Aby wciąż jeszcze mieć szansę na awans musisz przegrać ostatni mecz ligowy. Albo: składasz apelację od karnych punktów i przez to nie masz szans na grę w barażach. Gdybyś jej nie złożył, wziąłbyś udział w walce o promocję do wyższej ligi. Czwarta liga podlaska? Rozgrywki w Lesotho albo Bhutanie? Nie. Tak jest w Holandii na zapleczu Eredivisie. Niderlandy to niby poważny kraj, mocna reprezentacja, kilka potężnych klubów. Tymczasem gdy się zejdzie nieco niżej, system ligowy w tym kraju jest najbardziej pokręcony na świecie.
Najdziwniejsza liga świata? Holenderska Eerste Divisie
Z Eerste Divisie do Eredivisie awansują bezpośrednio dwa zespoły. Tu sprawa jest prosta – są to ekipy, które zdobędą najwięcej punktów na przestrzeni całego sezonu. Tradycyjnie, jak prawie wszędzie na świecie.
ADO Den Haag zapewniło sobie promocję już ponad miesiąc temu. Haski klub przez wiele lat był zespołem środka tabeli Eredivisie, ale pięć lat temu spadł na jej zaplecze, gdzie radził sobie dość przeciętnie. Szczególnie w porównaniu do oczekiwań kibiców, mających zresztą od lat zgodę z fanami Legii. Teraz jednak wygrał ligę w cuglach, a wicemistrzem także ze znaczną przewagą został Cambuur z Leeuwarden we Fryzji. Te dwa kluby zapewniły sobie grę w elicie. W przyszłym sezonie będą rywalizowały z Ajaxem, Feyenoordem czy PSV.
Planowane są jednak jeszcze baraże, w których zagrać ma sześć klubów drugiego szczebla rozgrywkowego. Odbywają się one w dość kuriozalnym systemie. Na sezon zasadniczy składa się 38 kolejek, bo Eerste Divisie liczy aż dwadzieścia zespołów. Są one podzielone na cztery okresy, zwane periodami. Pierwszy i drugi składają się z dziesięciu kolejek każdy, a dwa ostatnie z dziewięciu. Zwycięzca każdego periodu uzyskuje prawo gry w barażach o awans do Eredivisie, niezależnie od tego, które miejsce zajmie w końcowej tabeli.
A pamiętać trzeba, że ze względu na zamknięty system ligowy w Holandii, do trzeciej ligi właściwie nie da się tam spaść inaczej niż przez bankructwo. W Eerste Divisie grają ponadto cztery drużyny rezerw: PSV, Utrechtu, Alkmaaru i Ajaxu, które nie mogą ani awansować, ani uczestniczyć w barażach. Teoretycznie mogą one spaść z ligi, jeżeli pierwsze drużyny tych klubów zostaną relegowane z Eredivisie. Na to się nie zanosi, bo cała czwórka znajduje się w górnej połowie tabeli.
Wystarczy wygrywać przez dwa miesiące, by zagrać w play-offach
W barażach grają z założenia zwycięzcy czterech periodów oraz dwie (albo więcej, jeśli potrzeba) najwyżej notowane drużyny w tabeli całego sezonu, które nie wygrały żadnego periodu, nie awansowały bezpośrednio, ani nie są drużynami rezerw. Uff!
W pierwszym periodzie sytuacja była dość prosta – wygrało go ADO Den Haag i zdobyło miejsce w barażach. Drugi period wygrał ten sam klub. Zgodnie z regulaminem, miejsce w play-offach przechodzi wówczas na wicemistrza (i tylko na niego, nie może przeskoczyć na trzecią drużynę w tabeli) okresu, którym był Cambuur. Trzeci period… też wygrał Cambuur, a miejsce w barażach przeszło na drugi w klasyfikacji tego okresu Willem II znany z tego, że ćwierć wieku temu grał w Lidze Mistrzów. W ostatnich tygodniach okazało się, że ADO i Cambuur zajmą dwa pierwsze miejsca w tabeli całego sezonu, zatem zwolniły dwa miejsca w play-offach.
Kto zatem w nich zagra?
- Willem II (mistrz trzeciego periodu)
- Cztery najwyżej klasyfikowane drużyny w tabeli ogólnej (poniżej drugiego miejsca w tabeli)
- Zwycięzca ostatniego periodu
Competition table provided by Superscore
Kto zajmie ostatnie miejsce w barażach?
Do rozegrania piątek została ostatnia kolejka sezonu zasadniczego. Wiadomo, że miejsca od czwartego do ósmego w tabeli ogólnej zajmą De Graafschap, Almere City, RKC Waalwijk, Roda Kerkrade oraz rezerwy PSV. Te ostatnie nie mogą wziąć udział w barażach, zatem znamy już pięciu z sześciu ich uczestników. Pozostaje wyłonienie ostatniego.
I tu sytuacja zaczyna się komplikować. Tabela czwartego periodu wygląda bowiem następująco:
- Willem II 19 punktów (ma już miejsce w barażach za 3. period)
- ADO Den Haag 18 pkt (wywalczył już awans bezpośredni)
- Vitesse 17 pkt
- Almere City 16 pkt
Jeżeli w pierwszej dwójce po ostatniej kolejce będą Willem II i ADO, wówczas miejsce z ostatniego periodu „przepada” i otrzyma je 9. drużyna w tabeli ogólnej, którą będzie FC Den Bosch. Jeśli pierwsze miejsce zajmie Almere (lub będzie drugie za Willemem II i ADO), otrzyma miejsce w barażach, ale z tabeli ogólnej wejdzie do nich także FC Den Bosch, bo Almere jest znacznie wyżej w klasyfikacji łącznej. Jedynym sposobem, by FC Den Bosch NIE zagrało w barażach, jest by period wygrało Vitesse (lub zajęło drugie miejsce nie dając się wyprzedzić Almere).

Przegrasz – idziesz do baraży. Wygrasz – możesz się do nich nie dostać
Krótko mówiąc – ostatnie miejsce w barażach weźmie albo Vitesse, albo Den Bosch.
Samo w sobie jest to niesamowicie zagmatwane, ale dopiero dochodzimy do najgorszego. Otóż w ostatniej kolejce Den Bosch gra z ADO Den Haag i jeżeli przegra ten mecz, Vitesse będzie miało znacznie bardziej utrudnioną drogę do baraży. Natomiast wygrana Den Bosch znacząco… zwiększy szanse, że miejsce w play-offach odbierze im Vitesse!
Krótko mówiąc przegrana w ostatnim meczu bardzo znacząco zbliży Den Bosch do walki o awans. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kibice Den Bosch i Den Haag pałają do siebie nienawiścią. Odpuszczenie tego spotkania może dać wielkie korzyści sportowo, ale kibicom może się ono nie spodobać. A może tym razem przełkną z radością gorycz porażki?
Swoje zdanie wyrazili już bukmacherzy. Choć początkowo kurs na wygraną Den Bosch kształtował się w okolicach 4-5, dziś jest już prawie dwukrotnie wyższy, a niektóre firmy wycofały już ten mecz ze swojej oferty.
Ale uwaga! To nie koniec absurdów drugiej ligi holenderskiej!
Upadek Vitesse Arnhem
Vitesse Arnhem od pewnego czasu ma kłopoty. Kilkanaście lat temu było bliskie bankructwa, po czym klub przejęli biznesmeni związani z Rosją. Chelsea ogrywała w nim swoich piłkarzy (choćby Mounta). Po agresji ich kraju na Ukrainę zdecydowali się na sprzedaż. Kupcem miał być Amerykanin Coley Parry. Jednak po długich analizach holenderska federacja nie wyraziła zgody na to przejęcie, bo nie była w stanie zidentyfikować rzeczywistego pochodzenia środków przeznaczonych na transakcję. Problem w tym, że Parry pożyczył w międzyczasie Vitesse grube miliony, które miały być zamienione na akcje. Dopiero w zeszłym roku udało się znaleźć grupę bardziej wiarygodnych nabywców.
Niestety zanim do tego doszło, Vitesse otrzymało karę aż osiemnastu punktów za złamanie wymogów licencyjnych i spadło z Eredivisie po prawie 40 latach nieprzerwanej gry w elicie. Wtedy to na powrót do tego klubu po rozstaniu z Lechem zdecydował się John van den Brom (na zdjęciu). Można odnieść wrażenie, że w minionym sezonie Vitesse częściej otrzymywało kary niż wygrywało mecze:
- sierpień 2024: sześć punktów karnych
- listopad 2024: 21 (!) punktów karnych
- kwiecień 2025: trzy punkty karne, potem kolejne trzy punkty, a następnie kolejnych sześć punktów

Łącznie 39 punktów karnych, a więc niewiele mniej od tego, ile zdobyli na boisku (44). Jak już wiecie z poprzedniej części, z ligi spaść się nie dało, zatem wysokość kary właściwie nie miała znaczenia. Na baraże Vitesse nie miało żadnych szans, a czy skończyło ostatnie, czy przedostatnie – niczego to nie zmieniało. Wtedy władze klubu wpadły na genialny pomysł. Postanowiły złożyć apelację od ostatnich dwunastu punktów, jakie odjęto Żółto-Czarnym.
Gdyby nie złożyli apelacji, zagraliby w barażach
KNVB musiało skargę rozpatrzyć, a że w międzyczasie skończył się sezon, zgodnie z regułami nie można było tychże dwunastu kwestionowanych punktów odjąć Vitesse od zeszłorocznego dorobku. Klub ostateczną rozprawę przegrał. Efekt? Dwanaście punktów musi być odjęte. Jako, że nie można było cofnąć się do sezonu 2024/25, kara zostanie aplikowana w bieżących rozgrywkach. Niektórzy z czytelników pewnie wyczują już, co było dalej.
Otóż odjęte dwanaście punktów, które gdyby nie apelacja przepadłyby w ubiegłym sezonie, w dzisiejszych rozgrywkach są powodem, dla których… Vitesse nie ma jeszcze pewnych baraży. Ma obecnie 44 punkty i zajmuje 11. miejsce. Jedyną szansą na play-offy jest wspomniane wcześniej wygranie ostatniego periodu. Tymczasem bez kary dwunastu oczek, zajmowałoby dziś szóstą lokatę, a udział w barażach Vitesse byłby dziś już pewny.
Tak to czasem bywa, że pieniactwo nie popłaca. Mogli odbyć karę bez żadnych konsekwencji, a tak ponieśli ją w sezonie, w którym prawdopodobnie pozbawiła ich ona szans na awans.
Za to czekać ich może kolejny rok w najdziwniejszych rozgrywkach świata, którymi zdecydowanie jest Eerste Divisie. Co ciekawe, to nie jest wymysł ostatnich lat. System ze zwycięzcami okresów obowiązuje w drugiej lidze holenderskiej od ponad pół wieku! I prowadził do najbardziej absurdalnych sytuacji, jakie tylko można sobie wyobrazić:
- W barażach o awans w 1991 roku grało FC Zwolle, a w 2014 roku Sparta Rotterdam mimo zajęcia szesnastego miejsca w sezonie zasadniczym.
- W 1990 roku Heerenveen awansowało do Eredivisie po zajęciu szesnastego miejsca w lidze. Stało się tak mimo, że w tabeli Superfryzyjczycy wyprzedzili tylko trzy inne kluby.
- W 2009 roku w barażach zagrał Telstar po zajęciu siedemnastego miejsca w lidze.
I pomyśleć, że w Polsce niektórzy oburzają się, że z 1. Ligi do Ekstraklasy można awansować mając ujemną różnicę bramek po 34 meczach…
CZYTAJ WIĘCEJ O INNYCH LIGACH ZAGRANICZNYCH NA WESZŁO:
- Były trener Lecha Poznań zwolniony. „Jestem naprawdę wściekły”
- Dublet Bryana Fiabemy. ADO wraca do Eredivisie [WIDEO]
- Bolesna porażka rewelacji sezonu. Przegrali wszystkie finały
- Cudu nie było. Leicester City spadło do League One
Fot. Newspix.pl