Legenda Liverpoolu walczy z nowotworem. Wyszło to przypadkiem

Marcin Ziółkowski

02 czerwca 2026, 18:10 • 4 min czytania 1

Reklama
Legenda Liverpoolu walczy z nowotworem. Wyszło to przypadkiem

Kibice Liverpoolu będą mieć wkrótce nowego trenera, ale nie był to dla nich pozytywny sezon, zarówno sportowo, jak i poza nim. Poza śmiercią Diogo Joty, wspólnota fanów The Reds dowiedziała się też o nowotworze Kevina Keegana. Jakby tego było mało – jedna z największych legend Liverpoolu, a więc Kenny Dalglish, także podzielił się informacją o chorobie. Szkot wcale tego nie planował, ale jak sam przyznał w dość żartobliwy sposób – nie do końca potrafi używać telefonu.

Reklama

Sir Kenny Dalglish – absolutna legenda The Reds

Kenny Dalglish dla Liverpoolu strzelił 172 gole. Grał na Anfield przez 13 lat. Do klubowej gabloty dołożył m.in. sześć tytułów mistrza Anglii i trzy Puchary Europy. Jako trener dołożył kolejne trzy mistrzostwa, a w Blackburn wywalczył historyczny tytuł w 1995 roku. Poza Newcastle w każdym klubie, który prowadził – dołożył coś do gabloty. W Celticu był to Puchar Ligi.

Sir Kenny jest w Liverpoolu uwielbiany i bardzo szanowany nie tylko za osiągnięcia z boiska czy trenerskiej ławki. Wielu fanów pamięta jego zachowanie z chwil, gdy na stadionie Hillsborough w kwietniu 1989 roku doszło do tragedii z udziałem kibiców The Reds. Jego postawa wobec rodzin, które doświadczyły tej przykrej chwili przyczyniła się do tego, że jego status jako legendy Liverpoolu jest absolutnie niepodważalny.

– Byli tam, by nas wspierać. Tego nauczyliśmy się w Glasgow – pomagać ludziom. (…) Futbol jest nieistotny. Puchar Anglii nie jest wart jednego życia, a co dopiero dziewięćdziesięciu czy setki. Zaznaczyłem od razu, ludzie są na pierwszym miejscu – powiedział w dokumencie dla Amazona.

Reklama

Jego kolega z boiska Alan Hansen podkreślił jak bardzo istotny Dalglish był dla potrzebujących w tamtym czasie.

– Kenny pokazał ogromną siłę. Bardzo pomógł. On i Marina zachowali się wspaniale.

Gdy The Sun manipulował faktami dotyczącymi tragedii, Dalglish zaproponował redaktorowi naczelnemu Kelvinowi MacKenziemu, aby umieścił w nagłówku gazety, że jako medium – kłamali. Dziennikarz odpowiedział mu, że „nie może tego zrobić”. Szkocki zawodnik miał wtedy powiedzieć „więc nie mogę panu pomóc”, po czym odwrócił się i zakończył rozmowę. Dla Dalglisha fani byli wszystkim.

Szkot był obecny na wielu pogrzebach i uznano go wręcz za ojca całego miasta. Wziął na siebie ciężar emocji, które mocno ciążyły mieszkańcom.

Reklama

Dalglish walczy z chorobą. Wszystko wyjawił przypadkiem

We wpisie w mediach społecznościowych „Król Kenny” potwierdził informację o swojej chorobie i podziękował personelowi medycznemu za służbę, a także troskę.

– Jak wynika z mojego niezamierzonego wpisu w mediach społecznościowych, obecnie przechodzę leczenia raka. W przeciwieństwie do korzystania z telefonu komórkowego, leczenie przebiega pomyślnie. W idealnym świecie wszystko to pozostałoby prywatne, bo tak właśnie powinno być, ale moje beznadziejne umiejętności techniczne zmusiły mnie do podjęcia takich działań.

Reklama

– Nie miałem zamiaru upubliczniać tej sprawy, więc byłbym wdzięczny, gdyby prywatność mojej rodziny i moja została uszanowana. Jak zawsze, dziękuję wspaniałemu personelowi medycznemu, który wykazał się niesamowitą troską i dyskrecją, nie tylko wobec mnie, ale i wielu, wielu innych. Są dla siebie chlubą.

Nie tylko Dalglish ma trudny czas spośród legend Liverpoolu

To niejedyny wybitny piłkarz z Wysp Brytyjskich, który walczy z chorobą. Kevin Keegan kilkanaście godzin przed Dalglishem podał do wiadomości, że jego nowotwór jest już w czwartym stadium. Dwukrotny zdobywca Złotej Piłki tym samym wypowiedział się po raz pierwszy od kilku miesięcy, kiedy to wyjawił, że walczy z wrogiem. Wspomniał choćby, że jego lekarz to kibic Liverpoolu, a więc klubu, w którym zastąpił go Dalglish.

Reklama

Dodał też, że nie chce, aby budowano mu pomnik przed stadionem Newcastle United dopóki nie umrze. Jest świadomy uwielbienia ze strony kibiców i także w związku z tym planuje odwiedzić St. James’ Park, na którym nie było go od blisko 20 lat – momentu zwolnienia w roli trenera za kadencji właściciela Mike’a Ashleya.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
3
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Piłka nożna

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
3
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”