkanie na dwadzieścia rozegranych. Ale dzisiaj nie będzie o tym myślał. Tylko wyjdzie na parkiet, aby znowu powalczyć o marzenia.

Początek meczu Polska – Francja dziś o godzinie 17:15.

Fot. Newspix.pl

Czytaj też:

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Inne sporty

Koszykówka

Co dalej z kadrą koszykarzy? „Nikt nie potrafił wygrzebać się z mentalnego dołka”

Kacper Marciniak
5
Co dalej z kadrą koszykarzy? „Nikt nie potrafił wygrzebać się z mentalnego dołka”

Komentarze

20 komentarzy

Loading...