Reklama

Asseco Resovia w końcu zagrała na miarę jej ogromnych możliwości

redakcja

Autor:redakcja

13 listopada 2021, 17:42 • 5 min czytania 0 komentarzy

Dla Asseco Resovii Rzeszów dzisiejszy mecz był ważny przede wszystkim ze względów psychologicznych. Gdyby siatkarze z Rzeszowa go przegrali, daliby krytykom całe wiaderko amunicji. Że nazwiska nie grają. Że może i są nieźli, jednak do topowego poziomu w Polsce wciąż sporo im brakuje. Po porażkach z mistrzem i wicemistrzem PlusLigi, podejmowali Projekt Warszawa – drużynę, która ubiegły sezon zakończyła na trzecim miejscu. Jednak dziś siatkarze Resovii udowodnili, że jeżeli tylko zagrają na swoim optymalnym poziomie, to niestraszny im jest żaden zespół.  Projekt załatwili w trzech setach i wysłali sympatykom innych klubów w Polsce czytelny przekaz. Brzmi on: za wcześnie nas skreśliliście.

Asseco Resovia w końcu zagrała na miarę jej ogromnych możliwości

Transfery nie zapewniły dominacji

Resovia to taki siatkarski Manchester United. Kibice Pasiaków doskonale pamiętają, że w latach 2008-2016 ich pupile byli czołową drużyną w kraju, rokrocznie meldując się na podium PlusLigi. Trzy razy nawet wygrali rozgrywki, a i w Lidze Mistrzów potrafili osiągnąć świetny rezultat. W sezonie 2014/2015 dotarli do finału rozgrywek, zaś rok później zajęli w nich czwarte miejsce.

Lecz od tego momentu coś się zacięło, a fani z Podkarpacia co rok zmuszeni są do powtarzania formuły, że to będzie TEN sezon. Jednak Resovia z drużyny zaliczanej do krajowego topu stawała się zespołem zaledwie – jak na swoje własne ambicje – dobrym. W obecnym sezonie władze klubu postanowiły to zmienić i przeprowadziły spektakularną ofensywę transferową.

Do drużyny Alberto Giulianiego dołączyli tacy zawodnicy, jak Maciej Muzaj, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski czy Jakub Bucki. Ponadto Giuliani, który jest też trenerem reprezentacji Słowenii, przekonał do zasilenia szeregów rzeszowskiego zespołu Jana Kozamernika. Do stolicy Podkarpacia zawitał również Sam Deroo, znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. W poprzednim roku Belg grał w Dinamo Moskwa, z którym zdobył mistrzostwo Rosji. A przecież w klubie zostali Fabian Drzyzga, Klemen Cebulj czy Timo Tammemaa. Na papierze to jest paka na mistrza.

Tymczasem Resovia dostała od rywali zimny prysznic. Sensacyjną porażkę 0:3 z GKS-em Katowice z drugiej kolejki można było tłumaczyć początkiem sezonu. Lecz ostatnie dwa mecze rzeszowianie również przegrali. Oba bardzo prestiżowe – z Jastrzębskim Węglem oraz Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Spotkania udowadniające, że dojście do poziomu krajowej elity wymaga czasu.

Reklama

Pod tym względem dzisiejsze spotkanie z Projektem Warszawa zapowiadało się interesująco. Zespół ze stolicy to trzecia siła PlusLigi. W poprzednim sezonie, występując jeszcze pod nazwą VERVA Warszawa ORLEN Paliwa, stołeczni całkiem nieźle pokazali się w Lidze Mistrzów. Zajęli drugie miejsce w swojej grupie, a gry w fazie play-off pozbawiło ich gorsze ratio. Dziś mogli zapewnić rzeszowianom ich trzecią porażkę z rzędu i udowodnić, że Resovia nie jest najpoważniejszym kandydatem nie tyle do wygrania ligi, co nawet do miejsca na podium.

Maszyna zaskoczyła?

Atmosfera w Hali Podpromie zwiastowała zacięty mecz, godny miana hitu kolejki. Ale gospodarze rozpoczęli od delikatnego falstartu. Nie potrafili skończyć swoich ataków, sami tracąc punkty, kiedy Bartosz Kwolek obijał ich blok. Wprawdzie rzeszowianie momentalnie zdołali złapać kontakt z rywalami, jednak rzucało się w oczy, że praktycznie każda piłka sytuacyjna padała łupem Projektu.

Lecz bynajmniej nie było tak, że gracze Resovii nagle zapomnieli jak się gra w siatkę. Ta drużyna ma jakość. Otwartym pozostawało pytanie,  czy zobaczymy w jej wykonaniu mecz, w którym na miarę swojej marki zagra nie jeden zawodnik, tylko cały zespół? I końcu kibice Resovii się tego doczekali. Kochanowski nieźle grał w bloku i popisywał się skutecznymi zagrywkami. Ważne punkty dorzucał też słoweński duet Kozamernik-Cebulj. Sam Deroo nie najlepiej wszedł w spotkanie, ale im dalej w mecz, tym Belg był skuteczniejszy. Fabian Drzyzga – ten sam, który w kadrze do znudzenia gra piłki na skrzydła – dziś chętnie rozgrywał przez środek. W drużynie z Rzeszowa dobrze funkcjonowało w tym meczu wszystko. No, może poza skutecznością Maćka Muzaja, która na początku powinna stać na nieco wyższym poziomie. Lecz z czasem i ten element się poprawił.

Chcielibyśmy napisać również coś pozytywnego na temat zespołu Projektu, ale za bardzo nie mamy o czym. Warszawianie pod koniec pierwszego  seta po prostu wymiękli, zaś w drugim wyglądali tak, jakby w spotkaniu robili za statystów. Kwolek był zatrzymywany, Igor Grobelny w ataku nie dawał absolutnie nic. Z kolei Piotr Nowakowski najbardziej dał się zapamiętać z akcji, w której Muzaj posłał w jego sektor banalną piłkę oburącz, lecz reprezentant Polski sobie z nią nie poradził. Mylić zaczął się nawet Dusan Petković – zwykle pewny punkt zespołu z Warszawy.

Resovia jest groźna, kiedy złapie luz

Stąd sytuację, kiedy w drugim secie Projekt doprowadził do gry na przewagi, mogliśmy zgłosić do programu „Nieprawdopodobne? A jednak…”. Resovia prowadziła 15:11 i nic nie zapowiadało tego, że zawodnicy z Warszawy wrócą do tej partii. Tymczasem gospodarze zaczęli popełniać niewytłumaczalne błędy, które Projekt wykorzystywał. Sami również dokładali zaskakujące punkty. Jak chociażby w przypadku Andrzeja Wrony, po którego zagrywce chyba nikt nie spodziewał się, że zdobędzie asa serwisowego. Oglądało się to tym bardziej dziwnie, że w grze gości naprawdę niewiele się kleiło i mówiąc szczerze, nie do końca zasługiwali oni na wynik, który widzieliśmy na tablicy.

Reklama

Lecz koniec końców, wszystko potoczyło się po myśli Resovii. Przy stanie 25:24 dla gospodarzy, trener Giuliani wprowadził na zagrywkę Nicolasa Szerszenia. Ten posłał bombę, której Damian Wojtaszek nie zdołał odebrać i tak drugi set padł łupem rzeszowian.

Trzeci pokazał za to, jak dziwną drużyną jest Asseco Resovia. Ci goście posiadają ogromne umiejętności. Kiedy wchodzą na swój optymalny poziom, potrafią grać takie akcje, że ogląda się je przecierając oczy ze zdumienia. Siatkarskie joga bonito. Jak wtedy, gdy w jednej akcji Fabian Drzyzga świetnie zagrał do Deroo, a ten zamarkował rozegranie i odwrócony tyłem do siatki posłał celną piłkę na stronę rywali. Resovia potrafi dominować długimi fragmentami seta. Ale w grze Asseco pojawiają się momenty dekoncentracji, w których sami podają rywalom tlen. Jednak dziś siatkarze Projektu nie potrafili z tego skorzystać, co tylko napędzało gospodarzy.

Set mógł zakończyć się świetną kiwką Deroo, jednak trener Andrea Anastasi zdecydował się sprawdzić, czy Belg zahaczył o antenkę. I choć Włoch miał rację, a wynik został skorygowany na 24:20 dla gospodarzy, to za chwilę Muzaj zamknął mecz.

Spodziewaliśmy się zaciętego meczu, a otrzymaliśmy koncert jednej drużyny. Orkiestra pod nazwą Asseco Resovia wprawdzie wciąż gra nierówno, ale dziś udowodniła, że nawet kiedy momentami traci kontrolę, to i tak potrafi stłamsić rywala zaliczanego do siatkarskiej czołówki. Jeżeli tylko ustabilizują formę, nie nałożą na siebie za dużego ciśnienia i z czasem nieco bardziej się zgrają, możemy zaryzykować stwierdzenie, że ich kolejne mecze z ZAKSĄ czy Jastrzębskim Węglem nie muszą zakończyć się porażkami.

Asseco Resovia Rzeszów – Projekt Warszawa 3:0 (25:21, 26:24, 25:20)

Fot. Newspix

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

0 komentarzy

Loading...