Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Sporo dwucyfrowych dorobków, mało gwiazd. Najlepsi napastnicy Ekstraklasy

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

29 maja 2022, 18:12 • 8 min czytania 8 komentarzy

Ten sezon raczej nie był wielkim popisem ekstraklasowych napastników, mimo że dziesięciu z nich osiągnęło dwucyfrową liczbę trafień (łącznie takich zawodników mieliśmy trzynastu, na czele z Ivim Lopezem).

Sporo dwucyfrowych dorobków, mało gwiazd. Najlepsi napastnicy Ekstraklasy

Odkąd w 2013 roku Robert Demjan sięgnął po snajperskie berło zdobywając zaledwie 14 bramek dla Podbeskidzia, mniej goli niż teraz do uzyskania tytułu króla strzelców wystarczyło tylko w sezonie 2016/17, gdy miejscem na tronie podzielili się Marco Paixao i Marcin Robak (po 18 goli). Z drugiej strony, żaden pomocnik Ekstraklasy w XXI wieku nie zaliczył takiego sezonu, jaki właśnie zaliczył Ivi Lopez. Bardziej więc chwalilibyśmy Hiszpana, niż przekonywali, że miał strasznie słabą konkurencję.

Ranking: najlepsi napastnicy Ekstraklasy 2021/22

Mikael Ishak

Bo aż tak źle nie było. Mikael Ishak do połowy października grał znakomicie, co miało swoje przełożenie w liczbach. Coś się zacięło po zwycięskim meczu na stadionie Legii. Przeciwko Wiśle Płock Szwed wypadł jeszcze bardzo dobrze, choć swojego dorobku nie powiększył. Potem już sama gra wyglądała słabiej. W ostatnich ośmiu meczach rundy jesiennej kapitan “Kolejorza” trafił do siatki zaledwie dwukrotnie, z czego raz z akcji.

Wiosna chwilami oznaczała już walkę z samym sobą. Ishak od początku roku miał problemy zdrowotne i nie przepracował normalnie okresu przygotowawczego. Rundę zaczął od pełnego występu z Cracovią, ale tydzień później nie dokończył nawet pierwszej połowy z Termaliką z powodu urazu łydki. Opuścił spotkanie z Lechią Gdańsk, by wrócić na kluczowe starcie z Pogonią Szczecin i strzelić dwa gole. Następny mecz z Rakowem pokazał jednak, że to ciągle nie jest Ishak w optymalnej formie. I tak to wyglądało przez dłuższy czas. Snajper Lecha pauzował jeszcze ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Płock. Na finiszu pokazał klasę. Swoją grą wciąż nie imponował, ale trafiał w czterech kolejkach z rzędu w decydującym okresie. To on zapewnił zwycięstwa w Gliwicach i w derbach z Wartą. Całościowy wynik (18 goli, 6 asyst) plus olbrzymia praca dla całego zespołu na boisku sprawiają, że wśród napastników nie miał sobie równych.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Flavio Paixao

Wydawało się, że Flavio Paixao powoli będzie już schodził ze sceny. W pewnym sensie faktycznie tak się działo, więcej minut w Lechii rozegrał Łukasz Zwoliński. Na pierwsze konkrety w ofensywie Portugalczyk czekał do 9. kolejki. Gdański weteran ciągle jednak w wielu meczach okazywał się bezcenny dla biało-zielonych. Techniczny kunszt, wrodzona błyskotliwość, chwila nieuwagi przeciwnika i Flavio mógł odbierać gratulacje. W kwietniu przeszedł do historii, stając się pierwszym obcokrajowcem w polskiej lidze, który przekroczył barierę stu goli. Do tego ósmy z rzędu sezon Ekstraklasy zakończył z dwucyfrową liczbą bramek. 10 trafień i 7 asyst przy niecałych 1800 minutach to naprawdę dobry rezultat, zwłaszcza że Paixao nie zawsze był typowym napastnikiem, nieraz musząc sobie szukać miejsca obok Zwolińskiego.

Lider, derbowy kat, profesjonalista. Flavio wszedł do elitarnego klubu „100”

Wiemy już, że następny sezon będzie dla niego ostatnim, potem zakończy karierę. Oznajmił to w połowie maja przy przedłużaniu kontraktu. Ponownie nasuwają się myśli, że Flavio może już odgrywać ważniejszą rolę w szatni niż na murawie, ale nie będziemy w szoku, jeśli i tym razem nas zaskoczy. Pytanie tylko, jak potoczy się jego współpraca z Tomaszek Kaczmarkiem. Po meczu z Termaliką mocno skrytykował przygotowanie fizyczne zespołu, wytykając trenerowi błędy w tym zakresie względem poprzednika. Panowie później sprawę sobie wyjaśnili i Paixao przekroczył barierę stu bramek, ale czy rozwiązano problem stanowiący meritum tego sporu?

Karol Angielski

Karol Angielski rzutem na taśmę znacznie poprawił swoje notowania, strzelając cztery gole z akcji w dwóch ostatnich kolejkach. W jego przypadku ma to olbrzymie znaczenie, ponieważ wcześniej aż 10 razy zdobywał bramki z rzutów karnych (raz na raty). Ten fakt sprawia, że wielu patrzyło na jego statystki z przymrużeniem oka.

On sam po hat-tricku z Wisłą Kraków przekonywał nas, że wykonywanie jedenastek to także duża sztuka. – Ludzie mogą mówić co chcą, ale moim zdaniem trudniej dobrze wykonać rzut karny niż zdobyć trzy takie bramki. Ci, którzy wykonywali jedenastki na trudnych terenach w kluczowych momentach, wiedzą, o czym mówię. Takiego karnego wykorzystać trudniej niż dołożyć sytuacyjnie nogę po dograniu, jakie przy golu na 1:2 posłał do mnie Dawid Abramowicz. Wystarczy spojrzeć na spotkanie Termaliki z Piastem. Piotr Wlazło pomylił się przy wyniku bezbramkowym, mógł zmienić oblicze meczu i jednak nie dał rady. Termalica ostatecznie przegrała i spadła. (…) Wiele razy podchodziłem do jedenastek, gdy był remis lub musieliśmy gonić wynik. Znajdujesz się wtedy pod dużą presją i to bez względu na to, czy grasz na wyjeździe, czy u siebie. Bramkarze z czasem próbują cię coraz mocniej analizować i przewidywać twoje ruchy. Cieszę się, że jak na razie mam stuprocentową skuteczność, bo jednak drugiego karnego z Lechią też zamieniłem na gola, tyle że na raty – argumentował napastnik Radomiaka.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Karol Angielski: Zimą odrzuciłem ofertę z Rosji. Kilka dni później wybuchła wojna [WYWIAD]

Tak czy siak Angielski wreszcie udowodnił, że Ekstraklasa to nie są dla niego za wysokie progi. Wcześniej miał w niej cztery kluby i cztery gole. Dziś po drugim z rzędu udanym sezonie (najpierw trafił 13 razy w I lidze) może przebierać w ofertach. Kontrakt w Radomiu mu wygasa i trudno zakładać, żeby nie skonsumował świetnego dla siebie okresu w lepszym lub przynajmniej bogatszym klubie.

Sekulski, Zwoliński, Zahović i inni – najlepsi napastnicy Ekstraklasy 21/22

Postawa Łukasza Sekulskiego to co najmniej równie duże zaskoczenie jak Angielskiego. Mówimy o zawodniku z trójką z przodu, który podejść do Ekstraklasy miał już kilka i nigdy nie strzelił więcej niż pięć goli w sezonie. Mówimy o zawodniku, którego rok temu pierwszoligowy ŁKS oddawał bez większego żalu. Gdy Sekulski wrócił do rodzinnego Płocka, trudno było nie zakładać, że to ruch na uzupełnienie składu, trochę na łatwiznę. A tymczasem 31-latek rozegrał sezon życia. Szczególnie upodobał sobie dublety, których miał aż cztery. Wiosną nabrał imponującej pewności siebie, co pokazał efektownymi golami z trudnych pozycji z Zagłębiem Lubin i Górnikiem Zabrze. Wcześniej pewnie nawet by takich rzeczy nie próbował.

Łukaszowi Zwolińskiemu już na starcie sezonu wróżyliśmy około piętnastu goli w sezonie, biorąc pod uwagę możliwości ofensywne Lechii i jego rosnącą pozycję w zespole. Nie pomyliliśmy się, skończyło się na czternastu bramkach. Warto podkreślić, że i on, i Sekulski nie wykonywali rzutów karnych. No dobra, Zwoliński raz spróbował, zmarnował jedenastkę w 3. kolejce ze Śląskiem i więcej nie podchodził. Nie znaczy to, że napastnik gdańszczan nie ma prawa odczuwać niedosytu. Zdarzały mu się mecze z kilkoma niewykorzystanymi sytuacjami, problemem były też kłopoty z regularnością. Po dwunastu kolejkach miał na koncie sześć goli, by w następnych jedenastu występach zdobyć raptem jedną bramkę. Później znów przyspieszył (pięć meczów, cztery bramki), a na koniec ustrzelił hat-tricka ze Stalą Mielec. W każdym razie, mając Zwolińskiego i Flavio Lechia nie musi w pierwszej kolejności szukać wzmocnień na puchary w ataku.

Co do postawy Luki Zahovicia, odczucia mamy ambiwalentne. W sezon nie wszedł dobrze, większe zaufanie otrzymał Piotr Parzyszek. On jednak swoich szans nie wykorzystał i Kosta Runjaić postawił mocniej na Słoweńca. Ten od późnej jesieni wreszcie zaczął bronić się liczbami, których dotychczas najbardziej mu brakowało. W październiku i listopadzie w czterech meczach strzelił pięć goli, dokładając jeszcze dwie asysty. Później już tak kolorowo nie było, choć końcowe 11 bramek i 4 asysty to przynajmniej minimum przyzwoitości. Zabrakło jednak większej liczby konkretów w meczach na ostrzu noża. Zahović często grał dobrze, gdy żarło całej drużynie i można było poszaleć (4:1 z Jagiellonią, 5:1 z Lechią, 4:0 z Górnikiem Łęczna), natomiast chyba za rzadko dawał impuls w trudniejszych momentach. Być może brak kogoś tak efektywnego jak Ishak czy Lopez zaważył na tym, że Pogoń znów finiszowała “tylko” na najniższym stopniu podium.

Luka Zahović: – Presja z powodu ojca? Mam dobre życie, nie mogę narzekać [WYWIAD]

Śpiączka, Exposito, Jimenez i inni – najlepsi napastnicy Ekstraklasy 21/22

Bartosz Śpiączka przeżył kolejny spadek w swojej karierze, ale w Górniku Łęczna z tego powodu mogą mieć do niego najmniej pretensji. Jego 11 goli i sporo punktów, które zapewnił, sprawiły, że skromny beniaminek dopiero w przedostatniej kolejce stracił matematyczne szanse na utrzymanie. 30-letni napastnik czasami musiał niemalże dokonywać cudów, żeby coś strzelić, bo na nadmiar sytuacji raczej nie mógł narzekać. Statystyki expected goals pokazują, że praktycznie połowę swojego dorobku uzyskał “ponad program”. Imponował przede wszystkim jesienią, wiosną skończyło się na dwóch golach (w tym przewrotka z Wartą).

Gdybyśmy brali pod uwagę wyłącznie pierwszą część sezonu, Erik Exposito też byłby w rankingu znacznie wyżej. Hiszpan potrafił rozgrywać wtedy kapitalne mecze i ładował gole z bardzo trudnych pozycji. Ukoronowaniem jego wysokiej formy był hat-trick z Wisłą Kraków. Ciąg dalszy znamy: zawirowania z transferem do Chin sprawiły, że na koniec Śląsk nie miał ani pieniędzy, ani napastnika gotowego do grania. Exposito stracił zimowe przygotowania i gdy okazało się, że zostaje, musiał szukać optymalnej dyspozycji z marszu. Nie znalazł, ale jednak bardzo ważne bramki z Wisłą Płock i Pogonią Szczecin zdobył.

Jesus Jimenez znakomicie grał w pierwszych kolejkach i jedną nogą był już w Turcji. Górnik Zabrze w ostatniej chwili zablokował ten ruch. Na początku Hiszpan sprawiał wrażenie, jakby zupełnie się tym nie przejął, ale na dłuższą metę chyba miało to znaczenie. Jimenez przez drugą połowę października i większość listopada prezentował się słabiej, wyglądał na lekko zdemotywowanego. Dopiero pod koniec rundy odżył, żegnając się z kibicami golami z Rakowem i Lechem. Obecnie notuje mocne wejście do MLS w barwach Toronto FC.

Vladislavs Gutkovskis to napastnik, który dzieli nie tylko kibiców Rakowa. Pasuje do koncepcji Marka Papszuna, miewa więcej niż dobre mecze, ale jednocześnie dużo argumentów mają zwolennicy tezy, że brak prawdziwego goleadora to aktualnie największe ograniczenie wicemistrza Polski.

Za Łotysza rozważaliśmy jeszcze kandydatury Murisa Mesanovicia i Fabiana Piaseckiego. Mesanović ma konkretne argumenty: 11 goli dla spadkowicza, tak samo jak Śpiączka. Bośniak zapewne jednak sam czuje, że gdyby w kilku meczach wstydliwie nie pudłował, to niewykluczone, że Termalica nadal byłyby w Ekstraklasie. Mimo to, wypromował się, dopiero co pisaliśmy, że pytał o niego Kosta Runjaic w kontekście przyjścia do Legii. Piasecki jesienią okazał się kluczową postacią Stali Mielec, jego przyjście odmieniło całą drużynę, ale przymusowy powrót do Śląska Wrocław nie wyszedł mu na dobre. Warto ponadto odnotować, że w końcu Adam Zrelak wyróżniał się czymś więcej niż ciągłym bieganiem i gdyby kontuzja nie zabrała mu trzech ostatnich meczów, prawdopodobnie dobiłby do dziesięciu bramek.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Waldo Kantor: To był horror. Moi koledzy znikali i już nigdy nie wrócili

Jakub Radomski
0
Waldo Kantor: To był horror. Moi koledzy znikali i już nigdy nie wrócili
Niemcy

Ultimatum dla Tuchela. Awans w Lidze Mistrzów albo zwolnienie

Szymon Piórek
0
Ultimatum dla Tuchela. Awans w Lidze Mistrzów albo zwolnienie
Hiszpania

Bellingham znowu wypadnie z gry. Wszystko za słowa do sędziego Manzano

Szymon Piórek
2
Bellingham znowu wypadnie z gry. Wszystko za słowa do sędziego Manzano

Ekstraklasa

Komentarze

8 komentarzy

Loading...