Reklama

Rzeczy niewybaczalne w Anglii? Przede wszystkim piractwo!

redakcja

Autor:redakcja

18 kwietnia 2020, 20:29 • 4 min czytania 2 komentarze

Ależ to byłby zwrot akcji, ależ to byłaby recenzja współczesnego futbolu, a może nawet ogółem naszych czasów. W tym tygodniu Anglia poza koronawirusem i plotkami transferowymi żyła przede wszystkim wchodzącą w ostatnią fazę transakcją sprzedaży Newcastle United. Klub Mike’a Ashleya miałby trafić w ręce funduszu z Arabii Saudyjskiej, za co właściciel sieci Sports Direct ma zainkasować ponad 300 milionów funtów. Czy przeszkodą może być morderstwo dziennikarza krytycznego wobec saudyjskiej władzy? Czy przeszkodą może być więzienie i torturowanie aktywistek? Nie, przeszkodą może być… piractwo. 

Rzeczy niewybaczalne w Anglii? Przede wszystkim piractwo!

Sytuacja jeszcze do niedawna byłaby dość klarowna – parę wizyt Ashleya i Saudyjczyków u prawników, kilka u notariuszy, potem w banku i cyk – Ashley dostaje bajońską sumę, Arabia Saudyjska kolejną zabawkę w swojej bogatej kolekcji spółek, firm i stowarzyszeń.

Ale angielski związek piłkarski wobec wielu kontrowersji związanych z właścicielami klubów, zwłaszcza z niższych lig, od pewnego czasu wprowadził nowe, bardzo restrykcyjne zasady prześwietlania potencjalnych kupców. Dziś już nie wystarczy, że dogadają się sami zainteresowani – całą transakcję pilotują władze piłkarskie, by uniknąć ewentualnych nieprzyjemnych konsekwencji, gdyby jakiś zasłużony klub został zakupiony przez Vannę Ly albo innego Matsa Hartlinga.

No i tu pojawia się problem. W NASZYM OBSZERNYM TEKŚCIE opisaliśmy dość dokładnie, jaką postacią jest Muhammad ibn Salman, czyli faktyczny nowy właściciel Newcastle. Co prawda wszystko rozgrywa się przez szereg pośredników, ale generalnie można to dość drastycznie uprościć – kupującym jest fundusz inwestycyjny powołany przez władze Arabii Saudyjskiej, któremu szefuje bliski współpracownik księcia koronnego. Państwo jest zarządzane w sposób dość nowoczesny, jak na standardy tamtego regionu świata, jednak wciąż trzeba brać poprawkę na to, że bez wiedzy ibn Salmana za wiele się w Arabii Saudyjskiej nie dzieje. Oczywiście, formalnie rządzi nią jego ojciec, urodzony w 1935 roku król Salman ibn Abd, ale wobec wieku i kondycji króla – większość decyzji i obowiązków leży już w rękach następcy tronu.

I tu właśnie pojawiają się wątpliwości – czy te ręce na pewno są czyste.

Reklama

Ibn Salman długimi miesiącami utrzymywał wizerunek zręcznego, nowoczesnego i prawdziwie oświeconego reformatora, który prowadzi Arabię Saudyjską w kierunku norm uznawanych przez Europę czy obie Ameryki. Luzował pewne ograniczenia wobec kobiet, zapowiadał przebudowę gospodarki, by zerwać z łatką państwa żyjącego wyłącznie z handlu ropą, udzielał wywiadów, w których przypominał księcia z bajki – przystojny, bogaty, mądry i wygadany. Ale jest też druga strona medalu. Ibn Salmanowi przypisuje się na poważnie przynajmniej dwa haniebne czyny, które poruszyły do głębi nawet jego handlowych sojuszników z USA czy Wielkiej Brytanii. Choć formalnie dowodów na jego udział w obu sprawach nie ma, to Amnesty International czy część brytyjskich posłów alarmuje: ibn Salman to nie jest przyjemniaczek. Pierwszy zarzut – zlecenie morderstwa krytycznego wobec władzy dziennikarza, Dżamala Chaszukdżiego. Chaszukdżi został uduszony w ambasadzie saudyjskiej w Stambule, gdzie miał zostać zwabiony przez brata ibn Salmana. Drugi zarzut? Tortury wobec uwięzionych aktywistek, walczących m.in. o prawo kobiet do prowadzenia samochodów.

Czy to są zarzuty wystarczające do uwalenia kupna klubu Premier League? Cóż, nie do końca, tak przynajmniej twierdzą brytyjscy dziennikarze, m.in. z Financial Times. Według nich deal był na ostatniej prostej i nikt nie tworzyłby Saudyjczykom żadnych problemów w przejęciu Srok. Przełomem w transakcji ma jednak być inna niewyjaśniona do tej pory zbrodnia Arabii Saudyjskiej.

Piracenie sygnału katarskich telewizji.

Serio, o sprawie poinformował dzisiejszy The Times. Według gazety przeszkodą do dopięcia dealu może być raport Komisji Europejskiej (co za ironia w kontekście Brexitu), która potwierdziła, że Arabia Saudyjska jest odpowiedzialna za ogromne straty dla europejskiego biznesu. O co dokładnie chodzi? Arabia Saudyjska ma mieć udziały w pirackiej stacji BeoutQ, która pokazuje treści skradzione katarskiemu Bein Sports – w tym oczywiście mecze Premier League. Naturalnie jest tu drugie dno, konflikt dyplomatyczny Kataru z Arabią Saudyjską oraz sprzeczne interesy wielkich mocarstw na Bliskim Wschodzie, ale to wszystko nieistotne w kontekście samego Newcastle United.

Tutaj bowiem mogą zadziałać bardzo proste mechanizmy – okradasz Premier League, nie możesz mieć klubu w Premier League. A angielski futbol, ramię w ramię z FIFA czy UEFA, walczy z BeoutQ od 2017 roku. The Times wspomina, że kradzież to jeden „grzech”, drugim jest bierność Saudyjczyków przy walce z piractwem, co wykazać jest zdecydowanie łatwiej, niż ich udziały w firmie.

Cóż to byłaby za wyjątkowa chwila – anulowanie wielomilionowej transakcji nie ze względu na zabójstwo dziennikarza, nie ze względu na więzienie opozycji, nie ze względu na domniemane wywoływanie krwawych wojen, ale ze względu na zbyt opieszałą reakcję na piractwo.

Reklama

Przyszłość jest dziś.

Fot.Newspix

Najnowsze

Hiszpania

Kosecki: Współczuję Yamalowi. Co lepszego może go spotkać w wieku 25 lat?

Damian Popilowski
7
Kosecki: Współczuję Yamalowi. Co lepszego może go spotkać w wieku 25 lat?
1 liga

Sapała: Czuję kredyt do spłacenia względem kibiców. Wcześniej to nie byłem ja

Piotr Rzepecki
2
Sapała: Czuję kredyt do spłacenia względem kibiców. Wcześniej to nie byłem ja
Ekstraklasa

Błąd: Lekarz powiedział, że córka będzie rośliną. Chciałem mu przyłożyć

Jan Mazurek
9
Błąd: Lekarz powiedział, że córka będzie rośliną. Chciałem mu przyłożyć

Anglia

Komentarze

2 komentarze

Loading...