Reklama

Dramat Roberta Kubicy – od wygranej 24h Le Mans dzieliły go dwie minuty…

redakcja

Autor:redakcja

22 sierpnia 2021, 17:20 • 3 min czytania 19 komentarzy

Nie zdziwimy się, jeżeli po dzisiejszym wyścigu Le Mans do kibicowskiego określania czasu dojdzie nowa jednostka. Wszyscy wiemy, ile wynosi jedna Wenta, czy też jedna Gołota. Tym razem możemy mówić o jednej Kubicy, wynoszącej dwie minuty. Właśnie tyle dzieliło Polaka od zwycięstwa w prestiżowym wyścigu 24h Le Mans, który – jak sama nazwa wskazuje – trwa dwadzieścia cztery godziny. Dwadzieścia cztery godziny. Dwie minuty. Powiedzieć, że ORLEN Team WRT w swoim debiucie utracił szansę na zwycięstwo, to nic nie powiedzieć. W tak długim wyścigu przegrana w ostatnich stu dwudziestu sekundach to porażka o kosmyk włosa.

Na samym wstępie wyjaśnijmy to, czym w ogóle jest klasa LMP2, w której jeździli Polacy. Jest to druga pod względem prestiżu kategoria samochodów – wyżej znajduje się klasa hypercar. Jednak ta w ostatnich latach przeżywa spadek zainteresowania, ze względu na duże dysproporcje w budżetach poszczególnych zespołów. Monotonia wynikająca z przepaści technologicznej przekłada się negatywnie na oglądalność. Z tego względu wiele zespołów woli startować w klasie LMP2. Koszty są mniejsze, a wyścigi o wiele bardziej wyrównane przez ograniczenia w parametrach samochodów. Dość powiedzieć, że w klasie hypercar startowało zaledwie sześć aut, podczas gdy w LMP2 rywalizowały dwadzieścia cztery pojazdy. W tym zespół ORLEN Team WRT z Robertem Kubicą za kółkiem.

Dramat Roberta Kubicy – od wygranej 24h Le Mans dzieliły go dwie minuty…

Czy zespół Polaka mógł na cokolwiek liczyć w Le Mans? Cóż, przed startem było kilka pozytywów. Po pierwsze, świetnie przygotowany samochód. Zespół WRT wykonał kawał dobrej roboty, której efekty widać było już w eliminacjach, w których team Polaka zajął drugie miejsce w swojej klasie. Po drugie, dobrzy kierowcy. Fakt, Kubica nie miał praktycznie żadnego obycia w Le Mans, podobnie zresztą jak Yifei Ye. Najbardziej doświadczony Louis Deletraz posiadał zaledwie kilka takich występów w dwudziestoczterogodzinnych wyścigach. Szwajcar śmiał się nawet, że Robert to najstarszy świeżak, jakiego dane mu było poznać. Ale zawodnik ORLEN Teamu to uznana marka. W formule 1 wręcz słynął z wyciskania maksimum możliwości z bolidu, jednocześnie nie doprowadzając do zajechania maszyny. Zatem to kierowca idealny do wyścigów, w których ważniejsza od samej szybkości jest wytrzymałość i odpowiednie dbanie o stan techniczny pojazdu.

Od początku wyścigu widać było, że najpoważniejszym rywalem ORLEN Teamu będzie bliźniacza konstrukcja WRT z numerem 31. Ale to mniej doświadczony zespół jechał o wiele pewniej. W czym oczywiście Polak miał swój udział. Kiedy pierwszy raz usiadł za kółkiem, przyszło mu rywalizować w deszczu i świetnie sobie poradził w trudnych warunkach. Ale na sukces w samochodowym maratonie – poza pracą całego sztabu – składa się jazda trzech kierowców. Oni również bardzo dobrze sobie radzili, tak jakby znaleźli złoty środek pomiędzy dobrym tempem i odpowiednią eksploatacją pojazdu.

Tak się przynajmniej wydawało przez dwadzieścia trzy godziny i pięćdziesiąt osiem minut wyścigu. Bo właśnie wtedy, na dwie minuty przed końcem, jadący na ostatniej zmianie Yifei Ye… po prostu stanął. Awaria pojazdu. Cholerne dwie minuty – tyle dzieliło Kubicę od historycznego wyczynu pozostania pierwszym Polakiem, który wygrał Le Mans – jeden z najbardziej znanych i prestiżowych wyścigów na świecie. Ostatecznie zawodów nie udało się ukończyć, a zespół został sklasyfikowany na dziewiętnastej pozycji w klasie LMP2.

Na pocieszenie dodajmy, że zawody na bardzo dobrym, piątym miejscu ukończył zespół Inter Europol Competition. Jest to polski zespół w którym startuje między innymi Jakub Śmiechowski. To jedno z największych osiągnięć tej ekipy w historii jej startów i gratulujemy świetnego wyniku. Lecz przy tym szkoda, że ich występ zostanie przysłonięty porażką Roberta Kubicy, który był dosłownie o krok od osiągnięcia jednego z największych sukcesów w historii polskich sportów motorowych.

Reklama

Fot. Newspix

Najnowsze

Ekstraklasa

Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce

Jan Mazurek
0
Musiolik: Podolski jest bezcenny. Nie ma takich ludzi w polskiej piłce
Ekstraklasa

Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Patryk Fabisiak
0
Podolski potwierdził, że ktoś nasłał na niego policję. „To znaczy, że się mnie boją”

Inne sporty

Komentarze

19 komentarzy

Loading...