Wahan Biczachczjan: Nie chcę odchodzić z Legii. Wiem, na co mnie stać [WYWIAD]

Wojciech Piela

07 października 2026, 12:35 • 10 min czytania 9

Reklama
Wahan Biczachczjan: Nie chcę odchodzić z Legii. Wiem, na co mnie stać [WYWIAD]

Wahan Biczachczjan miał w Legii Warszawa być ważną postacią, ale zamiast regularnej gry dostał bolesne zderzenie z własnym zdrowiem. Ormianin właśnie próbuje zamknąć kolejny rozdział kontuzji i wrócić do zespołu Marka Papszuna. Mimo problemów, jego nastawienie pozostaje niezmienne: nie chce uciekać z Warszawy, tylko wreszcie pokazać, na co naprawdę go stać.

Reklama

W rozmowie z nami Biczachczjan opowiada o tym, jak wyglądała jego walka z kontuzją, co zmieniło się w jego grze pod wodzą Papszuna i dlaczego nowy trener wymaga od niego znacznie więcej niż tylko efektownych zagrań pod bramką rywala.

Wahan Biczachczjan: Latem ani razu nie pomyślałem o odejściu

Mówi też o rywalizacji z Michalem Sevcikiem, swoim prawie dwuletnim pobycie w Legii, niedocenianej Ekstraklasie oraz ambicjach, które wciąż ma przy Łazienkowskiej. Zapraszamy!

Jak się czujesz? Ostatnio dosyć rzadko widzimy cię na boisku.

Mam nadzieję, że jestem już na ostatniej prostej, żeby wrócić do treningów i przygotowywać się do meczów. Wierzę, że to już koniec tej przygody z kontuzjami, bo był to dla mnie bardzo trudny czas. Wszystko zaczęło się po tej pierwszej kontuzji, której doznałem jeszcze w meczu z Pogonią Szczecin. Później wracałem do zdrowia i przygotowywałem się normalnie do nowego sezonu. Wszystko było super, bardzo dobrze się czułem. Po meczu z Zagłębiem, przed spotkaniem z Koroną Kielce, miałem już zagrać w pierwszym składzie – pierwszy raz po kontuzji. I właśnie na przedmeczowym treningu znowu poczułem ten sam mięsień, który wcześniej był uszkodzony. Badania wykazały, że doszło do kolejnego urazu.

Reklama

Nie był on tak ciężki jak za pierwszym razem, ale znowu potrzebowałem kilku tygodni przerwy. To był dla mnie bardzo trudny moment, przede wszystkim mentalnie. Czułem się naprawdę dobrze, miałem poczucie, że wróciłem do odpowiedniego poziomu. I nagle znowu wszystko się zatrzymało. Pierwsze dni były bardzo trudne. Później musiałem się jednak pozbierać i walczyć dalej. Zrobiłem wszystko, co mogłem, przy pomocy naszych fizjoterapeutów, lekarzy i trenerów przygotowania motorycznego. Teraz już trenuję na boisku i niedługo mam dołączyć do drużyny. Z tego bardzo się cieszę. Wierzę, że będę coraz bliżej odpowiedniego tempa.

Latem, kiedy byłeś zdrowy, rozmawiałeś z Markiem Papszunem o tym, co musisz poprawić, żeby wywalczyć miejsce w składzie?

Bardzo doceniam trenera. Od początku, kiedy się widzieliśmy, czułem z jego strony wsparcie i energię. Codziennie pytał o moje zdrowie. To naprawdę bardzo motywuje piłkarza, żeby jak najszybciej wrócić na boisko. Od pierwszego dnia z trenerem czułem jego zaufanie. Staram się więc zrobić wszystko, żeby jak najlepiej wrócić.

Na co konkretnie zwracał ci uwagę?

Reklama

Dzisiaj piłka nożna jest bardzo kompleksowa. Nie, że jesteś zawodnikiem ofensywnym i możesz zajmować się tylko ofensywą. Ci muszą wykonywać dużo pracy w defensywie, pressingu i odbiorze piłki. Z kolei od defensywnych coraz częściej wymaga się rzeczy ofensywnych. U trenera Papszuna wszystko jest bardzo kompleksowe. Im więcej grasz, tym więcej rozumiesz i tym lepiej wiesz, czego trener od ciebie wymaga. Nie trzeba codziennie o tym rozmawiać. Wystarczy, że raz jasno ci powie, czego oczekuje, a później musisz to wprowadzać do swojej gry. Czasami jestem dziesiątką, czasami ósemką. Wiem, czego trener oczekuje ode mnie zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Dlatego moim numerem jeden jest teraz po prostu być zdrowym.

Latem ani razu nie pomyślałeś: „Może to jest moment, żeby odejść z Legii”?

Nie. Ani razu. W momencie, kiedy zimą przyszedł trener Papszun, porozmawialiśmy i po tym byłem pewny, że chcę zostać. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. 

Czyli nie miałeś latem zgody na odejście?

Reklama

Nie.

Jeszcze w poprzednim sezonie pojawiały się informacje, że interesował się tobą Noah, ale nie wiadomo było, czy była konkretna oferta. 

Z mojej strony nie rozmawiałem ani z Noah, ani z trenerem, ani z nikim z tego klubu. Coś czytałem w internecie, ale czy to było blisko, czy daleko, czy w ogóle była konkretna oferta – naprawdę nie wiem.

Pytam o to dlatego, że kiedy niemal rok temu Legia grała na wyjeździe z Noah w Lidze Konferencji, to niemal każdy pytał o ciebie. Kiedy wracasz do Armenii, jesteś tam mocno rozpoznawalny? Możesz spokojnie przejść ulicą?

Reklama

Spokojnie mogę wyjść. Bardzo lubię swój kraj, lubię tam żyć i lubię ludzi. Lubię też grać dla reprezentacji. Zawsze cieszę się, kiedy wracam do domu. Mam tam dużo znajomych i przyjaciół. Myślę, że ludzie chcą, żebym tam był.

Wahan Biczachczjan podczas meczu Noah Legia

Biczachczjan nie pomógł Legii pokonać Noah i Legia odpadła z Ligi Konferencji w fazie ligowej.

W poprzednim sezonie ani przez moment nie pomyślałeś, że spadek Legii jest realny?

Reklama

Nigdy. To był bardzo trudny moment, ale nawet wtedy nie dopuszczałem takiej myśli. Powtarzałem sobie: „To nie może się wydarzyć. Nie ma szans”. Ostatecznie udało się wyjść z tej sytuacji. Mam nadzieję, że już nigdy się ona nie powtórzy.

W Legii rywalizujesz między innymi z Michalem Sevcikiem. Jak porównałbyś wasze umiejętności? Jest coś, czego możecie się od siebie nauczyć?

Myślę, że tak. To bardzo dobry piłkarz i bardzo dobry chłopak, mamy ze sobą świetny kontakt. Gramy w podobnym stylu. Też jest lewonożny, dobrze widzi grę, jest kreatywny, potrafi prowadzić piłkę i dobrze rozumie futbol. Rywalizujemy, bo to normalna część piłki nożnej, ale jest to zdrowa rywalizacja. Nie mamy z tym żadnego problemu. Rywalizacja o miejsce w składzie nie jest dla mnie niczym nowym i pewnie nie jest też ostatnim takim przypadkiem w mojej karierze.

Niedługo miną dwa lata, odkąd jesteś w Legii. Jak patrzysz na ten okres? Dużo się wydarzyło.

Reklama

Dużo. Naprawdę bardzo doceniam to, gdzie jestem. Przez ten czas złapałem bardzo dobry kontakt z klubem, jego historią i chłopakami z drużyny. Czuję się tutaj świetnie. Jedyna rzecz, z którą nie mogę się pogodzić i której bardzo żałuję, to mój stan zdrowia. Patrząc na ostatnie lata mojej kariery, rzadko miałem taki okres, w którym przez kontuzje traciłem całe miesiące. To jest dla mnie największa szkoda.

Początek w Legii był dobry. Przyjechałem, zacząłem grać, później grałem mniej, a następnie doznałem kontuzji, przez którą nie byłem w stanie występować. Potrzebowałem czasu, żeby przygotować się do kolejnego sezonu. Później, kiedy trener Iordanescu przyszedł do Legii, miałem bardzo dobry okres. Na początku dużo grałem, potem przestałem, choć wydawało mi się, że prezentowałem ten sam poziom. 

Przyjście trenera Papszuna było dla mnie więc kolejnym nowym początkiem. Pojawiło się dużo pozytywów. Czułem, że jako piłkarz się rozwijam i że wciąż nie pokazałem swojego pełnego potencjału. Wiem, na co mnie stać i co potrafię. Wiem też, że najlepsze lata mojej kariery są jeszcze przede mną. Mam nadzieję, że teraz już wszystko będzie dobrze i będę mógł pokazać, ile mogę dać tej drużynie.

To jest dla ciebie duże wyzwanie mentalne? Pracujesz dobrze, słyszysz pozytywne opinie na treningach, a później siadasz na ławce. Trudno to przetrawić?

Reklama

Na ławce siedziałem właściwie dopiero po pierwszej kontuzji. Wcześniej, kiedy trenerem był Marek Papszun, grałem praktycznie każdy mecz w pierwszym składzie. Po powrocie w dwóch pierwszych spotkaniach tego sezonu wchodziłem z ławki, zaliczyłem asystę i z Koroną miałem już dostać szansę w pierwszej jedenastce. Oczywiście decyzja należy do trenera, ale ja cały czas staram się dawać z siebie maksimum. Taki mam charakter i tak zostałem wychowany. Jeśli dostajesz dziesięć minut, musisz wykorzystać te dziesięć minut tak samo, jakbyś dostał 90. Jeśli dostaniesz 15 minut, musisz coś z nich zrobić. Dzięki temu w kolejnym meczu możesz dostać więcej. A jeśli nie dostaniesz nawet minuty, musisz być przygotowany na kolejny dzień. Każdy dzień jest inny. Nigdy nie wiesz, co wydarzy się następnego.

Wahan Biczachczjan podczas meczu Legia Zagłębie

Biczachczjan asystował przy golu Rafała Adamskiego w wygranym przez Legię meczu z Zagłębiem Lubin (3:1)

Jakie są największe wymagania Marka Papszuna, jeśli porównasz go z poprzednimi trenerami?

Reklama

Przede wszystkim gra defensywna. Zrobiłem z trenerem duży krok do przodu w tym elemencie. Cała drużyna jest teraz bardziej zorganizowana. Każdy zawodnik wie, co ma robić w danym momencie. To jest dla mnie bardzo ważne. Wtedy wszystkim jest łatwiej, bo funkcjonujemy jak jeden mechanizm. Nie może być tak, że jeden zawodnik idzie do pressingu, drugi nie, trzeci też idzie, a czwarty zostaje. Wtedy robi się chaos.

Teraz każdy wie: jeden idzie, drugi idzie, trzeci idzie i cała drużyna pracuje razem. To daje efekty i wygląda na dobrym poziomie. Ta intensywność i pressing to coś, czego wcześniej brakowało w mojej grze. Oczywiście nadal jestem ofensywnym zawodnikiem i chcę strzelać gole, być niebezpieczny i kreować sytuacje. Muszę jednak również wykonywać pracę w defensywie, nie tracąc przy tym swoich najmocniejszych stron.

Twoją mocną stroną są indywidualne akcje i strzały z dystansu. Nie masz czasami wrażenia, że taktyczne ramy mogą cię ograniczać?

Nie. Nigdy nie boję się oddać strzału. Kiedy jestem na boisku, nie boję się podejmować decyzji. Oczywiście wszystko zależy od sytuacji. Jeśli czuję, że to jest odpowiedni moment, robię to, co uważam za najlepsze. Później możesz obejrzeć mecz, przeanalizować sytuację i stwierdzić, że mogłeś zrobić coś lepiej. Ale moim zdaniem najważniejszy jest pierwszy pomysł. Jeśli zaczynasz się zastanawiać, czy strzelać, czy podawać, często na końcu nie wychodzi ani jedno, ani drugie. Lubię być blisko bramki przeciwnika – dostać piłkę i patrzeć na bramkę. Jeśli widzę, że mam trochę miejsca i obrońca pozwala mi uderzyć, to oczywiście chcę z tego korzystać.

Reklama

Jak porównałbyś rywalizację w Pogoni z tą w Legii? Kontuzje są największym problemem, który dotąd ograniczał cię w Warszawie?

W Pogoni też miałem bardzo dobry zespół. To nie tak, że łatwo było tam grać i wskoczyć do składu. Byli tam bardzo jakościowi piłkarze i drużyna, która walczyła o wysokie cele. Każdy przeciwnik bardzo nas szanował. Przyjście do Legii było jednak kolejnym krokiem w mojej karierze. I tak, kontuzje są obecnie największym problemem, z którym się zmagam. Przede wszystkim nie mogłem złapać dłuższego okresu, w którym byłbym cały czas zdrowy. W Pogoni nie miałem takich kontuzji, przez które wypadałem na tak długo. 

Jesteś w Polsce już prawie pięć lat. Jak przez ten czas zmieniła się Ekstraklasa?

Moim zdaniem to bardzo niedoceniana liga. Nawet jeśli przychodzi do niej piłkarz, który wcześniej grał w jednej z pięciu najlepszych lig albo w bardzo dobrym zespole, wcale nie jest mu łatwo od razu wejść do Ekstraklasy i zdobyć 30 bramek. 

Reklama

A gdzie Robert Lewandowski miałby trudniej o gole? W Ekstraklasie czy MLS?

Myślę, że w Ekstraklasie. Każda drużyna ma możliwości, dobrych piłkarzy, dobrych trenerów, stadiony i kibiców. Jeśli klub ma 30 tysięcy ludzi na stadionie, którzy chcą zwycięstwa i dobrego futbolu, to czego więcej może potrzebować piłkarz? Widać też rozwój finansowy. Kluby wydają coraz większe pieniądze na zawodników. To wszystko cały czas idzie do góry. Bukari w Widzewie kosztował pięć milionów euro, a Palma w Lechu cztery. Mam nadzieję, że już w następnym sezonie będziemy mieli polski klub w Lidze Mistrzów. Patrząc na niektóre zespoły, które dzisiaj grają w Champions League, naprawdę nie uważam, że polskie drużyny są od nich słabsze. Moim zdaniem znajdziemy nawet kilka lepszych. 

Od momentu kontuzji w poprzednim sezonie w meczu z Pogonią Biczachczjan zaliczył tylko dwa występy w Ekstraklasie

Reklama

Po dziewięciu meczach Legia ma 19 punktów. To wynik, który zakładałeś przed sezonem, czy nawet trochę lepszy?

Tak, mniej więcej tego się spodziewaliśmy. Oczywiście jesteśmy zadowoleni, będąc w czołówce. Ale patrząc z drugiej strony, mogliśmy mieć jeszcze więcej punktów. To dopiero początek sezonu i przed nami jeszcze bardzo dużo meczów.

Kto będzie waszym najtrudniejszym rywalem?

Dla mnie Lech i Górnik. Ale prawda jest taka, że mistrzostwa nie wygrywa się tylko meczami z Lechem czy Górnikiem. Mistrzostwo wygrywa się również w spotkaniach z drużynami, z którymi teoretycznie powinno być łatwiej. Jedziesz do Radomia, grasz z Zagłębiem czy innym przeciwnikiem i też musisz wygrać. Mamy 17 rywali i każdy z nich będzie chciał nas pokonać. Nie wybiegamy jednak tak daleko myślami. Patrzymy na każdy kolejny tydzień i kolejne wyzwanie.

Reklama

Musimy być przygotowani na każdy mecz i zdobywać jak najwięcej punktów w pierwszej rundzie, żeby później dobrze przygotować się do drugiej części sezonu. Tym bardziej, że dla rywali mecz z Legią to zawsze mecz sezonu. Jeszcze bardziej to zrozumiałem będąc tutaj, w Warszawie. I przede wszystkim potrzebujemy zdrowia – dla chłopaków i dla nas wszystkich. Musimy sobie pomagać. Wierzę, że ten sezon będzie dla nas naprawdę dobry.

Z jakiego wyniku będziesz więc zadowolony na koniec?

Chcę grać w Lidze Mistrzów i wygrać ligę. To moje marzenie. Tego naprawdę mi brakuje.

To realny cel?

Reklama

Do zrobienia.

fot. Newspix

9 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Właściciel Wisły: Działanie Legii uderza w wizerunek polskiej piłki

Jan Broda
59
Właściciel Wisły: Działanie Legii uderza w wizerunek polskiej piłki