post Michał Kołkowski

Opublikowane 11.10.2020 13:55 przez

Michał Kołkowski

Roberto Mancini był fenomenalnym piłkarzem i przez lata cieszył się statusem wielkiej gwiazdy Serie A, lecz nie udało mu się tego nigdy przełożyć na grę w drużynie narodowej. Wielu selekcjonerów oskarżało go o psucie atmosfery w kadrze. Woleli po prostu odpalić Manciniego, niż się z nim nieustannie użerać. Teraz Włoch sam dowodzi kadrą i to on stoi na straży odpowiedniej atmosfery w zespole. Na razie idzie mu znakomicie, ale czy tak samo będzie na Euro? Przed Mancinim jeszcze jeden wzlot czy kolejny upadek? Przypominamy karierę legendy Sampdorii.

Roberto Mancini i odbudowa kadry

Na razie przygoda Manciniego z reprezentacją Włoch jest ze wszech miar udana. A trzeba pamiętać, w jakim momencie trafiał on do drużyny narodowej. Delikatnie rzecz ujmując – był to moment nie najłatwiejszy. W maju 2018 roku Mancini przejął zespół absolutnie rozbity. Tak ze sportowej, jak i mentalnej strony. Jesienią 2017 roku Squadra Azzurra sromotnie poległa w barażowym dwumeczu ze Szwecją i nie zakwalifikowała się na mistrzostwa świata w Rosji. Szkoleniowiec przegranej ekipy, Gian Piero Ventura, stał się naturalnie na Półwyspie Apenińskim wrogiem publicznym numer jeden. Jedenaście lat po triumfie na mundialu włoski futbol zaliczył bardzo bolesne zderzenie z rzeczywistością. Atmosfera wokół reprezentacji stała się naprawdę fatalna.

Na Manciniego spadło zatem kilka zadań jednocześnie. Miał oczywiście do wykonania podstawową misję, jaką było zakwalifikowanie się na Euro 2020. Ale poza tym przyszło mu również przeprowadzić kadrę przez wymianę pokoleniową. Łącznie takich procesów nigdy nie jest łatwe. Z jednej strony trzeba zrobić wynik na już, a jednocześnie budować coś z myślą o przyszłości.

POLSKA POKONA WŁOCHÓW W NIEDZIELNY MECZU LIGI NARODÓW? KURS W EWINNER TO 4.17

Początki były kiepskie. Mancini w debiucie pokonał 2:1 Arabię Saudyjską, ale potem rozpoczęło się pasmo niepowodzeń. Porażka z Francją, następnie remisy z Holandią i Polską. Kolejne potknięcie, tym razem z Portugalią. Remis z Ukrainą. Po sześciu spotkaniach na ławce trenerskiej Mancini miał zatem na koncie tylko jedno zwycięstwo. Pojawiało się coraz więcej wątpliwości wokół jego osoby. – W ostatnim meczu brakowało nam tylko skuteczności. Długimi fragmentami graliśmy nieźle – usprawiedliwiał się selekcjoner po podziale punktów w starciu z Ukrainą. Na ekipę Italii posypały się po tamtym spotkaniu gromy. – Jestem rozczarowany brakiem zwycięstw, podobnie jak wszyscy. Ale to był tylko mecz towarzyski. Bardziej cieszy mnie nasza gra. Nie słucham narzekań kibiców.

Cztery dni później Włosi doczekali się przełamania. Na Stadionie Narodowym pokonali 1:0 Polską. Znów niewiele brakowało do straty punktów, ponieważ decydujący gol padł dopiero w doliczonym czasie gry, ale Włosi niewątpliwie zasłużyli na zwycięstwo. Tamtego dnia drużyna Manciniego się tak naprawdę narodziła no nowo. Od 14 października 2018 roku Włosi wygrali trzynaście z piętnastu rozegranych meczów. Czyste konto zachowali w dziesięciu spotkaniach.

W eliminacjach do mistrzostw Europy zdobyli komplet punktów.

grupa J (eliminacje do Euro 2020)

Defensywa Italii opiera się niezmiennie na sprawdzonym duecie Chiellini – Bonucci, lecz na pozostałych pozycjach Mancini wykreował dla drużyny narodowej wiele nowych postaci. Mnóstwo zaufania od selekcjonera otrzymali młodzi piłkarze, tacy jak Nicolo Barella, Federico Chiesa, Nicolo Zaniolo, Moise Kean, Manuel Locatelli czy Lorenzo Pellegrini. Jedni swoje szanse wykorzystali lepiej, inni gorzej, ale na pewno żaden utalentowany włoski zawodnik nie może narzekać, że Mancini z zasady nie ufa żółtodziobom. Zaniolo, co jest wielce wymowne, powołanie do kadry otrzymał przed oficjalnym debiutem w Serie A. Bardziej doświadczeni gracze również nie zostali bezrefleksyjnie odpaleni. Przegrani z eliminacji do mistrzostw świata dostali drugą szansę, pozostali weterani także cały czas pozostają w kręgu zainteresowań trenera.

Dowód? Debiutu w kadrze doczekał się ostatnio 33-letni Francesco Caputo.

Oczywiście prawdziwa weryfikacja pracy Manciniego przyjdzie dopiero na mistrzostwach Europy. Jeśli reprezentacja poniesie klęskę na turnieju, zapewne szkoleniowiec pożegna się z posadą. Lecz już teraz nie ma najmniejszych wątpliwości, że swojemu ewentualnemu następcy Mancini zostawi kadrę znacznie mocniejszą i lepiej zorganizowaną niż ta, którą sam otrzymał w spadku po Venturze.

Roberto Mancini i turecko-rosyjskie rozczarowania

Powołanie akurat Manciniego na stanowisko selekcjonera reprezentacji nie wzbudziło w 2018 roku szczególnego entuzjazmu. Federacja nie miała wprawdzie wielkiego wyboru, bo żaden topowy szkoleniowiec nie chciał się wpakować w bagno pozostawione przez Venturę, ale na nominację dla Manciniego i tak dość powszechnie gderano. Wydawało się bowiem wówczas, że Włoch swoje największe trenerskie sukcesy ma już po prostu za sobą. Że jedzie na opinii. W 2013 roku trafił do Galatasaray Stambuł. Umówmy się, przy cały szacunku dla tureckiego klubu, nie jest to docelowy kierunek dla topowych piłkarzy czy trenerów. Raczej fajna i dobrze płatna przygoda, jeśli do emerytury masz już zdecydowanie bliżej niżej dalej. W Galatasaray włoski trener zdobył krajowy puchar, udało mu się też wyjść z grupy w Lidze Mistrzów.

Ligowego tytułu jednak nie wywalczył. Odszedł po ośmiu miesiącach pracy.

Niby w zgodzie, niby za porozumieniem stron. Nie zabrakło ciepłych słów na pożegnanie. Ale dało się odczuć, że ani władze Galatasaray nie są do końca usatysfakcjonowane pracą Manciniego, ani on sam nie poczuł się komfortowo w Stambule. Na dodatek Włoch dowiedział się, że nie dostanie tak pokaźnego budżetu transferowego, na jaki liczył, gdy obejmował posadę. Nie było szans dalszą współpracę.

Roberto Mancini w szaliczku w barwach Galatasaray

Kilka miesięcy po zakończeniu przygody z Galatasaray, Mancini ponownie objął Inter Mediolan. Nie odniósł jednak z klubem żadnych sukcesów, pożegnano go po niespełna dwóch latach. Znowu dlatego, że zaczął upominać się o wzmocnienia. Potem Mancini spróbował swoich sił w rosyjskiej ekstraklasie, na ławce trenerskiej Zenita Petersburg. Znów niczego specjalnego nie ugrał. Podpisał kontrakt na trzy lata, odszedł po niespełna roku. Choć na jego zachcianki wydano kilkadziesiąt milionów euro, nie udało mu się wywalczyć ani mistrzostwa Rosji, ani nawet kwalifikacji do Ligi Mistrzów.

Dużego kalibru rozczarowanie.

Stąd dla Manciniego szansa poprowadzenia drużyny narodowej po takiej serii niepowodzeń była jak gwiazdka z nieba. Wymarzona okazja, by odbudować reputację. Na razie Włoch ją wykorzystuje.

Roberto Mancini, czyli bliźniak

Lwią część swojej spektakularnej piłkarskiej kariery Roberto Mancini spędził w Sampdorii, zapewniając temu klubowi największe sukcesy w całej jego historii. Pierwszy kontrakt z Sampą obecny szkoleniowiec reprezentacji Italii podpisał w 1982 roku. Jeszcze jako obiecujący, 18-letni gracz bez wielkiego doświadczenia na poziomie Serie A. Pewnie wówczas nie podejrzewał, że rozstanie się z tym klubem dopiero piętnaście lat później. Wygrywając z nim po drodze mistrzostwo Włoch, Puchar Zdobywców Pucharów, cztery Puchary Włoch i na dokładkę jeden Superpuchar.

Nie udało się Manciniemu zatriumfować jedynie w Pucharze Europy, by niejako przypieczętować potęgę klubu na Starym Kontynencie. W 1992 roku Sampdoria dotarła do finału rozgrywek, gdzie przegrała 0:1 z FC Barceloną. Tak czy owak, wszystkie trofea, jakie kiedykolwiek zdobyli I Blucerchiati, zostały wywalczone przy bardzo znaczącym współudziale Manciniego.

– Z Mancinim miałem wiele kłótni. Byliśmy sobie bliscy, więc nie przebieraliśmy w słowach – wspominał Pietro Vierchowod, inny z liderów Sampdorii na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. – Byliśmy w gorącej wodzie kąpani, pragnęliśmy sukcesów. No i w końcu udało nam się zdobyć scudetto. Jednak kiedy ktoś nie dał z siebie stu procent, albo na boisku zachował się samolubnie, po meczu zawsze musiał wysłuchać reprymendy. Czasami dochodziło do rękoczynów. Ale na koniec i tak lądowaliśmy wspólnie na kolacji. Być może właśnie to podejście było naszą największą siłą.

FC Barcelona 1:0 UC Sampdoria (finał Pucharu Europy 1992)

Vierchowod opowiadał też o porażce z Barcą: – Mecz nam się nie ułożył. Zmarnowaliśmy chyba ze cztery dogodne sytuacje, a bramkę straciliśmy w dogrywce po bombie Koemana. Może tak miało być? Nie mam jednak wątpliwości, że byliśmy mocniejsi od Barcelony. Dzisiaj sądzę, że trochę za bardzo się spięliśmy przed tym spotkaniem. Atmosfera finału nas przytłoczyła. Gianluca Vialli przyznał natomiast, że przegrany finał na Wembley był najwspanialszym, a jednocześnie najbardziej bolesnym doświadczeniem w całej jego piłkarskiej karierze. – Po porażce z Barceloną płakałem przez tydzień – mówił Włoch.

No właśnie, Vialli. Nie sposób omawiać przygody Manciniego z Sampdorią bez wzmianki o jego partnerze z linii ataku. Nie bez kozery nazywano ich „Bramkostrzelnymi Bliźniakami”. I Gemelli del Gol. Na boisku rozumieli się po prostu perfekcyjnie.

Na początku byliśmy bardzo do siebie podobni – uważa Vialli. – Dwaj młodzi, nowocześni napastnicy, którzy potrafili na boisku właściwie wszystko. Potrafiliśmy kreować sobie nawzajem szanse i je wykorzystywać. To pozwalało nam na wymienność pozycji i zadań boiskowych. Czasami to Roberto się cofał i wcielał w rolę rozgrywającego, a ja czekałem na piłki od niego. Innym razem – odwrotnie. Utrudniało to życie obrońcom. Ale potem Roberto niesamowicie się rozwinął, jeżeli chodzi o rozegranie piłki. Zaczął posyłać doskonałe otwierające podania. Wówczas przywiązaliśmy się do naszych ról. Ja grałem na szpicy, on za moimi plecami. Kiedy dzisiaj się spotykamy, Roberto zawsze mi powtarza, że wszystkie mojego gole w Sampdorii padły po jego doskonałych asystach. Tłumaczę mu wtedy, że to ja swoim kunsztem strzeleckim ratowałem jego niechluje podania na uwolnienie.

Gianluca Vialli i Roberto Mancini

W sumie Mancini rozegrał dla Sampdorii 566 meczów, zdobył 168 bramek.

Tylko raz się naprawdę pokłóciliśmy – przyznaje Vialli. – Zła atmosfera utrzymywała się jednak tylko przez kilka dni. To był nerwowy czas w Sampdorii. Ludzie dziś myślą, że drużyna przeżywała wyłącznie piękne chwile na drodze do sukcesów, ale prawda jest taka, że musieliśmy przeboleć kilka porażek. One umacniały nasze więzi. Kiedy podpisałem kontrakt z Juventusem, Roberto czekał na mnie w restauracji wraz z innymi bliskimi mi kolegami. Wszyscy płakaliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę, że ta piękna, wspólna przygoda, która wykraczała daleko poza kwestie sportowe, dobiega właśnie końca. Bardzo ciepło wspominam też świętowanie scudetto na stadionie Carlini w Genui. Mancini wskoczył na scenę w towarzystwie moim i paru innych zawodników, byliśmy przebrani za członków zespołu Europe. Mieliśmy makijaż i tak dalej. Zaczęliśmy udawać, że gramy „The Final Countdown”. Nikt nie połapał się, że to żart, dopóki biednemu Attilio Lombardo nie spadła peruka.

Roberto Mancini, czyli kadrowicz niespełniony

Mancini przez ładnych kilkanaście lat był topową dziesiątką w Serie A. Czyli w lidze, która w latach osiemdziesiątych i zwłaszcza dziewięćdziesiątych uchodziła za zdecydowanie najmocniejszą na Starym Kontynencie. Może zatem odrobinę dziwić, że dla reprezentacji narodowej legendarny zawodnik Sampdorii nigdy tak naprawdę nie stał się postacią fundamentalną. Rozegrał w Squadra Azzurra przeszło trzydzieści spotkań, lecz zazwyczaj był drugi lub trzeci w kolejce do pierwszego składu. Wyjątkiem są mistrzostwa Europy 1988. Italia doszła do półfinału turnieju, gdzie poległa w starciu ze Związkiem Radzieckim. Mancini zagrał we wszystkich czterech meczach, zdobył nawet gola w otwierającym spotkaniu przeciwko reprezentacji Niemiec. Ale już w decydującej konfrontacji z ZSRR zjechał do bazy w przerwie.

Włochy 0:2 ZSRR (mistrzostwa Europy 1988)

Turniejem życia dla 26-letniego wówczas Manciniego miały być mistrzostwa świata w 1990 roku, organizowane właśnie we Włoszech. Dziennikarze w Italii byli zresztą święcie przekonani, że selekcjoner drużyny narodowej, Azeglio Vicini, postawi w ataku na sprawdzony duet z Sampdorii. Tym bardziej że Vicini dobrze znał Manciniego i Viallego jeszcze z drużyn młodzieżowych. Ale szkoleniowiec miał zupełnie inny pomysł na sformowanie ofensywy. Vialli, owszem, zaczął turniej jako podstawowy zawodnik, lecz towarzyszył mu na szpicy Andrea Carnevale. W trakcie mistrzostw Vicini wykombinował natomiast jeszcze coś innego. Carnevale usiadł na ławce, a w jego miejsce do składu wskoczył fenomenalnie dysponowany Salvatore Schillaci. Niebawem do grona rezerwowych dołączył też Vialli. Jego pozycję w wyjściowej jedenastce Squadra Azzurra zaczął Roberto Baggio.

Zastanawiacie się może: gdzie w tych wszystkich przetasowaniach Mancini? Ano – nigdzie.

W kadrze na mundial się znalazł, lecz nie rozegrał na turnieju nawet minuty. Włosi dotarli do półfinału, gdzie polegli w konfrontacji z Argentyną. Znienawidzony Diego Maradona zatriumfował. – Uważam, że zmarnowaliśmy wtedy wielką szansę – twierdził cytowany już Vierchowod. – Wielu zawodników będących w świetnej formie nie wychodziło w pierwszym składzie. Dlatego mecz skończył się tak fatalnym dla nas wynikiem. Trener nie dokonywał zmian, które dla każdego wydawały się oczywiste. Dlaczego nie zagrał Carlo Ancelotti, który wzmocniłby drugą linię? Dlaczego nie zagrałem ja, żeby wyłączyć Maradonę? Z jakiego powodu pomijany był Mancini?

Sam Mancini nie ma wątpliwości. Jego zdaniem Vicini faworyzował zawodników, którzy wywodzili się z bardziej znaczących klubów niż Sampa i mieli plecy w federacji. – Problem piłkarzy Sampdorii podczas tego mundialu był taki, że… byliśmy piłkarzami Sampdorii. W kadrze pierwszeństwo mieli przedstawiciele bardziej wpływowych politycznie zespołów.

ROBERT LEWANDOWSKI STRZELI GOLA WŁOCHOM W NIEDZIELNYM MECZU W LIDZE NARODÓW? KURS W TOTOLOTKU TO 2,40

To był ostatni wielki turniej międzynarodowy w karierze Manciniego. Eksplozja talentu Roberto Baggio sprawiła, że dla piłkarza o podobnej charakterystyce brakowało już w reprezentacji miejsca. Tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę, że błyskotliwych cofniętych napastników w Italii naprawdę w tamtym czasie nie brakowało. Był jeszcze Gianfranco Zola, był bramkostrzelny Giuseppe Signori. Potem pojawili się kolejni, choćby Alessandro Del Piero i Francesco Totti. Mancini pewnie na mundial do Stanów Zjednoczonych jeszcze by pojechał, ale nie potrafił się dłużej godzić z drugoplanową rolą. Pokłócił się z Arrigo Sacchim i charyzmatyczny szkoleniowiec po prostu go odpalił. Mancini nigdy sobie nie wybaczył tamtego błędu. – Sprzeciwienie się takiemu człowiekowi jak Sacchi było fatalną pomyłką – oceniał po latach. – Gdybym dzisiaj mógł podejść do młodego Manciniego i udzielić mu jednej rady, poleciłbym mu dawać z siebie wszystko na treningach i nie narzekać. Za wiele czasu w swojej karierze zmarnowałem. Zbyt długo myślałem, że skoro Bóg obdarzył mnie wspaniałą techniką, to wszystko mi się należy i nie muszę ciężko pracować.

Już debiut Manciniego w narodowych barwach zakończył się awanturą. W 1984 roku dwudziestolatek pojechał z seniorską kadrą na towarzyskie tournee po Ameryce Północnej. Kiedy weterani, mistrzowie świata sprzed dwóch lat, zaproponowali mu wspólny wypad na imprezę w Nowym Jorku, nie mógł odmówić. Do hotelu doczłapał się z powrotem dopiero o piątej nad ranem. Zamknął imprezę w towarzystwie Marco Tardellego. Selekcjoner kadry czekał na nich w holu.

Nigdy w życiu nie dostałem takiej bury od trenera – przyznał Mancini. – Powiedział, że nie powoła mnie już nigdy więcej, choćbym strzelił czterdzieści goli w lidze. Nazwał mnie niewdzięcznym, nieodpowiedzialnym dupkiem.

Roberto Mancini

Skłonność do imprez i bijatyk często komplikowała Manciniemu życie. Juan Sebastian Veron opowiadał, że podczas jednego z meczów Sampdorii zaklął szpetnie w kierunku Włocha, gdy ten uparł się, że chce wykonywać rzut rożny, po czym fatalnie dośrodkował. Argentyńczyk już po paru chwilach nie pamiętał o incydencie, ale Mancini okazał się znacznie bardziej pamiętliwy. Jako pierwszy zszedł z boiska do szatni. Gdy Veron pojawił się w pomieszczeniu, kolega z drużyny już na niego czekał.

Rozebrany do pasa i w pozycji bojowej.

W Sampie takie historie zawsze uchodziły Manciniemu na sucho. Prezydent klubu, Paolo Mantovani, traktował go jak przybranego syna. Rozpieszczał. Wysłuchiwał nawet jego sugestii odnośnie transferów. Krążyło w Genui powiedzenie, że sam Jezus Chrystus musiałby zaczekać cierpliwie przed gabinetem na rozmowę z Mantovanim, jeśli ten byłby akurat zajęty dyskusją z Mancinim. Ale kadra to co innego. Tam nikt się z Mancinim nie cackał. – Przed mundialem w USA Sacchi powiedział mi wprost: „Jesteś zmiennikiem Baggio”. Z trudem to przełknąłem. Potem trener pozwolił mi rozegrać tylko pierwszą połowę w meczu sparingowym. Poczułem się zdradzony, bo Baggio nie było wtedy w kadrze. W nocy zapukałem do pokoju Arrigo i powiedziałem: „Nie dotrzymał pan umowy. Proszę do mnie więcej nie dzwonić, rezygnuję z występów w reprezentacji”. To była ogromna głupota.

– Nie przeprosiłem Enzo Bearzota za wyskok w Nowym Jorku, więc on przestał mnie powoływać i nie zabrał mnie na mundial w 1986 roku. Później nie przeprosiłem Sacchiego, więc znowu nie pojechałem na mistrzostwa. A na pewno dostałbym swoje szanse, jeśli wziąć pod uwagę upał i kontuzje. Vicini nie widział mnie w składzie. Efekt jest taki, że nie zagrałem ani minuty na mistrzostwach świata – podsumował Mancini. – To absurd, ale, nawet jeśli nie całkowicie, sam jestem temu winny.

Roberto Mancini i budowanie kultury zwyciężania

Trenerską przygodę Mancini zaczął tuż po zakończeniu piłkarskiej, za specjalną zgodą włoskiej federacji, bo nie miał jeszcze wszystkich wymaganych certyfikatów. Nie było to zaskoczeniem. Włoch już w Lazio, gdzie kończył karierę zawodnika i zdobył drugie mistrzostwo kraju, uchodził tak naprawdę za grającego asystenta trenera. Sven-Goran Eriksson, wielki miłośnik talentu Manciniego, przepędził nawet z klubu jego żywą legendę, Giuseppe Signoriego, byle tylko znalazło się miejsce dla jego ulubieńca. Mancini często przeprowadzał przedmeczowe rozmowy motywacyjne z drużyną, w przerwie podrywał zespół do walki. Rządził szatnią.

Na start szkoleniowej kariery objął Fiorentinę, a zatem uznaną firmę w Italii. Trafił jednak kiepsko. Klub z Florencji w tamtym czasie był już potężnie zadłużony i raz za razem pozbywał się czołowych zawodników. Sezon 2000/01 udało się wprawdzie zakończyć triumfem w Pucharze Włoch, ale to był łabędzi śpiew Violi. Wkrótce klub zbankrutował i kolejne rozgrywki zakończył degradacją nie do Serie B, lecz do Serie C2. Mancini zrezygnował z pracy już w styczniu. Działacze próbowali go odwieść od tej decyzji, ale kiedy szkoleniowiec został napadnięty przez kibiców Fiorentiny, którzy dobitnie poinformowali go, co myślą o jego pracy w klubie, nie było innego wyboru, jak tylko pozwolić Manciniemu na ewakuację z Florencji. – Nic poważnego mi się nie stało, ale wiedziałem, że będzie tylko gorzej. Nie mogłem pozwolić, by ci bandyci skrzywdzili moją rodzinę – powiedział Mancini.

Potem Włoch wylądował w klubie, który doskonale znał ze swoich zawodniczych czasów. Rzymskim Lazio. Jak na ironię, I Biancocelesti na początku XXI wieku przechodzili jednak dokładnie takie same perturbacje jak Fiorentina. Szalone transfery wpędziły klub w zadłużenie, co zaowocowało koniecznością gwałtownej wyprzedaży najlepszych zawodników. Mancini zdobył kolejny Puchar Włoch, zdołał też utrzymać Lazio w ligowej czołówce, ale nic ponadto. No, można mu jeszcze do sukcesów doliczyć awans do półfinału Pucharu UEFA w sezonie 2002/03.

Doskonale to na pewno pamiętają kibice Wisły Kraków.

Kamil Kosowski i Roberto Mancini

Tak czy owak, co charakterystyczne – Mancini nawet w klubach pogrążonych w organizacyjnym chaosie potrafił zdobywać trofea. Może nie te najcenniejsze, bo Coppa Italia to nieporównywalnie mniejszy sukces niż scudetto, ale jednak. Mimo finansowych cięć, mimo wielomiesięcznych zaległości w wypłatach podopieczni Manciniego święcili triumfy. Dlatego w 2004 roku po szkoleniowca sięgnęła ekipa wyjątkowo spragniona sukcesów – Inter Mediolan. No i Mancini również i tam zbudował drużynę na miarę mistrzostwa. W 2007 roku Nerazzurri zdobyli aż 97 punktów w Serie A i odzyskali tytuł po prawie dwóch dekadach niepowodzeń. Rok później powtórzyli ten sukces, choć już w nieco mniej imponującym stylu. A dzisiaj przypisuje się również Interowi mistrzostwo za sezon 2005/06, ponieważ Juventus stracił ten tytuł w związku z aferą Calciopoli.

Oczywiście można mówić, że nie byłoby tych zwycięstw, gdyby Juve nie zostało zdegradowane. Że tamten Inter to de facto największy beneficjent Calciopoli. I pewnie coś w tym jest, ale trzeba oddać Manciniemu, że idealnie wstrzelił się w próżnię po „Starej Damie”. Zdobył też z Interem dwa Puchary Włoch. Dzięki niemu zakiełkowała w tym klubie kultura zwyciężania, która rozkwitła w pełni w 2010 roku, gdy Jose Mourinho poprowadził Nerazzurrich do zwycięstwa w Lidze Mistrzów.

„Ja po prostu lubię wygrywać”

Roberto Mancini

– To jest myśl przewodnia, którą staram się zaszczepić w moich zawodnikach – mówi Mancini. – Lubię zwycięstwa i lubię widowisko. Wzbudzanie emocji wśród kibiców. Uwielbiam atakować, zachwycać, zaskakiwać. Kontrolować piłkę i – dzięki temu – również cały mecz. Taki byłem jako piłkarz, taki jestem jako trener. Nie jest jednak łatwo wprowadzić swoją filozofię w Interze, gdzie żaden trener nie potrafi wytrzymać zbyt długo. Cieszę się, że jestem wyjątkiem w tym względzie.

Enrico Chiesa opowiadał natomiast o swoim byłym trenerze: – Po niektórych meczach potrafił wpaść do szatni i naprawdę ostro nas zrugać. Stoły i krzesła fruwały. Ale każdy manager, nawet spokojny, od czasu do czasu wybucha. Podobnie zachowuje się na przykład Carlo Ancelotti. To bardzo cichy facet, lecz potrafi się zamienić w hienę. Mancini jako piłkarz i jako trener był zawsze liderem i nawet jeśli brał kogoś na celownik, to robił to dla dobra drużyny. On naprawdę pragnie zwycięstwa w każdym meczu. Jeśli pragniesz go tak samo mocno jak on, pociągnie cię za sobą bardzo daleko.

Porównanie do Ancelottiego wydaje się nad wyraz trafne. Carletto od lat uchodzi za specjalistę o zarządzania szatnią, w której roi się od wielkich osobowości. Mancini również udowodnił, że potrafi sobie z tym radzić, gdy objął Manchester City. W 2012 roku poprowadził „Obywateli” do pierwszego od przeszło czterdziestu lat mistrzostwa Anglii. Nie sposób nie przypomnieć okoliczności.

Manchester City 3:2 Queens Park Rangers (Premier League 2011/12)

Czy ekipa Manciniego może się równać z tą, którą zbudował na Etihad Stadium Pep Guardiola? Oczywiście, że nie. Co nie zmienia faktu, że to Włoch dokonał historycznego przełomu. To on rozpoczął lawinę mistrzowskich tytułów. Opierając swój zespół na postaciach nieoczywistych. Arcyważne gole strzelał dla The Citizens nieokiełznany Mario Balotelli. Z opaską kapitańską zdarzało się grać Carlosowi Tevezowi. Mancini sam był zawodnikiem o trudnym charakterze, więc jako szkoleniowiec potrafił się z krnąbrnymi graczami dogadywać.

Przynajmniej przez jakiś czas.

Roberto Mancini i pucharowe niepowodzenia

Czy można jednak powiedzieć, by pobyt Manciniego w Mediolanie i Manchesterze był pasmem samych sukcesów? No nie. Szkoleniowiec w obu klubach ponosił bowiem seryjne klęski na europejskiej arenie. Z Interem nie potrafił się przebić poza ćwierćfinał Champions League, dwukrotnie odpadał już w 1/8 finału. Po przeprowadzce do Anglii było jeszcze gorzej. Jego Manchester City zbierał po głowie już w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Marnie radził sobie również w Lidze Europy. Wspomniany już półfinał Pucharu UEFA z 2003 roku, osiągnięty z Lazio, to w gruncie rzeczy największe dokonanie Manciniego na kontynentalnej arenie.

Javier Zanetti uważa, że brak dokonań w pucharach może wynikać z faktu, iż Mancini nigdy nie przywiązywał wagi do rozpracowywania przeciwnika. – To go różni od Jose Mourinho. Obaj mają bardzo mocne charaktery, ale na futbol patrzą zupełnie inaczej. Dla Mou kontrola gry i defensywa to kwestie fundamentalne. Jego taktyka jest w całości dostosowana do konkretnego przeciwnika. Mancini w ten sposób nie rozpatruje taktycznych zagadnień. On chce narzucać swoje warunki.

KAMIL GROSICKI PÓJDZIE ZA CIOSEM I PO ROZSTRZELANIU FINLANDII, STRZELI TEŻ WŁOCHOM? KURS W TOTOLOTKU TO 5,00

Wydaje się, że praca w futbolu reprezentacyjnym idealnie zatem Manciniemu pasuje. Naturalna charyzma, oko do piłkarzy, umiejętność zarządzania szatnią, smykałka do pracy z trudnymi charakterami – to jego niewątpliwe atuty. A kwestie taktyczne? Cóż, jak dotąd niedostatki Manciniego w tym elemencie trenerskiego rzemiosła nie miały wielkiego znaczenia dla rezultatów osiąganych przez reprezentację Italii. Czy tak samo będzie na przełożonych mistrzostwach Europy? Przekonamy się za kilka miesięcy.

fot. NewsPix.pl / FotoPyk

Opublikowane 11.10.2020 13:55 przez

Michał Kołkowski

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
jdgfjsgsagasgdas
jdgfjsgsagasgdas
4 miesięcy temu

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – Trafili 330 kurs i skan tego kuponu maja na blogu. Zarobilem z nimi juz 20 tys. Polecam bo kupon na dzis juz tez dostepny

płonąca lanca
płonąca lanca
4 miesięcy temu

Roberto super chłopak basta

Weszło
26.02.2021

Tylko u nas: epilog książki „Spalony”

W nowym wydaniu książki „Spalony” znaleźć można jeden nowy rozdział. A przynajmniej takie były obietnice – oczywiście jak to w życiu, nic z tych obietnic nie wyszło, bo… jednak będą dwa nowe rozdziały. Jeden z nich, króciutki, napisany dzisiaj i obejmujący to, co wydarzyło się już po zamknięciu książki, postanowiliśmy zamieścić już teraz. Będzie on […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Filip Szymczak: „Moja obunożność została zakodowana w Warcie Poznań”

Gdzie nauczył się tak dobrze grać obiema nogami? Czym po kilku tygodniach zaimponował mu Johansson? Kiedy zapuści brodę taką jak Michael Ishak? Czego nauczył się w Warcie Poznań? Co łączy go z Jamalem Musialą? W czym pomogły mu kontuzje? Czy myślał o wypożyczeniu? Dlaczego Lech grał tak słabo na początku tego roku? Na te pytania […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Mgnienia z życia Łukasza Trałki

Łukasz Trałka mówił u nas: –  Chętnie klikniesz w tekst, że Trałka zwolnił trenera. A w ten, że Trałka to fajny chłopak, nikt nie wejdzie. No to sprawdźmy, bo przed derbami Poznania wybraliśmy kilka mgnień z życia Łukasza Trałki, które były i są kluczowe w jego karierze, ale też pokazują go w pozytywnym świetle. Zapraszamy. […]
26.02.2021
Anglia
26.02.2021

Euro 2021 tylko w Anglii? Dlaczego nie?

Chyba trzeba powoli pożegnać się z dziwaczną wizją rozgrywania Euro w aż dwunastu krajach. Pandemia koronawirusa nie ustępuje, więc UEFA rozważa nowe rozwiązania. Chociaż póki co to tylko nieoficjalne pogłoski, pojawiła się informacja – którą podał włoski dziennikarz, Tancredi Palmeri. Możliwe jest przeniesienie całego turnieju do Anglii. Uwaga, uwaga – z kibicami na trybunach.  Oczywiście […]
26.02.2021
Inne sporty
26.02.2021

Komu złoto, kto zawiedzie? 10 rzeczy, które mogą się wydarzyć na MŚ w Oberstdorfie

Mistrzostwa świata w Oberstdorfie już ruszyły, ale to, co interesuje nas najbardziej, dopiero się wydarzy. Dziś kwalifikacje, a jutro konkurs skoczków na normalnej skoczni. To tam w pierwszej kolejności Polacy mają walczyć o medale. Ale nie tylko oni. Kandydatów do zwycięstwa jest, oczywiście, więcej. Czy więc złoto zdobędzie Kamil Stoch? A może obroni je Dawid […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Znak czasów – AC Milan kontra Manchester United w 1/8 finału Ligi Europy

Znamy pary 1/8 finału Ligi Europy. Trzeba przyznać, że niektóre dwumecze zapowiadają się naprawdę ekscytująco. Przede wszystkim ostrzymy sobie zęby na konfrontację Manchesteru United z Milanem. Dla „Czerwonych Diabłów” oraz Rossonerich sezon 2020/21 jest generalnie najlepszym od dawna, jeżeli chodzi o rezultaty osiągane w rozgrywkach ligowych. Istnieje zatem pewna szansa, że także i na europejskiej […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Inauguracja wiosny w Łodzi, derby w Poznaniu

Start wiosny w pierwszej lidze i derby Poznania w Ekstraklasie? Przecież to plan na idealną randkę. Pierwsze danie i deser z bitą śmietaną i wisienką. Przed nami konkretny piątek dla fanów polskiej piłki, więc warto rzucić okiem na kilka typów, które serwujemy wam na dziś. Można zarobić, można się dobrze bawić, więc najlepiej połączyć obydwie […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

PowerPlay. Jóźwiak nad kreską i pierwszoligowe boje!

33% skuteczności, ale za to po dość wysokich, przekraczających 2,20 kursach. Taki dorobek nas jednak nie zadowala, więc tym chętniej ruszamy z kolejnym odcinkiem naszego PowerPlaya. Dzisiaj zaglądamy m.in. do Kamila Jóźwiaka, który razem ze swoim Derby już na dobre wymiksował się z walki w strefie spadkowej i do Łodzi, gdzie ŁKS po kapitalnej serii […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Łukasz Sierpinia – największy przegrany metamorfozy Podbeskidzia

Podbeskidzie Bielsko-Biała w czterech wiosennych meczach zdobyło osiem punktów, czyli raptem o jeden mniej niż przez całą jesień. To chyba największa metamorfoza ostatnich tygodni w Ekstraklasie, a skoro tak, siłą rzeczy są też jej ofiary. Tydzień temu pisaliśmy, że nowi zawodnicy już sporo dają „Góralom”, teraz warto wspomnieć o tym, który przy obecnym układzie traci […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Hoffenheim i Bayer kontynuują passę niemieckich sukcesów w Lidze Europy

Największy przegryw tego sezonu w Lidze Europy? Niekoniecznie Leicester City, który dostał w trąbę od Czechów. Nawet nie PSV Eindhoven, które przegrało awans na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem. Otóż najbardziej ciała dało Hoffenheim. Historia tego, w jaki sposób niemiecka drużyna pożegnała się z rozgrywkami to materiał na sequel przygód Adasia Miauczyńskiego. Naprawdę, rzadko zdarza […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

PRASA. Tworek: Zwracam uwagę na to, by zespół był jedną rodziną

– Na tym polega piękno sportu, że nie faworyci, kluby z wysokim budżetem, nie te, które mają gwiazdy, ale zespół, który jest kolektywem i ma ducha walki, odnosi zwycięstwa. Ogromną uwagę zwracam na team spirit, żeby być jedną rodziną. To daje nam dodatkowe procenty szans. Kiedyś Dania z biletem od losu wygrała Euro – mówi […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Jaki będzie dzisiaj Poznań? Zielony, niebieski, a może czerwony?

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że różne grupy kibicowskie w Polsce lubią dowalić do pieca. Zrobić jakąś głupotę, przekroczyć granicę dobrego smaku. Rozumiemy, że małe wojenki są dla fanów po dwóch stronach barykady chlebem powszednim, ale kilku chłopa w Poznaniu trochę się zagalopowało. Derby derbami, będzie ciekawie, bo obie ekipy żyją w tabeli niemal po sąsiedzku. […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Bruk-Bet pewniakiem, Rygaard hitem transferowym. Ankieta trenerów przed wiosną w 1. lidze

Kto lepiej zna realia zaplecza Ekstraklasy niż trenerzy, którzy jeszcze przed chwilą na tym poziomie pracowali? Chyba nikt, więc to do nich zwróciliśmy się z kilkoma pytaniami przed startem ligowej wiosny. Krzysztof Dębek, Szymon Grabowski, Tomasz Kafarski, Ireneusz Mamrot oraz Dominik Nowak typują dla nas potencjalnych wygranych drugiej rundy rozgrywek. Kto jest pewniakiem do awansu, […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Dwaj zgryźliwi tetrycy. Dlaczego Warta nie nadaje się na film, a Hyballa dąży do perfekcji

Dwaj zgryźliwi tetrycy, czyli Leszek Milewski i Jakub Olkiewicz, witają wiosnę uśmiechem, więc zamiast tradycyjnego narzekania – tym razem chwalą. W ich objęcia wpadli między innymi przesympatyczni zawodnicy Warty Poznań wraz z równie sympatycznym trenerem Tworkiem, ale dość dużo ciepłych słów padło również pod adresem trenera Hyballi. Jeśli jesteście ciekawi, jakie warzywa sortował w Anglii […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

„W Warcie nie ma liderów. Każdy buduje naszą swojską bandę”

– Na pewno teraz mam spokojniejszą głowę. Mogłem bronić bardzo dobrze i tylko dlatego, że nasz nominalny młodzieżowiec Aleks Ławniczak złapał uraz, to musiałem usiąść na ławce, bo Daniel Bielica – bramkarz – był drugim młodzieżowcem do gry. Nie chciałem robić zgrzytów w szatni, nie chciałem chodzić i marudzić. Więc zacisnąłem zęby i co mi […]
26.02.2021
Weszło
25.02.2021

Ogromne męki Milanu, Slavia wykopała Leicester, fart Olympiakosu

Kiedy wicelider Serie A do awansu w dwumeczu z Crveną Zvezdą Belgrad potrzebował rzutu karnego i fury szczęścia, to mamy prawo mówić o kompromitacji. Co więcej, Rossoneri w obydwu spotkaniach przez długi czas grali w przewadze jednego zawodnika. I co? I mimo to nie potrafili Serbom zagrozić. W rewanżu na San Siro o wynik drżeli dosłownie […]
25.02.2021
Weszło
25.02.2021

Sousa ma kolejny problem. Grosicki już na pewno nigdzie się nie ruszy

– Za mną jedna z najważniejszych decyzji w karierze. Zostaję w WBA i walczę o pierwszy skład oraz grę w Premier League i grę w reprezentacji Polski. Sytuacja nie jest łatwa, ale ja nigdy nie pękam i nigdy się nie poddaje – napisał dziś Kamil Grosicki na Twitterze. Wszystkie furtki są zamknięte. Czy pomocnikowi przejdzie […]
25.02.2021
Weszło
25.02.2021

Zieliński kręci sezon życia, grad bramek w Anglii i Szkocji, norweska niespodzianka

Który to już raz w tym sezonie mówimy, że Piotr Zieliński staje na wysokości zadania? No, przynajmniej kilka razy w ostatnich miesiącach tak się zdarzyło. Jasne, dla samego Napoli ten wieczór nie był zbyt szczęśliwy, ale polski pomocnik może być ze swojej postawy zadowolony. To samo może czuć kilka ekip, które zdobyły już awans do […]
25.02.2021