Rok temu przypadkowo przejął rolę lidera ekipy Jumbo-Visma i dojechał do mety Tour de France na drugim miejscu. W tym sezonie samotnym liderem też został nieplanowanie. I poszło mu jeszcze lepiej – odsadził nawet Tadeja Pogacara i został zwycięzcą całego wyścigu. A przecież jeszcze kilka lat temu treningi łączył z pracą w fabryce zajmującej się przetwórstwem rybnym. I miał problemy z pokazaniem się wśród juniorów. Od pewnego momentu wszystko jednak – treningi, przygotowania i jego zaangażowanie – się zgrało i zaczął iść wyłącznie w górę. Dziś jest już bohaterem Danii i światowego kolarstwa. Poznajcie Jonasa Vingegaarda.

Jonas Vingegaard. Chłopak, który pakował ryby do lodu i… wygrał Tour de France

Piłka, badminton i ryby

Gdyby nie kolarstwo, może byłby piłkarzem. Jak większość kibiców z Danii od dziecka śledzi rozgrywki Premier League. Kibicuje Liverpoolowi, bywał nawet na Anfield, dopingując zespół z trybun. Sam trenował piłkę, ale niezbyt długo. A to przez to, że tata zabrał go kiedyś na wyścig dookoła Danii i młody Jonas zafascynował się kolarstwem. Szybko sam zaczął jeździć na rowerze. Choć dziś twierdzi, że gdyby nie to, to byłby… badmintonistą. – Może nawet zacznę grać w badmintona po kolarskiej karierze – mówił dziennikarzom.

Padło jednak na rower.

Początkowo chciał zostać piłkarzem, ale był bardzo małym dzieckiem. Zabierałem go na Tour of Denmark, wyścig zaczynał się w mieście, gdzie mieszkaliśmy. Wkręcał się w to powoli, ale kochał kolarstwo od samego początku. W pierwszych latach nie było mu łatwo, ale miał potrzebny upór do tego, by próbować dalej – mówili jego rodzice.

Jego pierwszym seniorskim klubem na poziomie kontynentalnym była duńska ekipa ColoQuick, do której dołączył w maju 2016 roku. Miał wtedy 19 lat i niemal natychmiast na drugim miejscu ukończył wyścig Tour of China. Co imponowało, bo swoją karierę łączył wtedy z… pracą w fabryce przetwórstwa rybnego. Ponoć – choć on sam twierdził, że o tym nie słyszał – został mu z tamtego okresu przydomek „Rybak”

Firma kupowała złowione już wcześniej ryby. Musieliśmy je pokroić i przygotować na sprzedaż. Ja zajmowałem się ich wkładaniem do lodu albo ich przygotowywaniem do pokrojenia – wspominał. Z kolei jego rodzice dodawali: – Tamten okres wiele powiedział mu o prawdziwym życiu. Jak trzeba pracować, wstawać rano. Kiedy jesteś młodą osobą, musisz choć przez chwilę być normalnym, poznać pracę. Nie musisz już wtedy przechodzić na profesjonalizm. Najpierw dobrze poznać pewne zasady i nauczyć się korzystać z dnia.

Jonas uczył się tego w praktyce. Do pracy wstawał często przed świtem, czas spędzał w niej do południa. Potem chwilę odpoczywał i szedł na kilkugodzinne treningi. Sam przyznawał, że nauczył się dzięki temu planować dzień, żyć według ustalonego rytmu, co dla sportowca jest bardzo ważne. – Wcześniej nie byłem jednym z gości, którzy trenowali na maksa, czasem sobie odpuszczałem. Gdy chodziłem do pracy, to się zmieniło, zacząłem do tego inaczej podchodzić – wspominał.

Nie był zresztą pierwszym kolarzem z Danii, który obrał taką drogę. Dokładnie w tej samej fabryce pracował na początku swojej kariery Michael Valgren, zawodnik ekipy EF Education-EasyPost, były triumfator Amstel Gold Race.

Pracowałem tam codziennie od 6 do 11 rano. Jonas miał podobne godziny, myślę, że dla niego było to jednak zbyt wczesne wstawanie. Potem za sprawą mojego kolegi znalazł inną pracę, ale też w branży rybnej. Musiał skanować pudełka z rybami. Może nie była to idealna praca dla kolarza, bo wymagała stania godzinami w zimnym pokoju, ale była niezła dla uzyskania środków na życie i uprawianie sportu – wspominał Valgren.

Praca w fabryce nauczyła Jonasa, że rytm dnia jest niesamowicie ważny dla zawodowego kolarza. Pokazała, jak istotna jest punktualność. Poznał dzięki niej planowanie treningów i całych dni. Wszystkiego tego wyuczył się w ten sposób, zanim jeszcze poszedł do dużego zespołu – mówił dziennikarzom z kolei Christian Andersen, jeden z dyrektorów ekipy ColoQuick.

W dodatku Jonas pokazał jeszcze jedno – że skoro w takich warunkach jest w stanie się rozwijać, to tkwi w nim wielki talent. Zresztą co do tego nie było ponoć wątpliwości od samego początku.

Urodzony góral

To moja siła. Taktyka. Potrafię znaleźć właściwy moment do ataku, nie zużywam sił na łatanie dziur. To ryzyko, ale kiedy się udaje, mam sporą szansę wygrać cały wyścig – to słowa Jonasa Vingegaarda sprzed nieco ponad roku. Dla wielu osób nie była to jednak nowość. O tym, że Duńczyk ma doskonały zmysł taktyczny, ale też świetnie radzi sobie w górach, przekonywali się już jego trenerzy w juniorskich zespołach.

Początkowo wcale nie było to jednak tak oczywiste. Jonas był małym nastolatkiem, miał problem z utrzymaniem się na kole rywali, którzy szybciej „zmężnieli”. Po juniorskich latach zresztą też nie od razu pokazał się z najlepszej strony. Początkowo przechodził przez wszystkie kolarskie poziomy, w Danii pogrupowane od C do A, mimo że wielu jego kolegów trafiło od razu do najwyższego i jeździło w większych wyścigach.

Jonas faktycznie był niewielkim gościem, do tego takim, który nie mówi dużo. Robił jednak to, co mu kazaliśmy i nigdy nie narzekał. Miał jeden cel – zostać profesjonalnym kolarzem. W juniorach wydawało się, że może mieć z tym problem przez swoje „rozmiary”. Nigdy nie był kimś, kto wygrałby dziesięć wyścigów w roku. Niczego mu nie podarowano. Na swoje miejsce ciężko pracował – opowiadał Christian Moberg, trener i kolega klubowy Jonasa z Odder Cykel Klub, gdzie Vingegaard trafił w 2014 roku.

Rok później pokazał, że może i jest mały, ale wytrzymałość ma nieziemską.

Wszystko działo się w trakcie Hammel Grand Prix, jednego z niewielu wyścigów w Danii z faktycznie wymagającymi podjazdami. Jonas go wygrał. Imponował też na obozach w Hiszpanii. – Gdy tylko trafialiśmy na trudne podjazdy, od razu widać było, jak dobry jest. Na treningach w górach to on narzucał najwyższe tempo – wspominał Moberg. A sam Vingegaard opowiadał na początku swojej profesjonalnej kariery, że czuł, iż musi się jakoś pokazać. A jazdę po górach uwielbiał i świetnie się w nich czuł. Więc z tego korzystał.

Już w tamtym okresie, według przeprowadzanych w klubie badań, wychodziło, że Vingegaard nie miałby wielkiego problemu z tym, by poradzić sobie z podjazdami obecnymi choćby na trasie Tour de France. Jego duńscy trenerzy i eksperci z tego kraju mówili, że nigdy nie widzieli czegoś podobnego. Nawet u Jakoba Fuglsanga, do którego często go porównywano, a który przez lata był niespełnioną nadzieją swojej ojczyzny na zwycięstwo w Wielkim Tourze.

W marcu 2018 roku Jonas po raz pierwszy przyciągnął uwagę ekip z najwyższego poziomu. Był wtedy na obozie treningowym w Hiszpanii, jednego dnia razem z kolegami wyjeżdżał pod Coll de Rates, jeden z najsłynniejszych „testowych” podjazdów w kraju. I pobił rekord – 6.5 kilometra pod górę pokonał w 13 minut i 2 sekundy, o 12 sekund szybciej niż najlepszy do tamtej pory Tejay van Garderen.

Nie byłem tym specjalnie zaskoczony. Dla Jonasa otworzyło to jednak drzwi w wielu ekipach z World Touru, przybliżyło go to znacznie do podpisania umowy z Jumbo-Visma, gdzie potem faktycznie trafił – mówił Christian Andersen. Holenderski zespół skontaktował się z Vingegaardem jeszcze w tym samym miesiącu. I choć Duńczyk miał propozycje z wielu innych ekip, to Andersen przekonał go, że w Jumbo dostanie najlepsze warunki do rozwoju.

Postawił więc na nich. Dziś z pewnością nie żałuje.

Zżerały go nerwy

Na najwyższym poziomie po raz pierwszy pokazał się z doskonałej strony… w Polsce. To było Tour de Pologne z 2019 roku, wygrał trudny, przedostatni etap z metą w Kościelisku, przejmując przy okazji koszulkę lidera wyścigu. Taki wynik w jego pierwszym sezonie w World Tourze imponował, a on sam był niesamowicie szczęśliwy.

To dla mnie wspaniałe zwycięstwo, fantastyczny dzień. Jestem szczęśliwy i dumny. […] Jutro ostatni dzień wyścigu, wystartuję w nim jako jego lider. Chcę obronić koszulkę. Biorąc pod uwagę to, jak jechałem dzisiaj, myślę, że mam szansę. Zespół nie nakłada na mnie presji. Wciąż jestem młody, chcę spróbować swoich sił. Mam nadzieję, że obronię koszulkę – mówił.

Z jego planów i nadziei nic jednak nie wyszło. Stracił koszulkę, do mety dojechał na dalszym miejscu. Frans Maassen, dyrektor sportowy, opowiadał dziennikarzom, że Jonas nawet na pierwsze obozy treningowe potrafił przyjechać niesamowicie zestresowany. A przed ostatnim etapem Tour de Pologne właściwie nie był w stanie przełknąć czegokolwiek w trakcie śniadania.

Nie miałem ataków paniki, ale to prawda, że czasem nie byłem w stanie nic zjeść. A to złe dla kolarza. Krok po kroku, po trochu, uczyłem się, jak sobie z tym radzić. Dziś wiem, że nerwy nie są niczym złym. W Tour de Pologne mnie pokonały. Nie wytrzymałem presji, myślałem, że muszę wygrać. Nerwowy byłem zresztą zawsze. Nawet w szkole, choć to nie do końca ten sam rodzaj nerwów, co przy okazji kolarstwa. W trakcie pierwszego roku w World Tourze znakomicie radziłem sobie na treningach. Wydawało mi się, że muszę przełożyć to na wyścigi. Jeśli się nie udawało, wszystko uznawałem za porażkę. A to było złe podejście – mówił.

Jonas Vingegaard i Czesław Lang

Jonas Vingegaard i Czesław Lang, organizator TdP, przed ostatnim etapem wyścigu w 2019 roku. Fot. Newspix

Z oczekiwaniami i presją pomogła mu poradzić sobie współpraca z psychologiem, ale też rodzina. Jonas pochodzi ze stosunkowo niewielkiej miejscowości, jego bliscy mówią, że jest gościem, który potrzebuje stabilizacji. Dlatego zresztą do dziś mieszka w Danii. Choć myślał o przeprowadzce do Hiszpanii, zdecydował, że na razie jest na to za wcześnie, woli znajome okolice.

Potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. Jestem osobą, która lubi czuć komfort. Kiedyś łatwo traciłem wiarę w siebie, wystarczała jedna porażka. To się zmieniło, gdy urodziła się Frida, moja córka. Stałem się bardziej dojrzały. Dorosłem. Frida jest dla mnie najważniejsza, dużo istotniejsza od kolarstwa – mówił.

Rodzinę regularnie wymienia wśród czynników, które pomogły mu zacząć odnosić sukcesy. Tym bardziej, że Trine, jego partnerka – starsza o dekadę – z kolarstwem też miała wiele wspólnego. Poznali się w jednym z zespołów, w którym jeździł młody Jonas. Ona pracowała tam jako menadżerka do spraw marketingu. Kolarski świat zobaczyła więc od środka i wiedziała, na co się decyduje, wchodząc w ten związek.

Znała też sławę, a to za sprawą… swojej matki. Rosa Kildahl, bo tak się zwie, zdobyła w Danii popularność, gdy wystąpiła w tamtejszej wersji „The Great British Bake Off”, programu kulinarnego o wypiekach. Dziś ma własny kanał na YouTubie, wydała też autobiografię. Jeszcze dwa lata temu była pewnie bardziej znana od samego Jonasa. A to też zdejmowało z niego nieco presji.

Vingegaard więc dorastał. W 2020 przeżył zupełnie nową przygodę – po raz pierwszy wystartował w Wielkim Tourze. Na hiszpańskiej Vuelcie był głównym pomocnikiem Primoza Roglicia, który wyścig wygrał. A Jonas spokojnie pracował na jego rzecz, doskonale spisując się w tej roli. W cieniu Słoweńca było mu zresztą całkiem dobrze, mógł spokojnie się rozwijać. Z szaleństwem na jego punkcie nieco przyhamowali też duńscy fani, którzy od początku widzieli w nim przyszłego zwycięzcę Tour de France.

Cóż, nie pomylili się. Ale w tamtym okresie Vingegaard potrzebował spokoju. To dzięki temu, że wtedy go otrzymał, w kolejnym sezonie stał się jedną z gwiazd światowego kolarstwa.

Ambicje

W końcu przyszedł 2021. Rok zaczął wtedy etapowym zwycięstwem na Jebel Jais, 21-kilometrowym podjeździe na trasie UAE Tour. Potem wygrał w Coppi e Bartali, wyścigu niższej kategorii, i zajął drugie miejsce w Vuelta a Pais Vasco, przegrywając tylko z… Primozem Rogliciem. Najważniejsza informacja przyszła do niego jednak 26 kwietnia. Gdy Tom Dumoulin wziął sobie przerwę od kolarstwa, Jumbo-Visma zdecydowała się dać jego miejsce w składzie na Tour de France właśnie Jonasowi.

I to tam się wszystko zaczęło.

Do Francji jechał jako pomocnik Roglicia. Już samo to było dla niego spełnieniem marzeń. Jego rola szybko jednak została zweryfikowana, gdy na jednym z pierwszych etapów Słoweniec poważnie poturbował się w kraksie. Obrażenia sprawiły, że po kilku etapach wycofał się z wyścigu. Jonas został liderem zespołu. I wywiązał się ze swojej roli wprost znakomicie.

Od razu rozmawialiśmy o tym z zespołem. Wiedziałem, że jestem w dobrej formie, zespół też to wiedział. Powiedzieli mi, że moje wyniki z treningów mówią, że mógłbym powalczyć o podium. Choć jazda na treningu to oczywiście coś zupełnie innego od jazdy w Tourze. Pierwsze dni w roli lidera były dla mnie niezwykle trudne. Bardzo się denerwowałem, czułem się inaczej, niż na jakimkolwiek z poprzednich wyścigów – mówił Duńczyk.

Ze stresem sobie poradził. I faktycznie stanął na podium. Lepszy od niego w całym wyścigu okazał się tylko Tadej Pogacar. Vingegaard mógł za to zapisać w swoim CV, że był jedynym zawodnikiem w tamtym Tour de France, któremu udało się oderwać od lidera – na podjeździe pod Mont Ventoux jechał z taką mocą, że Tadej nie wytrzymał. W swoim drugim Wielkim Tourze w karierze zajął więc drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, a do tego kilkukrotnie finiszował na podium.

Nigdy nie spodziewałem się takich wyników. Dostałem szansę, skorzystałem z niej. To niesamowite, wciąż w to nie wierzę – mówił Jonas na mecie. A Tadej Pogacar zabawił się wtedy w proroka. I trafił: – Jonas jechał niesamowicie! W przyszłości będzie nawet lepszy. Szybko będzie w stanie wygrać Tour de France. Uwielbiam z nim rywalizować, jest świetnym gościem

Po tamtym Tourze właściwie wszyscy byli pełni uznania dla Duńczyka. Jego dyrektorzy sportowi powtarzali, że pokazał w pełni swój talent i stał się już zawodnikiem na liderowanie w Wielkich Tourach. Szybciej, niż się spodziewano. Jeździł dojrzale, uważnie i był w stanie nawiązywać walkę nawet z niesamowitym Pogacarem. Nic dziwnego, że po tamtym sezonie w kontekście kolejnego mówił już nie o tym, że chciałby w Tour de France wystartować – tym bardziej, że pierwsze etapy rozgrywano w Danii – a o tym, że chciałby jechać tam jako lider.

Może być, tak że w „Wielkiej Pętli” pojedziemy na dwóch liderów. Oczywiście, jeżeli zespół chcę, żebym skupił się na starcie we Vuelcie, to zrobię to, ale dla mnie osobiście byłoby wspaniale pojawić się na Tour de France. Tadej? Oczywiście, wygląda na to, że nie ma złych dni ścigając się na rowerze, ale mam nadzieję, że uda nam się go pokonać. To będzie nasz cel. Tour de France to największy wyścig w sezonie, więc triumf w nim byłby dla nas czymś niesamowitym – mówił.

Ekipa Jumbo-Vismy – bez wątpienia najmocniejsza w peletonie – musiała więc pogodzić ambicje dwóch wielkich kolarzy: Primoza Roglicia i Jonasa Vingegaarda, którzy nagle stali się rywalami do pozycji lidera w Tour de France. Równocześnie byli jednak kolegami, a nawet w mistrzem i uczniem. Bo Jonas nawet po znakomitej dla siebie Wielkiej Pętli powtarzał, że od Roglicia wciąż sporo się uczy. A Słoweniec z kolei chętnie dzielił się wiedzą.

Jednego Primoz nie mógł mu jednak przekazać – jak wygrać Tour de France. Tego nigdy dokonać mu się nie udało i… najpewniej nigdy się nie uda. Bo uczeń w końcu przerósł mistrza i sięgnął po zwycięstwo w największym wyścigu świata. Od teraz to on będzie najważniejszym z liderów.

Cała Dania świętuje

Rok temu doczekał się wielkiego powitania w rodzinnym mieście, które sprawiło, że do oczu napłynęły mu łzy. W tym roku feta będzie dużo bardziej okazała. W kraju o jego sukcesie rozpisywały się wszystkie gazety i portale internetowe, mówiono też o tym we wszystkich telewizjach. Dania na triumfatora Wielkiego Touru czekała od 1996 roku. Wtedy, też we Francji, triumfował Bjarne Riis. Tyle że on po latach przyznał się, że stosował doping.

Był więc kłopotliwym mistrzem. Jonas takim nie jest.

To dlatego osobiście gratulowała mu rodzina królewska. Po 19. etapie, który prowadził obok letniej posiadłości królowej Danii Margrethe (ukłon Francuzów w stronę współorganizatorów tegorocznego Touru) Jonas otrzymał żółtą koszulkę lidera z rąk księcia Joachima, syna królowej. I trudno powiedzieć, który był tym bardziej wniebowzięty. – Musiałem się uszczypnąć, aby uwierzyć w to, co się dzieje, zwłaszcza że moja rodzina przebywa teraz we Francji i mamy wyścig z bliska – mówił Joachim.

Sam staram się brać to na spokojnie, lecz wszystko dzieje się szybko i nagle. W czwartek gratulował mi osobiście prezydent Francji Emmanuel Macron, dzień później zrobił to książę Danii, a w Kopenhadze czeka moja królowa. Jest to niesamowite, lecz wyścig się jeszcze nie skończył, więc nie przesądzajmy niczego, aby nie zapeszyć – mówił sam Jonas, na dwa etapy przed końcem.

W tym samym czasie w Kopenhadze szykowany już ogromną fetę na cześć Vingegaarda, której gospodarzem ma zostać Frederik, duński następca tronu, a przy okazji niezwykle usportowiony gość. Od 2009 członek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, człowiek, który ufundował stypendium nieznanej jeszcze wtedy Caroline Wozniacki, żeglarz, triathlonista, maratończyk i biegacz narciarski. Trudno znaleźć lepszą osobę, która powitałaby nowego triumfatora Tour de France po powrocie do ojczyzny.

O tym, że Jonas wygra, wielu było przekonanych od 11. etapu, z metą na Col du Granon, gdy kryzys przeżył Tadej Pogacar i Vingegaard – wygrywając przy okazji etap – odsadził go o prawie trzy minuty i przejął żółtą koszulkę lidera. Zrobił więc to, czego po nim oczekiwano od chwili, gdy znów w kraksach poturbował się Primoz Roglic i Jumbo-Visma już w pełni postawiła na Jonasa. Rok po roku dostał szansę z tego samego powodu.

Tym razem wykorzystał ją idealnie. W kolejnych etapach doskonale pilnował Tadeja i choć ten zdołał zanotować wielkie etapowe zwycięstwo na Peyragudes (etap 17., ogółem była to jego trzecia wygrana w tegorocznym TdF), to i tam Vingegaard był tuż za nim. Ani na chwilę nie odpuścił, nie popełnił żadnego błędu. Przy tym obaj grali niezwykle fair play, gdy na 18. etapie Pogacar się wywrócił, Jonas na niego poczekał. A potem i tak odsadził o ponad minutę, pieczętując wygraną w całym wyścigu.

Tour już rozstrzygnięty. Pogratulowałem dzisiaj Jonasowi zarówno zwycięstwa etapowego, jak i tego w Tour de France. Myślę, że on wygrał ten wyścig. Pozostał jeden etap, który mogę wygrać i będę próbował. Do samego Paryża będę dawał z siebie wszystko. Jonas był po prostu najsilniejszy i nawet, gdybyśmy jechali w ósemkę [UAE Tour, podobnie jak Jumbo-Visma, stracił po drodze kilku kolarzy z powodu kontuzji, w tym Rafała Majkę – przyp. red.], to ciężko byłoby go pokonać – mówił wtedy na mecie Pogacar.

A Jonas potwierdził swoją wielką formę na kolejnych etapach, w tym jazdy indywidualnej na czas, gdy przegrał tylko z klubowym kolegą, Woutem van Aertem. W wieku 25 lat został zwycięzcą Tour de France. A jeszcze kilka lat wcześniej pracował, pakując ryby do lodu i na treningi jeździł wyłącznie popołudniami.

Jego talent się jednak obronił.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Suche Info
17.08.2022

Marek Papszun: Chyba nie tylko ja stawiam Slavię w roli faworyta

Trener Rakowa na konferencji prasowej przed czwartkowym meczem ze Slavią ocenił szansę swojego zespołu na awans, wskazał faworyta i wskazał mocne punkty Rakowa. Marek Papszun wypowiedział się w następujący sposób: – Nie jesteśmy w tym dwumeczu faworytem, ale będziemy walczyć, aby wejść do fazy grupowej. Byłby to ogromny sukces dla klubu i miasta. W porównaniu do zeszłego roku i dwumeczu z Gentem zrobiliśmy postęp. Jesteśmy teraz lepszą drużyną. Nie tylko przez transfery, ale przede wszystkim […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

QUIZ LIVE OD 20. PACZUL, ROKI, BIAŁEK, GOŁASZEWSKI I SŁAWIŃSKI

Już o 20 wielki powrót Quizu! Quiz na żywo poprowadzi Paweł Paczul, a jego gośćmi będą także Paweł Gołaszewski, Adam Sławiński, Mateusz Rokuszewski i Jakub Białek. Zapraszamy na nasz kanał na YouTube!
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Media: Fabian Ruiz musi dołączyć do PSG

Jak donosi RAI Sport, Napoli przekazało 26-letniemu pomocnikowi informację, iż ten musi zgodzić się na transfer do Paris Saint-Germain. W przeciwnym razie Hiszpan spędzi całą jesień na trybunach. Aurelio De Laurentiis słynie z twardych negocjacji z piłkarzami. Tak jest też i tym razem w przypadku Fabiana Ruiza. O transferze wychowanka Betisu do stolicy Francji mówi się od ponad tygodnia. Teraz jednak Ruiz już nie ma innego wyjścia. Musi opuścić Neapol na rzecz […]
17.08.2022
Brama dnia
17.08.2022

Arda Turan vs Mateusz Cholewiak | BRAMA DNIA

Kto dzisiaj zwycięży w głosowaniu na „Bramę dnia”? Reprezentant polskiej ekstraklasy, czy ówczesny piłkarz Barcelony? Wybór – jak codziennie – zależy tylko od was! Arda Turan vs Sevilla (17.08.2016) Superpuchar Hiszpanii, drugi mecz dwumeczu pomiędzy Barceloną a Sevillą. W pierwszym meczu Katalończycy wygrali 2:0, w drugim, na Camp Nou chcieli dokończyć dzieła. Nie chciało być inaczej. Dwa gole strzelił Turan, jednego blondwłosy wówczas Leo Messi. […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Oficjalnie: Tanguy Nianzou nowym graczem Sevilli

Klub z Andaluzji potwierdził dziś transfer 20-letniego francuza, który dotychczas występował w Bayernie Monachium. Jak można przeczytać na portalu transfermarkt.com, obrońca podpisał umowę do 30 czerwca 2027 roku. Według Florian Plettenberga kwota transferu wynosi 16 milionów euro, plus cztery miliony euro w bonusach. Dziennikarz poinformował również, że mistrzowie Niemiec zawarli w umowie z Sevillą prawo do odkupu młodego piłkarza w przyszłości. Nie podał on jednak informacji, ile wynosi […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

Ligowcu, bierz przykład z Bieszczada i Tobiasza

Dwaj młodzi bramkarze – Kacper Bieszczad i Kacper Tobiasz pokazują, że polski ligowiec wcale nie musi być przezroczystą postacią i odległą gwiazdą z ekranu telewizora. Skracanie dystansu pomaga zyskać przychylność fanów. Przez lata fan polskiej piłki mógł śledzić swoich ulubieńców wyłącznie oglądając mecze. W erze mediów społecznościowych sytuacja zmieniła się diametralnie. Najpierw Facebook, a później Instagram zbliżyły kibica do piłkarza. Wciąż jednak zachowywany był […]
17.08.2022
Kolarstwo
17.08.2022

Mistrzostwa Europy. W kolarstwie i pływaniu medale. Na lekkoatletów czekamy

Mistrzostwa Europy w nowej formule mają zapewnić więcej emocji w tym samym czasie. Dlatego są rozgrywane równocześnie w wielu dyscyplinach i miejscach. W Rzymie na przykład rywalizują pływacy, a w Monachium kolarze torowi i lekkoatleci. Dziś traf chciał, że tylko ci ostatni nie dali nam medali, choć blisko była Ewa Swoboda. Na pływalni po srebro sięgnęła za to Katarzyna Wasick, a na torze popisała się Urszula Łoś, która drugim miejscem w keirinie udanie zamknęła ostatni dzień zmagań […]
17.08.2022
Kolarstwo
05.08.2022

Tour de Pologne. Hayter wygrywa wyścig, Demare ostatni etap

Czesław Lang lubi powtarzać, że Tour de Pologne kreuje przyszłe gwiazdy peletonu. Kto wie, czy te słowa nie sprawdzą się po raz kolejny – zwycięzcą 79. edycji polskiego wyścigu został Ethan Hayter. I owszem, o sporym talencie i możliwościach Brytyjczyka wiadomo od dobrych kilku lat, ale nie zmienia to faktu, że na szosie – bo jest też świetnym torowcem – to dla niego najważniejsze zwycięstwo w karierze.  Zdecydowała czasówka Już przed wyścigiem, patrząc na mapy […]
05.08.2022
Kolarstwo
31.07.2022

Katarzyna Niewiadoma trzecia w kobiecym Tour de France!

Osiem dni zażartej rywalizacji, dwa ostatnie po górach. Tour de France Femmes – pierwsza edycja kobiecego odpowiednika Wielkiej Pętli – dojechała dziś do mety. Wygrała niesamowita Annemiek van Vleuten, ale my i tak możemy świętować – na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej uplasowała się bowiem Katarzyna Niewiadoma. To dla niej i dla polskiego kolarstwa historyczny sukces. A do tego spełnione marzenie. Drugie polskie podium W całej historii polskich występów […]
31.07.2022
Kolarstwo
29.07.2022

Tour de Pologne 2022. Bez Kwiatkowskiego, ale z nadziejami na emocje

Michał Kwiatkowski, który miał być jednym z faworytów do zwycięstwa, ostatecznie w Tour de Pologne nie pojedzie. To nie oznacza jednak, że nie będzie to wyścig wart obejrzenia. Trasa zwiastuje bowiem, że może dojść do wielu przetasowań, a wygrać niekoniecznie musi któryś z faworytów. Do tego Polaków – nawet bez „Kwiato” – będzie naprawdę wielu. Na co zwrócić więc uwagę przy okazji jutrzejszego startu Tour de Pologne? Polacy bez Kwiatkowskiego, ale z nadziejami Problemy Michała Kwiatkowskiego ciągną się od tegorocznego […]
29.07.2022
Kolarstwo
25.07.2022

Jonas Vingegaard. Chłopak, który pakował ryby do lodu i… wygrał Tour de France

Rok temu przypadkowo przejął rolę lidera ekipy Jumbo-Visma i dojechał do mety Tour de France na drugim miejscu. W tym sezonie samotnym liderem też został nieplanowanie. I poszło mu jeszcze lepiej – odsadził nawet Tadeja Pogacara i został zwycięzcą całego wyścigu. A przecież jeszcze kilka lat temu treningi łączył z pracą w fabryce zajmującej się przetwórstwem rybnym. I miał problemy z pokazaniem się wśród juniorów. Od pewnego momentu wszystko […]
25.07.2022
Kolarstwo
13.07.2022

Pogacar jednak jest człowiekiem. Wielka wygrana Vingegaarda na Tour de France

A jednak! Choć zaczynali w to wątpić nawet najbardziej renomowani naukowcy i specjaliści od kolarstwa, to w końu okazało się, że Tadej Pogacar potrafi się zmęczyć. Słoweniec niespodziewanie przeżył na dzisiejszym etapie Tour de France kryzys i stracił żółtą koszulkę lidera. Ta wpadła w ręce jego najgroźniejszego rywala – Jonasa Vingegaarda – który zanotował dziś fantastyczne zwycięstwo. Przede wszystkim jednak zyskał nad Tadejem ponad dwie minuty w klasyfikacji generalnej! I to strata, którą […]
13.07.2022
Liczba komentarzy: 8
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Pdg
Pdg
23 dni temu

W wywiadzie mówił że odpuścił czasowke dla Van Serca w podziękowaniu za prace, a na 2 pierwszych pomiarach czasu miał najlepsze czasy.

Patryk
Patryk
23 dni temu
Reply to  Pdg

No nie wiem, wydaje mi się że jechał na maksa, ale potem był ten zjazd na którym CUDEM nie przypieprzył w skałę i dopiero wtedy wyhamował… Swoją drogą miał sporo szczęścia na tym Tourze, bo dwa dni wcześniej na etapie z metą na Hautacam też się prawie wywalił na zjeździe.
No ale nic a nic mi to nie przeszkadza, Vini to mega skromny i sympatyczny koleś który wszystko wywalczył sobie ciężką pracą dlatego bardzo się cieszę z jego zwycięstwa.

Vinnie9
Vinnie9
22 dni temu

Bardzo dobry artykuł.

Fan Kazimierza D.
Fan Kazimierza D.
22 dni temu

Ale mi ten chłopak zaimponował na XVIII etapie. Pokazał coś, na co nie wielu stać. Pokazał że jest wielkim sportowcem.
Ma klasę wielkiego mistrza.

taksądzę
taksądzę
22 dni temu

Ja wiem,że generalnie sport zawodowy to środki wspomagające,ale kolarstwo jest na tyle na cenzurowanych,że ciężko mi się jest podniecać kolejnymi wielkimi wynikami Pogacara i całej reszty.
Szkoda, bo kolarstwo amatorskie to pewnie najbardziej popularna dyscyplina uprawiana przez Polaków, niestety zawodowe kolarstwo zawodowe niestety jest czystym biznesem i z promowaniem kolarstwa nie ma nic wspólnego. Podzielam zdanie Krzysztofa Wyrzykowskiego,który dość gorzko wypowiada się o obecnym peletonie.

Polecam jeśli ktoś nie słuchał.
https://youtu.be/AQWQZUYrMWI?t=600

taksądzę
taksądzę
22 dni temu
Reply to  taksądzę

Napisałem chaotycznie jak po pijaku,ale sens jest dość klarowny :>

Bax
Bax
22 dni temu

„Chlopak co pakował ryby do lodu” Szczyt dziennikarstwa i poprawnej polszczyzny. Co dziwne, na głównej jest tan strzał w kolano, a po wejściu w artykuł, tytuł jest już poprawnie czyli : ” który pakował ryby…”
Cyrk

Krzyś
Krzyś
20 dni temu

Świetny tekst! Można zrobić update dołączając na końcu filmiki z powitania Vingegaarda w Danii, bo było to coś niesamowitego.