Jedni płakali, drudzy pili piwo. Jak drużyna z Liechtensteinu awansowała do LKE

Szymon Piórek

08 września 2022, 09:45 • 5 min czytania

Reklama
Jedni płakali, drudzy pili piwo. Jak drużyna z Liechtensteinu awansowała do LKE

Polska ma tyle samo przedstawicieli w fazie grupowej Ligi Konferencji, co Liechtenstein. FC Vaduz sprawił jedną z największych sensacji eliminacji, pokonując w nich Rapid Wiedeń. Dokonał tego walcząc w drugiej lidze szwajcarskiej o utrzymanie. Odstępstw od normy jest w tym klubie znacznie więcej. 

Reklama

Kiler: – A „FL”? „FL” nic ci nie mówi? „F”, „L”.

Siara: – „FL”? Aha, że my mamy „PL” na samochodzie to jest, że „FL”, „FL” to jest Księstwo Liechtenstein. Mam nawet takie konto tam, typu zaskórniak, na czarną godzinę.

Łzy, telefony i piwo

Ten popularny dialog z „Kilera” daje przybliżony obraz popkulturowej wiedzy w Polsce o Księstwie Liechtenstein. Rzadko kiedy w naszym kraju jest powód, by mówić o czwartym najmniejszym europejskim państwie. Piłkarze FC Vaduz dali jednak sposobność, by polscy kibice futbolu poznali bliżej klub i jednocześnie realia tamtejszej piłki. W końcu Stolz von Liechtenstein, czyli Duma Liechtensteinu, dokonała tego, czego nie potrafiła Lechia Gdańsk – wyeliminowała Rapid Wiedeń i wystąpi w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy.

Zaraz po spotkaniu nikt w zasadzie nie wiedział, co się stało. W szatni trzech czy czterech zawodników płakało. Inni siedzieli w telefonach, kolejni już pili piwo. A mi właściwie uśmiech nie schodził z twarzy. Dopiero następnego dnia, ja jako Austriak, zobaczyłem w mediach, czego naprawdę dokonaliśmy – powiedział dla Sky Sport Austria Kristijan Dobras, zawodnik FC Vaduz, który dokonał rzeczy niebagatelnej, a mianowicie awansował do fazy grupowej europejskiego pucharu, nie występując na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w żadnym kraju. Mało tego, nie występował nawet w w swojej ojczyźnie, bo Liechtenstein nie ma swojej ligi. Jak w ogóle do tego doszło?

Reklama

Liechtenstein to zaledwie 160 kilometrów kwadratowych powierzchni wciśnięte między Austrię i Szwajcarię w dolinie Renu. Zachodnią granicę państwa wyznacza właśnie ta rzeka, natomiast wschodnią łańcuch Alp. Powiedzieć, że to dość niesprzyjające warunki do uprawiania futbolu, to nic nie powiedzieć. Fakt, że z niespełna 40 tysięcy mieszkańców udało się stworzyć siedem piłkarskich drużyn i tak jest sporym wyczynem. To jednak za mała liczba, by powołać jakąkolwiek ligę, dlatego związek piłki nożnej w Liechtensteinie postanowił pójść drogą niektórych zespołów San Marino i Monaco, które swoje ekipy wysłały do lig we Włoszech i Francji. Ekspatrianci z księstwa występują natomiast w Szwajcarii.

Rekordziści świata

W przeciwieństwie do choćby AS Monaco, FC Vaduz świadomie posiada jedynie „status gościa” ligi szwajcarskiej, co oznacza, że rokrocznie musi uiszczać opłatę członkowską w wysokości 100 tys. euro, nie występuje w Pucharze Szwajcarii i jeśli zdobyłby mistrzostwo tego kraju, to nie wystąpi w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jako gość Fuerstenverein mogą jedynie rywalizować z innymi drużynami z ligi, ale trofea nie są już dla nich przeznaczone. Z drugiej strony w swojej ojczyźnie zdobywają ich aż nadto, natomiast w szwajcarskiej elicie spędzili łącznie tylko pięć sezonów.

Wciąż w Liechtensteinie odbywa się puchar tego kraju. Występuje w nim siedem drużyn, a także ich rezerwy i trzecie drużyny. Wszystko po to, by wypełnić limit 16 miejsc, tworząc autentyczną drabinkę turniejową. Dochodzi wobec tego do sytuacji, gdy Vaduz gra z Ruggell B, natomiast Vaduz B z Ruggell, co stało się w zeszłym roku. Nikogo nie może zatem dziwić, że regularnie po to trofeum sięgają Fuerstenverein. W swojej historii zdobyli już 48 Pucharów Liechtensteinu, co jest absolutnym rekordem świata.

Reklama

Te pseudorozgrywki są utrzymywane przy życiu tylko po to, by co roku Vaduz miał szansę występować w eliminacjach europejskich pucharów. Do poprzedniego roku była to Liga Europy, ale po reformie triumfatorzy krajowych pucharów spadli do Ligi Konferencji, co okazało się przepustką dla klubu z Liechtensteinu do historycznej fazy grupowej. I to w momencie, gdy zespół Alessandro Mangiarrattiego walczy o ligowy byt w drugiej lidze szwajcarskiej, zajmując przedostatnie miejsce.

Wiedeński atak kibiców

– Kiedy mówiliśmy, że chcemy awansować do fazy grupowej, wszyscy się śmiali. A my tego dokonaliśmy. Zupełnie na to zasłużyliśmy. To piękno futbolu i cud, że taki underdog jak my zwyciężył – mówił po awansie Manuel Sutter, napastnik FC Vaduz, co uzupełnił Dobras: – Może awans do Ligi Konferencji obudzi kilka osób i 20 albo 30 z nich przyjdzie na nasz kolejny mecz w niedzielę. 

Akurat z kibicami Vaduz nie ma dobrych wspomnień. Zaraz po końcowym gwizdku sędziego Rede Obrenovicia zawodnicy z Liechtensteinu wpadli w euforię, natomiast kibice Rapidu Wiedeń – w furię. Rzucali w kierunku Fuerstenverein wszystkim, co wpadło im w ręce. Próbowali nawet wbiec na boisko, ale w ostatniej chwili zatrzymały ich służby porządkowe. – Byłem wniebowzięty po wygranej, ale to nie było fajne oglądać tego, co się wydarzyło na murawie zaraz po meczu – opowiadał mediom Dobras.

Vaduz w czwartek rozpocznie rywalizację na trzech frontach. To zupełna nowość dla takiego klubu. Szkoleniowiec widzi w tym spore zagrożenie, ale nie ma obaw, bo Duma Liechtensteinu już jakiś czas temu jako pionier zaczęła testować program Firstbeat Sports, monitorujący potencjał zawodników, ich kondycję i granice fizycznych możliwości. – Zrozumieliśmy, że konkurowanie z większymi i bogatszymi klubami jest wręcz niemożliwe bez odpowiednich danych. Musieliśmy dużo ostrożniej podchodzić do wykorzystywania naszych zasobów ludzkich. Dzięki odpowiednim narzędziom byliśmy w stanie odpowiednio zintegrować otrzymywane informacje z programu i wdrożyć w nasz tryb szkolenia – mówił Harry Körner, trener przygotowania fizycznego, który w Vaduz pracował do 2017 roku a ostatnio związany był z młodzieżowymi reprezentacjami Niemiec.

Reklama

Drugie podejście

To jednak, że Vaduz awansował do fazy grupowej Ligi Konferencji, nie jest jedynie zasługą klubu, ale i całego związku i poświęcenia się innych drużyn. Na mocy współpracy oddają mu co lepszych piłkarzy, a później kluby dzielą się kosztami późniejszych transferów. Dobrym przykładem jest 19-letni Simon Luechinger, którego Duma Liechtensteinu oddała do Eschen/Mauren, ale z racji awansu do LKE, skrócono wypożyczenie bez żadnych konsekwencji.

Od 30 lat niemal nieprzerwanie Vaduz występuje w eliminacjach europejskich pucharów. Wcześniej tylko raz udało mu się przebrnąć fazę eliminacji. W 1997 roku wystąpił w 1. rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko PSG. Wynik dwumeczu 0:7 mówi sam za siebie. Mimo to nikt nie spoczął w kraju w dalszym hołdowaniu pomysłu promocji jednego zespołu.

Zaowocowało to historycznym pierwszym awansem do fazy grupowej. W starciach z AZ Alkmaar, Apollonem Limassol czy Dnipro-1 Vaduz dalej będzie absolutnym outsiderem. Nikt pewnie nie da mu większych szans na pozytywny wynik. Ale podobnie działo się w meczach eliminacyjnych ze słoweńskim FC Koper, tureckim Konyasporem czy austriackim Rapidem Wiedeń.

WIĘCEJ O LKE:

Reklama

Fot. Newspix

Szymon Piórek

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Jan Broda
0
Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Liga Konferencji

Reklama
Liga Europy

Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!

AbsurDB
52
Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!