post Avatar

Opublikowane 09.04.2020 09:42 przez

Szymon Janczyk

Z piłkarzami z Afryki zawsze jest sporo śmiechu, a zdarza się, że i sporo problemów. Nie do końca wiadomo, jak oni wszyscy trafiają do Polski. Ale kiedy już do niej trafią, potrafią sobie poradzić w najbardziej ekstremalnych warunkach. Dlatego zebraliśmy dla was anegdoty i opowieści o pokręconych losach sympatycznych zawodników z Czarnego Lądu. Jeden z nich zresztą piłkarza tylko udawał, a jego prawdziwa tożsamość do dziś pozostaje nieznana. A pozostali?

Królowie imprez, lokatorzy „mieszkania” na strychu w klubowym budynku, pozytywne duchy i negatywni bohaterowie ustawionych meczów. Jedni nierówno walczyli z systemem ogrzewania, inni z… wodą w basenie. Zapraszamy!

***

Podrobiony król strzelców z Gwinei

W 2005 roku Broń Radom pochwaliła się prawdziwym hitem transferowym. Agbeluye Camara przychodził do ówczesnej V ligi jako król strzelców ligi w Gwinei. W CV miał też mieć występy w tunezyjskiej Ekstraklasie, więc wyglądało to naprawdę grubo. Słowa „miał” używamy tu nie przypadkowo, bo w Radomiu szybko zaczęli się zastanawiać, czy ten człowiek kiedykolwiek grał w piłkę. – Przyjechał w dzień kobiet, a na pierwszy trening trzeba było czekać godzinę. Pod stadionem było z pięćdziesiąt osób, każdy był ciekawy, co pokaże. W końcu wyszedł prezes i powiedział, że Camara się modli, dlatego się spóźnia – opowiada nam Sylwester Szymczak, redaktor naczelny działu sportowego lokalnego „Echa Dnia”.

Gwinejczyk był muzułmaninem, więc musiał znaleźć czas dla Allaha. Nie przepadał natomiast za zimą, choć po transferze zarzekał się, że śnieg mu nie straszny, bo w Gwinei w górach też leży. Jak się szybko okazało, przechwałki można było włożyć między bajki. – Pojechał na pierwszy sparing i nawet nie wyszedł z budynku klubowego, bo zobaczył śnieg i powtarzał jedynie „zimno, zimno” – mówi nasz rozmówca.

Kibice niecierpliwie czekali na debiut króla strzelców z Afryki, ale ten niezbyt nadawał się do gry. W końcu jednak pojawił się na boisku i… załadował gola życia. Strzał prosto w okienko. Ludziom na trybunach podobno opadły szczęki, o czym wspominał mi jeden z kibiców Radomiaka. Tak, ciekawość dotycząca Camary była tak duża, że niektórzy fani przeciwnej drużyny wybrali się na mecz, żeby zobaczyć tego asa w akcji. – To było zgubne, bo ta piłka po prostu mu zeszła. Pech chciał, że tak wpadła i ludzie się zachwycili, że faktycznie boski piłkarz przyjechał. Przez cały tydzień chodził jak król, a w kolejnych meczach potykał się o własne nogi. Prezes tłumaczył to złą aklimatyzacją, ale w czerwcu się z nim pożegnali – dodaje Szymczak.

Agbeluye Camara obserwuje kolegów podczas zimowego sparingu. Fot. Echo Dnia

W tamtych czasach transfer piłkarza z Afryki był ogromnym wydarzeniem. Nic dziwnego, że nawet biorąc pod uwagę marną formę Camary, znaleźli się kolejni chętni na jego usługi. Zawodnik szybko trafił na testy do Radomiaka, a więc drugiego z większych klubów w mieście. Miał jednak problem, bo o ile w Broni opłacał go sponsor, tak później nie miał gdzie się podziać. Sytuacja stała się niewesoła, ale wiele osób wyciągnęło do niego pomocną dłoń. Gwinejczyk przez pewien czas przebywał w hotelu, a kiedy miał szansę trafić do klubu ze Struga 63, dosłownie w nim… zamieszkał.

Pewnego razu natknęła się na niego jedna z osób, które pomagały wówczas w funkcjonowaniu drużyny. – Na korytarzu minęli mnie jacyś ludzie niosący gigantyczny materac gimnastyczny. Jeden z nich stary, na pierwszy rzut oka – bezdomny. Drugi to młody czarnoskóry chłopak. Zbaraniałem kompletnie. Później dowiedziałem się, że pierwszy jegomość to legendarny kibic Radomiaka, który po awansie do I ligi sprzedał dom i za te pieniądze jeździł za klubem. Po sezonie klub spadł, jemu skończyły się pieniądze i co jakiś czas pojawiał się przy Struga, żeby tam pomieszkać. Drugą osobą był właśnie Camara – słyszymy.

Napastnik rodem z Gwinei okazał się jednak zbyt słaby nawet na rezerwy Radomiaka, więc szybko stracił lokum w klubowym budynku. Według różnych legend spał albo na sali gimnastycznej, albo w schowku na sprzęt. Bardziej prawdopodobna jest druga opcja. Brzmi absurdalnie, ale podobne warunki otrzymał w Akcji Jastrzębia, która właśnie awansowała do ligi okręgowej i stwierdziła, że chce mieć w składzie afrykańskiego napastnika. Według różnych relacji, Camara trochę tam pograł, ochoczo korzystając przy tym ze swojej popularności w tej niewielkiej miejscowości i słuch po nim zaginął – prawdopodobnie wyjechał z Polski.

Parówki na strychu i nauka pływania

Gwinejski napastnik śpiący w klubowym budynku Radomiaka nie był jednak niczym nowym. Budynek przy ul. Struga 63 „gościł” wielu afrykańskich piłkarzy, z tym że większość z nich otrzymywała nieco lepsze warunki. Jasne, apartamenty to nie były, ale już pokój gościnny czy „strych” nad dawną halą, w czasach gdy nie było jeszcze możliwości lokowania zawodników w bursach czy hotelach, brzmiały lepiej. Wspomniane „pokoje” niejedno widziały. – Zagraniczni piłkarze mieszkający w pokoju nad halą, to jest hit. Gnieździli się tam w kilku i zajadali parówkami – obrazuje styl życia sportowców Marcin Borzęcki, dziennikarz TVP Sport, który dobrze zna radomskie klimaty, bo sam z tego miasta pochodzi.

Ale osobliwa dieta to jeszcze historia light. Na początku XXI wieku Afrykańczycy wykorzystywali pokój gościnny w celach – ujmijmy to łagodnie – towarzyskich. Oczywiście odwiedziny „koleżanek” były tajemnicą Poliszynela, jednak w pewnym momencie sprawa stała się oficjalna za sprawą nietypowej wpadki. Lokalna gazeta chciała bowiem zrobić reportaż o tym, jak przyjemnie mieszka się chłopakom z Afryki w Radomiu i odwiedziła ich w klubie, wraz z obszerną fotorelacją. Fotograf wpadł do nich w złym momencie – akurat w trakcie wizyty wspomnianych wcześniej dziewczyn. Mimo to odbębnił robotę i tak zdjęcia pań odwiedzających czarnoskórych kolegów, obiegły cały Radom łącznie ze wspomnianym reportażem. Jak się domyślacie – nie miały one później łatwego życia.

Niedługo potem do Radomiaka zawitał Kenneth Alfred, napastnik rodem z Nigerii. Jak trafił do klubu nie do końca wiadomo, bo trener Włodzimierz Andrzejewski nie widział dla niego miejsca w drużynie. Alfred został jednak przeforsowany i co jakiś czas dostawał szansę. Jego największym sukcesem było strzelenie gola… Arturowi Borucowi, który wtedy grał w Pogoni Siedlce.

Ciekawsze były natomiast jego pozaboiskowe perypetie. Opowiada Andrzejewski. – Po meczach mieliśmy odnowę, a najprościej było iść na basen. Z Alfredem był jednak taki problem, że panicznie bał się wody. Pływać też nie umiał, więc legenda klubu, hrabia Zdzisław Radulski zarzekł się: już na go pływać nauczę! A że hrabia w przeszłości wyszkolił wielu mistrzów pływackich i miał papiery instruktora, to wiadomo było, że Kenneth się z nim nie utopi. Nie wierzyliśmy jednak, że uda mu się zrobić pływaka z Alfreda i założyliśmy się z hrabią o dobrą butelkę, że misja się nie powiedzie. Niestety, zakład przegraliśmy. Alfred po treningach u Radulskiego przepłynął cały basen. 

Messi z Lesotho

Ponad dwa lata temu niczym meteor przemknął przez rodzime rozgrywki Messi Junior. Takim tytułem mianowano Luciano Matsoso, z IV-ligowego Oskara Przysucha. Matsoso w zasadzie mianował się nim sam, wpisując to sobie w profil na Facebook’u. Lesotyjczyk nieoczekiwanie otrzymał powołanie do reprezentacji kraju, co przykuło uwagę mediów. Sami zresztą o nim pisaliśmy. W tekście żartowaliśmy, że afrykańscy piłkarze mają to do siebie, że lubią przedłużyć pobyt na kadrze. Cóż, wykrakaliśmy, bo skrzydłowy tak wracał do klubu po zgrupowaniu, że… nie wrócił do niego nigdy.

Po sensacyjnym powołaniu próbowałem zrobić z nim wywiad dla lokalnego portalu. Matsoso był tą ofertą zachwycony, problem w tym, że opowiadał głównie o… Messim. Był nim do tego stopnia zafascynowany, że potrafił zestawić swoje zdjęcie z fotografią Argentyńczyka.

Jego zdaniem nie było widać różnicy.

Tak wyglądały porównania Matsoso z Messim. Fot. Archiwum prywatne

Faktycznie, jak dwie krople wody!

Reprezentant Lesotho uważał też, że w piłkę gra równie dobrze co Argentyńczyk. Na dowód wysyłał mi wideo ze swoich meczów. „Messi Junior” faktycznie radził sobie nieźle, w IV lidze się wyróżniał i miał nawet propozycje z wyższych klas rozgrywkowych. Oskar liczył jednak, że na piłkarzu zarobi trochę więcej, dlatego do transferu nie doszło. Matsoso miał mi o tym wszystkim opowiedzieć na żywo, ale co tydzień przekładał termin powrotu do Polski. Pisał, że już ma bilety, już leci i… za tydzień sytuacja się powtarzała. W końcu z listopada zrobił się styczeń, a sympatyczny kumpel z Afryki wysłał mi nawet noworoczne życzenia. Łącznie z zapytaniem, czy… nie znajdę mu klubu w Radomiu, bo zasługuje na coś lepszego.

Mimo szczerych chęci, pomóc niestety nie mogłem. Na wywiad czekam więc do dziś, podobnie jak Oskar na zawodnika, po którym słuch kompletnie zaginął. Jeszcze rok temu pojawiał się wśród powołanych do kadry Lesotho, ale od tamtej pory – głucha cisza.

„Nie ma sianka, nie ma granka!”

Ciekawe historie związane z afrykańskimi piłkarzami Radomiaka działy się w latach 2005-2006, w których klub grał na zapleczu Ekstraklasy. W mieście do dziś pamięta się o Abelu Salami. Nigeryjczyk przyszedł do Radomia jako piłkarz mający w CV grę w najwyższej lidze, więc polski futbol zdążył poznać aż za dobrze. Nic dziwnego, że jego mottem było „nie ma sianka, nie ma granka”. Gdyby Salami opatentował ten zwrot, mógłby zbić fortunę. Za każdym razem, kiedy Salami nie dostawał wynagrodzenia, przytrafiały mu się kontuzje. Przeważnie cierpiała pachwina, ale były też inne niemożliwe do zdiagnozowania dolegliwości. Nawet dziś znajdziemy notki z dawnych lat, o jego dziwnych urazach.

Salami zawsze miał pozytywne podejście do życia, jak i do obowiązków. Spóźnienia, nieobecności – zdarzało się, kwitował to uśmiechem. „Jakie sianko, takie granko”. Z kolei redaktor Szymczak, z którym wcześniej rozmawialiśmy o Camarze, zapamiętał Abela, bo ten zawsze witał go z daleka. „NIE MA SENSACJA NA PIERWSZA STRONA!” – krzyczał Nigeryjczyk na widok dziennikarza.

Moment wart uwiecznienia – zdrowy Abel Salami w barwach Radomiaka. fot. Newspix

Mniej sympatyczne wspomnienia zostawił po sobie Maxwell Kalu, inny stary wyjadacz. Kalu miał dziwną przypadłość – często brał udział w dziwnych spotkaniach. Napastnik był m.in. w kadrze Amiki z pamiętnego finału Pucharu Polski z Aluminium Konin. W Radomiu wziął udział w dwumeczu, który dla miejscowych był jeszcze większym skandalem. Radomiak musiał walczyć o utrzymanie na zapleczu Ekstraklasy w barażach, w których jego rywalem była Odra Opole. Radomscy działacze od początku mieli wątpliwości co do obsady sędziowskiej, bo choć był to już rok 2006, to „słusznie minione czasy” jeszcze minione nie były.

Obawy się potwierdziły, bo dwumecz napakowany był kuriozalnymi decyzjami. Sędziów przyćmili jednak piłkarze, a zwłaszcza Maxwell Kalu i Swetosław Byrkacznikow. Drugi w komiczny sposób wykonał rzut karny w serii jedenastek, która miała zadecydować o utrzymaniu lub spadku, pierwszy psuł każdą możliwą sytuację w regulaminowym czasie gry. Kiedy kilka dni po meczu okazało się, że Kalu miał już ustalone warunki przejścia do Odry i wyjeżdża do Opola, kibice Radomiaka przeklęli go na dziesięć pokoleń do przodu. Na tym się zresztą nie skończyło – legenda głosi, że fani dorwali Nigeryjczyka na dworcu, tuż przed podróżą do Opola. Kalu zebrał oklep, a na domiar złego stracił złoty łańcuch, jeden z ulubionych dodatków do ubioru.

Piłkarz i… nauczyciel

W późniejszych latach Afrykańczykom w Radomiu żyło się znacznie lepiej. Przede wszystkim mieszkali w cywilizowanych warunkach, chociaż… nie zawsze kończyło się to dobrze. Nigeryjczyk Madariola, który przez kilka lat grał w Broni Radom, miał problem z rachunkami. Obrońca nie do końca wiedział, jak korzystać z grzałki elektrycznej i zapomniał o jej zakręcaniu. Pewnego dnia pojawił się więc w klubie z problemem – naliczono mu za to 2500 zł.

Ale wśród masy śmieszno-strasznych anegdot, zdarzają się też wyjątki. W Radomiaku w latach 90. furorę zrobili piłkarze z Zimbabwe – Prince Matore i Gift Muzadzi. Towarzyszył im jeszcze Lioyd Chitembwe i legenda głosi, że tercet trafił do Radomia zupełnie przypadkiem. Dosłownie, bo gdy byli w drodze do nowego klubu, mówiono im, że jadą do Poznania. Cóż, trasa trochę się zmieniła, ale Muzadzi ostatecznie i tak trafił do Wielkopolski, gdzie zadebiutował w Ekstraklasie. Potem szło mu jeszcze lepiej – znalazł się w finale Afrykańskiej Ligi Mistrzów. Matore natomiast zwiedził trzy kluby w najwyższej lidze w naszym kraju i wrócił do ojczyzny jako solidny gracz.

Jeśli chodzi o wyjątki pozaboiskowe, warto wspomnieć o George Tebohu. Kameruńczyk trafił do Broni Radom i zapowiadał się na solidne wzmocnienie. Miał jednak pecha – uszkodził achillesa, a po kontuzji nie wrócił już do formy. W życiu poradził sobie jednak całkiem nieźle. – Poszedł do pracy w szkole językowej, znał cztery języki. Uczył angielskiego i francuskiego. Niesamowity chłopak, kulturalny, sympatyczny. Dzisiaj mieszka w USA, niedawno się ożenił – wspomina Teboha Sylwester Szymczak.

Można się wybić? Można. Ale gdyby nie ci, którzy byli zupełnym przeciwieństwem Teboha, nasze ligi byłyby zdecydowanie uboższe o anegdoty i opowieści.

SZYMON JANCZYK

Fot. Newspix

Opublikowane 09.04.2020 09:42 przez

Szymon Janczyk

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 12
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Patryk
Patryk

Weź popraw przy tym gościu z Lesotho byka o reprezentacji Polski i ten hrabia z Radomia to nie jego tytuł tylko ksywa, artykuł fajny, pozdrawiam.

Tytus_Sz
Tytus_Sz

i apostrof przy Facebooku

Pałlo Kutińjo
Pałlo Kutińjo

Super artykuł, dzięki!

Pyton z Przeglądu
Pyton z Przeglądu

A parodysta Fundambu też mieszka w schowku na szczotki? Już go pogonili z Radomiaka, bo Radomiak się rozlatuje?

k14
k14

Ale nudny tekst 😀

SmyQ
SmyQ

Bardzo sympatyczny artykuł. Przydałby się w ogóle jakiś cykl o tych Afrykanach, bo każdy kolejny okazywał się większym ananasem od poprzedniego.

Gazo
Gazo

To artykuł nie o Afrykańczykach w Polsce, ale w Radomiu. W ogóle mam wrażenie, że autor poza Radomiem nie ma pojęcie co dzieje się na świecie. Ale wiadomo – trzeba mieć kogoś z Fundambu na miejscu…

FC Bazuka Bolencin
FC Bazuka Bolencin

Zwłaszcza że swego czasu (wcale nie tak odległego) ciekawy projekt z murzynami zrobiono w LZS Piotrówka. SZkoda że autor nie chciał wyściubić nosa poza Radom pisząc ten artykuł.

Pan Mietek
Pan Mietek

Wszystko fajnie, ale tekst MUSI przed opublikowaniem przeczytać redaktor. Inaczej wychodzi taki potworek w którym widać, że autor zna tematykę, ale nie jest w stanie sformułować myśli w sposób zrozumiały.

Piotr
Piotr

Dawno nie czytałem gorszego artykułu pod względem interpunkcji i gramatyki. Momentami kompletnie nie wiedziałem o chodzi autorowi.

Tony
Tony

Czego spodziewałeś się po artykule człowieka który uważa Radom za całą Polskę?

krystyn
krystyn

A Simon Mol?

Weszło
25.05.2020

Wyścig o powrót kibiców trwa. Pribram wpuści część karnetowiczów

Gdy to się wszystko zaczęło, mówimy o tej cholernej pandemii, na temat wielu rzeczy można było spekulować. Pesymiści wieszczyli koniec piłki na cały rok, optymiści (a bardziej – realiści) tak sceptycznych poglądów nie przedstawiali, natomiast obie te grupy spotykały się często w jednej opinii: kibice na stadiony długo nie wrócą. Wygląda jednak na to, że […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Co z karnetami, jeśli mecze odbędą się bez publiczności? Piast i Jaga wyznaczają kierunek

Każda sekunda, każda minuta, każda godzina, każdy dzień zbliżają nas do powrotu PKO Bank Polski Ekstraklasy. Niby można się śmiać, że najbardziej cieszą się masochiści, ale nie będziemy tacy okrutni, nie teraz, nie w takich czasach. Zbyt jesteśmy wyposzczeni brakiem krajowej piłki. Inna sprawa, że nie wiemy, jak się będzie ten nasz rodzimy futbol odbierać […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Ranking TOP 100 – cała setka w jednym miejscu!

Wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie nam odpowiedzieć na te trudne pytania. Górnik Zabrze lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czy jednak Wielki Widzew Smolarka i Bońka? Legia Warszawa Kazimierza Deyny czy jednak ekipa, która w latach dziewięćdziesiątych osiągała na europejskiej arenie wyniki, których długo nikt już raczej w Polsce nie przebije? Szombierki Bytom, sensacyjny mistrz z 1980 roku, […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Chrzanowski: Pordenone mnie zaskoczyło, ale bardzo chciałem wrócić do Włoch

Adam Chrzanowski ma dopiero 21 lat, a już szykuje się do drugiego zagranicznego wyjazdu w karierze. Mimo że w Ekstraklasie nie ma pokaźnego dorobku, uwagę na niego zwróciło walczące o Serie A Pordenone. Obrońca zapracował sobie na to grą w młodzieżówce Fiorentiny. W rozmowie z nami Chrzanowski wspomina pobyt we Florencji i to, czego się […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

50 odcieni tęsknoty za Ekstraklasą. Czego nam najbardziej brakowało?

Cieszymy się, że możemy to napisać: to już ten tydzień, żaden następny, nie musimy już odliczać, patrzyć tępo w kalendarze i pocieszać się Bundesligą. Nasza ułomna, ale jednak piłka, wraca. Jutro rozsiądziemy się wygodnie w fotelach i obejrzymy starcie Miedzi z Legią. Pierwsze od ponad dwóch miesięcy. Jakkolwiek zagrają – będzie pięknie. W każdym razie […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Romanczuk: Dwa miesiące temu miałbym wątpliwości, teraz głód jest taki, że grałbym i na piachu

– Dwa miesiące temu pewnie powiedziałbym, że trochę się boję grać, jeśli ktoś nie ma negatywnego wyniku testu.. Teraz jestem jednak już tak głodny piłki, że mogę grać na piachu, w lesie, z testami czy bez – mówi w rozmowie z Weszło FM Taras Romanczuk z Jagiellonii Białystok. O pandemicznych warunkach, powrocie do ligi, transferze […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Wirus uzdrowił Kotwicę? Zmierzch finansowego eldorado w Kołobrzegu

Koronawirus zatrzymał nie tylko futbol, ale i gospodarkę, co niesie za sobą wiele zmian w polskiej piłce. O tym, jak ma się sytuacja finansowa naszych klubów pisaliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie. Rozmawialiśmy z zespołami od Ekstraklasy po ligi okręgowe i temat ograniczonych możliwości finansowych powracał jak bumerang. W niektórych przypadkach oznaczało to, że biedni będą […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Dzisiaj łatwo cieszyć się z Piątka siedzącego na ławce, ale zalecałbym cierpliwość

Lubimy historie o wzlotach, ale jeszcze bardziej lubimy historie o upadkach. Przyjemnie ogląda się uroczystość odsłonięcia pomnika, ale dużo efektowniej wygląda jego burzenie. Dlatego nie dziwi mnie to, że wokół Krzysztofa Piątka narasta atmosfera, którą można skwitować jednym „to gwiazdka jednego sezonu, już się skończył”. Bo przecież oglądanie z ławki Ibrahimovicia zamienił na oglądanie z […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Kolejny pozytywny sygnał: piłka z kibicami w Szwajcarii od lipca?

Od kiedy Zbigniew Boniek rzucił pomysł grania Ekstraklasy z 999 kibicami, z jeszcze większą uwagą śledzimy, jakie koncepcje powrotu widzów na trybuny obierają inne kraje. Nie oszukujmy się – piłka sama w sobie ma swoją niezaprzeczalną wartość, ale mecze bez kibiców ogląda się… No, sami wiecie – cisza, te wszystkie górnolotne hasła polskiej myśli trenerskiej […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

Stokowiec: „Najbardziej się boję o fizyczność zawodników”

– Ja się najbardziej boję o fizyczność. Piłka nożna to jednak bieganie. Co innego przez siedem tygodni biegać po prostej, gdzie w futbolu jest zmienność, złożoność tego ruchu. Skok, zwrot, start. Zupełnie inna historia. Dzisiejszy monitoring daje nam dobry obraz tego wszystkiego. Dawniej, jeszcze za moich czasów – a nie jestem jeszcze aż tak wiekowy […]
25.05.2020
Weszło
25.05.2020

„Zieliński to najlepszy rozgrywający w Europie. Milik? Ważniejsze pozostanie Mertensa”

W poniedziałkowej prasie m.in. Robert Lewandowski zbliżający się do rekordu, rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem o Legii i rynku transferowym, Łukasz Załuska wspomina czasy w Warszawie, Bożydar Iwanow o powrocie I ligi w kontekście transmisji w Polsacie Sport i Diego Maradona junior oceniający Polaków z Napoli.  PRZEGLĄD SPORTOWY Robert Lewandowski jest coraz bliżej wyrównania własnego rekordu […]
25.05.2020
Bukmacherka
25.05.2020

Oskubaliśmy bukmacherów w niedzielę – kolejne trafione typy!

Niedziele mogą być przyjemne. Zwłaszcza jeśli obstawiacie spotkania ligi niemieckiej razem z naszymi typerami z działu bukmacherskiego. We wczorajszych meczach udało nam się przedłużyć dobrą passę i zakończyć weekend na dużym plusie. Takie weekendy to my lubimy! W sobotę trafiliśmy cztery typy, z których każdy kręcił się – lub przekraczał – wokół kursu 2.00. A […]
25.05.2020
Weszło Extra
25.05.2020

Wrogów nie przekonam, a przyjaciół przekonywać nie muszę

Czy jest arogantem? Skąd decyzja o rozpoczęciu pisania książki i czy będzie to literatura piękna? Dlaczego od decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Januszowi Golowi trudniejsze dla niego były zwolnienia pracowników w Cracovii? Czego spodziewać się po zbliżającym się oknie transferowym? Czy zmienił pogląd na toporny styl Cracovii? Jak wygląda jego plan na budowanie silnej drużyny […]
25.05.2020
Inne sporty
24.05.2020

The Last Dance rozpęta lawinę sportowych dokumentów?

Serial o losach mistrzowskich Chicago Bulls oraz ich niezapomnianego lidera zrobił furorę na całym świecie. Obudził też tematy do dyskusji: czy Michael Jordan był tyranem i złym kolegą z drużyny? A może po prostu wyjątkowo mocno zależało mu na wygrywaniu? ESPN, odpowiedzialne za stworzenie koszykarskiego dokumentu, wyczuło pismo nosem i już planuje kolejną (i na […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Warto było czekać do końca!

Nieprawdopodobnie wolno rozkręcał się ten mecz, tak naprawdę gdyby ktoś włączył telewizor mniej więcej po godzinie gry, poza bramką Fortuny wiele by nie stracił. Ale gdy już się rozhuśtali… Obroniony rzut karny. Chwilę później gol na 2:0. Rosnąca desperacja gospodarzy, którzy próbowali nawet uderzeń nożycami i przewrotkami. Aż w końcu piorunująca końcówka, w której w […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Liga Minus – Misterium Chotomowskie

To już ostatni taki odcinek Ligi Minus. Wraca Ekstraklasa, więc choć quizowe odcinki całkowicie nie znikają, to nie będą już tak regularne. Ale nic, cieszmy się, póki możemy to przeżywać. Co zobaczyliśmy tym razem? Żenującą anegdotę Wojtka Pieli o Jacku Krzynówku. Kapitalną anegdotę Wojtka Pieli o telefonie do Jerzego Engela. Pawła Brożka, który za długo […]
24.05.2020
Niemcy
24.05.2020

Szkoła pięknej gry według Lipska

To był spektakl godny teatru broadwayowskiego. Oczywiście, przy pełnych trybunach oglądałoby się to pewnie jeszcze przyjemniej, ale nie będziemy narzekać, bo piłkarze RB Lipsk zagrali tak widowiskowo, tak nowocześnie, tak ofensywnie, że jedyną właściwą reakcją było wygodne rozsądzenie się w fotelu i delektowanie się ich kunsztem. I choć jednostronne mecze, a ten był wyjątkowo jednostronny, […]
24.05.2020
Weszło
24.05.2020

Schalke null Gelsenkirchen

Fatalnie, po prostu fatalnie prezentuje się od pewnego czasu Schalke Gelsenkirchen. Już pal licho, że od dziewięciu meczów nie wygrali. Już pal licho, że po pandemicznej pauzie najpierw Borussia ogoliła ich 4:0, a dziś ośmieszył Augsburg, wywożąc ze stadionu rywala trzy punkty i trzy zdobyte bramki. To Schalke jest po prostu przeraźliwie słabe piłkarsko, posiada […]
24.05.2020