Był piłkarz, nie ma piłkarza i chyba już nie będzie

redakcja

Autor:redakcja

05 marca 2020, 17:32 • 4 min czytania

Reklama
Był piłkarz, nie ma piłkarza i chyba już nie będzie

Nie znosimy, gdy w polskiej piłce zawodnik wozi się na nazwisku. Kiedyś kopnął celnie, strzelił parę bramek i teraz jest nie do ruszenia, będziemy go oglądać tydzień w tydzień w Ekstraklasie, bo a nuż się przełamie i znów będzie pięknie. Tyle że nie jest. I nie mamy wątpliwości – Maciej Gajos wozi się na nazwisku, korzysta z dość dziwacznej polityki kadrowej w Lechii. Był piłkarz, nie ma piłkarza i wątpliwe, że jeszcze będzie.

Reklama

Piotr Stokowiec wziął Gajosa latem, wierząc, że będzie potrafił pomocnika odbudować. Zrobił tak choćby z Augustynem, który przed współpracą ze szkoleniowcem wyglądał jak zawodowy elektryk, a po wspólnych treningach zmienił się w solidnego stopera, o którym przebąkiwano, że może, może, warto go sprawdzić w reprezentacji. Zresztą pamiętamy, że nawet Mladenović za Owena prezentował się fatalnie, a Stokowiec potrafił z niego wycisnąć naprawdę dużo i już do kadry rzeczywiście zaprowadzić.

Lechia z Gajosem w składzie pyknie w sobotę Zagłębie Lubin? Macie wątpliwości? My też, więc może warto skorzystać z tego, że w eWinner kurs na zwycięstwo Zagłębia to 2.11

Innymi słowy: trener umie odbudować piłkarza, to cenne.

Gajos odbudowy z pewnością potrzebował. Jego transfer z Jagiellonii do Lecha był w swoim czasie hitem, bo wydawało się, że pomocnik pojedzie za granicę, a wylądował w Poznaniu. Nie był to typowy flop transferowy, ponieważ Gajos miał swoje momenty, grał regularnie i na przykład w sezonie 17/18 naprawdę dobrze, kiedy Lech, jak to Lech, był niedaleko mistrzostwa Polski.

Reklama

Ale od tego momentu? Ojej.

Gajos stał się jedną z twarzy przeciętności Kolejorza. Zahukany chłopak w środku pola, który boi się własnego cienia, a co dopiero myśleć o celnych podaniach, napędzaniu akcji, uderzeniach. Gajos był na boisku, bo wypadało wychodzić w jedenastu, ale na murawie pojawiało się tylko ciało piłkarza, duch znajdował się zupełnie gdzie indziej.

Wydawało się – chłopak potrzebuje zmiany otoczenia, to poznańskie mu już nie służy, coś się wypaliło, ale jak zacznie oddychać w nowym miejscu, znów będzie co najmniej dobrze.

Dupa, a nie jest dobrze.

Reklama

Nic a nic nie zmienił się Gajos. Jest tym samym przerażonym gościem co z sezonu 18/19 (i końcówki 17/18). Nie ma w nim jakości, nie ma charakteru. Kibice z kolei nie mogą mieć wiary, że ten człowiek gdziekolwiek zaciągnie drużynę, chyba że na skraj przepaści. Iść z takim liderem środka pola, to jak iść z pistoletem na wodę do klatki pełnej aligatorów. Można, ale – cholera – po co?

Powiecie: a tam, gadacie Weszlaki, Gajos pyka jak stary. No właśnie pyka jak stary, tyle że oldboj, ale do rzeczy. Zobaczcie na jego statystyki w meczu z Legią:

– 50% celnych podań,

– zero celnych kluczowych zagrań,

Reklama

– 56% wygranych pojedynków,

– 12 strat.

To są liczby KOMPROMITUJĄCE. Wystawiasz chłopaka i dostajesz jakąś żenującą loterię: raz poda celnie, raz niecelnie, raz celnie i tak w kółko. Dla porównania Antolić miał 94% celnych zagrań, a Gwilia 84%. Jasne, Legia grała zdecydowanie bardziej ofensywnie i chciała mieć piłkę, ale też miała ją dlatego, bo jej środek pola potrafił kopać celnie. A Gajos nie potrafił, można się było zastanawiać, czy tym razem rozpozna kolor koszulki kolegi, czy nie. Tobers w środku zagrywał w 79% przypadkach celnie, czyli jednak można było.

I te 12 strat… Ręce opadają.

Reklama

Ale żeby nie było, to nie jest jednorazowy wyskok Gajosa. Można od niego wymagać, żeby dawał drużynie coś z przodu? No można. Tymczasem:

– przez cały sezon zanotował 22 kluczowe podania. Dość przeciętny Michał Chrapek – 35. Lewy obrońca Mladenović – 33. Michał Nalepa z Arki – 33. Nie mówimy, już o Ramirezie, który ma 74 takich zagrań.

– przez cały sezon Gajos stworzył swoim kolegom DWIE okazje. Mladenović osiem, Sadlok osiem, Schwarz osiem, najlepszy Hanca – dwanaście.

– oddał 31% celnych strzałów. Do jednej bramki potrzebuje 11 uderzeń.

Reklama

– strzelił dwie bramki, obie Koronie Kielce. Nie zaliczył ŻADNEJ asysty.

(dane za Ekstrastats)

Co tu dużo gadać, liczby jak na jednak ofensywnego piłkarza, dramatyczne. To może Gajos się przekształcił i wykonuje mrówczą pracę w defensywie? No, już.

Gajos – trzy przechwyty na mecz, siedem „nabyć” piłki, dziesięć i pół straty na spotkanie,

Reklama

Kubicki – odpowiednio: pięć, blisko dziesięć i ponad dziewięć,

Makowski – odpowiednio: cztery, siedem, blisko dziewięć.

W żadnym elemencie nie jest więc Gajos lepszy od będących w drużynie od początku sezonu Makowskiego i Kubickiego. Toteż trudno chwalić go za defensywę, a o ofensywie, za którą de facto to on ma odpowiadać w tym trójkącie, też, jak wskazaliśmy, ciężko jest powiedzieć cokolwiek dobrego.

I my jesteśmy wręcz przekonani, że Stokowiec nie chciałby z Gajosa korzystać tak często. Ale ma wybór, jaki ma. Mógłby cofnąć Flavio, ale to byłoby wyjście skrajnie ofensywne, ponadto Zwoliński z Ze Gomesem dopiero wchodzą do zespołu. Wolski – wiadomo, i tak był lepszy niż Gajos, nie jakoś bardzo, lecz jednak, natomiast chciał zarabiać pieniądze, co jest nie do pomyślenia w Lechii. No więc został Gajos.

Reklama

A, jeszcze Lipski, ale już nam się nie chce nad Patrykiem znęcać.

Tak właśnie zaplanowana jest Lechia na sezon 19/20. W środku pola szesnaście meczów w pierwszym składzie zagrał facet, który nie ma atutów ani do przodu, ani do tyłu. Jego szczęście, bo znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie. Ale strata Lechii, bo większości tych spotkań grała w dziesiątkę.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
16
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Weszło

Reklama