Reklama

Ubych: Real miał Zidane’a, Barca Guardiolę, Miedź ma Łobodzińskiego

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

09 listopada 2021, 13:30 • 8 min czytania 5 komentarzy

Marek Ubych od kilku lat jest dyrektorem sportowym Miedzi Legnica. Przeżył z klubem awans do Ekstraklasy, przeżył także spadek z ligi. Jak dziś wygląda pierwszoligowa Miedź? Skąd pomysł na zatrudnienie Wojciecha Łobodzińskiego w roli pierwszego trenera? Czy dobre wyniki zaskoczyły legniczan? Jakie są kulisy letnich transferów? O tym wszystkim Ubych opowiedział nam w „Weszłopolskich”.

Ubych: Real miał Zidane’a, Barca Guardiolę, Miedź ma Łobodzińskiego
Trener Janusz Niedźwiedź po meczu Widzew – Miedź mówił o dwóch rannych. Czujecie się bardziej ranni? Postrzegacie to tak, że to wy powinniście bardziej żałować, że nie udało się wygrać?

Zamieniłem parę słów z trenerem Niedźwiedziem po meczu. Zaczął od tego, że mogli wygrać 4:1. Zapaliła mi się lampka, pomyślałem sobie: emocje po meczu. Ale zaraz potem dodał, że równie dobrze i my mogliśmy wygrać 4:1. I to najlepsze podsumowanie. Bartosz Guzdek miał fenomenalną sytuację, Dominik Kun oddał groźny strzał, my mieliśmy swoje bardzo dobre sytuacje. Umówmy się: nawet lepsze, mogliśmy strzelić gola w 15 sekundzie, mogliśmy strzelić 15 sekund przed zakończeniem meczu. Kiedy ma się dwie, trzy groźne sytuacje w końcówce to jest nutka niedosytu. Poczucie, że można było ugrać więcej. Natomiast ten mecz był fenomenalny, świetnie się bawiłem, była kapitalna otoczka.

Oglądałem ten mecz z prezesem Tomkiem Brusiłą i mówił mi na bieżąco, co dzieje się w mediach społecznościowych, jaki jest ogień i jaka jest ocena neutralnych kibiców. Było wszystko: nieuznane bramki, chyba jedyny błąd sędziowski, gdy Patryk Makuch wychodził sam na sam i odgwizdano jego faul w ofensywie. Była czerwona kartka Daniela Tanżyny, gol naszego byłego zawodnika… Mecz-wizytówka. Chcielibyśmy mieć trzy punkty, nasi zawodnicy byli wkurzeni, że się nie udało, ale z kim do tej pory Widzew stracił punkty u siebie? ŁKS, ale to były derby. Jestem optymistą nie tylko z uwagi na wynik, ale też z uwagi na grę w ostatnich tygodniach.

Potwierdziło się, że nie ma przypadku w tym, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Ani w tym, że Widzew jest tam, gdzie jest. To drużyny w najlepszej formie, najlepiej grające w tym momencie w piłkę. Trzeba jednak docenić to, co dzieje się w Tychach, to, jaką pakę ma Arka, Podbeskidzie bardzo dobrze punktuje, więc jest to najsilniejsza liga od lat, najbogatsza, z największymi firmami.

Dość efektownie wybrnęliście z małego kryzysu, którego punktem kulminacyjnym była porażka w Olsztynie. Źródłem tego jest trener Wojciech Łobodziński: co was przekonało latem, że warto postawić na tego szkoleniowca?

Real ma swojego Zidane’a, Barcelona Guardiolę, Miedź ma Łobodzińskiego. Wojtek jest tyle lat w klubie… Dłużej ode mnie, a mnie się wydaje, że przeszedłem tutaj bardzo dużo. Awansowałem, spadłem, nie awansowałem, wcześniej byłem tu w różnych rolach, zaczynając od praktykanta na studiach. Były większe sukcesy, jak wygrana 2:0 z Lechem Poznań w Pucharze Polski, były także spektakularne wtopy. Wojtek jest tu jeszcze dłużej i to było oczywiste, że prędzej czy później jakąś drogą zostanie trenerem Miedzi. On od początku postawił na tę ścieżkę. Dostał się na UEFA PRO, jest wyróżniającą się postacią na kursie. Prowadził rezerwy, był asystentem u Jarosława Skrobacza, u Ireneusza Kościelniaka. Uznaliśmy, że to już ten moment, bo weryfikacja w rezerwach była bardzo pozytywna. Mówimy o punktowaniu w trzeciej lidze, o tym, jak grała ta drużyna i o porównaniu z poprzednikiem, który był bardzo dobrym trenerem, ale… Wojtek rozumie tę organizację, może tak powiem. Wie, o co chodzi, zna wszystkich: prezesa, właściciela. Zbierając wszystko do jednego punktu: Wojtek został trenerem Miedzi, bo prędzej czy później musiał nim zostać.

Reklama

To, co gra Miedź teraz, to jest to, czego się spodziewaliście, czy jest lepiej niż zakładaliście? Odwołam się do tego, co mówił prezes Andrzej Dadełło, który podkreślał, że zagrywka z trenerem Łobodzińskim jest ryzykowna.

Mieliśmy okazję oglądać wszystkie mecze trzecioligowych rezerw. Wiedzieliśmy, w jaki sposób Wojtek chce grać. Tam co prawda stosował system 3-4-3, tutaj nim zaczynał, a potem przeszedł na 4-1-4-1 czy 4-3-3, zwał jak zwał, to tylko nazwy. Taktyka jest inna, ale model jest ten sam. Czy było ryzyko? Każda decyzja w piłce nożnej, w biznesie, jest ryzykiem. Staraliśmy się je zminimalizować, ale zatrudnienie jakiego trenera nie byłoby ryzykiem? Tu mieliśmy je zminimalizowane, bo mieliśmy wiele danych, które dawały nam przeczucie, że to wypali. Jeśli przejrzycie klub, to zobaczycie, że właściciel wychowuje sobie pracowników na najważniejsze stanowiska. Tomek Brusiło wiele lat był w klubie, zanim został prezesem. Marta Żołędziewska pełniła funkcję wiceprezesa, jestem ja, jest dyrektor akademii Tomek Syska. Na wielu stanowiskach są ludzie wychowani przez lata. Doszliśmy do momentu, w którym trenera też wychowaliśmy i wszystkie najważniejsze funkcje pełnią ludzie stąd.

Szczerze mówiąc: nie pamiętam pytania! (śmiech)

Czy spodziewaliście się, że tak szybko będzie tak dobrze?

Nie. Wiem, że ligę wygrywa się – albo przegrywa – w kwietniu i maju. Czekam na ten moment. Początek sezonu był obiecujący, końcówka okresu przygotowawczego też. Mieliśmy potknięcie, ale to oczywiste i normalne, kiedy drużyna jest urządzana na nowo. To, że wyszliśmy z tego kryzysu to zasługa sztabu, który się z tym zmierzył. Delikatne klocuszki: te boki obrony dali niżej, tu kogoś wyżej i poukładali to tak, że gra i styka. Piłkarze, którzy wydawało się, są słabymi ogniwami w poprzednim systemie, teraz są obserwowani przez większe kluby niż Miedź.

Ale słuchajcie: przed nami mecz-pułapka z Górnikiem Polkowice. Przegraliśmy ze Stomilem w Olsztynie, musimy do tego podchodzić na spokojnie. Żeby nie było tak, że doszliśmy do momentu piku, otwieramy szampany, a zaraz dostaniemy klapsa i nie będziemy się nadawać do niczego, bo taka jest piłka. Praca w klubie przez wiele lat nauczyła mnie pokory, musimy podchodzić do wszystkiego cierpliwie. Cieszę się, że piłkarze tacy jak Patryk Makuch, którzy są tu wiele lat, przechodzili trudne momenty, bo nie zawsze grali tak, jakby chcieli, teraz są wiodącymi postaciami. Nie tylko ktoś przychodzący z zewnątrz, gwiazdy jak Maxime Dominguez, ale też Patryk, który zaczyna tu czwarty sezon, prowadzi nas do zwycięstw.

DOMINGUEZ I INNI. NAJCIEKAWSZE TRANSFERY LATA W 1. LIDZE

Reklama
Masz wrażenie, że Miedź znalazła harmonię między polskimi zawodnikami, czasami dłużej związanymi z Miedzią i zagranicznymi zawodnikami? Jest takie pół na pół.

Trener Łobodziński powiedział mi, że może mieć nawet 10 obcokrajowców na boisku, byleby byli to dobrzy piłkarze, z odpowiednim charakterem, dobrą motoryką. Muszę się z tym zgodzić…

Ale też jest wiele historii, które pokazują, że projekty mocno oparte na zagranicznych zawodnikach, nie wypalały. Nawet w Miedzi w przeszłości były z tym problemy, chociaż wy podchodziliście do tego trochę inaczej, robiąc trochę kolonie.

Projekty Miedzi są oparte na projekcie trenera. Jeśli trener A wierzy w to, że piłkarze z danego regionu Europy zagwarantują mu osiągnięcie wyznaczonego celu, to jestem narzędziem w rękach właściciela i trenera, żeby doprowadzić do związania się z piłkarzem, którego chce trener. Natomiast trochę bym odwrócił tę tezę. Poszukałbym zmiany pokoleniowej w klubie. Przeszliśmy długą drogę od zawodników 30+ do zawodników młodych. Mehdi Lehaire to rocznik 2000, David Panka miał wszystko, żeby grać w piłkę na dobrym poziomie. Jest Hamza, jest Ruben. To młodzi chłopcy, którzy nie mają polskiego paszportu i jak popatrzymy na piłkę europejską, to jest naturalne, że młodych piłkarzy ściąga się z całego świata. Ostatnio chłopak od nas był na testach w Parmie. Nie szukałbym pozytywów z tego sezonu w tym, że jest więcej Polaków, bo wydaje mi się też, że w poprzednim roku mieliśmy bardziej polską drużynę.

Skoro zahaczyliśmy już o temat młodych obcokrajowców. Czy ściąganie zagranicznej młodzieży do akademii, rezerw, jest dla was pomysłem na wyjście z problemu rywalizacji o utalentowaną młodzież z regionu z innymi akademiami z Dolnego Śląska?

Tak.

Krótko i na temat! Zamierzacie w zimowym oknie transferowym podziałać trochę nie w stylu Miedzi Legnica? Pojawia się realna szansa na awans, więc kibice pewnie będą oczekiwali tego, żeby na rynku transferowym zrobić dużo i zwiększyć swoje szanse.

Gdy awansowaliśmy do Ekstraklasy, zrobiliśmy zimą trzy transfery. Wrócił do nas Petteri Forsell, przyszli Mateusz Piątkowski i Deleu. Dwa konkretne transfery i Deleu, którego chciała Chojniczanka i pozytyw był z tego taki, że nie poszedł tam i nie pomógł im w tej walce. Z kolei w sezonie, w którym trener Dominik Nowak próbował wrócić do Ekstraklasy, transferów było o wiele więcej i nie wydaje mi się, żeby to miało pozytywny wpływ na drużynę. Trzeba obserwować to, co dzieje się w drużynie. Nie ma co psuć czegoś, co dobrze funkcjonuje. Wiadomo, że są słabsze punkty, trener je wskazuje, ale nie wydaje mi się, żeby Miedź ruszyła na zakupy. W tabelce „przyszli” na 90minut.pl raczej będą pustki.

Który z letnich transferów był największym wyzwaniem?

Z Jonem Aurtenetxe było dość łatwo. Mogliśmy go ściągnąć już rok temu, ale trener Jarosław Skrobacz zdecydował, że Dani Pinillos będzie lepszym rozwiązaniem. Wróciliśmy do tematu, była chemia, podobał się trenerowi, szybko się dogadaliśmy. Z Maksem Dominguezem, akurat dzisiaj sprawdzałem, wydawało mi się, że długo go namawialiśmy, a zeszło z tym dwa tygodnie. Wydaje mi się, że kluczowym momentem było to, gdy zobaczył skrót z naszego sparingu z Zagłębiem Lubin. Wcześniej było „tak, super, trener super porozmawiał, mój przyjaciel mówił wiele dobrych rzeczy”, ale nie mogliśmy tego dopiąć. Po tym meczu podesłał mi link do skrótu i napisał, że jesteśmy lepsi od tej drużyny. Użył stwierdzenia „my”, więc wydało mi się to realne.

JAK SIĘ ŚCIĄGA GRACZA BARCELONY?

Najdłużej „męczyliśmy się” z Carlosem Martinezem i jego menedżerem. W ciągu dwóch lat zagrał ponad 40 meczów w Segunda Division, nie w jakimś słabym zespole, tylko w Mirandes. Jego trenerem był szkoleniowiec, który robi teraz fenomenalną robotę w Primiera Division. W ogóle śmieszna rzecz: poprosiłem o numer do niego Carlosa Heredię. Pierwsza rzecz, którą mi odpisał to żebym zapomniał, że zbyt ambitnie. Odpowiadając na pytanie: z Carlosem było najwięcej stresu.

CZYTAJ TAKŻE:

ROZMAWIALI WESZŁOPOLSCY

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Kopciuszek, który wyrasta na damę. Jak Słowenia wdarła się do siatkarskiego topu?

redakcja
4
Kopciuszek, który wyrasta na damę. Jak Słowenia wdarła się do siatkarskiego topu?

1 liga

Komentarze

5 komentarzy

Loading...