– Barcelona to fałszywy świat. Masz tam wszystko, to zbyt łatwe i wygodne. Każdy klepie cię po plecach, bo grasz w Barcelonie. W końcu zaczynasz myśleć o sobie w taki sposób. Wydaje ci się, że będziesz Messim i zarobisz miliony. Kiedy odchodzisz z La Masii, widzisz, jak jest naprawdę – mówi nam Carlos Julio Martinez, który spędził sześć lat w legendarnej szkółce katalońskiego klubu. Obrońca Miedzi Legnica opowiedział nam w wywiadzie o grze z Rodrim, podziwianiu Thiago Alcantary, ale też o dorastaniu w Dominikanie i o błędach, które sprawiły, że nie poszedł w ślady kilku kumpli z szatni Barcy.

Carlos Julio: Barcelona to fikcja. Gdy odejdziesz z La Masii, uczysz się, jakie jest życie
Urodziłeś się w Dominikanie, spędziłeś tam sześć lat. Co pamiętasz z dzieciństwa?

Byliśmy tam szczęśliwi, chociaż nie mieliśmy niczego poza najpotrzebniejszymi rzeczami do życia. Zero zmartwień, spokojna okolica. Ale nie było tak jak w Europie, że masz wszystko, czego zechcesz, np. każdą zabawkę. Musiałeś doceniać drobne rzeczy, jak to, że wychodziłeś na ulicę pograć z kolegami.

Czym zajmowali się twoi rodzice?

Mama się uczyła, bo była zbyt młoda, żeby pracować. Kiedy zaszła w ciążę, miała 15 lat.

Okej, była naprawdę młoda.

W Dominikanie to normalne, często tak to wygląda. Z kolei tata pracował w wojsku. Większość czasu spędzałem ze swoją „mamutką”, czyli z babcią. Dni mijały mi na zabawie z kolegami. Lubiliśmy biegać między domami, wokół domów, kradliśmy sąsiadom owoce. Graliśmy też w baseball.

Baseball? Myślałem, że w piłkę. Ale baseball jest chyba bardziej popularny w twoim kraju.

Tak, ale wtedy nie miałem nawet pojęcia, że piłka nożna istnieje. Baseball to sport numer jeden, za nim jest koszykówka i siatkówka. Teraz to się trochę zmieniło, ale nadal piłka nożna nie jest tak popularna. Ja odkryłem ją dopiero, gdy wyjechałem do Hiszpanii. Wiem, to brzmi śmiesznie, nie miałem pojęcia o tym sporcie, a dzisiaj jestem piłkarzem.

Dlaczego przeprowadziliście się do Hiszpanii?

Moi rodzice się rozstali, moja mama poleciała do Europy, żeby znaleźć pracę. Trzy lata później dołączyłem do niej razem z babcią. Miałem wtedy sześć czy siedem lat. Przez osiem czy dziewięć lat mieszkaliśmy w Barcelonie.

Musiało ci być ciężko bez ojca.

Fakt, ale zawsze powtarzam, że jestem szczęściarzem, bo moja mama jest jak moja przyjaciółka. Rozumie wszystko, wie, że jestem trochę postrzelony. Ale ona jest bardziej szalona ode mnie, więc dajemy radę (śmiech).

Kiedy dołączyłeś do La Masii, szkółki Barcelony?

To nie było od razu, gdy przyjechałem do Hiszpanii. Najpierw grałem w koszykówkę, byłem w niej zakochany. Moja mama także w nią grała. Potem zacząłem śledzić też piłkę i mama kazała mi wybierać: albo piłka, albo koszykówka. Płakałem i zastanawiałem się, z czego mam zrezygnować. Oglądałem telewizję i widziałem, że tam ciągle mówią o Barcelonie, o Rivaldo. Powiedziałem jej: dobra, biorę piłkę. Kiedy miałem 13 lat, dołączyłem do akademii Barcelony.

Grałeś gdzieś wcześniej? Jak cię wypatrzono?

Tak, w czymś na wzór polskich akademii piłkarskich. Sant Gabriel, spędziłem tam dwa lata. To klub, w którym skupiają się tylko na szkoleniu młodzieży, mają roczniki mniej więcej do 19. roku życia. Grałem tam ze starszymi ode mnie, mierzyliśmy się z Barceloną. Dyrektor sportowy Sant Gabriel rozmawiał z nimi, bo znał się z ludźmi z klubu. Graliśmy jakiś pucharowy mecz z Barceloną i to było idealne spotkanie w moim wykonaniu. Bawiłem się piłką, robiłem sztuczki, czułem się jak jakiś Ronaldinho. Byłem pomocnikiem i zagrałem tak dobrze, że powiedzieli, że muszę do nich przyjść. Ale początkowo się nie zgodziłem.

Odmówiłeś Barcelonie?!

Miałem wtedy 12 lat i nie chciałem wpaść w maszynkę La Masii. Wiedziałem, jak to wygląda: co sezon eliminowali najsłabszych. Nie chciałem tam pójść i za rok wylecieć, zaczynać od nowa. Ale po roku przemyślałem sprawę i stwierdziłem, że to dobry moment, żeby zrobić krok do przodu.

Musiałeś być utalentowanym dzieciakiem. Po dwóch latach treningów dostałeś się do Barcelony, w dodatku jako środkowy pomocnik-drybler.

Tak myślę, ale lubię grać na prawej obronie. W środku pomocy musisz dużo biegać. Za dużo! (śmiech) Musisz grać szybko, szybko, coraz szybciej, biegać pod bramkę i strzelać, potem wracać pod własną bramkę. Powiedziałem sobie: o nie, nie, wolę już zostać w obronie.

Kiedy dokładnie zmieniłeś pozycję?

Miałem chyba 16 lat, kiedy trener powiedział mi, że potrzebują stopera i chcą mnie wypróbować na tej pozycji. Grałem trzy lata na środku obrony, a w ostatnim sezonie w akademii zapytali mnie: ile masz wzrostu? 175 cm. I uznali, że lepiej będzie, jak będę grał na prawej obronie, a nie w środku. Okej, nie ma problemu.

Jak wygląda La Masia od środka?

To szalone. To nie jest prawdziwy świat. Wtedy Barcelona była na szczycie, przeżywała najlepsze lata, więc skoro grałeś w La Masii, myślałeś o sobie tak samo: jestem najlepszy na świecie. Myślałeś sobie, że nigdzie poza Barceloną nie grają dobrze w piłkę. Na miejscu mieliśmy wszystko: szkołę, nauczycieli wewnątrz klubu, czas, miejsce i warunki, żeby się rozwijać i odpoczywać. Ale to jest „fake football”. Fałszywy świat.

Czemu tak uważasz?

Bo kiedy odchodzisz z La Masii, widzisz, że bycie profesjonalnym piłkarzem wcale nie jest proste. Że piłka nożna to także złe chwile, chwile, w których łapiesz kontuzje i musisz sobie sam z nimi poradzić. Iść do lekarza, zapłacić za to, zadbać o swoją dietę i wszystko inne. W Barcelonie to wszystko masz, to zbyt łatwe i zbyt wygodne. Poza tym każdy klepie cię po plecach. Koledzy mówią, że jesteś najlepszy, bo grasz w Barcelonie. Dziewczyny na ciebie lecą, bo grasz w Barcelonie. Nie lubiłem tego, nie lubię, gdy słyszysz za dużo pochwał, bo w końcu zaczynasz o sobie myśleć w taki sposób. Wydaje ci się, że będziesz Messim i zarobisz miliony. Kiedy odchodzisz z La Masii, widzisz, jak wygląda prawdziwy świat. Jak ciężko jest dotrzeć na szczyt.

Carlos Julio Martinez i jego kumple z Barcelony

Carlos Julio Martinez i jego kumple z Barcelony. Fot. archiwum prywatne

Z drugiej strony masz świetne warunki do tego, żeby zostać piłkarzem. I musisz się uczyć, bo inaczej nie będziesz grał.

To nie jest obowiązek, ale starają się pomóc ci stać się lepszą, mądrzejszą osobą. Musisz się uczyć, żeby nie zostać głupkiem i poradzić sobie, jeśli nie wyjdzie ci w karierze. Na pewno łatwiej jest dzięki temu poradzić sobie w życiu, znaleźć pracę, jeśli nie zostaniesz piłkarzem.

Czyli ty się uczyłeś.

Nie, ja byłem leniem! (śmiech) Ale lubiłem języki obce, dlatego też podoba mi się polski. Znam kataloński, hiszpański, angielski, trochę francuski i zaczynam uczyć się polskiego (w trakcie rozmowy Carlos wplata polskie słówka – red.). Chcę się dalej uczyć języków, ale to wymaga czasu.

A jacy są ludzie, którzy trenują w szkółce Barcelony?

Byliśmy jak bracia, spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Chodziliśmy razem do szkoły, spaliśmy w pokoju w internacie. Ja dzieliłem pokój z Gerardem Deulofeu i Jeanem Marie Dongou. W zespole mieliśmy Rafinhę, Marca Bartrę. Świetni ludzie i dobrzy piłkarze. Deulofeu i Dongou to świry. Dongou kupował nam pączki, leżeliśmy, jedliśmy je i gadaliśmy o głupotach. A Deulofeu był obok nas i ćwiczył, robił przysiady. Pytałem go: stary, co ty robisz, przecież już jesteś najlepszy. On twierdził, że musi ćwiczyć jeszcze więcej, żeby wskoczyć do pierwszej drużyny.

Odmawiał pączków?

Nie jadł ich! Ale był bardzo zabawny, naprawdę. I bardzo głośny. Czasami robił tak głupie rzeczy, że pytałem go, czy ma pięć, czy 19 lat. W środku nocy zaczynał śpiewać i wrzeszczeć, że jest piłkarzem Barcelony. Mówiłem mu, żeby się zamknął i dał nam spać, a on twierdził, że jest szczęśliwy i będzie śpiewał dalej. Dongou zawsze uważał, że Gerard jest pokręcony. Z kolei u Dongou zawsze lubiłem ten afrykański akcent.

(Carlos udaje, że mówi jak Jean Marie Dongou)

Yuu broo, what are you doin, broo.

Cały czas to robił. Mówił perfekcyjnym hiszpańskim, ale z tym afrykańskim akcentem, nie dało się tego brać na poważnie.

A kto był najlepszym zawodnikiem w La Masii?

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem jak gra Rafinha, myślałem, że to gość z kosmosu. Potrafił przedryblować pięciu obrońców, potem bramkarza i poczekać na kolegę, żeby podać mu piłkę. Robił to tak łatwo, że nie mogłem tego pojąć. Gerard natomiast był świetny z piłką przy nodze, potrafił z nią zrobić wszystko. Ale najlepszy był Thiago Alcantara. Byłem zakochany w tym, jak gra. Nie byliśmy razem w drużynie, ale chodziłem na mecze rezerw tylko po to, żeby oglądać go w akcji. Myślę, że był największym talentem w całej akademii, miał największy potencjał. Czasami myślałem, że to niesamowite, żeby kontrolować piłkę czy podawać ją w sposób, w który on to robił. Widać było, że każdy z nich zrobi karierę, będzie gwiazdą światowego poziomu.

THIAGO ALCANTARA – CICHY BOHATER FINAŁU LIGI MISTRZÓW

Co w takim razie stało się, że ty skończyłeś w Miedzi Legnica?

Wszystko jest kwestią procesu. W La Masii źle się odżywiałem, nie dbałem o wypoczynek, więc cały czas łapałem kontuzje. Byłem głupi, wierzyłem tym ludziom, którzy mówili mi, że jestem najlepszy. Kłóciłem się z kolegami, z trenerem. Po ostatniej kontuzji w akademii Barcelony chciałem rzucić piłkę. Pomyślałem sobie, że nie mam ochoty tak żyć, co chwilę chodzić do lekarzy. Byłem u niego co dwa tygodnie. Wypadłem z gry na trzy miesiące, przytyłem, stwierdziłem, że kończę z piłką. A potem pogadałem z mamą.

Rzucasz piłkę? Okej. I co będziesz robił, pójdziesz do pracy?

Kurwa, w życiu! Masz rację, spróbuję jeszcze raz.

W Barcelonie prowadził cię Sergi Barjuan, który niedawno był trenerem pierwszej drużyny. Tymczasowym, ale jednak.

Tak. On jest całkowicie inni niż Wojciech Łobodziński. Sergi kazał ci walczyć, gryźć kostki, cały czas. Byliśmy w Barcelonie, a on skupiał się na walce. Wiadomo, że graliśmy w piłkę, ale jednak dominowała walka. „Łobo” mówi: „okej, panowie, cieszmy się piłką. Mamy jakość, jest Maxime Dominguez, Mehdi Lehaire, Jon Aurtenetxe, wiecie, jak grać i co robić”. Łobodziński jest bardziej spokojny, Barjuan ma ciężki charakter. Musisz przy nim uważać.

Brzmi jakby Sergi Barjuan był typowym pierwszoligowym trenerem. Walka, walka, walka.

Trochę tak. Zaskoczyło mnie to, jak fizyczna jest polska liga. Lubię to, bo często fauluję, a sędziowie to puszczają (śmiech). Ale macie też wielu jakościowych piłkarzy. Każdy myśli, że w piłkę gra się dobrze tylko w Hiszpanii, a tu też piłka na dobrym poziomie.

Carlos Julio w Miedzi Legnica

Też tak myślimy. Piłkarze z trzeciej ligi hiszpańskiej przyjeżdżają do nas i zostają gwiazdami.

Dla mnie tak nie jest. Kiedy pierwszy raz tu przyjechałem, obejrzałem mecz Miedzi Legnica z GKS-em Tychy. Pomyślałem sobie wtedy: to wymagająca liga, musisz biegać i myśleć, żeby coś ugrać. Miałem inne oczekiwania, myślałem, że będzie łatwiej. Powiedziałem żonie, że gdybym wiedział, że tak się gra w Polsce, przyjechałbym tu gdy miałem 21-23 lata. W Hiszpanii w piłkę gra się bardziej taktycznie, mają też więcej pieniędzy na zawodników. Ale tamtejsza liga jest zupełnie inna, masz 3-4 dobre zespoły, które walczą ze sobą i resztę, która po prostu jest. W 1. lidze jesteśmy liderem, a przecież niedawno przegraliśmy ze Stomilem Olsztyn, który był na dnie. I to nie to, że tylko przegraliśmy – to było 0:3! Szalony wynik. To dobre, bo kiedy ciężej jest wygrać w każdym meczu, rozwijasz się.

Wrócę jednak do Hiszpanii. Kiedy odszedłeś z Barcelony, trafiłeś do Villarrealu B.

Najlepsza decyzja w życiu. Na początku byłem w szoku, bo okazało się, że mamy lepszych piłkarzy niż w Barcelonie. Tam było sześciu piłkarzy, którzy mieli ogromną jakość. W Villarrealu było ich dziesięciu. Tam też miałeś wszystko, czego potrzeba: chciałeś się uczyć, była szkoła. Chciałeś trenować, były boiska. Świetne miejsce. Tak jak mówiłem: będąc w Barcelonie, myślisz, że tylko tu jest dobry futbol. A potem zobaczyłem juniorów Villarrealu i stwierdziłem, że są lepsi. Myślę, że to jedna z najlepszych akademii na świecie. Juan Camara, który grał w Barcelonie i Miedzi, też tu był i myśli podobnie.

JUAN CAMARA: MESSI? OGRAŁEM GO W TENISA!

Kogo pamiętasz stamtąd? Grałeś z Rodrim, który dziś jest w Manchesterze City.

Rodri był trochę dziwny. Był bardzo cichy, rzadko się odzywał, żył jakby w swoim świecie. Podobnie było na boisku: podawałeś mu piłkę i krzyczałeś, żeby odegrał, bo ma „plecy”, a on udawał, że cię nie słyszy. Ale wszystko mu wychodziło, więc po czasie stwierdziłem, że jest tak dobry, że może robić co mu się podoba. Miał równie wielki talent co Thiago, ale Thiago przewyższa go umiejętnościami. Rodri grał bardzo prosto, wiedział, co ma robić z piłką. Zawsze jeden, góra dwa kontakty. Prosta piłka, jak Sergio Busquets.

Pamiętam też Leo Suareza. Jeśli miałbym robić klasyfikację największych talentów, jakie widziałem, to wyglądałaby tak:

  1. Thiago Alcantara
  2. Leo Suarez
  3. Rodri

Leo był mały, niski, miał świetną lewą nogę. Był magikiem, kiedy podałeś mu piłkę, było pewne, że albo strzelimy bramkę, albo chociaż będziemy mieli do tego okazję. Po prostu zawsze coś wykombinował.

Kojarzysz Carlitosa? Też się tam spotkaliście, niedawno grał w Polsce.

Czekaj chwilę… Tak, tak, napastnik? Gość miał to, co najważniejsze na tej pozycji: potrafił strzelać bramki. Carlitos nie miał wielkich umiejętności czy techniki, ale za każdym razem, gdy dotykał piłki w polu karnym, strzelał bramkę. Śledziłem później jego karierę, ale zapomniałem, że był w Polsce. Przed przyjazdem tutaj rozmawiałem z Juanem Camarą, Joanem Romanem i Carlosem Heredią. Wszycy powiedzieli, że muszę tu przyjść.

CO ZAPAMIĘTAMY Z TANGA CARLITOSA Z EKSTRAKLASĄ?

Masz na koncie 14 meczów w reprezentacji Dominikany, ale nie grałeś w niej od dwóch lat. Dlaczego?

W Mirandes miałem drobne urazy i chciałem poczekać aż je do końca wyleczę. Klub mi płaci, więc jestem mu to winien. Nie chodzi o to, że nie chciałem grać dla kadry, ale w Dominikanie nie ma dobrych warunków do piłki. Boiska to katastrofa. Tak samo czuję się teraz – gdyby do mnie zadzwonili, myślę, że powiedziałbym, że wolę skupić się na awansie z Miedzią. Dominikana ma niezłych zawodników, ale chcą być jeszcze lepsi, dlatego sięgają po graczy z Europy czy Ameryki.

Ale i tak przegrywają.

Tak, to wina problemów, jakie mamy w federacji. Parę lat temu nie mieliśmy pieniędzy, na mecze nie przyjeżdżał nawet lekarz. Nie dbają o takie sprawy. To nie jest tak, że nie chcę grać dla reprezentacji, ale… Można przeklinać?

Można.

Przyjeżdżasz na kadrę, widzisz to wszystko i myślisz sobie: ja pierdolę. Nasz sztab szkoleniowy to trener i trener fitness. Jeśli coś ci się stało, dawali ci tabletki, nie wiadomo nawet jakie. Wiadomo, że chciałbym grać dla mojego kraju. Byłem bardzo dumny, kiedy pierwszy raz założyłem koszulkę reprezentacji. Wychowałem się w Hiszpanii, ale pochodzę stamtąd, chcę dawać radość moim rodakom i jakoś odpłacić się za wszystko, co mnie spotkało.

Marek Ubych powiedział nam w „Weszlopolskich”, że nie było łatwo przekonać cię do transferu.

To prawda. Przez trzy lata grałem w Mirandes, wcześniej też grałem w Hiszpanii i nie byłem przekonany, że warto wyjechać do innego kraju. Nigdy nawet tego nie rozważałem. Wahałem się, Marek próbował mnie przekonać, dzwonił do mnie „Łobo”, mówił, że chcą grać w piłkę i mi się to spodoba. Kiedy zadzwonili do mnie drugi, trzeci raz, przekonałem się, że naprawdę im na mnie zależy. Poza tym w piłce większość osób patrzy na CV. Widzą, w jakich klubach grałem i od razu zakładają, że muszę być dobry. W Miedzi powiedzieli mi, że oglądali moje mecze na WyScoucie, znali poszczególne statystyki. Widać, że podeszli do tego na poważnie. Miałem jakieś zapytania z Hiszpanii, Mirandes chciało przedłużyć ze mną kontrakt, ale nie czułem, że są do tego przekonani. Podchodzili do tego na zasadzie: „jak przedłużysz, to spoko, jak nie, to nie”.

Mieszkasz w Legnicy czy we Wrocławiu?

W Legnicy, spodobało mi się. To spore miasto, ale jest tu cicho, spokojnie. Mogę się skupić na piłce. Przyjechałem tu z żoną i psami, dobrze się tu czujemy. Chciałbym tylko, żeby na nasze mecze przychodzilo jeszcze więcej osób. Nie chciałem mieszkać w innym mieście, bo chciałem wczuć się w lokalną społeczność. Widzieć ich na co dzień, rozmawiać z ludźmi na spacerze czy w sklepie. Dzięku temu czuję, że jestem częścią Miedzi..

CZYTAJ TAKŻE:

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Tenis
15.08.2022

Hubert Hurkacz po raz pierwszy pokonany w finale turnieju ATP

Do tej pory schemat był prosty – jeśli Hubert Hurkacz dochodził do finału turnieju ATP, to go wygrywał. Zrobił to wcześniej pięciokrotnie, a i przed dzisiejszym starciem – o tytuł w imprezie ATP 1000 w Montrealu – był faworytem. Niestety jednak, choć w dobrym stylu wygrał pierwszego seta, to w dwóch kolejnych lepszy okazał się Pablo Carreno-Busta, który dziś osiągnął największy sukces w karierze.  Pablo znaczy niewygodny Pablo Carreno-Busta w Montrealu nie był rozstawiony, […]
15.08.2022
Primera Division
15.08.2022

Waleczna Almeria robiła, co mogła, ale to Real ma trzy punkty

FC Barcelona rozpoczęła sezon od wpadki z Rayo Vallecano (0:0) i do pewnego momentu wydawało się, że Real Madryt też wyłoży się na mniej renomowanym rywalu. Almeria nie przestraszyła się mistrza kraju i najlepszej drużyny w Europie, od razu ruszyła do ataku i szybko wyszła na prowadzenie. „Królewscy” męczyli się niesamowicie, ale koniec końców wygrała lepsza ekipa i madrytczycy wywieźli z trudnego terenu cenne trzy punkty (2:1) Real Madryt oddał w tym […]
15.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Lyczmański o kontrowersji z udziałem Josue: Warto, żeby kibice poznali przepisy

Adam Lyczmański, ekspert programu „Liga+ Extra” wziął na tapet kontrowersje z meczu Widzewa Łódź z Legią Warszawa. Były sędzia pozytywnie ocenił pracę Szymona Marciniaka, jego asystentów oraz sędziów z wozu VAR. – Trzeba sobie zadać pytanie, czy to było celowe zagranie Josue? Nie było, piłka go parzyła, uciekał od kontaktu. Decyzja była słuszna, warto, żeby kibice zapoznali się z przepisami gry – powiedział w programie „Canal+ Sport” były sędzia. Adam […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Niesłowny jak John van den Brom

John van den Brom, holenderski magik z Lecha Poznań, nie ma ostatnio dobrej passy. Nie dość, że w kilka tygodni zrujnował cały kapitał społecznego zaufania zbudowany przez swojego poprzednika, że pod jego wodzą mistrz Polski prezentuje się kiepsko i nierówno, że zalicza paskudny falstart w lidze, że balansuje nad przepaścią w europejskich pucharach, to jeszcze Holender okazuje się być człowiekiem deczko niesłownym.  Po meczu ze Śląskiem Wrocław miał udzielić wywiadu reporterowi Żelkowi Żyżyńskiemu […]
14.08.2022
Weszło
14.08.2022

Piąta kolejka, Lech z jednym punktem. I nie zmienia się nic

Jesteśmy w stanie założyć się o sporą sumę pieniędzy, że choćby piłkarze Śląska pojechali do domu, a zawodnicy Lecha próbowali strzelić gola do poniedziałkowego południa, to i tak by nie umieścili piłki w bramce rywala. Dlaczego? Bo to Lech Poznań. To wręcz niewiarygodne. Od gola Śląska na 1:0 mieliśmy wrażenie, że my takich meczów Kolejorza widzieliśmy już dziesiątki. A już zwłaszcza przy Bułgarskiej. Scenariusz wygląda zawsze tak samo – Lech musi gonić wynik (lub szuka trafienia […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Asysta Żurkowskiego na wagę wygranej Fiorentiny. Kolejny babol Radu [WIDEO]

Szymon Żurkowski udanie wrócił do Fiorentiny – w pierwszym występie w Serie A po wypożyczeniu do Empoli środkowy pomocnik pojawił się na boisku jako rezerwowy i zaliczył asystę przy zwycięskim golu strzelonym przez Rolando Mandragorę. Znów skompromitował się bramkarz Ionut Radu. Radu w poprzednim sezonie znacząco przyczynił się do utraty scudetto przez Inter Mediolan, bo zawalił bramkę w spotkaniu z Bologną, Nerazzurri polegli i ostatecznie zostali wyprzedzeni w tabeli przez AC Milan. Po sezonie Rumun […]
14.08.2022
Na zapleczu
01.08.2022

Dlaczego kibice GKS-u Katowice protestują przeciwko prezesowi?

Awans piłkarzy na zaplecze Ekstraklasy, hokejowe mistrzostwo Polski, czwarte miejsce piłkarek czy szóste siatkarzy. GKS Katowice w ostatnich latach odniósł kilka mniejszych lub większych sukcesów. Dlaczego więc kibice tego klubu rozpoczęli bojkot? Czy Marek Szczerbowski, prezes GieKSy, wynikami poszczególnych sekcji skutecznie tuszuje to, jak zarządzany jest śląski klub? Bielsko-Biała. Blisko 2000 kibiców GKS-u Katowice, razem ze zgodami, melduje się na stadionie Podbeskidzia […]
01.08.2022
Na zapleczu
25.07.2022

Skrzypczak o golu z połowy: Podpuszczaliśmy się – daj za kołnierz. To dałem

Szymon Skrzypczak dokonał czegoś, co nie zdarza się zbyt często — strzelił gola z połowy boiska, wykorzystując wznowienie ze środka gry do przelobowania bramkarza. Jaki proces myślowi prowadzi do takiego trafienia? Czy napastnik Chojniczanki zamieniłby je na kilkadziesiąt bramek więcej na przestrzeni całej kariery? Jak z podopiecznymi obchodził się Adam Nawałka i kto pilnował Piotra Zielińskiego w internacie Zagłębia Lubin? Zapraszamy na rozmowę z autorem gola sezonu na zapleczu Ekstraklasy. Ile telefonów […]
25.07.2022
Na zapleczu
15.07.2022

TOP 10 – największe nazwiska 1. ligi w sezonie 2022/2023

Rozegrali ponad 2100 spotkań w Ekstraklasie. Najczęściej są byłymi reprezentantami kraju, którzy znają smak gry w europejskich pucharach. Wracają do klubów, które wiele dla nich znaczą, albo łapią ostatnie chwile kariery przed zawieszeniem butów na kołku. Oto dziesięciu piłkarzy z najmocniejszym CV w 1. lidze. Weterani boisk nie zawsze stanowią o sile drużyn, ale większość zawodników, o których wspominamy, powinna odegrać znaczącą rolę w nadchodzącym sezonie. Pomóc w walce o awans, a czasami nawet […]
15.07.2022
Na zapleczu
11.07.2022

Odejścia, zaległości, konflikt prezesa z kibicami. Co się dzieje w Górniku Łęczna?

Niespełna tydzień przed startem rozgrywek ligowych Górnik Łęczna ma kadrę w rozsypce i zaległości wobec zawodników. Spadkowicz z Ekstraklasy myśli też o zmianie planów na nadchodzący sezon. Stwierdzenie, że klub zmierza w złą stronę, będzie być może przesadą, ale faktem jest, że na Lubelszczyźnie pojawiły się dawno niewidziane problemy. Poniedziałek, 11 lipca. Dziś piłkarze Górnika Łęczna mają dostać dwie pensje — za maj i czerwiec. Ta pierwsza powinna pojawić się na ich […]
11.07.2022
Na zapleczu
04.07.2022

Frąckowiak: Chojniczanka to bardziej długodystansowiec niż sprinter

Chojniczanka Chojnice w ostatnich latach była marką mocno kojarzoną z zapleczem Ekstraklasy. Jak wyglądała walka tego klubu o powrót do 1. ligi? Jakie są realia funkcjonowania zespołu z Chojnic? Jak wygląda praca dyrektora sportowego w takim klubie? Opowiedział nam o tym Dawid Frąckowiak. Chojniczanka faktycznie była finansowym potentatem 2. ligi? Rozmawiałem z Markiem Saganowskim, który mówił, że Motor Lublin nie mógł się równać z takimi klubami. Nie czytałem tego […]
04.07.2022
Na zapleczu
27.06.2022

„Awans do 1. ligi podtrzymałby Wigry Suwałki przy życiu, ale nie uratowałby klubu”

Wigry Suwałki spędziły kilka lat na zapleczu Ekstraklasy, walczyły nawet o awans. Wygrywały Pro Junior System, były rozpoznawalną marką w kraju. Po spadku klub dwa razy odpadał w gry o powrót do pierwszej ligi w barażach, a teraz wycofał się z rozgrywek. Dlaczego tak się stało? W jakich warunkach funkcjonował klub? Opowiada nam o tym Mateusz Mazur, który pełnił w nim rolę dyrektora sportowego. Pierwsze pytanie jest oczywiste — dlaczego Wigry […]
27.06.2022
Liczba komentarzy: 17
Subscribe
Powiadom o
guest
17 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
owca w wilczej skórze
owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

Myślałeś sobie, że nigdzie poza Barceloną nie grają dobrze w piłkę. ” – taa, na pewno. Jest z 50 lepszych akademii w europie niż la masryja.

owca w wilczej skórze
owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

Każdy myśli, że w piłkę gra się dobrze tylko w Hiszpanii, a tu też piłka na dobrym poziomie.” – liga hiszpańska jest przenudna w chuj – dlatego nie mogę jej oglądać, bo zasypiam, za dużo taktyki i szachów w środku pola i za dużo fauli – to wszystko morduje płynność gry.

Uwielbiam lige holenderska, gdzie jest masa sytuacji podbramkowych i fajne techniczno-kombinacyjne granie bez masy fauli – dzięki temu gra jest płynna i fajnie się to ogląda. Jak oglądam la liga to rzygam. Gówno potworne. Oczywiście poziom wyższy niż w holandii ale dla widza nie jest to przyjemność oglądać taki kał. Przynajmniej dla mnie.

kekistan
kekistan
8 miesięcy temu

Typie, przecież on tłumaczy, że to spojrzenie jest błędne i jakie były jego uczucia będąc częścią La Masii. Z czym ty w ogóle dyskutujesz. xD

owca w wilczej skórze
owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

Barca teraz dysponuje wonderkidami najlepszymi na świecie (obok Realu).

Pedri Nico Gavi to aż kuśka sie podnosi jak Xavi to ogarnie w środku pola…

Hiszpanska piłka wraca na szczyt LM, angole dlugo sie nie nacieszyli…

owca w wilczej skórze
owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

Dlaczego ukradłeś mi nick?

Owca w wilczej skórze
Owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

Mi też zabrał nick 🙁

Owca w wilczej skórze
Owca w wilczej skórze
8 miesięcy temu

a co ja mam powiedzieć?

xxxxxxxxddddddd
xxxxxxxxddddddd
8 miesięcy temu

Podnosi Ci się kuska na widok młodych chłopców?

Jan Kowal
Jan Kowal
8 miesięcy temu

Bardzo sympatyczny koleś. Aż zacznę chyba śledzić jego postępy w Miedzi.

marek
marek
8 miesięcy temu
Reply to  Jan Kowal

O tak, wesoly herbatnik. Dobra robota Szymonie.

takaPrawda
takaPrawda
8 miesięcy temu

Czy ja właśnie przeczytałem że w środku pola było za dużo biegania więc facet wolał grać na prawej obronie? NA PRAWEJ OBRONIE?! Czy to jest jakiś błąd czy facet jest odklejony od rzeczywistości?

Sentino
Sentino
8 miesięcy temu
Reply to  takaPrawda

Facet jest ok, a Ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Nie chciał grać w środku pola, bo za dużo biegania więc został środkowym obrońcą. Po jakimś czasie trener go przesunął na prawą obronę, bo typ ma tylko 175cm i widocznie nie dawał rady grając na środku obrony.

Berg
Berg
8 miesięcy temu

Fajny wywiad. Martínez jedziemy z tym koksem do Ex.
Hej Miedź!

JacekS
JacekS
8 miesięcy temu

„Owca w wilczej skórze”/”owca w wilczej skórze” potrzebuje pomocy psychiatrycznej. Osobnik ten dyskutuje zawzięcie ze swoimi własnymi i bardzo licznymi wpisami ,a to jest jednym z objawów schizofrenii.

Andreas
Andreas
8 miesięcy temu

świetna robota Panie Szymonie!
a Karol świetnie wkomponował się w tryby Łobo