post Avatar

Opublikowane 17.04.2020 10:55 przez

Szymon Janczyk

Szalone historie afrykańskich piłkarzy w Polsce to temat, którego nie da się wyczerpać jednym tekstem. Dlatego też „ruszyliśmy” w kraj, żeby zebrać kolejne opowieści o tych barwnych postaciach. Który piłkarz woził silnik do samochodu klubowym autokarem? Kto ugościł drużynę takim daniem, że wizyta jest wspominana nawet po latach? Kto pojechał taksówką 150 kilometrów, żeby kupić korki? Komu nie wyszło w piłce, więc został kucharzem drużyny? Kto zawsze pożyczał, ale nie zawsze oddawał? Którzy zawodnicy wynieśli materace z łóżek, żeby „dupczyć baby”? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie poniżej!

Pierwsza część opowieści: nie ma sianka, nie ma granka!

Tancerz, handlarz, akrobata

Piłkarze z Afryki mają to do siebie, że często są duszami towarzystwa. Pierwszoplanowe postaci w szatni, lekkoduchy i żartownisie, którzy zawsze potrafią poprawić humor. Do przedstawicieli takiej grupy należał na pewno Ferdinand Chi Fon. Kolegę z boiska wspomina Artur Bugaj, który spotkał Chi Fona w Pogoni Szczecin. – Jego chrzest w drużynie w Turcji przeszedł do historii. Wszyscy leżeliśmy na ziemi i płakaliśmy. Ferdinand wykonywał numer popisowy, taniec z butelką na głowie. Ciężko to opisać, trzeba byłoby to zobaczyć. Wyrywało nam brzuchy i żuchwy nas bolały ze śmiechu – opowiada

Chi Fon początkowo miał problemy z językiem polskim, ale okazało się to przydatne. W książce „70 niezwykłych historii na 70-lecie Pogoni Szczecin” opowiada o tym Radosław Majdan. – Kiedyś wymyśliliśmy nietypowy sposób pokazania swojego rozgoryczenia. „Ferdek” – jak go nazywaliśmy – prawie w ogóle nie umiał mówić po polsku. Udało nam się jednak wyuczyć go jednego zdania, które miał wypowiedzieć w kluczowym momencie. Kiedy po raz kolejny nie dostaliśmy swoich pieniędzy, postanowiliśmy nie wychodzić na trening. Do szatni wszedł nasz ówczesny trener i zapytał, dlaczego nie jesteśmy jeszcze na boisku. Wszyscy staliśmy wtedy w półkolu, z którego nagle wystąpił „Ferdek”. Podszedł do szkoleniowca i stanął przed nim. – Nie ma sianka, nie ma granka! – powiedział z poważną miną. Jak nietrudno się domyślić, to właśnie był ten zwrot, którego wyuczyliśmy naszego kameruńskiego kolegę.

Po jakimś czasie „Ferdek” nie miał już problemów z komunikacją. Chyba, że z miejską. – Przyłapaliśmy go na kilku innych małych kłamstewkach, które obracaliśmy w żart. Jak się spóźnił na trening, to mówił, że w Szczecinie pociągi nie chodzą i trzeba coś z tym zrobić – mówi Bugaj. – Bardzo dobrze mówił po polsku, ale jak była jakaś trudna sytuacja, to udawał, że nie rozumie. Był przy tym tak sympatyczny, że ciężko było się na niego gniewać, uśmiechem wszystko naprawiał – dodaje.

Ferdinand był też świetnym biznesmenem. Kapitalną historię z nim w roli głównej opowiadał na blogu „Gramy bez bramkarza” Piotr Petasz. – Jak jechaliśmy na mecz, to ciągle gdzieś dzwonił z autokaru. Miał firmę z częściami samochodowymi, które wysyłał chyba do siebie, do Kamerunu. Nieraz po drodze, jadąc na mecz wyjazdowy, odbieraliśmy coś dla niego. Kiedyś jechaliśmy na mecz do Gorzowa, a on spakował do autokaru… silnik. Duży, cały w oleju. Spakowaliśmy go do bagażnika. Żeby się zmieścił, połowa toreb musiała iść na górę.

Motoryzacyjne przygody pomocnika nie zawsze były jednak tak udane. Pewnego razu w Świnoujściu miał on wypadek samochodowy. W środku nocy Chi Fon roztrzaskał swoje BMW na słupie reklamowym Lidla i zwiał. – „Odległość samochodu od jezdni sugeruje, że auto jechało bardzo szybko na zakręcie i wypadło z trasy. Ponoć niesforny zawodnik jechał pod prąd i stracił nad nim panowanie” – czytamy opis tego zdarzenia w „Fakcie”.

Taksówka do Wrocławia i problemy z kwaterą

Barwną historię z samochodem w tle ma też na koncie Moses Molongo. Kameruńczyk pewnego razu wybrał się z Lubina na zakupy do Wrocławia. Według miejskiej legendy, Molongo chciał po prostu kupić sobie buty. Zamówił więc taksówkę i przejechał ponad 150 kilometrów. Jeśli ktokolwiek z was jechał kiedyś taksą, może sobie wyobrazić, jaki rachunek musiał zapłacić za taką wycieczkę napastnik Zagłębia. Co więcej – Molongo ostatnio potwierdził, że taka historia faktycznie miała miejsce. W rozmowie z oficjalną stroną lubińskiego klubu tłumaczył jednak, że poza korkami kupił sobie jeszcze kilka innych rzeczy.

No tak, czyli było warto.

Piłkarze z Afryki bardzo często tracili pieniądze na głupotach. I nie chodzi wcale o to, że zostawiali pensje w galeriach handlowych. Wielu z nich po prostu nie rozumiało takich spraw, jak to, że elektryczne ogrzewanie należy wyłączać. Wspominaliśmy o tym w pierwszym tekście, przytaczając wątek piłkarza Broni Radom, który otrzymał rachunek na 2500 zł. Nie był on jednak wyjątkiem. Historia o tym, że Afrykanin przychodzi do klubu i pokazuje papierek z kilkoma tysiącami za ogrzewanie, to taki sam klasyk, jak makowiec w święta. – Przerobiłem to, jak miałem dom przy ul. Waldorffa, w którym mieszkali czarnoskórzy piłkarze. Rachunki za ogrzewanie były po 2000 zł – mówi nam Mirosław Skorupski, który kilkanaście lat temu przodował w sprowadzeniu do Polski piłkarzy z Afryki.

W warszawskich „Skarbach Miasta” historię o tym, jak Afrykańczycy z PKS-u Radość o mały włos nie wysadzili w powietrze swojego domu, opowiada Maciej Wąsowski, dziennikarz „PS”, a kiedyś kierownik drużyny PKS-u. – Otrzymaliśmy telefon w nocy, żeby jak najszybciej przyjechać. Okazało się, że Nigeryjczycy ze strachu przed śniegiem i mrozem rozpalili piec na maksa. Wewnątrz budynku termometr wskazywał 41 stopni, piec w piwnicy tak się rozgrzał, że uruchomił wszystkie alarmy. Na szczęście szybko wezwano fachowca, który opanował sytuację i nie doszło do wybuchu instalacji grzewczej.

Z kolei Mirosław Skorupski swego miał przez swoich podopiecznych problemy. Wszystko przez to, że Stal Głowno masowo ściągała od niego zawodników z „Czarnego Lądu”, którzy potem skarżyli się mediom na rzekomo fatalne warunki mieszkalne. Cóż, ich opiekun był innego zdania… – Ci to mieli nieszczęście! Dostali do dyspozycji 300-metrowy dom. Wszyscy mieli swoje łóżka, ale potem się okazało, że te łóżka stawiali jedno na drugim, a materace wynieśli do osobnego pokoju, żeby dupczyć baby. Zimno im było, bo trzeba było zejść do kotłowni i wrzucić parę szufel węgla. Bardzo roszczeniowi ludzie – narzeka Skorupski.

Reprezentant bez grosza

Przygoda Skorupskiego ze ściąganiem czarnoskórych piłkarzy do Polski zaczęła się po sukcesie Chiomy Chimezie, który trafił do Hutnika Warszawa, a potem grał m.in. w łódzkim Widzewie. Były menedżer tak wspomina okoliczności transferu Chimezie do stołecznej ekipy. – Do prezesa Ryszarda Sobieckiego przyszedł Henryk Loska i mówi: Słuchaj no, Rysiu, mamy tu z Grajkiem czornego, bardzo dobry chłopak, lewonożny, ale mamy go już dosyć. Weź no go tu, niech tutaj pogra. Mirek się z nim dogada, ja już nie mam siły…

Rafał Boguski i Chioma Chimezie świętują zdobycie gola w barwach ŁKS-u Łomża, fot. Newspix

Chioma trafił pod skrzydła pana Mirosława, gdzie sprawował się dobrze, ale sprawiał pewne problemy. – Miał taką wadę, że ciągle pożyczał pieniądze, a nie zawsze oddawał. Sporo uchodziło mu jednak na sucho, nawet moja zona go lubiła i mógł liczyć na dobry obiad u mnie. Pewnego razu do Hutnika przyszło powołanie dla Chimezie do reprezentacji Nigerii do lat 21. Prosili, żeby wykupić piłkarzowi bilet, a oni później te pieniądze zwrócą. Daliśmy mu więc bilet i 100 dolarów wyprawki. Przestrzegłem go, że jak już dostanie pieniądze w Nigerii ma je schować tak, żeby mu ich nie zabrali wojskowi, ani nikt go na lotnisku nie okradł – kontynuuje opowieść Skorupski.

Chimezie wrócił do Warszawy, ale był jakiś nieswój. – Mówię do niego: dawaj kasę Cziomka! A ten się rozpłakał i mówi, że nie ma. Pytam się go: co się stało, wojskowi ci zabrali? Nie. Okradli cię na lotnisku? Nie. To czemu nie masz pieniędzy? Zgubiłem! No tak, przed tym jednym go nie przestrzegłem…

Sympatyczny Chioma po latach został już Polakiem z krwi i kości. Po czym poznaliśmy? Wywiad dla lokalnej gazety z Łomży. Dziennikarze wpadli na to, żeby zapytać Nigeryjczyka o Zimowe Igrzyska Olimpijskie. – Jak każdy oglądam w telewizji występy Adama Małysza. Będę ściskał za niego kciuki – zapewnia Chimezie i przytacza własną historię narciarską. – Któregoś dnia dałem się namówić na narty, zjeżdżałem po jakiejś górze. Co tam się działo! Jechałem bardzo szybko, nie mogłem zahamować, ani skręcić. Mało dwa razy nie walnąłem w drzewo. Od tamtej pory narty oglądam tylko w telewizji.

Kulinarne rewolucje

Swego czasu Mirosław Skorupski sporą część afrykańskiego zaciągu ulokował w PKS-ie Radość. Parafialny klub zyskał wtedy sławę jako „Nigeryjska Radość”. Piłkarze z Afryki, którzy grali w lokalnym zespole, mieszkali w domu, który udostępnił im jego prezes. Przez Radość przewijało się mnóstwo piłkarzy, którzy trafiali właśnie do tej rezydencji. W zasadzie nie zawsze byli to piłkarze, bo raz przypałętał się nawet… kucharz! Niecodzienną opowieść o nim znajdziemy w warszawskiej edycji „Skarbów Miasta”.

W Radości do dziś pamiętają Nigeryjczyka, którego wszyscy nazywali „High Tower”. Ogromny, ponad dwumetrowy mężczyzna, bez dwóch przednich zębów. Zagrał w zaledwie jednym meczu ligowym. W kilkanaście minut zdążył złamać nosy dwóm rywalom. Facet ewidentnie bardziej nadawał się na koszykarza. „High Tower” przestał uczestniczyć w treningach, nie zniknął jednak z Radości. Przez pewien czas był kucharzem w domku jednorodzinnym, w którym mieszkali czarnoskórzy piłkarze. Później na kilka miesięcy słuch o nim zaginął, aż pewnego dnia do ówczesnego prezesa klubu, Piotra Wąsowskiego, zadzwonili ludzie z urzędu imigracyjnego: „W autobusie rejsowym w Hiszpanii trafiliśmy na Murzyna od pana. Ma przy sobie zezwolenie na pracę w Polsce, wystawione przez PKS Radość. Co mamy z nim zrobić?”. Zatrzymanym okazał się „High Tower”. Prezes początkowo chciał mu pomóc, zrezygnował, kiedy dowiedział się, jak wysokie koszta musiałby ponieść.”

Kulinarne przygody czarnoskórych zawodników znajdziemy też w książce „70 niezwykłych historii na 70-lecie Pogoni Szczecin”. Marcin Kaczmarek, obecnie trener Widzewa Łódź, wspomina tam jednego z pierwszych Afrykańczyków w polskiej lidze: Heuyota Tobita. – W sezonie po spadku z ekstraklasy dołączył do nas Kameruńczyk Heuyot Tobit, pierwszy czarnoskóry piłkarz w historii Pogoni. Wówczas nie spotykało się jeszcze wielu piłkarzy z Afryki w naszej lidze. Tobit zaprosił drużynę na kolację do siebie do domu. Zaserwował nam potrawy z kuchni swojej ojczyzny, ale… nie byliśmy nimi zachwyceni.

Kapłani i szamani

Specyficzne potrawy przyrządzane przez Afrykańczyków nie były jedynym przejawem obcej kultury, z którą zetknięto się w szatni po przyjściu piłkarzy z „Czarnego Lądu”. Przede wszystkim różniło ich podejście do religii. W Radości Sunday Ekwueme, brat słynniejszego Martina czy Emmanuela, pełnił rolę… szamana. – Sunday należał do jakiegoś odłamu ruchu katolickiego. Może dlatego, że z nazwy jesteśmy klubem parafialnym, został u nas na dłużej. Modlił się w szatni, chłopakom z drużyny rozdawał obrazki z Jezusem – wspomina w „Skarbach Miasta” Maciej Wąsowski.

Ciekawa historia dotyczy też Nigeryjczyka Ifaniego Uwadizu, który również zaczynał karierę w Polsce od gry w Radości. Na naszych łamach anonimowo wspominał ją jeden z jego klubowych kolegów. Anonimowo, bo rozmowa dotyczyła głównie alkoholu wśród ligowców, choć w tym przypadku chodziło głównie o religię. – Innym razem mieszkałem z Ifani Uwadizu. Każdego dnia modlił się o szóstej rano, Biblię głośnio czytał, puszczał z radia religijne pieśni. W końcu nasz bramkarz się wkurwił, poszedł do niego i mówi: Ifi, albo przyciszysz to radio i będziesz się ciszej modlił, albo zajebę i radio i ciebie!

Daouda Camara w pogoni za Kamilem Kosowskim, fot. Newspix

Nigeria to w dużej mierze kraj katolicki, jednak w Afryce są też muzułmanie. W poprzednim tekście wspominaliśmy o Gwinejczyku, który spóźniał się na trening, bo Allah wzywał go o godzinie 17 do modlitwy. Artur Bugaj wspomina natomiast, jak we Wronkach dwóch religijnych zawodników o ciemnej karnacji mało nie padło z wycieńczenia podczas obozu przygotowawczego. – Tam byli ciekawi piłkarze: Foda Soumah i Daouda Camara. To było takie pierwsze zderzenie z Afrykańczykami w Polsce. Mieszkali w jednym hoteliku we Wronkach. Dla nas to było ekstremalne zderzenie z obcą kulturą. W miesiącach, gdzie zimy były dość srogie, ostro trenowaliśmy. Oni mieli wtedy Ramadan i niczego nie jedli w ciągu dnia. Treningi były wyczerpujące, więc słaniali się na nogach. W końcu ktoś z klubu musiał interweniować, bo by nam padli.

Wspomniany przez Bugaja Camara zakotwiczył w Polsce na długo, ale Soumah szybko zaginął. Poszukaliśmy informacji na jego temat i… zdębieliśmy. Wielce prawdopodobne, że Foda został prężnie działającym biznesmenem z sektora finansowego. Nie mamy co do tego pewności, ale wiele rzeczy nam do siebie pasuje. Soumah-bankier jest dość podobny do Soumaha-piłkarza sprzed ponad 20 lat. Poza tym w jego krótkim programie znajdziemy informację o tym, że niezwykle lubi grać w piłkę. Obaj pochodzą z Gwinei, więc zakładamy, że najpewniej chodzi o jedną i tę samą osobę.

Cóż, jak widzicie, losy afrykańskich piłkarzy potrafią być naprawdę zwariowane.

SZYMON JANCZYK

Pierwsza część opowieści: nie ma sianka, nie ma granka!

Znasz ciekawe historie o piłkarzach z Afryki w Polsce? Skontaktuj się z autorem: [email protected]

Fot. Newspix

Opublikowane 17.04.2020 10:55 przez

Szymon Janczyk

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 7
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dom
Dom

Czy piłkarz z 20 to Stokowiec?

Przemek
Przemek

To może być Stokowiec. Ale może być też Radek Mynar bądź Marcin Radzewicz.

Przemek
Przemek

Ale na 90% obstawiam Stokowca

Konrad
Konrad

Tysiąc procent Stokowiec, ani Mynar ani Radzewicz wtedy jeszcze w Groclinie nie byli bo to max 02/03 sezon ale raczej ten wcześniejszy jeszcze

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

To Stokowiec. Minę co prawda ma bardziej a la Igor Kozioł, ale po czuprynie – ewidentnie Stokowiec.
Samo zdjęcie pochodzi prawdopodobnie z meczu z wiosny 2001r. Wisła-Groclin (1-1). Frankowski w tamtym meczu zrobił niesamowitą (zwłaszcza jak na siebie) rzecz, pudłując z 1 metra na pustą bramkę.

aqa
aqa

Najbardziej spodobał mi się tekst: ” żona bardzo go lubiła, mógł liczyć na obiad” 😉 Naiwność ludzka nie zna granic

Piter
Piter

Chioma chimeze gral tez w Kotwicy Kołobrzeg i w pierwszym wejściu jako rezerwowy na boisko już po niecałych 5 minutach gry zszedł za czerwona kartkę

Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020