Czy Zlatko Zahović próbował wybić mu piłkę z głowy? Czy jego dzieciństwa komplikowały ciągłe przeprowadzki? Jacy jego koledzy z akademii Benfiki Lizbona przebili się do wielkiej piłki? Dlaczego Bernardo Silva osiągnął sukces? Dlaczego nie może żałować przenosin z Benfiki do Mariboru? Jak w miesiąc miesiąc z pozycji „nikogo” dorobił się nominacji do nagrody Golden Boy? Czym przekonała go Pogoń Szczecin? Jak dobrze mówi po polsku? Dlaczego wcale nie uważa, że strzela za mało bramek? Na te i na inne pytania w przekrojowej rozmowie z nami odpowiedział napastnik Pogoni Szczecin, Luka Zahović. Zapraszamy. 

Zahović: – Presja z powodu ojca? Mam dobre życie, nie mogę narzekać

Miałeś zaledwie sześć lat, kiedy trafiłeś do akademii Benfiki Lizbona. Twoje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa wiążą się z piłką nożną?

Czy pierwsze? Ciężko stwierdzić, bo pamiętam też to, że z rodziną często się przeprowadzaliśmy. Z miasta do miasta, z kraju do kraju. Od tego to się zaczęło, potem była piłka.

Gra w piłkę to nie jest oczywista i jedyna droga dla syna piłkarza. Dlaczego się na to zdecydowałeś?

To naturalne, lubiłem grać w piłkę, dlatego to robiłem. Potem okazało się, że idzie mi to na tyle dobrze, że mogę zrobić karierę w tym sporcie. Kiedy masz 14-15 lat, jesteś utalentowany, masz klub i ten klub chce na ciebie stawiać, wszystko dzieje się automatycznie. W pewnym sensie jest to mój wybór, a w pewnym sensie nie, bo tak to się po prostu ułożyło.

Tata nie chciał wybić ci z głowy piłki?

Nie, nigdy. Ale był bardzo stanowczy, od początku mówił mi, że jeśli chcę grać, to mam to robić na sto procent. Skoro wybrałem taką drogę, mam się starać, traktować to poważnie. Mówił, że jeśli chcę być piłkarzem, to mam się w to zaangażować, a jeśli nie to mam zainwestować czas w coś innego — szkołę czy inną pasję. Jednak ani nie chciał mnie zniechęcać do piłki, ani też nie zmuszał mnie, żebym w nią grał.

A czy opowiadał ci o tym, jak wygląda życie piłkarza? Że nie jest to łatwe życie? Sam mówiłeś, że w twoich wspomnieniach są też ciągłe przeprowadzki.

Jasne, to nie jest łatwe, są plusy i minusy takiego życia. Ale w moim przypadku chyba jednak więcej jest plusów. Jak do tej pory moja kariera dobrze się układa, dzięki temu stać mnie na to, żeby żyć na dobrym poziomie. Nie mam na co narzekać, jest wiele trudniejszych zawodów na świecie.

Tata pomagał ci w wejściu w świat piłki? Trenowaliście razem?

Tu mamy minus życia piłkarza: nie było tak, że cały czas był w domu i był dla mnie dostępny. Grając na jego poziomie, rozgrywasz mecze co trzy dni, więc nie masz wiele wolnego czasu, ciągle jesteś w ruchu, na obozach, zgrupowaniach, wyjazdach. Nie było więc tak, że ćwiczyliśmy razem na co dzień, ale chodziłem z nim na treningi. Mieliśmy też małe boiska przy domu: do piłki nożnej i koszykówki. Chodziliśmy tam i ćwiczyliśmy dodatkowe rzeczy, jak przyjęcia, gra na jeden czy dwa kontakty.

W kosza też grałeś? To chyba popularny sport w twoim kraju.

Tak, ale w zasadzie na Bałkanach gramy we… wszystko. Piłka nożna. Koszykówka. Tenis. Zimowe sporty. Także siatkówka. Najważniejsze, żeby była tam piłka. Jeśli jest, to nam wystarcza, gramy! (śmiech)

Kiedy dołączyłeś do Benfiki miałeś wątpliwości? To duża akademia, a w takich miejscach zawsze jest spory przemiał ludzi. Co roku grupa ludzi z twojego rocznika odpada.

Dzięki temu dowiedziałem się, jak wygląda rywalizacja w piłce nożnej. Już na wczesnym etapie przygody z futbolem widziałem, że moi koledzy co chwilę przychodzą i odchodzą. Jeśli ktoś nie trenował jak należy, jeśli słabo wypadał w meczach, za moment wypadał z gry. Dało się odczuć presję, a byłem przecież dzieckiem. Ale to dobrze, bo to przygotowuje cię na całą karierę. Przecież tak to wygląda także w seniorskiej karierze: nie jesteś wystarczająco dobry? Klub kupuje nowego zawodnika na twoje miejsce. Wiesz, z czym to się je.

Miałeś jakieś wątpliwości? Mówiłeś sobie, że to nie dla ciebie, bo utrzymanie się na topie rok po roku jest za trudne?

Nie pamiętam takich chwil. Ale na pewno podchodziłem do tego tak, że liczył się dla mnie każdy trening. To trochę zabawne, bo przecież odszedłem z Benfiki, gdy miałem 12 lat, a do tej pory pamiętam tę rywalizację, to mi wiele dało. Myślę, że tamte lata miały wpływ na wszystko, co działo się później, to po prostu weszło mi w nawyk.

Coś jak w szkole — nauczysz się czegoś i to zostaje z tobą na zawsze.

Dokładnie. Ale przyznam, że to także była dobra zabawa. Znalazłem tam wielu przyjaciół, świetnie spędzałem czas.

Którzy koledzy z Benfiki zrobili największą karierę?

Moje pokolenie to roczniki 1994, 1995 i 1996. Czyli Bernardo Silva i Joao Cancelo z Manchesteru City, Helder Costa i Goncalo Guedes z Valencii, Rony Lopes, który był w Sevilli i Monaco, a teraz gra w Olympiakosie oraz cała masa zawodników, która może nie dotarła na sam szczyt, ale poradziła sobie w piłce. W Polsce grał Joao Nunes, który był obrońcą Lechii Gdańsk, teraz w Radomiaku jest Filipe Nascimento.

Kto był najlepszy? Po kim było widać, że będzie gwiazdą?

Myślę, że taką opinię zawsze miał Bernardo Silva. Mówiono o tym, że zrobi karierę już gdy mieliśmy siedem czy dziewięć lat. Wiem, że jego droga na szczyt nie była łatwa, miał trudniejszy etap w swoim życiu, ale to on zawsze zapowiadał się najlepiej.

Co twoim zdaniem zaważyło na tym, że akurat on dotarł tak wysoko?

To zawsze musi być mieszanka talentu i pracy. Bez talentu nie masz fundamentu pod to wszystko. Ale bez ciężkiej pracy, bycia ambitnym i tak dalej talent nic nie da. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że to tylko kwestia pracy i da się tym wszystko nadrobić.

Inna sprawa, że Benfica Lizbona daje wam ogromne możliwości do rozwijania tego talentu. To jedna z największych akademii na świecie, jak ją wspominasz?

Obecny główny kampus, czyli Seixal, powstał stosunkowo późno z mojego punktu widzenia, bo załapałem się tylko na rok treningów w tamtym miejscu. Ale i tak wspominam to bardzo dobrze, zwłaszcza jeśli chodzi o trenerów. Wystarczy spojrzeć, gdzie są ci szkoleniowcy, z którymi pracowałem. Bruno Large jest w Wolverhampton, Bruno Pinheiro jest w Estoril, Helena Costa była pierwszą kobietą-trenerką w męskiej piłce, gdy pracowała w Clermont Foot. To szalone, jak wiele talentów produkuje Portugalia. Niewielki kraj, a mają mnóstwo świetnych piłkarzy i trenerów, idą za tym wyniki, bo przecież zdobyli mistrzostwo Europy.

Luka Zahović

Żałujesz, że przeniosłeś się z Benfiki do Mariboru?

Nie miałem wyboru! Gdybyś zapytał 12-letniego mnie, to oczywiste, że chciałbym tam zostać. W Lizbonie miałem wszystkich przyjaciół, to była ogromna zmiana, całego życia. Ale co ja mogłem powiedzieć? Rodzice decydowali o wszystkim, ja byłem zbyt młody, żeby mieć wybór.

Odczułeś, że po powrocie do kraju więcej się od ciebie wymaga? W Portugalii twój tata jest znany, ale w Słowenii jest legendą.

Presja była zawsze, więc nie było jakoś specjalnie inaczej. Gdy byłem młodszy nie przejmowałem się tym zbyt mocno, a teraz, gdy jestem starszy, jest to dla mnie zupełnie normalne. Ale z zewnątrz na pewno wyglądało to inaczej. Po gorszym meczu byłem pierwszym, którego krytykowano, a po dobrym każdy twierdził, że to oczywiste, że zagrałem dobry mecz, bo talent odziedziczyłem z genami. Tylko czy powinienem na to narzekać? Dzięki rodzicom miałem zawsze bardzo dobrze życie, nigdy nie byłem głodny, chodziłem do najlepszych szkół, dali mi wszystko, co mogli. Jeśli miałem to wszystko, a mimo to narzekałbym, że przez nazwisko odczuwam trochę większą presję na boisku, to byłoby bardzo egoistyczne.

Początkowo miałeś problemy z komunikacją w ojczyźnie, podobno nie znałeś słoweńskiego tak dobrze, jak dziś?

To fakt, bo po słoweńsku rozmawiałem tylko w domu. Kiedy masz pięć, sześć lat, przeważnie spędzasz czas z rodzicami w domu. Kiedy masz 11-12 lat, najpierw jesteś w szkole, potem na treningu, w domu odrabiasz lekcje i wychodzisz do znajomych. Dlatego w tym wieku nie miałem już tak często czynnego kontaktu z językiem słoweńskiego. Rozumiałem większość rzeczy, które do mnie mówiono, ale ciężej było mi odpowiadać, czułem się, jakbym nie znał poszczególnych słów. Początkowo było ciężko, ale szybko to nadrobiłem.

Nic dziwnego, bo słyszałem, że masz talent do języków obcych.

Miałem to szczęście, że uczyłem się języków, gdy byłem młody, a wtedy uczysz się szybciej. To potem procentuje: znam słoweński, więc łatwiej mi zrozumieć polski, gdy z kimś rozmawiam. Nie chodzi o to, że mówię płynnie po polsku, ale szybciej załapię o co chodzi niż np. Kostas, bo język grecki nie pokrywa się z polskim ani trochę, więc nie ma tej podstawy. Z językami jest trochę tak, że jeden daje ci fundament do poznania drugiego. Umiesz hiszpański? To łatwiej nauczysz się włoskiego i tak dalej.

Powiedziałbyś, że nauka języków to twoja pasja?

Nie, po prostu dzięki temu łatwiej mi w życiu! Idę do restauracji czy sklepu w Polsce i znając poszczególne słowa, jestem w stanie coś zrozumieć. Z językami bywa też zabawnie, bo gdy się uczysz, popełniasz błędy, czasami absurdalnie i ludzie patrzą na ciebie jak na wariata, próbując się domyślić, co miałeś na myśli.

Nie każdy piłkarz jest tak zaangażowany w naukę. Nie tylko języków, ogółem.

To zależy od tego, co wynosisz z domu, jaki masz przykład w domu. Moi rodzice byli bardzo surowi dla mnie i dla siostry. Pod tym względem także czułem presję, było tak, że nie mogłem przynieść złej oceny ze szkoły, to oznaczało szlaban. Kiedy jesteś młody, obrażasz się na to i uważasz, że nic ci to nie da. Robisz coś, żeby rodzice się odczepili. Potem dorastasz i doceniasz to coraz bardziej, widzisz, że to było dobre podejście i tylko na tym zyskałeś. Wiesz, nikt przecież nie dał mi gwarancji, że będę piłkarzem. Dziś gdy mam 26 lat i gram na dobrym poziomie, mogę o tym nie myśleć. Ale co gdybym w wieku 21 lat złapał kontuzję, która skończyłaby mi karierę? Gdybym wtedy został bez szkoły, bez planu B? Dziś widzę, jak ważna była dla mnie edukacja.

Przejdźmy do Mariboru. Sezon 2014/2015 był kamieniem milowym dla twojej kariery? Jako młody chłopak zacząłeś regularnie strzelać w lidze, trafiłeś do siatki także w Lidze Mistrzów.

Opiszę to jednym słowem: szaleństwo. Wszystko działo się bardzo szybko. Początkowo byłem po prostu kolejnym „młodym zdolnym”. Mieliśmy czterech napastników w zespole, bo graliśmy dwójką z przodu, ja byłem tym czwartym. To oczywiście normalne, gdy masz 18-19 lat cieszysz się nawet z tego, że jesteś w pierwszym zespole, zwłaszcza gdy mowa o tak dużym klubie. Wtedy nagle jeden z napastników pokłócił się z trenerem, więc wskoczyłem na trzecie miejsce. A że graliśmy w europejskich pucharach i w lidze, trener musiał rotować napastnikami.

Pierwszy mecz z ławki, wchodzę i strzelam dwa gole. Drugi zaczynam w wyjściowym składzie i znów strzelam. Potem była przerwa reprezentacyjna, w której trakcie zagrałem w drugiej drużynie i zaliczyłem hattricka. Wróciliśmy do gry ligowej, zagrałem, strzeliłem dwa gole. Trzy dni później wszedłem z ławki w meczu Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona i znowu trafiłem do siatki. W miesiąc z pozycji „nikogo” dorobiłem się nominacji do nagrody Golden Boy i wielu pochwał. Wszystko wydawało mi się łatwe: wchodzę, strzelam i tyle. Wydawało mi się, że w życiu nie spotkają mnie żadne trudności, skoro tak to wygląda.

Jak przeżyłeś swoje pierwsze chwile chwały? Wspominałeś o plebiscycie Golden Boy, ale na tym się nie skończyło. W Portugalii pisano, że skoro urodziłeś się w ich kraju, możesz dostać powołanie do tamtejszej kadry i zostać jej podstawowym piłkarzem. Tata doradzał ci, jak to udźwignąć?

Kiedy jesteś młody myślisz, że to normalne. To miłe i dobre, gdy ktoś ci wtedy doradza, ale to tylko teoria. Nikt nie przygotuje cię na uczucie, które towarzyszy ci, gdy wchodzisz do galerii handlowej i każdy się na ciebie gapi. Musisz przerobić to samemu, poradzić sobie z tym na własnym przykładzie. Ja zawsze byłem trochę wycofany. Dziś powtarzam, żeby nie organizowano mi żadnych wywiadów, bo gdy byłem młodszy miałem ich tyle, że wyczerpałem limit na całe życie…

To dzięki, że zrobiłeś wyjątek!

Ha, nie to nie tak, że to dla mnie jakiś problem. Po prostu nie jestem zbyt wylewny, nie lubię o sobie opowiadać. Dla mnie taka rozpoznawalność była… Ciężko mi znaleźć odpowiednie słowo, żeby to opisać. Chodzi o to, że gdy wychodzisz po mleko do sklepu, nie zawsze masz ochotę rozmawiać o piłce, o drużynie i tak dalej. Ludzie zawsze byli dla mnie mili, nie chcę na nich narzekać. Ale chciałem po prostu robić normalne rzeczy jak normalny człowiek. Jestem bardzo zadowolony, że w Polsce nie zagadują mnie tak często! (śmiech) Moje prywatne życie jest faktycznie prywatne.

Co nie wypaliło w Heerenveen? Nie dostałeś tam zbyt wielu szans i wróciłeś do Mariboru.

Miałem 19 lat, więc to normalne, że nie wszystko musiało mi wychodzić. To był duży transfer jak na tamten czas. Heerenveen miało pewne problemy — szybko zmieniliśmy trenera, potem także dyrektora sportowego. A ja? Wpuszczali mnie na boisko, np. gdy przegrywaliśmy 0:3 czy 0:4. Do tej pory wszystko mi wychodziło, więc frustrowało mnie to. Przychodziłem tam z dużymi oczekiwaniami, chciałem grać w pierwszym składzie. Mówiłem ci, że w pewnym momencie myślałem, że w piłce wszystko przychodzi łatwo i nie będę miał żadnych problemów. Heerenveen było momentem, w którym przekonałem się, że tak nie jest i musiałem nauczyć się, jak sobie z tym radzić. Pamiętam, że latem, po pierwszym sezonie, wszyscy w klubie chcieli, żebym został z nimi dłużej. Ale ja byłem wściekły, że nie grałem i powiedziałem, że nie chcę marnować kariery na siedzenie na ławce. Obawiałem się, że znów nie będę grał i stracę czas.

Czyli nauczyłeś się cierpliwości.

Może nie tyle cierpliwości, ile tego, że nie zawsze wszystko idzie po twojej myśli. Nadal uważam, że nie byłem sprawiedliwie potraktowany, ale też nie uważam, że to minus czy rozczarowanie. Odwrotnie: to pozytywna rzecz, bo nauczyłem się, jak poradzić sobie z trudną sytuacją i jak z niej wyjść.

Drugie podejście do Mariboru to lata sukcesów: byłeś królem strzelców ligi, zdobywałeś mistrzostwa kraju. Ale nie miałeś poczucia, że tkwisz w miejscu, że nie możesz wzbić się ponad pewien poziom?

Po dwóch sezonach, gdy zostawałem królem strzelców, byłem zły, bo wiedziałem, że dostaję oferty z innych klubów. Z topowych lig. Tyle że nie ja podejmowałem decyzję, czy z nich skorzystam, czasami nawet ze mną o tym nie rozmawiano. Mogłem odejść i to mnie wkurzało, bo przecież każdy chce grać na jak najwyższym poziomie. I znów: z czasem po prostu to zaakceptowałem. Stwierdziłem: jest jak jest, ciesz się tym, co masz.

Czym dla ciebie był transfer do Pogoni Szczecin? Drugą szansą w zagranicznej lidze czy może ostatnią okazją, żeby wybić się stąd do topowych rozgrywek?

Ostatnią na pewno nie, bo miałem 24 lata i dostałem kilka niezłych ofert. Wybrałem Pogoń Szczecin, bo spodobało mi się to, co przedstawili mi trener i działacze — pomysł na grę, cały projekt. Finansowo miałem lepsze propozycje, ale stwierdziłem, że ich plan jest wart tego, żeby być jego częścią. Opowiadano mi o budowie nowego stadionu. O tym, że stopniowo chcą budować zespół, który będzie w stanie zajmować coraz lepsze miejsce w tabeli. Oczywiście mówili też o tym, jaki ja będę miał wkład w ten zespół. Nie mogli mi obiecać tytułów, ale po prostu czułem, że to, co mówią, jest szczere.

Luka Zahović

Twój pierwszy sezon nie był idealny, jeśli chodzi o statystyki, ale słyszałem, że patrzysz na to trochę inaczej.

Zawsze będę rozliczany z bramek, to normalne. Ale kto w poprzednich pięciu latach był najlepszym strzelcem Pogoni Szczecin?

Zespołu? Powiedziałbym, że Adam Frączczak. A całej ligi? Ostatnim z Pogoni był Marcin Robak.

Więc widzisz, to nie jest tak, że co roku napastnicy Pogoni strzelają po 15 bramek i są pod tym względem w czołówce. Spójrz na to tak: przyszedłem do szóstej czy siódmej drużyny w lidze, a gdy przyszedłem zajęliśmy trzecie miejsce. Teraz jesteśmy na drugim. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że to tylko moja zasługa, na pewno mogłem strzelić więcej bramek. Może gdybym to zrobił, zostalibyśmy mistrzem Polski. Ale jeśli spojrzysz na mecze, w których grałem i te, w których nie grałem i policzysz średnią punktów, to zobaczysz, że ze mną w składzie punktowaliśmy lepiej. Zobaczysz, będziesz zaskoczony.

Frączczak: Dobrzy ludzie najbardziej dostają po dupie

Jasne, ale spadało na ciebie sporo krytyki. Mówiono, że może Pogoń powinna poszukać lepszego zawodnika.

To normalne, nie biorę tego do siebie. Zawsze narzeka się na napastnika, jeśli ten nie strzela wielu bramek. Każdy ma prawo do swojej opinii i szanuję to. Ale mam też prawo się tym nie przejmować, bo wiem, ile pracy w to wkładałem. Po prostu czasami wychodzi, czasami nie.

Ale coś musiało się zmienić, skoro wcześniej nie strzelałeś, a teraz strzelasz.

Nie, nic się nie zmieniło. Poważnie, ja tak o tym nie myślę i sam niczego nie zmieniałem. Są różne fazy, momenty. To, że teraz strzeliłem sześć bramek, nie znaczy, że teraz strzelę dziesięć kolejnych. Bardzo bym tego chciał, ale nie mam gwarancji, że tak się stanie.

Nie uważasz, że być może chodzi o to, że macie teraz lepszy skład? Macie chociażby Kamila Grosickiego, który wniósł do waszego zespołu mnóstwo doświadczenia i umiejętności. No i dobrze wam się współpracuje.

Jasne, to klasowy zawodnik i wszyscy cieszymy się, że pokazuje to na boisku. Ale czy jesteśmy lepsi niż przed rokiem? Zauważ, że rok temu zimą byliśmy liderem, więc to nie jest takie oczywiste. Zawsze można na to spojrzeć w różny sposób.

Grosicki: – Dałem Sousie piłkę do pustej bramki

Co dalej? Może masz jakieś marzenie związane z reprezentacją Słowenii? Nie strzeliłeś w niej jeszcze bramki, najczęściej wchodzisz na boisko z ławki rezerwowych.

Cieszę się z samego faktu, że jestem częścią tej drużyny. Na mojej pozycji mamy dużą rywalizację, grają zawodnicy, którzy są ode mnie starsi, od dawna grają w kadrze i mają wyższy status, większe doświadczenie. To także klasowi piłkarze: Andraż Sporar, Benjamin Verbić, Josip Ilicić. Nie jest łatwo łapać minuty przy takich rywalach, ale mogę się sporo od nich nauczyć. Podpatrzeć ich grę, sposób poruszania się po boisku. Po prostu chcę być częścią tej kadry jak najdłużej się da.

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

Czytaj więcej:

Fot. Newspix

Suche Info
02.12.2022

Zieliński: – Chciałem poprosić Argentyńczyków, aby zwolnili tempo

W rozmowie z „La Gazzetta dello Sport” Piotr Zieliński opowiedział o ostatnim grupowym spotkaniu Polski z Argentyną, a także stylu, w jakim gramy. – Polska nie gra, narzucając swój styl. Często oddajemy inicjatywę przeciwnikom i cofamy się do obrony, podczas gdy Napoli jest przyzwyczajone do kontrolowania piłki i wykorzystywania wielu rozwiązań ofensywnych – powiedział Piotr Zieliński na łamach „La Gazzetta dello Sport” o stylu gry biało-czerwonych. Przyniósł on nam awans do 1/8 finału […]
02.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
02.12.2022

Trela: Grają pięknie jak nigdy, przegrywają jak zawsze. Niemcy, czyli nowa Hiszpania

Drugi raz z rzędu reprezentacja Niemiec nie wyszła z grupy na mundialu. Trzeci raz z rzędu na wielkim turnieju nie przekroczyła 1/8 finału. To bezprecedensowa seria w historii tamtejszego futbolu, prowokująca wielkie pytania przed mistrzostwami Europy, które zorganizują za półtora roku. To już więcej niż pech, ale jeszcze mniej niż problem systemowy. O tym, dlaczego Niemcy oduczyli się wygrywania. Pewne rzeczy muszą się widocznie toczyć w cyklach. Dlatego na niespełna dwa […]
02.12.2022
Suche Info
02.12.2022

Deschamps: – Polska to zespół z bardzo dobrą organizacją

W 1/8 finału mundialu reprezentacja Polski zmierzy się z Francją. Les Bleus są zdecydowanym faworytem tego spotkania. Selekcjoner mistrzów świata Didier Deschamps wypowiedział się o biało-czerwonych. – To nie jest zespół, z którym często się spotykamy. Ma doświadczonych graczy. Robert Lewandowski to jeden z najlepszych napastników na świecie. Ale występują tam też inni dobrzy zawodnicy. To zespół z bardzo dobrą organizacją i świetnym przygotowaniem fizycznym. Mamy trzech obserwatorów, którzy uważnie śledzą tę drużynę. […]
02.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
02.12.2022

Spóźniony, schowany, mijany. Ile pożytku z Grzegorza Krychowiak ma Polska?

Reprezentacja Polski jest chyba jedynym zespołem na Mistrzostwach Świata w Katarze, który próbuje grać z lejem po bombie w środkowej strefie boiska. Nie jest to wyolbrzymienie — według danych „FBref” biało-czerwoni zaliczyli najmniej kontaktów z piłką w drugiej tercji spośród wszystkich drużyn na mundialu (192,7). To niezbyt dobra cenzurka dla Grzegorza Krychowiaka, który do czasu spotkania z Argentyną zdawał się rozgrywać solidny turniej. Ale czy na pewno? Sformułowanie „zdawał się” jest w tym przypadku kluczowe, […]
02.12.2022
Suche Info
02.12.2022

Pele: – Dziękuję wszystkim za dobre wibracje

Jakiś czas temu legendarny brazylijski napastnik Pele trafił do szpitala w Sao Paulo. Rodzina 82-latka zapewniała, że zdrowiu byłego piłkarza nic nie zagraża. Teraz z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych skontaktował się sam Pele. – Przyjaciele, jestem w szpitalu i odbywam comiesięczną wizytę. Zawsze miło jest otrzymywać pozytywne wiadomości. Dziękuję Katarowi za ten hołd i wszystkim, którzy przesyłają mi dobre wibracje! – napisał na Instagramie Pele. Od kilku lat […]
02.12.2022
Weszło
02.12.2022

Jechali po złoto, wrócą po trzech meczach? Ostatnia szansa urugwajskiej „złotej generacji”

Przed decydującym meczem z Ghaną w Urugwaju wrze. Zamiast walczyć o złoto, reprezentacja gra poniżej oczekiwań. Selekcjoner i prezes federacji próbują uspokajać atmosferę, ale legendy krytykują kadrę, a Edinson Cavani włączył wewnętrznego Grzegorza Skwarę i dał do zrozumienia, że winę za złe wyniki La Celeste ponosi trener.  Papier wszystko przyjmie, szczególnie przed wielkim turniejem, dlatego gdy Diego Alonso w połowie maja stwierdził: „Chcemy być mistrzami świata, jedziemy do Kataru zwyciężać”, to każdy mu przyklasnął. […]
02.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
02.12.2022

Trela: Grają pięknie jak nigdy, przegrywają jak zawsze. Niemcy, czyli nowa Hiszpania

Drugi raz z rzędu reprezentacja Niemiec nie wyszła z grupy na mundialu. Trzeci raz z rzędu na wielkim turnieju nie przekroczyła 1/8 finału. To bezprecedensowa seria w historii tamtejszego futbolu, prowokująca wielkie pytania przed mistrzostwami Europy, które zorganizują za półtora roku. To już więcej niż pech, ale jeszcze mniej niż problem systemowy. O tym, dlaczego Niemcy oduczyli się wygrywania. Pewne rzeczy muszą się widocznie toczyć w cyklach. Dlatego na niespełna dwa […]
02.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
02.12.2022

Spóźniony, schowany, mijany. Ile pożytku z Grzegorza Krychowiak ma Polska?

Reprezentacja Polski jest chyba jedynym zespołem na Mistrzostwach Świata w Katarze, który próbuje grać z lejem po bombie w środkowej strefie boiska. Nie jest to wyolbrzymienie — według danych „FBref” biało-czerwoni zaliczyli najmniej kontaktów z piłką w drugiej tercji spośród wszystkich drużyn na mundialu (192,7). To niezbyt dobra cenzurka dla Grzegorza Krychowiaka, który do czasu spotkania z Argentyną zdawał się rozgrywać solidny turniej. Ale czy na pewno? Sformułowanie „zdawał się” jest w tym przypadku kluczowe, […]
02.12.2022
Weszło
02.12.2022

Jechali po złoto, wrócą po trzech meczach? Ostatnia szansa urugwajskiej „złotej generacji”

Przed decydującym meczem z Ghaną w Urugwaju wrze. Zamiast walczyć o złoto, reprezentacja gra poniżej oczekiwań. Selekcjoner i prezes federacji próbują uspokajać atmosferę, ale legendy krytykują kadrę, a Edinson Cavani włączył wewnętrznego Grzegorza Skwarę i dał do zrozumienia, że winę za złe wyniki La Celeste ponosi trener.  Papier wszystko przyjmie, szczególnie przed wielkim turniejem, dlatego gdy Diego Alonso w połowie maja stwierdził: „Chcemy być mistrzami świata, jedziemy do Kataru zwyciężać”, to każdy mu przyklasnął. […]
02.12.2022
Weszło
02.12.2022

Białek z Kataru: Flick apeluje o zmiany w szkoleniu? Mundial wjechał mi już za mocno

Musimy zmienić wiele rzeczy w szkoleniu. Potrzebujemy lepszej pracy u podstaw. Widzimy Japończyków, którzy są świetni technicznie i taktycznie. Widzimy Hiszpanów, o których możemy powiedzieć to samo. Musimy się zastanowić, jak ma wyglądać nasze szkolenie w perspektywie dziesięciu lat. Powinniśmy wykonać teraz właściwie kroki. To wyjątkowo nie są głosy polskich ekspertów od szkolenia, którzy analizują kolejną porażkę polskiej reprezentacji na wielkim turnieju, to także nie polski szkoleniowiec, który stanął w ogniu pytań po rozczarowującej porażce. To słowa Hansiego Flicka […]
02.12.2022
Mistrzostwa Świata 2022
01.12.2022

Stan Mundialu #12: Wygraliśmy mistrzostwo świata, bo Niemcy odpadli! Auf wiedersehen!

Zapraszamy na kolejny Stan Mundialu. Pogadamy między innymi o tym, jak z katarskim turniejem żegnała się reprezentacja Niemiec. Skład? Paweł Paczul (na kierownicy), Wojciech Kowalczyk, Mateusz Janiak i Maciej Wąsowski. Początek programu zaplanowany jest na godzinę 7.30. Przywitajcie z nami kolejny dzień mistrzostw świata 2022. Pewnie nie zabraknie też tematów związanych z naszą kadrą. 
01.12.2022
Weszło
01.12.2022

Auf Wiedersehen! Niemcy wygrali, ale tak naprawdę przegrali

Kiedy Manuel Neuer wychodził na murawę Al Bayt Stadium, już wiedział, że właśnie staje się samodzielnym rekordzistą wśród bramkarzy pod względem liczby występów w mistrzostwach świata. Ale za Chiny Ludowe nie spodziewał się, że ten 19. mecz w mundialu będzie jego ostatnim, który dodatkowo „uświetni” babolem i swojakiem. Tak, drodzy państwa. Niemcy wracają do domów. Choć w czwartek wygrali, tak naprawdę przegrali. Skoro fortuna kołem się toczy, tym razem ekipa […]
01.12.2022
Liczba komentarzy: 23
Subskrybuj
Powiadom o
guest

23 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Koczkis
Koczkis
10 miesięcy temu

Dobry chłop. Dajesz Luka, kilka bramek na wiosnę i będzie git. Do tego kilka asyst. I Pogoń na mistrza. Ale by było gdyby Pogoń odebrała Lechowi mistrza na stulecie.

w_imię_zasad
w_imię_zasad
10 miesięcy temu
Reply to  Koczkis

pseudostulecie

szkoda
szkoda
10 miesięcy temu
Reply to  Koczkis

Pogoń i jej stracone marzenia https://youtu.be/Ltup88uwBdE

Dzikie Bydle
Dzikie Bydle(@dzikie-bydle)
10 miesięcy temu
Reply to  Koczkis

16 lecie

czyngis ham
czyngis ham
10 miesięcy temu
Reply to  Koczkis

a dlaczego odebrało? mistrzostwo trzeba wywalczyć a nie odebrać

Lech Poznań
Lech Poznań
10 miesięcy temu

uciekaj z tego klubiku czym prędzej
obciach być paprykarzem

lol
lol
10 miesięcy temu
Reply to  Lech Poznań

100 razy lepiej jest być amikorzem i mieć w tym roku pseudo-stulecie kartoflu, nie ??? 😀 😀 😀

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki(@zawisza-czarnecki)
10 miesięcy temu
Reply to  lol

Nigdy nie było takiego klubu jak Amica. Oni grali na licencji Błękitnych śledzino.

Wojtek Hadaj-Kowalczyk
Wojtek Hadaj-Kowalczyk
10 miesięcy temu

Co twoim zdaniem zaważyło na tym, że akurat on dotarł tak wysoko?

To zawsze musi być mieszanka talentu i pracy. Bez talentu nie masz fundamentu pod to wszystko. Ale bez ciężkiej pracy, bycia ambitnym i tak dalej talent nic nie da. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że to tylko kwestia pracy i da się tym wszystko nadrobić.

————————-

Mądre słowa, zawsze mnie śmieszą teksty, że jak ktoś będzie ciężko pracował to osiągnie sukces. Gówno prawda, tak nie ma ani w sporcie ani w ogóle w życiu. Możesz zapierdalać i całe życie być biednym. W sporcie talent to podstawa, 99% ludzi na świecie nie ma talentu/predyspozycji do bycia zawodowym sportowcem i praca nic nie pomoże. Gdyby to było takie proste to większość wolałaby ciężko pracować jako sportowiec i na tym zarabiać niż pracować w sklepie, siedzieć w biurze czy cokolwiek innego.
Najpierw musisz być w tej grupie 1% z talentem, później zapierdalać, mieć zdrowie i szczęście i wtedy może się uda zostać zawodowym sportowcem.

Krzysztof Wróbel
Krzysztof Wróbel
10 miesięcy temu

Z częścią Twojej wypowiedzi bym się zgodził, jednak chyba proporcje 99 do 1 są trochę zawyżone. Raz na jakiś czas w futbolu zdarzają się talenty jak Ronaldinho czy Messi. Ale dzisiaj widzimy, że może dosiąść się do nich ktoś taki jak Lewandowski. Czy jest na świecie ktokolwiek kto powie, że Lewy miał więcej talentu niż Ronaldinho? Śmiem wątpić. Czy w liczbach Robert przebił brazylijczyka? Zdecydowanie. Najlepszym przykładem pracy i talentu jest Ronaldo z Portugalii. Można go nie lubić za charakter ale trzeba mu oddać, że mimo ogromnych sukcesów jest nadal tytanem pracy i dzięki temu został obok Messiego jednym z najlepszych piłkarzy w historii. Dla mnie zawsze największym magikiem na boisku pozostane Ronaldinho, ale on z kolei jest przykładem jak można zmarnować potężny potencjał bez wsparcia go ciężką pracą.

Wojtek Hadaj-Kowalczyk
Wojtek Hadaj-Kowalczyk
10 miesięcy temu

Porównanie Lewego i Ronaldinho jest bez sensu, jeśli odnosisz się do mojej wypowiedzi.

Ronaldinho miał więcej talentu niż Lewy, ale Lewy ma głowę do ciężkiej pracy. Natomiast obaj mają talent w porównaniu do 99% ludzi na świecie. Oczywiście, że wśród tego 1% będą mniej lub bardziej utalentowani i mniej lub bardziej pracowici. W każdej dyscyplinie sportu masz wyrobników, którzy są zawodowymi sportowcami czyli są na poziomie nieosiągalnym dla 99% „zwykłych” ludzie na świecie, którzy nie są zawodowcami, ale w tym 1% zawodowych sportowców znajdują się geniusze jak Jordan, Ali, Federer/Djoko/Nadal, Messi, Ronaldo i kogo tam sobie wpiszesz z dowolnej dyscypliny. Więc nie bardzo wiem, z którą częścią się nie zgadzasz skoro piszesz zupełnie o czymś innym.

Grizzly
Grizzly
10 miesięcy temu

Aby dojść na sam szczyt w futbolu, jako dyscyplinie globalnej, to faktycznie musi to być mieszanka talentu i pracy. Raz na 100 lat, zdarzy się taki Ronaldinho, który tam dojedzie tylko na samym talencie. I to pozwala aby na tym szczycie utrzymać się jedynie na krótko. Jednak, żeby być solidnym piłkarzem, w niezłej lidze, nie mówiąc już o naszej ekstraklasie, wystarczy samo „zapierdalanie”, trochę szczęścia, dobrzy trenerzy, którzy będą umieli skorygować nasze błędy, zwrócą uwagę na to jak się rozwijać itd. Dziwi mnie, że w tego typu rozmowach pomijany jest jeden, moim zdaniem, bardzo ważny element. INTELIGENCJA. Ludzie odnoszący sukcesy w jakiejkolwiek dziedzinie, to zazwyczaj ludzie ponadprzeciętnie inteligentni. Sport nie jest tutaj wyjątkiem. Oczywiście, należy tutaj zdefiniować inteligencję, bo jako koncepcje roboczą, każdy może ją rozumieć inaczej. Jest to zdolność do postrzegania, analizy i błyskawicznej adaptacji do zmian otoczenia, korygowania błędów, odnajdywania lepszych sposobow i rozwiązań w obliczu pojawiających się trudności i przeszkód. U sportowca wysoki iloraz inteligencji w połączeniu z samoobserwacją pozwala nieustanie się rozwijać i polepszać bieżące umiejętności.

Grizzly
Grizzly
10 miesięcy temu
Reply to  Grizzly

I tak jeszcze dopowiem tutaj, że ludzie pisząc o Ronaldinho i jechaniu na samym talencie, często nie dostrzegają/zapominają/nie chcą widzieć, że on też włożył mnóstwo pracy w to aby dojść na szczyt. Te umiejętności kontroli nie wzięły się same z siebie. On przez całe swoje dzieciństwo i lata nastoletnie NIE ROZSTAWAŁ się z piłką. Spędzał całe dnie, po kilkanaście godzin z piłką przy nodze. Nie wiem czemu ten fakt jest deprecjonowany. Chyba w głowach nam utrwalił się obraz dorosłego Ronaldinho, którego w pewnym momencie od piłki bardziej pochłaniały inne uciechy życia. Jednak on doszedł do takiego mistrzostwa w umiejętnościach piłkarsko-technicznych, że później już tego trenować nie musiał. Zanim jednak do tego doszedł, to było tysiące godzin spędzonych na zabawach z piłką. Może dlatego, że kochał grę w piłkę, mamy wrażenie, ze doszedł do tech bezwysiłkowo. Faktycznie tak jest, kiedy kocha się coś, co się robi, to człowiek się nie męczy i pozornie nie wkłada w to żadnego wysiłku. Nie zmienia to faktu, że do szlifowania umiejętności w danej dziedzinie i tak trzeba ten czas wymagany poświęcić, bez względu czy robimy to dla pasji (miłość i zabawa) czy w wyniku chłodnej kalkulacji (zacięcie, chęć osiągnięcia mistrzostwa, olbrzymia determinacja).

Wojtek Hadaj-Kowalczyk
Wojtek Hadaj-Kowalczyk
10 miesięcy temu
Reply to  Grizzly

Jasne, że tak, „ciężka praca” to kwestia względna, w zależności kogo do kogo porównujesz, natomiast wiadomo, że nikt nie zostaje zawodowym sportowcem, a tym bardziej wielkim mistrzem, jak od dziecka się opierdalał, siedział przed ekranem i na trening chodził raz na tydzień. Swoje godziny musisz odpracować, jedni mniej, inni więcej.

Wojtek Hadaj-Kowalczyk
Wojtek Hadaj-Kowalczyk
10 miesięcy temu
Reply to  Grizzly

Oczywiste, że trzeba mieć inteligencję, do robienia różnych rzeczy, także do sportu. Co potrzeba żeby osiągnąć sukces w sporcie? Ja to widzę tak.

  1. Talent, absolutna podstawa, od tego się zaczyna i bez talentu reszta nie ma znaczenia.
  2. Zdrowie. Możesz mieć wszystko co potrzebne ale organizm nie wytrzymuje obciążeń w zawodowym sporcie, więc nic nie osiągniesz.
  3. Inteligencja/mental/głowa – jak zwał tak zwał.
  4. Ciężka praca- jej umiejętność to pochodna z punktu 3
  5. Szczęście.
NiueXYZ
NiueXYZ(@niuexyz)
10 miesięcy temu

Na temat presji i likwidacji wyników w rozgrywkach dzieci…

„Kiedy dołączyłeś do Benfiki miałeś wątpliwości? To duża akademia, a w takich miejscach zawsze jest spory przemiał ludzi. Co roku grupa ludzi z twojego rocznika odpada.

REKLAMA

Dzięki temu dowiedziałem się, jak wygląda rywalizacja w piłce nożnej. Już na wczesnym etapie przygody z futbolem widziałem, że moi koledzy co chwilę przychodzą i odchodzą. Jeśli ktoś nie trenował jak należy, jeśli słabo wypadał w meczach, za moment wypadał z gry. Dało się odczuć presję, a byłem przecież dzieckiem. Ale to dobrze, bo to przygotowuje cię na całą karierę. Przecież tak to wygląda także w seniorskiej karierze: nie jesteś wystarczająco dobry? Klub kupuje nowego zawodnika na twoje miejsce. Wiesz, z czym to się je.

REKLAMA

Miałeś jakieś wątpliwości? Mówiłeś sobie, że to nie dla ciebie, bo utrzymanie się na topie rok po roku jest za trudne?

Nie pamiętam takich chwil. Ale na pewno podchodziłem do tego tak, że liczył się dla mnie każdy trening. To trochę zabawne, bo przecież odszedłem z Benfiki, gdy miałem 12 lat, a do tej pory pamiętam tę rywalizację, to mi wiele dało. Myślę, że tamte lata miały wpływ na wszystko, co działo się później, to po prostu weszło mi w nawyk.”

fstr
fstr
10 miesięcy temu
Reply to  NiueXYZ

likwidacja wyników ma zniechęcić trenerów do grania byleby wygrać, kiedy wyniki nie mają znaczenia drużyny będą bardziej grać w piłke a nie murować się i lagować

Kosta Ruhaić (Deutschland)
Kosta Ruhaić (Deutschland)
10 miesięcy temu

Sehr gut szpiler, weltklasse!
Jusz prawie umiem po polskiemu, bo ja szie duszo domyślać. A Kuciarczik to dobri chłopak, ale dzban.

Robert Piedroń
Robert Piedroń
10 miesięcy temu

pogoń to pedały

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki(@zawisza-czarnecki)
10 miesięcy temu

Dziwna rzecz. Nie pojechał po Lechu. Może jest normalny?

Legia
Legia
10 miesięcy temu

pogoń syfem jedzie

Flota
Flota
10 miesięcy temu

Pogoń to najbardziej obciachowy klub w Polsce

Hans
Hans
10 miesięcy temu
Reply to  Flota

Będziecie miszczem na 100lecie,to już nie długo qrwy wroneckie,za jakieś 80 parę lat,mordy krótko