post Avatar

Opublikowane 31.07.2020 12:54 przez

Szymon Janczyk

Włodzimierz Andrzejewski to jedna z osób, które awansu Radomiaka wyczekują najbardziej. Nic dziwnego, w końcu sam pamięta jeszcze, jak smakowała najwyższa liga w Polsce w Radomiu. Z „Zielonymi” związany był jako piłkarz i trener, a my zapytaliśmy go o wspomnienia sprzed 36 lat, gdy Radomiak po raz ostatni grał w Ekstraklasie. Dlaczego klub musiał za niego zapłacić wagon butów? Jak smakuje gol wbity Wiśle Kraków i zwycięstwo nad gwiazdami z Widzewa? Jak sędziowie wypaczali mecze radomian z Legią? Czy faktycznie istniał układ, przez który Radomiak spadł z ligi, czy może zabrakło czego innego? Jak wyglądał wówczas klub od strony organizacyjnej? Zapraszamy na kawał historii nie tylko radomskiej, ale i polskiej piłki.

Nie jest pan z Radomia, a ciężko znaleźć osobę, która na dzisiejszy mecz czeka bardziej od pana.

To prawda, bardzo chciałem być dzisiaj w Grodzisku, ale się nie udało. Od lat jeżdżę na wyjazdy za Radomiakiem, jestem na meczach domowych. Pochodzę z Radzynia Podlaskiego, ale lata temu trafiłem do Radomia i „trochę” się z tym miastem i z tym klubem zżyłem…

To o tyle ciekawe, że najpierw przez lata grał pan w Broni Radom. Do Radomiaka trafił pan dopiero wtedy, kiedy awansował do Ekstraklasy i wtedy także musiał pan na nią trochę poczekać.

Sprawy wyglądały tak, że po sezonie 1983/1984 kończył mi się kontrakt w Broni. Myślałem o przedłużeniu, ale nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, nikt mi nic nie oferował. Pamiętam, że Broń i Radomiak często mijały się na przedsezonowych zgrupowaniach w Pionkach i Janek Fitas zawsze żartował do działaczy Radomiaka, żeby brali Andrzejewskiego, bo to najlepszy piłkarz Broni. No i w końcu wzięli. Pewnego dnia trener Józef Antoniak zapukał do drzwi:

Słuchaj, a chciałbyś zagrać w Ekstraklasie?

Długo mnie nie trzeba było namawiać. Miałem wtedy już prawie 30 lat i wiedziałem, że to dla mnie ostatnia szansa. No a ta Ekstraklasa, wtedy jeszcze I liga, to dla takiego chłopaka z Radzynia spełnienie marzeń. Nastawiłem się na ten transfer, trener Antoniak także, bo w klubie początkowo mieli wątpliwości, byłem po poważnej kontuzji kolana. Gdy grałem w Broni i pojechaliśmy na Koronę Kielce, to tak mnie przecięli, że straciłem ponad pół roku.

Andrzejewski jako kapitan Radomiaka

Załatwienie takiego ruchu nie było jednak łatwe.

Słyszałem, że sprawa doszła na szczebel wojewódzki, miała rangę polityczną. Broń nie chciała mnie puścić, po spadku chcieli wokół mnie zbudować drużynę na awans do II ligi. Ale jak pytałem o umowę, to słyszałem „jutro, jutro”. W końcu, jak się dowiedzieli, że Radomiak mnie chce, to się zainteresowali. Wszystko mi chcieli dać, padały niesamowite kwoty i obietnice. Ale ja już byłem zdecydowany na Ekstraklasę. Zgłosiliśmy papiery, ale Broń dalej blokowała transfer. Czekałem na swój moment długo, zadebiutowałem dopiero w 7. kolejce. Wcześniej, w meczu z Ruchem Chorzów miałem zadebiutować, już siedziałem na ławce rezerwowych, ale zadzwonili do klubu, że nie udało się dopiąć formalności.

Nie wiem, jak w końcu udało się to załatwić i ile Radomiak musiał za mnie zapłacić. Wiem tylko, że prezes Marian Telęga po latach mi zawsze powtarzał: „Włodek, ty mnie kosztowałeś wagon butów!” Radomiak był wtedy pod patronatem firmy „Radoskór” produkującej buty. Czyli to chyba prawda.

Z drugiej strony, kiedy już pan zagrał, to cierpliwość została wynagrodzona.

Debiutowałem w meczu z Wisłą Kraków w Radomiu. Duża sprawa, po drugiej stronie Janusz Nawrocki, Adam Nawałka, Krzysztof Budka. I tak się jakoś ułożyło, że w 13. minucie strzeliłem gola. Trochę namieszał wtedy Adam Benesz, piłka gdzieś się odbiła, ja poszedłem za akcją, bo czułem, że coś się wydarzy. Tam chyba był jakiś rykoszet, a ja dopadłem do piłki i strzeliłem z 11 metrów.

Do czasu tego meczu i tak byłem z drużyną, ale już się paliłem do wejścia. Inaczej oglądać tę Ekstraklasę z ławki rezerwowych, trenować z chłopakami, a inaczej z perspektywy boiska.

Ale nawet z tej ławki rezerwowych można sporo zaobserwować. Na przykład to, jak kibice z Radomia reagowali na historyczne, pierwsze mecze w najwyższej lidze.

Pamiętam, jak dziś, wygraliśmy na inaugurację z Bałtykiem Gdynia 3:0. Na pierwszy mecz przyszło 20 000 osób. Nie wiem, jak oni się tam pomieścili.

Na 90minut.pl, na podstawie kronik ligowych, twierdzą, że 15000.

15? 15 000 to – jak to się mówi – z palcem w nosie tam weszło. Przeważnie przed meczami byliśmy na zgrupowaniach w Zbożennej. Na ligowe spotkania jeździliśmy dwie godziny przed meczem i już wtedy był prawie pełny stadion. To robiło wrażenie, byliśmy strasznie zmobilizowani. Kibice ustawiali się też na trasie tego naszego autobusu, którym wracaliśmy ze zgrupowania. Pamiętam jeszcze, jak jako piłkarz Broni jechałem na derby z Radomiakiem. Wsadzili nas do opancerzonego autobusu, jechaliśmy w eskorcie policji. Kibice Radomiaka byli wszędzie. Ja do dziś twierdzę, że poza kibicami Legii, to w Polsce nie ma lepszego kibica niż kibic Radomiaka. Chociaż… kibic jest czasami za a czasami też przeciw.

Chodzi panu o to, że przychodząc z Broni, był pan na „cenzurowanym”?

Nie, nie miałem negatywnych odczuć, nie jestem ani z Plant, ani z Gołębiowa, ja jestem chłopak z zewnątrz. My się wszyscy znaliśmy, więc w szatni też nie byłem anonimem. No i coś potrafiłem. Ale wiadomo, jak to jest – jak dajesz z wątroby, to nawet porażkę idzie zrozumieć. Jak brakuje umiejętności, to musisz chociaż pokazać, że ci zależy. Wtedy kibic bije ci brawo. A jak nie? To czasami i w mordę można dostać! (śmiech)

Ale panu to chyba tylko brawo bili! Przynajmniej taką mam nadzieję.

Tak, ale powiem szczerze – mój potencjał chyba nie był do końca wykorzystany.

Trzy bramki w Ekstraklasie to za mało?

Pewnie. W drużynie podzielono zadania tak, że ja miałem bardziej defensywne role, co nie leżało w mojej naturze, bo zawsze byłem ofensywnym zawodnikiem, potrafiłem strzelać bramki. Ale było tak dlatego, że Adam Benesz grał z przodu, a ktoś musiał go asekurować. Wydaje mi się, że mogłem dostać bardziej ofensywną szansę. Może teraz mógłbym o tym z trenerem podyskutować, ale wtedy były inne czasy. Byłeś w składzie, to nie dyskutujesz, tylko wykonujesz zadania.

Bramek mogło być więcej, bo słyszałem, że mógł pan strzelić gola Legii.

Mam do siebie o to pretensje, pamiętam to jak dziś. Odebrałem piłkę w środku pola i zagrałem do Benesza. Benesz wyszedł na sam na sam, w Legii bronił chyba wtedy Jacek Kazimierski. Odbił piłkę, a ja poszedłem za akcję i piłka spadła mi pod nogi. Została praktycznie pusta bramka, był tylko Stefan Majewski. On dał w prawo, no to ja w lewo, żeby go zmylić. Walnąłem po długim, trafiłem w niego. Sędzia stwierdził, że trafiłem w rękę i dał nam karnego. Majewski protestował, mówił, że dostał w głowę, ale powtórek nie było, karny został.

To był dziwny mecz, wyrównany, bo my się Legii nie baliśmy. Poszła akcja, Andrzej Buncol strzelił z pięciu metrów i było 1:1. Tyle że wtedy był spalony. Ja wtedy grałem na Buncola, którego pamiętałem jeszcze z niższym lig. To był taki „tur”. Jakby poszedł na jeden na jeden, to nie było z nim szans. Trzeba było go zmuszać, żeby grał do boków. Trudno było, Legia to Legia. Potem graliśmy rewanż przy Łazienkowskiej, gdzie wcale nie byliśmy gorszym zespołem. Był taki moment, że dostałem piłkę, jechałem na sam na sam, a sędzia się pomylił i pokazał spalonego.

Na Legii zagraliśmy jeden z lepszych meczów, kibicom mogło się to spodobać, wstydu nie było. Mnie też chyba poszło nieźle, bo po tym meczu „Przegląd Sportowy” zaprosił mnie na wywiad.

Kibice Radomiaka chyba najbardziej wspominają domowy mecz z Widzewem.

Piękne wspomnienia. Włodzimierz Smolarek, Dariusz Dziekanowski, Mirek Jaworski… Tego ostatniego pamiętam, bo to był ciekawy niuans. On był w Białej Podlaskiej juniorem, a wtedy junior musiał grać pół meczu. Wychowywaliśmy go tam, również ja, w czasach, gdy grałem w AZS-ie, a po latach spotkaliśmy się w najwyższej lidze. On młody, ja już karierę kończyłem. Ja grałem na Dziekanowskiego.

Czyli łatwo nie było.

Benesz hasał w tą i w tamtą, a ja go musiałem asekurować. Ciężko było odebrać piłkę Dziekanowskiemu, trzeba było go wypychać w jedną, w drugą stronę, zmuszać, żeby odegrał do tyłu. Oj, napracowałem się wtedy. Piłkarz, pełną gębą.

Zawodnicy Widzewa się wywyższali? Były jakieś słowne utarczki?

Nie, ale przyjechali po swoje. Wydawało im się chyba „co to tam Radom, my jesteśmy firma”. Ale firma przyjechała do firmy. Z każdą minutą okazywało się, że to nie jest takie byle co, że ten Radomiak to nie są chłopki. Nie wychodziło im, a my w końcu strzeliliśmy bramkę z karnego i utarliśmy im nosa.

Pana najlepszy mecz to starcie z Motorem Lublin, wygrane 3:0. Strzelił pan wtedy dwa gole.

Strzeliłem wtedy najładniejszą bramkę w życiu. Poszła kontra, Marek Wojdaszka wrzucił piłkę z boku, a ja rzuciłem się szczupakiem. Chciałem Motorowi coś pokazać, bo to był obok Avii Świdnik wiodący klub z moich stron. Druga bramka to już moja zasługa, zabrałem piłkę Leszkowi Iwanickiemu i poszedłem środkiem. Podałem do Mirosława Sajewicza, on odegrał w pole karne. Przyjąłem, spojrzałem, bramkarz wychodził, ale już było za późno. Dałem po długim roku i byłem „na kolanach” (śmiech). Pamiętam jeszcze, że wiosną w rewanżu w Lublinie zagrałem na lewej obronie. Ja na obronie, kto by pomyślał!

Andrzejewski „na kolanach” po bramce strzelonej Motorowi

Po rundzie jesiennej byliście na piątym miejscu w lidze. Jakie wtedy były nastroje w zespole?

To nas chyba trochę zgubiło. Wkradło się takie samozadowolenie. Z kolei trener Antoniak się podpalił, pojechaliśmy na obóz w góry. On był znany z ciężkich przygotowań, ale wtedy… Było bardzo ciężko. Tak jak mówię, wtedy dyskusji nie było, robiliśmy to, co kazał. Wyszło tak, że wiosną było dużo kontuzji. Na pierwszy mecz pojechaliśmy do Bałtyku i było jeszcze 0:0, a potem to się już rozlazło. Szkoda, bo ekipa była taka, że mogliśmy się utrzymać. Z trenerem Antoniakiem był taki temat, że w trakcie rundy jego posada wisiała na włosku. Zapytano nas wtedy o zdanie.

To czemu drużyna tego nie poparła, skoro przygotowania były za trudne?

Tak to wtedy było. Wierzyliśmy w trenera i gdy zarząd nas spytał o zdanie, stanęliśmy za nim. Pamiętam, że w grę wchodziła wtedy kandydatura Pawła Kowalczyka.

Prawdą jest to, że wiosną skręcili was sędziowie? Marek Wojdaszka powiedział: „O tym, że spadniemy z ligi, zadecydowano zimą w trakcie przerwy w rozgrywkach. Niestety, taki był wtedy układ wśród klubów ekstraklasy”.

Może i tak, ale co ja mogę wiedzieć? Ja byłem z zewnątrz. Zabrakło nam wtedy takiego człowieka w drużynie, który pierdolnąłby ręką w stół, wziął wszystko do kupy. Brakowało nam wtedy przecież punktu czy dwóch bramek do utrzymania. A sędziowie? Coś tam było, różnie bywało. Jedziemy do Sosnowca, wygrywamy do 80. minuty 1:0. Ostatnie minuty spotkania, Jan Urban strzela nam dwie bramki, przegrywamy 1:2. Były takie mecze, ale ja nigdy nie byłem człowiekiem, który szuka drugiego dna. Ale z drugiej strony, nawet ten ostatni mecz z Wałbrzychem… Nie wiedziałem, co jest grane na boisku. Powiem szczerze, nie wiedziałem.

Ten mecz akurat wygraliście. I to też dość niecodziennie, bo aż 5:1.

Był układ, czasami na boisku nie wiedziałem, w którą stronę mam patrzeć. W przedostatniej kolejce graliśmy ze Śląskiem, przegraliśmy 0:2. W ostatniej my graliśmy z Wałbrzychem, a Śląsk z Lechią. Mogliśmy jeszcze się utrzymać, Śląsk przegrał z Lechią, ale przegrał bezpiecznie, 2:3, strzelając gola w ostatnich minutach. Nie mogli przegrać więcej niż jedną bramką. Nam tej jednej bramki zabrakło, ale jak pan Wiesław Karolak panu Włodzimierzowi Ciołkowi ustawia trzy rzuty wolne na 16 metrze, to wiadomo, że w końcu trafi.

Tu nie tylko o Śląsk chodzi, bo mógł utrzymać się i Śląsk, i Radomiak. Ale Bałtyk Gdynia ograł Wisłę, a w „Echu Krakowa” wprost pisano o ustawce: „Goście musieli mecz wygrać, aby niezależnie od rezultatów na innych boiskach, gdzie grały zagrożone degradacją zespoły, utrzymać się w ekstraklasie I cel swój osiągnęli. Wśród obserwatorów tego pojedynku krążyło wiele plotek kto „puścił mecz”, za ile, kto gra a kto markuje. Jak było nie mnie wyrokować. Sherlockiem Holmesem nie jestem. Zresztą nie w tym sprawa. Przecież nie tylko w Krakowie uzyskano na boisku wynik, jaki był potrzebny”.

Były wtedy różne ruchy, jedni chcieli się utrzymać, inni awansować… Bałtyk musiał wtedy wygrać. No i wygrał. A że my wygraliśmy aż 5:1? Co ja mogę powiedzieć… (śmiech) Szkoda, że wtedy spadliśmy. Można było zbudować drużynę na parę lat. Ale dzisiaj to wszystko jest do nadrobienia.

Pierwszy gol z Motorem – rzekomo najładniejszy w karierze

Było na kim budować. Marek Sadowski i Andrzej Niedziółka zagrali nawet w reprezentacji Polski B.

W obronie na pewno. Sadowski i Arkadiusz Skonieczny to była klasa. Paweł Zawadzki – siła spokoju, solidność. Ryszardowi Mrozkowi nikt nie fiknął. Ofensywa miała dobre momenty, ale mogliśmy bardziej przycisnąć. Piłkarsko nie można było nam wiele zarzucić, ale jak drużynie nie idzie, to wychodzi charakter. W tej lidze to było potrzebne, jak coś się waliło, to brakowało czegoś w szatni. Trzeba było nas pobudzić, bo przecież nikt nie chciał spaść. Godziliśmy się na to, co jest, to mi się trochę nie podobało.

Ale chyba nie chodziło o to, że w Radomiaku było biednie i smutno.

Było bardzo dobrze. Były te zgrupowania w Zbożennej, cisza, spokój, chodziliśmy sobie na rybki. Wszystko było w porządku, płacili dobrze. Mieliśmy jedną z najlepszych odnów biologicznych w Polsce, sauna, solanki, pełna opieka. Patronat „Radoskóru” swoje robił, na nic nam nie brakowało. Premie? Powiem tak – jakby te moje premie z całej kariery były opodatkowane i ozusowane, to ja bym dzisiaj miał emeryturę godną. Prawie jak ministrowie! (śmiech)

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

Przeczytaj inne historie o Radomiaku:

Fot. Archiwum prywatne

Opublikowane 31.07.2020 12:54 przez

Szymon Janczyk

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
WeszłoTV
09.08.2020

QUIZ: Damian Smyk – REDEMPTION. Czy granica 2 punktów zostanie przekroczona?

09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Jak koronawirus hamuje rozgrywki w niższych ligach?

Dziewięć zakażeń w Pilicy Białobrzegi. Piłkarze Józefovii Józefów wysłani do domów na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem arbitra w meczu z Okęciem Warszawa. Pozytywne testy pracujących w kopalni zawodników Pniówka Pawłowice Śląskie. Odwoływane i przekładane spotkania z powodu kwarantann jednej albo dwóch drużyn. Teraźniejszość niższych lig w Polsce jest aktualnie absolutnie fascynująca i nieco niepokojąca. […]
09.08.2020
Inne sporty
09.08.2020

Cóż tam, panie, w F1? Mercedes już nie trzyma się (aż) tak mocno

Cztery wyścigi i koniec. Już wiemy, że w tym sezonie Formuły 1 nie ziści się scenariusz, w którym wszystkie Grand Prix wygrają kierowcy Mercedesa. Lewisa Hamiltona i Valtterego Bottasa wyprzedził dziś Max Verstappen. Holender po raz kolejny udowodnił więc jedno: że za kierownicą jest absolutnym kozakiem. I choć na dłuższą metę w rywalizacji z Mercedesem […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Quiz piłkarski. Najlepsi na świecie w 2006

Postanowiliśmy odświeżyć naszą małą serię quizów, w której sprawdzamy, czy znacie najlepszych piłkarzy na świecie w poszczególnych latach. Najlepszych według twórców gry FIFA. Był już rok 2020, był 2012, teraz cofamy się do edycji z 2006. Poprzeczka ląduje bardzo wysoko, bo z ręką na sercu możemy przyznać, że o niektórych z docenionych poniżej piłkarzy zdążyliśmy […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Podbeskidzie stawia na młodzież. Dwa talenty z I ligi zagrają w Bielsku

Podbeskidzie Bielsko-Biała porządnie zbroi się przed powrotem do Ekstraklasy. „Górale” lada chwila ogłoszą dwa ciekawe transfery. Beniaminek ligi tym razem nie sięga po zagranicznych zawodników, a po sprawdzonych na pierwszoligowym poziomie młodzieżowców. Sprawdzonych i wyróżniających się, co chyba zamyka temat ewentualnych problemów ze spełnieniem tego wymogu przez ekipę spod Klimczoka. Jak udało nam się ustalić, […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Po ratunkowej euforii przychodzi proza życia

Zawodnik testowany, zawodnik testowany, zawodnik testowany, do tego Mateusz Cetnarski i oczywiście Jacek Kiełb. Korona Kielce zwyciężyła we wczorajszym meczu towarzyskim z ŁKS-em Łódź, ale jeśli chodzi o personalia – ten sezon może być dla klubu diabelnie ciężki. Powoli kończy się euforyczny nastrój związany z uratowaniem klubu z rąk niemieckich właścicieli, zaczyna się za to […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Bartosz Kapustka bardzo blisko Legii. Czy to będzie hit również na boisku?

To się musiało tak skończyć. Bartosz Kapustka po nieudanym pobycie za granicą na 99 procent wraca do Polski. Wychowanek Tarnovii Tarnów niemal na pewno zasili szeregi Legii Warszawa, która nie tylko w tym okienku zerkała w jego stronę. Tak po prawdzie, szkoda, że nie stało się to przynajmniej rok wcześniej, straciłby mniej czasu. Ten transfer […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Mistrz Kosowa albo Irlandii Północnej. Legia już wie, kogo musi ogolić w I rundzie eliminacji LM

Tak, to prawda, tegoroczne europejskie puchary są trochę absurdalne. Z jednej strony dopiero co Barcelona odprawiła z kwitkiem Napoli, z drugiej dzień później Legia Warszawa poznaje potencjalnych rywali w grze o Ligę Mistrzów. Ale cóż, narzekać nie będziemy. I mistrzowie Polski raczej też nie, bo w Nyonie wylosowano im najlepszą z możliwych opcji. Legia zagra […]
09.08.2020
Weszło
09.08.2020

Z Mullerem nie wyszło, wyjdzie z CR7? Kolejny rekord w zasięgu Lewandowskiego

Początek spotkania Bayernu z Chelsea. Robert Lewandowski przyjmuje piłkę po podaniu w pole karne, bramkarz nie ma wyboru – trzeba faulować. Rzut karny, Polak strzela na pewniaka. Szybki skok do końcówki meczu – dośrodkowanie, Robert skacze najwyżej. Drugi gol. Doppelpack. Co w tym takiego niezwykłego, że o nim przypominamy? Ano to, że Polak ma już na […]
09.08.2020
Weszło
08.08.2020

France Football, przestańcie nam Lewego prześladować i dajcie mu Złotą Piłkę

Gdy France Football ogłosiło decyzję dotyczącą anulowania plebiscytu Złotej Piłki, w naturalny sposób najbardziej pokrzywdzony wydawał się Robert Lewandowski. Miał fenomenalny rok, grał świetnie na wszystkich frontach, był faworytem bukmacherów. Wtedy jednak i my sami tonowaliśmy nastroje: poczekajmy na Ligę Mistrzów. Poczekajmy na wyczyny Cristiano Ronaldo, Karima Benzemy, na to gdzie dojdą poszczególne kluby. I […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Barcelona pozamiatała przed przerwą. Napoli nie zdołało odpowiedzieć

Czwartek. Roma gra z Sevillą, Giallorossi przegrywają 0:1, a rywale strzelają drugą bramkę. Sędzia ją uznaje, mimo że wcześniej faulowany był Edin Dżeko. Włosi są niepocieszeni, narzekają, że błąd wykluczył ich z walki o trofeum. Piątek. Juventus gra z Lyonem, potrzebuje wygranej dwiema bramkami. Jest to możliwe, jednak plan szybko się komplikuje – arbiter dyktuje mocno absurdalny […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Dzień pod znakiem Juventusu – Pirlo przejmuje ster po Sarrim

Tak, wiemy, sporo dziś u nas Juventusu, ale nie ma się co dziwić. Najpierw Bianconeri zaliczyli – co tu dużo mówić – mega wpadkę odpadając z Lyonem, którego za rok nawet nie będzie w grze o europejskie puchary. Już wtedy spekulowano, że dni Maurizio Sarriego w Turynie są policzone. Cóż, okazało się, że nawet nie dni, a […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

U17 Lecha Poznań leje seniorów Elany. Młodzież w Kolejorzu idzie ławą

Lech Poznań II wyeliminował dziś w rundzie wstępnej Pucharu Polski toruńską Elanę. Na papierze – nic szczególnego. „Dwójka” Lecha utrzymała się przecież w drugiej lidze, Elana to spadkowicz. Ale rzecz w tym, że z Elaną w zasadzie w ogóle nie grali ci, którzy niedawno rywalizowali na trzecim poziomie rozgrywkowym. Żadnego Sobola, Bartkowiaka, Szymczaka, Kaczmarka. Nie […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Co łączy króla strzelców ligi słoweńskiej, chorwackiej i rumuńskiej? Korepetycje brali w Polsce

Często wyśmiewamy polskie kluby za ich kadrowe ruchy. Kpimy z działaczy wykonujących kompletnie chybione transfery. Samym zawodnikom też nie dajemy spokoju, gdy czmychają z Polski po dwóch rundach, podczas których udało im się rozegrać siedemnaście meczów i zaliczyć jedną asystę drugiego stopnia przy golu anulowanym przez VAR. Okazuje się jednak, że w tych wszystkich transferowych […]
08.08.2020
Włochy
08.08.2020

Szybko poszło. Sarri wylatuje z Juventusu

Jeszcze całkiem niedawno działacze Juventusu zarzekali się, że jest za wcześnie by recenzować dokonania Maurizio Sarriego i szkoleniowiec „Starej Damy” pozostanie na swym stanowisku niezależnie od wyniku dwumeczu w 1/8 finału Ligi Mistrzów. A potem przyszedł Olympique Lyon po paru miesiącach bez regularnej gry o stawkę i bezceremonialnie wyrzucił Juve z Champions League. Sprawiając, że […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Superpuchar odwołany i… co teraz?

Polski Związek Piłki Nożnej odwołał mecz Superpucharu Polski po informacji dotyczącej zakażenia u masażysty Legii Warszawa. Nie pomogły nawet powtórne testy, zrobione na szybko przez stołeczny klub – PZPN już w oficjalnym komunikacie przypomniał, że wobec okresu inkubacji wirusa, wiarygodne wykluczenie ryzyka możemy otrzymać dopiero po 7 dniach. Trudno tu komukolwiek zarzucić złą wolę czy […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Dwa stracone lata. Sam Cristiano Ronaldo Ligi Mistrzów Juventusowi nie wygra

Sześć meczów – tyle w fazie pucharowej Ligi Mistrzów zagrał Juventus, od kiedy Cristiano Ronaldo dołączył do ekipy z Piemontu. Sześć meczów, z których wygrał tylko dwa. Przegrał trzy, jeden zremisował, ale co ważniejsze – tylko raz awansował. Wtedy, gdy Portugalczyk wkurzył się na swoich kolegów i zapakował trzy bramki Atletico Madryt. Zresztą Ronaldo strzelał […]
08.08.2020
Weszło
08.08.2020

Superpuchar Polski odwołany! PZPN nie chce ryzykować

Meczu o Superpuchar Polski w tym roku nie będzie – poinformował na Twitterze Zbigniew Boniek, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej. Spotkanie Legii Warszawa z Cracovią odwołano na dzień przed planowanym pierwszym gwizdkiem. Cóż, chyba musimy się przyzwyczajać, że w najbliższym sezonie tak to właśnie będzie wyglądało. Jeszcze wczoraj, gdy informowaliśmy o możliwym zakażeniu w obozie […]
08.08.2020