post Avatar

Opublikowane 26.11.2020 02:08 przez

redakcja

Oglądaliście kiedyś retransmisję meczu ukochanej drużyny, znając już niekorzystny dla niej wynik? Przez 90 minut towarzyszy ci wyłącznie myśl, że skończy się źle. Chwilami może się wydawać, kurczę, a gdyby jednak udało się oszukać los? Ale to złudzenie. Miraż. Od początku jest jasne – na końcu nie ma niczego dobrego, na końcu są ból i łzy. Życie Diego Armando Maradony dla jego fanów musiało być podobną historią. Wszyscy znali jej zakończenie. Wszyscy wiedzieli, czym grozi jego tempo, jego zwyczaje, jego cała filozofia życiowa.

Ale nic nie dało się zrobić, mogliśmy tylko wiernie obserwować ten najdłuższy w historii futbolu skok bez spadochronu. Świadomy, pozbawiony lęku, pozbawiony smutku czy frustracji wybór. Spadochron nie jest potrzebny, bogowie przecież potrafią latać.

***

To takie oklepane, ale nie da się zacząć inaczej. Mecz z Anglią. Jeden gol to najcudowniejszy ze wszystkich cudów świata, rajd, w którym nie brakowało niczego, akcja-ikona, akcja-tatuaż po wewnętrznej stronie powiek każdego fana argentyńskiej piłki. Drugi gol to najohydniejsze ze wszystkich ohydztw świata, strzelony ręką, dodatkowo pohańbiony żenującym tłumaczeniem o Ręce Boga. Jaka szalona amplituda na przestrzeni jednego meczu, od prawdziwego boga futbolu do hochsztaplera sprzedającego gwoździe jako chrystusowe relikwie sprzed 2 tysięcy lat.

Czy to było wejście w zakręt, z którego Maradona już nigdy miał nie wyjść? Czy to po prostu jeden z tysięcy jego drobnych grzeszków, za które kochał go świat – tak szczelnie wypełniony grzesznikami?

PRZYGOTOWANIA DO SKOKU

Fernando Signorini, trener przygotowania fizycznego, który miał okazję oglądać Diego Maradonę z bliska, współpracując z nim już w czasach jego gry dla Barcelony, dzieli życie Diego na dwa etapy. Pierwszy, gdy towarzyszył mu charakterystyczny przejmujący lęk chłopaka wyrastającego z brudnych osiedli. Lęk, że nie podoła, że mu się nie uda. To okres zdobywania, mozolnego wspinania się, by udowodnić całemu światu, że beton chodników w Buenos Aires to idealna gleba, by zakwitła tam piękna róża.

Maradona tych lat to może nie do końca tytan pracy, ale jednak człowiek skoncentrowany na celu. Signorini w rozmowie z Weszło powiedział: Diego jasno zaznaczył, że chce zostać mistrzem świata i konsekwentnie do tego dążył, aż do 1986 roku.

W tym okresie Diego dawał z siebie absolutnie wszystko, by dojść na szczyt. I doszedł. Wygrał mundial w 1986 roku, zaraz po pierwszym w historii scudetto z Napoli. Stał się też jednym z pierwszych fenomenów globalizacji. Można śmiało powiedzieć, że był wtedy najważniejszym człowiekiem na świecie. 

Co może być większe od lęku chłopaka z biednej dzielnicy, obawiającego się, że nie powiedzie mu się jego wielki plan? Lęk chłopaka z biednej dzielnicy, obawiającego się, że spadnie ze szczytu, na który tak mozolnie się wspinał.

Kokaina pojawia się tuż przed, razem z chorymi oczekiwaniami, zapewne trochę jako magiczny sposób na presję, brak czasu, może nawet zupełnie prozaiczne zmęczenie.

Potem staje się już nieodłącznym elementem życia, ale wówczas? Wszystko jest nowe. Maradona przeciera ścieżki i tym razem nie chodzi nam o durną zabawę słowem. Jest jedną z pierwszych gwiazd sportu w erze totalnej globalizacji. Rozciąga swój czas pomiędzy boisko treningowe, przemowy dla setek tysięcy kibiców, audiencje u koronowanych głów tego świata. W 1986 roku poznaje się z Fidelem Castro, odwiedza komunistycznego zbrodniarza świeżo po ugraniu Mistrzostwa Świata. Równolegle zapraszają go najważniejsi politycy świata, w jego blasku chcą się ogrzać celebryci, szefowie wielkich firm, którzy zaprzęgają Maradonę do aktywności medialnych.

Trudno powiedzieć, czy Diego naprawdę tego właśnie oczekuje od życia. Wszyscy, którzy go znali podkreślali przede wszystkim nieprawdopodobną, niewymowną wręcz pasję do piłki nożnej. Coś, co sprawiało, że turlający się przez życie, schorowany i zniszczony przez nałogi człowiek, nagle zamieniał się w nastolatka, gdy tylko mógł kilka razy podbić piłkę przy obecności kibiców. Ten człowiek, który po prostu chciał kopać piłkę, został nagle wciągnięty w świat, którego nie miał prawa znać, którego mechanizmów nie miał szansy zrozumieć.

To nie wybielanie. Sam miał przecież mnóstwo za uszami, jego pierwsze wybryki do jeszcze okres argentyński, w Katalonii miał już solidną reputację. Ale mimo wszystko jest to pewne uzasadnienie, próba zrozumienia motywacji. Diego pozostawał cały czas tym samym pasjonatem piłki nożnej, tym samym Diego. Ale zupełnie nieprzewidzianie, nazwisko Maradona zaczęło żyć własnym życiem.

ZBYT CIĘŻKIE SPADOCHRONY

Dlaczego on w ten swój trzydziestoletni lot nie zabrał spadochronu? To była zupełnie świadoma decyzja? Braki w wychowaniu, niemożność odróżnienia dobra od zła? Fałszywi przyjaciele?

Wychodzenie z nałogu to często droga przez mękę. Regularna wojna z samym sobą, upokarzanie siebie, metodyczne, regularne, po to, by raz na zawsze dotarło. Dlatego to takie ciężkie, trudne dla uzależnionego i całego jego otoczenia, które musi wykreślić ze słownika takie słowa jak litość czy pomoc. Uzależniony ma dotknąć bruku, by uświadomić sobie, że nikt już nie wyciągnie do niego ręki.

Maradona miał do dyspozycji najlepsze kliniki leczenia uzależnień, ale korzystał z tych, do których zapraszał go wspomniany Fidel Castro. Nie chcemy przesądzać, że kubańscy terapeuci nie do końca potrafili przekonać Diego do morderczej walki z samym sobą, jednak w otoczeniu plaż, luksusów, cygar i serdecznego dyktatora wiecznie poklepującego po numerze dziesięć na plecach, trochę trudno o rozbudzenie atmosfery wojny z nałogiem.

Kubańscy terapeuci nie są pewnie tutaj na szczycie listy winowajców.

Ale na pewno są wśród tych, którzy sprawili, że Diego coraz mocniej rozrywał swój związek z Maradoną. Ten związek trzeszczał już w okresie bezpośrednio po pamiętnym mundialu, natomiast zupełnie posypał się w latach dziewięćdziesiątych. Już wcześniej Daniel Passarella zarzucał mu zażywanie narkotyków, sprzeczka miała miejsce przed turniejem w 1986 roku. Diego miał się spóźnić na trening, Passarella, weteran mistrzostw sprzed czterech lat, stwierdzić, że przyczyny tego spóźnienia są zapewne sypkie.

Maradona na zgrupowania przylatywał z Neapolu. Najdroższy piłkarz świata w najbiedniejszym mieście Włoch. Najczystszy talent w najbrudniejszym zakątku Europy – i nie chodzi tylko o hałdy śmieci. Asif Kapadia, reżyser filmu Diego, zabiera nas w to piękne i przeklęte miejsce. Argentyńczyka los rzucił pośród ludzi takich jak on – uznających samych siebie za niedocenianych. Nie do końca zrozumianych. Lekceważonych, często wyszydzanych. Ich krzywda, jakiej regularnie doznawali ze strony północy Włoch, napędzała małego rewolucjonistę, pchała go do rzeczy wielkich. Ale też ich sposoby utrzymywania rodzin nie poprawiły raczej sytuacji w organizmie Argentyńczyka.

Diego Maradona nie żyje. Symbol futbolu, którego już nie ma

Skojarzenia z Neapolem i tamtejszymi mafiami mogą być krzywdzące dziś, w 2020 roku, po kilkunastu filmach, książkach i serialach, które utrwaliły pewien wizerunek. Ale w latach osiemdziesiątych nie było żadnego wizerunku, była rzeczywistość. Twarda, brutalna, biała. Tu też byli przyjaciele, trochę jak ten Castro. Nie mieli klinik leczenia uzależnień, ale mieli zawsze dobre słowo, wachlarz usprawiedliwień oraz pełne torby.

Maradona w krótkim okresie trafił do dwóch środowisk, które nie mogły pozostać bez wpływu na jego dalsze losy. Zaczął się obracać wśród najmożniejszych i najpotężniejszych tego świata. Zaczął się obracać wśród najgroźniejszych i najbrutalniejszych w Neapolu. Upiorne połączenie. Przygotowania do skoku zostały zakończone.

WYSKOK

Trzy miesiące stracił przez zapalenie wątroby, trzy miesiące po wejściu „rzeźnika z Bilbao”, Andoniego Goikoetxey, wreszcie, przynajmniej według wyroku, trzy miesiące po zawieszeniu, które dotknęło go po pamiętnej szarpaninie z piłkarzami Athletiku Bilbao. Maradona już w Katalonii miał ogromny problem – bardzo źle znosił rozbrat z piłką. A niestety – przerwy zdarzały mu się regularnie, były też dość długie. Barcelona to jeszcze czas wspinaczki, więc pozwalał sobie jedynie na dość delikatne odpały. Tutaj przełożono treningi na popołudnia, by Diego zawsze zdołał doprowadzić się do porządku po nocy. Tam przymknięto oko na to, że Diego odmawia wyjścia na murawę z uwagi na źle dobrane obuwie. Ale kiełkowało już bardzo mocno przekonanie, że Maradony nikt nie złamie, że Maradony nikt nie pokona.

Gdy w drugiej połowie lat osiemdziesiątych robił już nie tylko za idola tłumów, najlepszego piłkarza świata i człowieka, który ośmiela tytułować własną rękę „Ręką Boga”, poczucie bezkarności wywindowane zostało do gigantycznych rozmiarów. Stało się jasne, że kiedyś karta się odwróci. Na krawędzi stanęła podczas nieudanego mundialu w 1990 roku.

Definitywnie odwróciła się w końcówce kwietnia 1991 roku.

Gdy do drzwi jednej z rezydencji w Buenos Aires zapukała tamtejsza policja.

W środku był Diego Maradona i jego kompania, pół kilograma kokainy, plus to, co już zalegało w nosach zgromadzonych. Miesiąc wcześniej próbka antydopingowa Maradony wykazała obecność narkotyków. Maradona został zmuszony do odbycia terapii, ale żaden zamknięty ośrodek nie był dla niego nawet namiastką tej kary, jaką wymierzyła włoska federacja. 15 miesięcy bez grania. Wyrok.

Trudno już dzisiaj oceniać, gdzie jest skutek, a gdzie znajduje się przyczyna. Na pewno to był przełom pod tym kątem, że ktoś postanowił uciąć bezkarność boskiego Diego. On sam, do tej pory przekonany o własnej nietykalności, początkowo przecież bronił się w swoim stylu. „Zemsta Włochów za to, że wyeliminowaliśmy ich z mundialu”! Wersja brzmiąca wyjątkowo prawdopodobnie, zwłaszcza wobec przyłapania na gorącym uczynku.

Wszystko co działo się przed tym pamiętnym wieczorem, było przygotowaniem do skoku. W kwietniu 1991 roku, Maradona skoczył i zaczął spadać.

JAK DŁUGO MOŻNA SPADAĆ?

1991 rok. Prawie 30 lat temu. Być może to jeszcze nie czas na brutalną szczerość, być może to nie czas na grzebanie w ranach, ale należy zadać pytanie – jakim cudem Maradona nieomal dożył 30. rocznicy własnego skandalu dopingowego.

Jego otoczenie popełniało wszystkie możliwe błędy. Wspominaliśmy o Castro czy neapolitańskiej mafii, ale przecież tych, którzy dla Maradony poświęciliby życie było o wiele więcej. Corrado Ferlaino, kontrowersyjny magnat budowlany i człowiek odpowiedzialny za Napoli w okresie rządów Diego, przyznawał po latach, że roztaczał nad swoją gwiazdą parasol, przez który nie przepuszczał zbyt wielu kontroli dopingowych. Enriqu Srdech, dziennikarz Clarin, argentyńskiego dziennika, mówił tak:

„Znaleziono go ućpanego, z pół kilo kokainy przy sobie. W kilka godzin odzyskał wolność. Normalna osoba otrzymałaby sześć lat w więzieniu”.

Pobłażliwość. Najcięższy grzech, jaki można popełnić wobec uzależnionego. Najgorzej, gdy jest połączona z osaczaniem, które dla Diego było już od dawna codziennością. Każdy w Neapolu chciał choćby dotknąć króla, chciał go pogłaskać, chciał go wycałować. Diego z kolei, choć kapryśny i momentami bufonowaty, akurat fanom nie miał serca odmawiać. Ucieczką były ciasne samochody i dobrze wyciszone hotele, strzeżone przez typów spod najciemniejszej gwiazdy. Maradona miał tam tzw. „ciszę i spokój”. W tym wypadku oznaczające możliwość nieskrępowanego głośnego imprezowania.

Czy mogą dziwić kolejne dyskwalifikacje? 1994 rok, tragedia przedmundialowa. Argentyna, która 15 miesięcy radziła sobie bez swojego asa, na finisz eliminacji mundialowych musiała zanieść modlitwy do boskiego Diego. Ten ich łaskawie wysłuchał i wrócił do kadry. Głównie po to, by chwilę później znów wylądować na tyłku – tym razem w ramach kary za wykrytą w organizmie efedrynę. Na mundialu strzelił jednego gola, po którym wykonał pamiętną cieszynkę – wydzierając się do kamer z wzrokiem, który mógłby przestraszyć największych apaszy na przedmieściach Buenos Aires.

Chwilę później zarzucał już FIFIE zdradę. Podtekst? Mieli pozwolić na nieco więcej, a nasłali na niego kolejne kontrole. Maradona-piłkarz, właśnie się kończył. Gleba się zbliżała.

BEZ ODWROTU

Dalsze lata to właściwie połączenie kroniki kryminalnej, karty historii pacjenta wielofunkcyjnego szpitala wojewódzkiego oraz życiorysu pieprzniętego turysty.

Kronikę kryminalną zapisywał z finezją. Najbardziej znaną historię w najbarwniejszy sposób opisał Mauricio Pochettino na łamach The Observer.

– Mieszkaliśmy razem w pokoju w trakcie przygotowań przedsezonowych w Mar del Plata – wspomina były trener Tottenhamu. – Dzień wcześniej normalnie spał ze mną w pokoju, ale tamtej nocy uznał, że wyjdzie obejrzeć mecz koszykarski, finały konferencji. Gdy obudziłem się rano, nie było go w łóżku. Zszedłem na śniadanie, gdzie wszyscy już o niego pytali. Po śniadaniu poszliśmy na trening, wróciliśmy na obiad i w telewizji zobaczyliśmy, że nasz kolega, z którym jeszcze wczoraj wieczorem spędzaliśmy czas w pokoju strzela do dziennikarzy w Buenos Aires. Czterysta kilometrów od Mar del Plata!

Sąd nie ucieszył się z tej historii tak mocno jak my i wycenił wyczyn na dwa lata w zawieszeniu. Ale czy Maradonie robiło to wówczas jakąkolwiek różnicę? W Boca Juniors w 1997 roku musiał odfajkować ostatnie zawieszenie, to był już chyba czas, gdy Maradonie wisiało wszystko i wszyscy. Problemy finansowe. Problemy podatkowe. W 2000 prawie przedawkował, skakała mu waga, lądował na intensywnej terapii z uwagi na serce, lądował również z uwagi na płuca. W 2004 roku po dwudziestu latach rozstał się z żoną.

Zdobywał się też już powoli na pewien dystans.

„Czy wiesz jakim byłbym zawodnikiem, gdybym nie brał kokainy? Co za piłkarza straciliśmy! Moja kariera jest słodko-gorzka, bo wiem, że mogłem być o wiele większy! 

Tak Maradona prawił w filmie dokumentalnym „Maradona według Kusturicy”. Miewał lepsze chwile, właśnie takie jak ten film. Jak krótka przygoda selekcjonera, jak te parę momentów w karierze trenerskiej, gdy wypadał w miarę poważnie. Generalnie to widać doskonale na zdjęciach. W 2010 jest jeszcze człowiekiem w garniturze, który pokrzykuje na piłkarzy, próbując pomóc im w zwycięstwie. Selekcjoner reprezentacji Argentyny, trener samego Lionela Messiego. Brzmi efektownie, niezależnie od okoliczności. W 2018 roku w Rosji był już tylko szaleńcem pajacującym na loży, której przeszklone ogrodzenie jest wymazane kokainą jak dom młynarza mąką.

Gdzie był ostateczny upadek? Przyjęcie roli misia z Krupówek w lidze białoruskiej? Tamte białe ślady palców na szkle, które na żywo zobaczył cały świat? Jedno jest pewne – z tej odległości i Diego, i jego otoczenie już musiało widzieć zbliżający się grunt.

***

Grunt, z którym ostatnie zderzenie Diego zaliczył wczoraj. Miejmy nadzieję, że człowiek, który przez kilkadziesiąt lat leciał bez spadochronu na spotkanie ze swoim przeznaczeniem, teraz nie potrzebuje już żadnych zabezpieczeń. Bo tym razem ma własne skrzydła.

Fot.Newspix

Opublikowane 26.11.2020 02:08 przez

redakcja

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Czerkas
Czerkas
2 miesięcy temu

Mam kolege o przydomku Maradona – nie chodzi o to, ze jest kozakiem na boisku, bardziej o podobiestwo fizyczne – niski, krepy, ciemna karnacja.

Wczoraj zadzwonil moj brat i mowi mi, ze Maradona nie zyje – zdebialem…

CZECHU
CZECHU
2 miesięcy temu

„Zdziwimy się w królestwie niebieskim dwa razy. Na początku – że nie spotkaliśmy tam ludzi, których spodziewaliśmy się tam spotkać. A po raz drugi – że przed nami weszli ci, których byśmy nigdy tam sami nie ulokowali.”
Spoczywaj w pokoju, Diego…

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin (@fc-bazuka-bolencin)
2 miesięcy temu

Co tam robi skacowany Lewandowski w smyczy na trybunach?!

yfflb
yfflb
2 miesięcy temu

„Życie Diego Armando Maradony dla jego fanów musiało być podobną historią. Wszyscy znali jej zakończenie.”
życie kończy się śmiercią! łał co za kurwa odkrycie!

Redaktorzynojebana
Redaktorzynojebana
2 miesięcy temu
Reply to  yfflb

Jakiś random pisał ten tekst w momencie kiedy pieczenie dupy bolało najbardziej. Życzę Ci żebyś dożył sześćdziesięciu lat, redaktorzyno na spadochronie Może i leciał bez spadochronu ale o jego lądowaniu słyszał cały świat i mimo jakim był słabym człowiekiem, pochowają Go jako legendę piłkarska. A Ty zawsze będziesz kurwą dziennikarską

Blogi i felietony
27.01.2021

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

We wrześniu minie dokładnie 15 lat od momentu, gdy Wisła Kraków zrezygnowała z usług Dana Petrescu. Mam wrażenie, że to zdarzenie jest bardzo niedoceniane, gdy rozmawiamy sobie o polskiej piłce nożnej. Stanowi jakiś punkt w odległej przeszłości, wprawdzie często wspominany, w Krakowie też doskonale pamiętany, ale jednak: jeden z wielu podobnych. Nikt nie postrzega tamtej […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Dziewięć klubów Ekstraklasy było na minusie jeszcze przed pandemią. Legia traciła najwięcej

Co dziś słychać w prasie? Coraz więcej ligowych tematów, bo w końcu za moment wraca Ekstraklasa. Znalazło się też miejsce na rozważanie o reprezentacji Polski. Mamy wywiad z wiceprezesem Widzewa i ciekawy felieton dotyczący finansów Legii. – Przechodzimy zatem do rubryki ostatniej – porównania przychodów i kosztów, czyli wyniku finansowego. Czujny czytelnik już się zorientował, […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka

– Strzeliłem więcej bramek w karierze niż ty rozegrałeś meczów – krzyczał kilka dni temu Zlatan do Duvana Zapaty. Milan przegrał 0:3, Kolumbijczyk trafił do siatki. – Wracaj do swoich laleczek voodoo, ośle – krzyczał dziś Zlatan do Romelu Lukaku. Milan przegrał 1:2, Belg trafił do siatki. Ewidentnie nie jest to jego najlepszy czas. A przecież dziś mógł […]
27.01.2021
Anglia
27.01.2021

Arsenal zemścił się na ekipie Jana Bednarka i odkupił sobotnie winy

Jeżeli ktoś zdecydował się włączyć starcie Southampton z Arsenalem i przegapił przez to całe show związane ze Zlatanem i Lukaku, raczej nie musi żałować tej decyzji. Była to rywalizacja na boiskach Premier League w bardzo dobrym wydaniu. Może nie w wersji premium, ale zobaczyliśmy bramki, doświadczyliśmy emocji i wielu szybkich akcji. Zwłaszcza w pierwszej odsłonie, […]
27.01.2021
Włochy
26.01.2021

Ale to było meczycho! Inter wyrzuca Milan z Pucharu Włoch

Było w tym meczu wszystko. Sporo dobrej ofensywy, wielka dramaturgia, awantura na murawie, czerwona kartka dla głównego bohatera całego widowiska. No i wisienka na torcie – piękny gol w ostatnich sekundach. Kto skusił się dzisiaj na derby Mediolanu, ten na pewno nie żałuje. Ostatecznie górą Inter. Nerazzurri pokonali Milan 2:1 i meldują się w półfinale […]
26.01.2021
Anglia
26.01.2021

Jak upokorzyć rywala na sto różnych sposobów?

O raju, gdyby to był mecz rozgrywany przez Internet, jesteśmy pewni, że Sam Allardyce rozłączyłby się najpóźniej w 30. minucie gry. Manchester City dał dzisiaj WBA dokładnie 120 sekund na ruchy. Gospodarze przez ten czas zmontowali bardzo fajną akcję, zakończoną gigantycznym zamieszaniem niemal w polu bramkowym Edersona. I to by było tyle. Potem na murawie […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Konflikt tragiczny według Thomasa Tuchela

Thomasem Tuchelem targa konflikt tragiczny. Wywodzi się z dwudziestopierwszowiecznej generacji genialnych laptopowych szkoleniowców z Hennes-Weisweiler-Akademie, utożsamia się z nią, wybija się w jej ramach, a jednocześnie jest prawdopodobnie najmniej niemieckim trenerem z tego całego wybitnego grona. Chce być najważniejszy i zarażać profesjonalizmem, ale na każdym kroku podkreśla, że jako trener niewiele może, bo wszystko zależy […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Żan Medved w Wiśle Kraków? To akurat nie musi być zły pomysł

Historia Wisły Kraków i Tima Halla to jedno wielkie nieporozumienie. W międzyczasie na Reymonta zawitał napastnik Żan Medved, wypożyczony ze Slovana Bratysława. Szczerze? Gdy pobieżnie na niego zerknęliśmy, trochę się skrzywiliśmy, ale dokładniejsza analiza tego zawodnika trochę zmieniła nasz punkt widzenia. Na ten moment względem niego można być umiarkowanym optymistą, czego zdecydowanie już na wejściu […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Pandemia potężnie uderzyła w przychody. A będzie tylko gorzej

Dwadzieścia najbogatszych klubów Europy w minionym sezonie wygenerowało przychody o 12% niższe niż rok wcześniej – tak wynika z raportu Deloitte. Najmocniej spadki widać po przychodach z transmisji i dnia meczowego. Szacunki autorów badania wskazują, że do końca trwającego sezonu największe kluby stracą łącznie około dwa miliardy euro przychodu. Czeka nas wielki kryzys na rynku […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Jak zostać bankrutem? Uczy Barcelona

„Puk, puk, komornik z tej strony. Proszę otworzyć!” – usłyszą za niedługo działacze Barcelony z nowym prezydentem na czele. Dopadnie ich pokłosie niezwykle kreatywnej księgowości Josepa Marii Bartomeu, która sprawiła, że klub musi ratować się przed upadkiem. Nie przesadzimy, mówiąc, że na horyzoncie pojawiło się realne widmo bankructwa. Tabelki Excela krzyczą hasłem ERROR, a w […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Były czasy, gdy Cracovia grała atrakcyjnie. XI dekady

Ciężko wierzyć w obecny projekt Cracovii. Mnogość obcokrajowców, niezbyt atrakcyjny styl, częste kłótnie z piłkarzami, w których klub nie zawsze ma rację. Ale w minionej dekadzie Cracovia przez pewien okres była klubem, który stawiało się za wzór efektownej piłki, przemyślanych transferów, budowania na nieoczywistych piłkarzach, którzy stawali się ligowymi gwiazdami, choć mało kto się tego […]
26.01.2021
Anglia
26.01.2021

Czy Kamil Grosicki powinien zostać w West Bromie?

Jeszcze kilka tygodni temu – odpowiadając na pytanie tytułowe – powiedzielibyśmy: absolutnie nie. Polak nie tyle nie grał w Premier League, co nawet nie łapał się na ławkę. Do początku grudnia 2020 roku jego minuty ograniczały się do meczu w Pucharze Ligi, gdzie Kamil dostał niespełna godzinę przeciwko Harrogate Town oraz… Premier League 2. Tak, […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Miał być naukowcem, a został piłkarskim ambasadorem Gorzowa Wielkopolskiego | KOPALNIA TALENTÓW

 – Gdy miałem 11 lat, powiedziałem mamie, że futbol jest u mnie na pierwszym miejscu. A mama z kolei powtarzała, że piłka nożna nie da mi chleba i muszę skupić się na szkole. Jednak postawiłem na swoim – wspomina Sebastian Walukiewicz. Był wzorowym uczniem. Z łatwością chłonął wiedzę. Od najmłodszych lat przejawiał również ogromny talent oraz […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Siła, mentalność i alternatywy w ataku. Co zyskał Milan transferem Mandżukicia?

– Cieszę się. Teraz będę miał kompana do straszenia rywali – powiedział Zlatan Ibrahimović o transferze Mario Mandżukicia do Milanu, a słowa Szweda szybko obiegły świat. Bo duetu takich walczaków jak Szwed i Chorwat wielu Rossonerim zazdrości. Mimo że wicemistrz świata z 2018 roku jesienią grał co najwyżej na miniboisku za domem, to właśnie ten transfer może okazać się […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Marcin Bułka nie przebił się w Cartagenie. Co dalej?

Wszystko wskazuje na to, że wypożyczenie Marcina Bułki z PSG do FC Cartagena trzeba będzie podsumować jako niewypał. Polski bramkarz nawet w przedostatnim obecnie zespole drugiej ligi hiszpańskiej nie potrafi wywalczyć sobie miejsca w składzie. A przecież szedł do niego, żeby wreszcie na poważnie sprawdzić się w dorosłym graniu.  Bułka ma w CV Chelsea i […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Quiz przed powrotem Ekstraklasy. Co wiesz o naszej kochanej lidze?

Być może dla kilku osób będzie to niespodzianka, ale w piątek wraca Ekstraklasa. Godzina 18, Lubin, mecz Zagłębia z Wisłą Płock. No nie możemy się doczekać. To już najwyższa pora, by budzić się z zimowego snu, dlatego postanowiliśmy odświeżyć wiedzę na temat szalenie ważnych wydarzeń z rundy jesiennej. Ile z niej pamiętacie? Sprawdźcie w naszym […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Jeszcze tylko Puchar Włoch i wakacje? Inter najmniej zapracowanym wielkim klubem

Jeśli Inter Mediolan przegra dzisiaj derbowe starcie z AC Milan, do końca sezonu pozostanie mu zaledwie 19 ligowych spotkań. Prawie cztery miesiące, oczywiście z przerwami reprezentacyjnymi i nawet nie trzydzieści godzin biegania po boiskach. Dla porównania – Manchester City tylko do końca lutego ma zaplanowanych dziewięć meczów na trzech frontach – ligowym, pucharowym oraz europejskim. […]
26.01.2021
Anglia
26.01.2021

Czy Lampard musiał tak skończyć?

Od czasów zwolnienia Jose Mourinho w 2015 roku, Chelsea była prowadzona przez pięciu różnych trenerów, w tym dwóch tymczasowych. Zaledwie jeden z nich zdołał być szkoleniowcem The Blues w więcej niż 100 spotkaniach. Wydawało się, że Frank Lampard ma wszystko, by zmienić tę sytuację. Na jego nieszczęście okazało się, że to on jest numerem pięć.  […]
26.01.2021