Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jak zrobić blitzkrieg w wersji polskiej? Uczy ekipa trenera Stolarczyka

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

12 listopada 2021, 20:41 • 4 min czytania 37 komentarzy

Po Polakach było widać dużą pompkę na spotkanie z Niemcami, ale żeby tak ich zniszczyć w ciągu 20 minut, a potem upokorzyć w samej końcówce, dokładając czwartą sztukę? Absolutnie nikt nie mógł się tego spodziewać, to byłaby wizja oderwana od rzeczywistości. Ale jednak, mimo że to tylko rozgrywki młodzieżowe, trzeba powiedzieć wprost: tutaj napisała się piękna historia. Niemiecka ekipa, która do tej pory w 2021 roku była niepokonana, dostała manto. Czy to mecz założycielski dla kadry trenera Stolarczyka? Być może. W każdym razie Polacy grali dzisiaj tak, że naprawdę można było się uśmiechnąć szeroko od ucha do ucha. Twardo, czasami bardzo ostro i przede wszystkim skutecznie.

Jak zrobić blitzkrieg w wersji polskiej? Uczy ekipa trenera Stolarczyka

To zwycięstwo powoduje, że Polska na trzecim miejscu w grupie przybliża się do Niemców i Izraela na dwa punkty.

500 PLN ZWROTU BEZ OBROTU – ODBIERZ BONUS NA START W FUKSIARZ.PL!

Niemcy – Polska. Show dwóch aktorów w pierwszej połowie

W kapitalny sposób zaczął się ten mecz dla Polaków. Owszem, dwa razy uśmiechnęło się do nas szczęście, ale takie prezenty od losu trzeba wykorzystywać. Najpierw Kamiński przejął piłkę w środku pola, minął jednego rywala, podciągnął akcję na połowę Niemców i posłał prostopadłe podanie. Tor lotu piłki znacznie zmienił rykoszet, dzięki czemu Benedyczak mógł wjechać w szesnastkę, wygrać pojedynek biegowy i pewnie strzelić po krótkim słupku. To był piąty gol w 13 występie 20-latka, licząc wszystkie rozgrywki w tym sezonie.

Co niesamowite, to był dopiero początek. Początek rozstrzeliwania niemieckiej bramki.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W 2021 roku niemiecka kadra U-21 była niepokonana. A tu proszę – już po 20 minutach ci sami goście dosłownie padli przed Polakami na kolana. W 12. minucie w rolę rozgrywającego ponownie wcielił się Kamiński, zagrał ładnie do wbiegającego na wolne pole Benedyczaka. Ten pozwolił bramkarzowi skrócić kąt, czekał  na jego ruch do końca jak stary wyga, co oczywiście zdało egzamin. Ładna wcineczka, idealny timing, 2:0. Nie mogło być lepiej? No pewnie, że mogło.

W 15. minucie Skóraś załadował bramkę Niemcom na 3:0. Powtórzymy: Skóraś w 15. minucie załadował bramkę Niemcom na 3:0. To samo się wyjaśnia. Do akcji Polaków kluczową cegiełkę znów dołożył Kamiński i to kolejnym zagraniem, które przeszyło niemiecką defensywę. Starszy piłkarz Lecha najpierw wygrał pojedynek z obrońcą – tu jednak powinien być faul, stempel na stopę w wykonaniu Skórasia był ewidentny – a potem z ostrego kąta na pewniaka pokonał golkipera.

Mało? Czekajcie, wydarzyło się coś jeszcze. Ta wojenka musiała nabrać czerwonych barw. Otóż Mbom zapracował sobie na wykluczenie z meczu już w 19. minucie, gdy sfaulował Benedyczaka mogącego znaleźć się w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem. Niemcy zaczęli zatem grać w dziesiątkę od 20. minuty, będąc trzy bramki w plecy. Nie oszukujmy się: nawet Spielberg nie wymyśliłby takiego scenariusza. To naprawdę była wielka rzecz. Dodajmy jeszcze, że Miszta w 40. minucie dostał żółtą kartkę za grę na czas w TAKICH okolicznościach. Próżno szukać podobnych obrazków w pamięci.

Niemcy – Polska. Wybronione czyste konto i wisienka na torcie

W drugiej połowie Niemcy zaczęli napierać. Wiadomo – nie mieli nic do stracenia. Miszta musiał się trochę nagimnastykować przy strzale Burkardta z bliskiej odległości, a potem się przeżegnać, gdy Thiaw z piątego metra nie trafił z główki nawet w bramkę. Gdy coś takiego miało już miejsce, to znaczy któryś z Niemców uderzał celnie, piłkarz Legii zachowywał się na linii znakomicie.

Ogółem widać było gołym okiem, kto posiada większą sumę umiejętności piłkarskich. Niemcy potrafi ładnie rozgrywać piłkę, robić sobie miejsce do ciekawych zagrań ruchem bez piłki, dryblować na wysokiej skuteczności czy po prostu sprawiać lepsze wrażenie. My natomiast mieliśmy skuteczne kontry i konkrety oraz – co pomagało na przestrzeni całego spotkania – twardość w starciach fizycznych. Nie ma co się czarować – gdy nasi rywale zakładali pressing na naszej połowie, było gorąco. Gdy Schade miał futbolówkę przy nodze, można było spodziewać się kłopotów. Gdy trzeba było bronić się przed zmasowanymi atakami, trenerowi Stolarczykowi mogło zadrżeć serce. Udało się jednak dowieźć okazałe zwycięstwo i zrobić coś, co będziemy fajnie wspominać w przyszłości.

Jeśli chodzi o zawodników, którzy wyglądali najlepiej, niewątpliwie z fenomenalnej strony pokazał się Kamiński. Dzisiaj pokazał wszystko, co ma najlepsze. Zaliczył asysty, miał kluczowe podania, wjeżdżał w pole karne Niemców jak w masło i zasługiwał na gola w końcówce. Kurczę, mówimy o wykazaniu się na tle naprawdę mocnej reprezentacji. Warto to podkreślić.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dobry mecz zagrał również Bogusz, który miał swoje próby z dystansu, pokazał jakość. Świetny impuls z ławki dał też Kozłowski, który potrafił się ładnie zabawić i miał trochę szczęścia, gdy strzelił gola po dobitce. Jeśli w przyszłych latach kogoś będzie trzeba rozważyć w kontekście włączenia do dorosłej kadry na stałe, to trzeba będzie zacząć właśnie od tych chłopaków. Serce rosło, gdy widzieliśmy, jak oni oraz pozostali piłkarze młodzieżówki gryźli dzisiaj trawę, żeby upokorzyć Niemców.

Niemcy – Polska 0:4 (0:3)

Benedyczak 5′ i 12′, Skóraś 15′, Kozłowski 90′

CZYTAJ TAKŻE:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gitara, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” na WeszłoTV i Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. Często w bluzie… Naruto.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

37 komentarzy

Loading...