23 lata czekała Warszawa na drużynę, która zgarnie medal mistrzostw Polski. Chociaż w tym czasie nasza siatkówka zdążyła przenieść się z ciasnych salek do nowoczesnych obiektów, a reprezentacja wygrała wiele medali, to jednak stolica długo było nieco z boku tego szaleństwa. Ale to już chyba przeszłość, bo ONICO Warszawa zrobiło to, co przez lata nie udawało się do końca dzielnej poprzedniczce AZS Politechnice – siatkówka w stolicy stała się sexy.

Od Legii do ONICO, czyli siatkarska odbudowa Warszawy

***

1996

Kiedy Warszawa po raz ostatni miała drużynę na podium mistrzostw Polski, w dyskotekach królowało jeszcze „Coco Jambo” Mr. President, do kin miał właśnie wchodzić „Kosmiczny mecz”, a Bill Clinton dopiero zapoznawał się z Moniką Lewinsky. Od cholery czasu.

Także polska siatkówka była w kompletnie innym miejscu niż dziś. Liga na niektórych polach była tak naprawdę amatorska, ogólnopolskie media często miały ją gdzieś, a reprezentacja nie potrafiła nawet zakwalifikować się na mistrzostwa świata. Kadra dopiero podnosiła się z gruzów i miała za chwilę po wielu latach przerwy awansować na igrzyska olimpijskie w Atlancie. Z dzisiejszej perspektywy – gdzie siatkówka jest w naszym kraju sportem numer dwa po piłce – aż trudno uwierzyć w taką prehistorię.

Dziś PlusLiga to świetnie opakowany produkt, ale ówczesna I Liga Seria A była co najwyżej… półproduktem. Wojciech Drzyzga, który w sezonie 1995/1996 doprowadził Legię Warszawa do wicemistrzostwa Polski, tak wspominał swój powrót do kraju po tym, jak zakończył grę w lidze francuskiej:

Wróciłem w 1992 r. i od razu skoczyłem na halę przy ul. 29 Listopada, żeby zobaczyć, jak radzą sobie młodsi koledzy z Legii. Co zobaczyłem? Bardzo słaby, przegrywający zespół i mało widzów na trybunach. Nie za bardzo było to optymistyczne. Władze klubu złożyły mi nawet propozycję gry, ale byłem już trochę nadwyrężony zdrowotnie, a zawsze wychodziłem z założenia, że nie ma sensu grać na pół gwizdka. Chociaż na pewno dałbym radę funkcjonować nawet na tamtym poziomie drużyny, która grała wówczas w drugiej lidze (wtedy I Liga Seria B – przyp. red.). W pewnym momencie Legia miała jednak bardzo karkołomny bilans, chyba 0-8, dlatego padło pytanie, czy zechciałbym zostać szkoleniowcem. Trenerem z wykształcenia nie byłem, ale drużyna chciała, aktualny trener miał już chyba wszystkiego serdecznie dość, dlatego zgodziłem się.

To, jaką metamorfozę przeszła nasza liga, widać chociażby po kształcie sztabów szkoleniowych. Obecnie są tak rozbudowane, że w niektórych klubach liczba współpracowników niemal dorównuje liczbie graczy, a kiedyś…

W tamtej Legii byłem ja. Za masażystę może nie robiłem, ale już za menadżera prawie tak, za kierownika prawie tak. Miało się na głowie różne problemy zawodników, trzeba było zorganizować stroje, nawet przysłowiowe skarpetki – dodaje obecny komentator telewizyjny. – Chociaż ja i tak nie byłem w najgorszym klubie. W latach 90. wojsko powoli wycofywało się z klubu i w pewnym momencie sekcja prawie zniknęła. Pojawił się jednak moment oddechu. Ówczesny dowódca okręgu warszawskiego lubił siatkówkę i po prostu przez chwilę otworzył raz jeszcze sakiewkę wojskową. Zaświeciło słońce, organizacja legijna coraz bardziej przypominała organizację, którą pamiętałem jeszcze z czasów zawodniczych. Nie było może tak wesoło ze wszystkim, ale nie można też było narzekać. Dzięki temu mogliśmy sobie pozwolić na sprowadzenia takich graczy jak Leszek Urbanowicz, Mariusz Sordyl, Jarosław Szalpuk i jeszcze kilku innych. Po tych transferach wygraliśmy ligę z rekordowym wynikiem. Awans nie był dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem i sukcesem, bo byliśmy do tego gotowi.

To właśnie m.in. dzięki wspomnianym graczom Legia zdołała w sezonie 1994/1995 awansować do ekstraklasy, przy okazji zdobywając jeszcze Puchar Polski jako drugoligowiec. W połowie lat 90. najwyższa klasa rozgrywkowa liczyła jedynie osiem zespołów. Oprócz Legii były to Kazimierz Płomień Sosnowiec, AZS Częstochowa, Stal Nysa, Morze Szczecin, Czarni Radom, Mostostal Kędzierzyn-Koźle i Stilon Gorzów.

Popularność siatkówki w Warszawie była wtedy w mikroskali w porównaniu do tego, co teraz się dzieje. Nie byliśmy popularni, może tylko czasami ktoś nas rozpoznawał. Nie transmitowano meczów w telewizji, a na obiekt przy ul. 29 Listopada wystarczyło, że przyszło dwieście osób i redaktor gazety mógł napisać, że na trybunach był full. Frekwencja być może byłaby wyższa, ale też możliwości obiektu były pewnym ograniczeniem. W tamtych czasach generalnie był problem z halami. Dzisiejsi zawodnicy by się roześmiali, gdyby weszli na taki obiekt. Podejrzewam, że nie chcieliby go nawet do treningów. Ale nie przeszkodziło nam to w osiągnięciu dobrego wyniku. Dla nas jako dla beniaminka już wejście do czwórki było sukcesem, a ścisły finał to już był mega wynik. Być może nawet trochę ponad miarę – twierdzi dziś Wojciech Drzyzga.

W finale Legia mierzyła się z Płomieniem Sosnowiec. Pierwsze dwa mecze rozegrała na wyjeździe i oba wygrali gospodarze – 3:2 i 3:0. Rywalizacja przeniosła się następnie do stolicy i tam to Wojskowi wyrównali stan finałów po dwóch wygranych po 3:2.

Piąty, decydujący mecz odbył się ponownie w Sosnowcu, ale tym razem nie było już co zbierać – skończyło się na szybkim 3:0 w zaledwie 65 minut. Może warunki „lokalowe” były wówczas w naszej lidze słabe, ale atmosfera tamtego dnia była bardzo gorąca. – Do dziś mam w uszach syrenę strażacką, którą rozkręcali nasi kibice. Metr za linią końcową ściana! Kibice wisieli na małym balkoniku i gdyby tylko chcieli, mogliby dotknąć niemal każdej wysoko wystawionej piłki – opowiadał po latach na łamach „Gazety Wyborczej Sosnowiec” Robert Malicki, zawodnik Płomienia.

Zrzut ekranu 2019-05-01 o 11.14.22

Niestety, finałowy pojedynek kompletnie nie wyszedł mojej drużynie. Fety więc nie było, bo zwiesiliśmy nos na kwintę. Nie czuliśmy się gorsi od Sosnowca, mieliśmy swoje szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy. Chociaż później oczywiście cieszyliśmy się z tego wicemistrzostwa. Największa feta była z kolei po zdobyciu Pucharu Polski, tym bardziej, że zdobyliśmy go wtedy w Warszawie. Tamte lata, to był krótki, ale fajny czas odrodzenia siatkówki w Legii. Niestety, później klub zaczął tracić stabilność finansową i w kolejnych sezonach jasne było, że wyżej nie podskoczymy. Nie było jak utrzymać tak dobrego składu – wspomina były trener.

Sezon 1999/2000 był dla Legia ostatnim w ekstraklasie. Chociaż Warszawa nie musiała długo czekać na kolejny zespół w najwyższej lidze. W 2003 r. w profesjonalnych już rozgrywkach występować zaczęła Politechnika Warszawska. „Inżynierowie” grali na tym poziomie przez czternaście sezonów, chociaż nigdy nie odnieśli w lidze spektakularnego sukcesu balansując między miejscami 5-10.

2018

Kolejne tłuste lata warszawskiej siatkówki zostały zapoczątkowane dopiero w 2016 r. Wtedy to właśnie sponsorem Politechniki zostało ONICO, firma działająca w branży paliwowej. W sezonie 2016/2017 drużyna występowała w PlusLidze jeszcze pod szyldem ONICO AZS Politechnika Warszawska, ale już przed poprzednim postawiono grubą kreskę i mieliśmy w ligowej stawce ONICO Warszawa.

Odcięcie akademickich korzeni nie było jednak bezbolesną operacją. Część kibiców zarzucało władzom firmy, że te wyrzekły się tradycji 100-letniego klubu i zamieniły go w korporację. Zaczęło się więc od małej awantury.

Elżbieta Sokołowska, od siedmiu lat w Klubie Kibica ONICO Warszawa, wcześniej Politechniki: – Część kibiców w ogóle odwróciła się od drużyny z powodu zmiany nazwy. Uznali, że klub się sprzedał, nie pielęgnuje już tradycji siatkarskich i jest nowym tworem nie do zaakceptowania. My, jako Klub Kibica, także zostaliśmy oskarżeni, że się sprzedaliśmy. Chęć kibicowania swojej drużynie spowodowała jednak, że grupa zapaleńców została i zaczęła działać jako Klub Kibica ONICO.

Władze klubu – chociaż początkowo pozostawiły na stanowisku dotychczasową prezes Jolantę Dolecką – chciały odciąć się od wizerunku klubu akademickiego i zacząć budować drużynę tak naprawdę zapisując czystą kartkę. Adam Polak, wiceprezes ds. marketingu i komunikacji przypomina, że Politechnika miała ogromne problem z płynnością finansową, a ONICO było gwarantem stabilizacji i zawarcia umowy z trenerem Stephanem Antigą. Tylko nowe otwarcie dawało szansę przyciągnięcia do Warszawy znanych nazwisk.

 – W pewnym momencie zapadła decyzja, że jeżeli coś robić, to na maksa. Do tego trzeba jednak mieć pełną kontrolę, dlatego dwa lata temu doszło do przejęcia klubu – przypomina w rozmowie z Weszło. – To był sygnał wysłany do środowiska siatkarskiego, że coś się zmieniło. Informacja nie tylko do sponsorów, ale także do zawodników, którzy kiedyś na hasło „Politechnika” być może nie mieli zbyt dobrych skojarzeń. Owszem, kiedy zmieniliśmy nazwę wielu kibiców źle to odebrało, ale później chyba zrozumieli, że jest to warunek, aby profesjonalna siatkówka była w Warszawie. Na dobrą sprawę zaczęliśmy budować klub od początku. To było potężne wyzwanie pod wieloma względami. Podam przykład jednego z problemów, z którym musieliśmy się zmierzyć. Jeszcze przed przejęciem klubu, kiedy przychodził mecz ze Skrą Bełchatów – a więc było to jedno z dwóch spotkań w sezonie, na którym Torwar się wypełniał – to na trybunach było żółto. Na mecz przychodziło wielu warszawiaków z szalikami Skry i tak naprawdę kibicowali przyjezdnym. Większej porażki marketingowej już chyba być nie mogło.

Drużyna w międzyczasie przeniosła się bowiem właśnie z Areny Ursynów na Torwar. Od tego momentu siatkarze mieli do dyspozycji większy obiekt, który nie leżał już też uboczu, a to również miało wpływ na wcześniejszą frekwencję.

2019.04.16 Warszawa Siatkowka mezczyzn PlusLiga sezon 2018/2019 Onico Warszawa - Jastrzebski Wegiel N/z kibic kibice atmosfera zabawa widok ilustracja atmosfera hala Foto Lukasz Laskowski / PressFocus/NEWSPIX.PL 2019.04.16 Warszawa Men volleyball Polish League season 2018/2019 Onico Warszawa - Jastrzebski Wegiel kibic kibice atmosfera zabawa widok ilustracja atmosfera hala Credit: Lukasz Laskowski / PressFocus --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

W poprzednim sezonie ONICO – wzmocnione już m.in. Damianem Wojtaszkiem, Antoine Brizardem i Wojciechem Włodarczykiem – trochę pechowo nie weszło do „szóstki”, za co głowami zapłacili prezes Dolecka oraz wiceprezes i dyrektor sportowy Paweł Zagumny. W obecnym sezonie miało być znacznie lepiej i było. Drużyna z pierwszych dziesięciu meczów wygrała siedem, a później odpaliła transferową bombę – wyciągnęła z tonącej Stoczni Szczecin Bartosza Kurka oraz Nikołaja Penczewa.

Wydarzeniem przełomowym, na którym Torwar zaczął być pełny, był grudniowy mecz z Olsztynem. W przeszłości to zawsze były ważne spotkania ze względu na rywalizację akademicką, ale wtedy zakontraktowano też Bartka Kurka. Można powiedzieć, że właśnie wtedy… odkręcił się kurek. Z racji tego, że mamy teraz siatkarzy dużego formatu, ludzie przychodzą nawet z ciekawości, bo są gwiazdy na wyciągnięcie ręki: Kurek, Kwolek, Wrona i inni – mówi Sokołowska.

Od kiedy ONICO ściągnęło MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata, a drużyna zaczęła grać jak natchniona, frekwencja mocno skoczyła. W zasadzie normą stało się ponad 4 tys. widzów na trybunach, a na spotkaniach z Resovią Rzeszów czy Skrą Bełchatów pękało nawet 5 tys. Według ostatnich danych Polskiej Ligi Siatkówki, najwyższą frekwencję w tym sezonie ma właśnie Warszawa. Chociaż ONICO dochodzi już do ściany. Dosłownie, ponieważ w kilku meczach z powodu bardzo dużego zainteresowania potrzebne były dostawki trybun.

Dostawiamy łącznie 800 miejsc, po 200 w każdym rogu i to jest już absolutne maksimum Torwaru przy okazji meczu siatkarskiego. Któregoś razu zapytaliśmy już nawet zawodników, czy jest dla nich komfortowe, że kibice siedzą praktycznie za ich plecami. I dla chłopaków to mega sprawa, mówili, że dodaje to bardzo dużo dodatkowych emocji do widowiska – mówi Adam Polak. – Jest jednak druga strona medalu, ponieważ w takich sytuacjach widać niestety pewne wady Torwaru. Kiedy ostatnio było ponad 5 tys. ludzi, naprawdę pojawiły się już problemy z normalnych oddychaniem, tak było gorąco. Przed meczem – zgodnie z przepisami, bo tak robi się wszędzie – musimy jednak wyłączać klimatyzację, żeby nie zwiewała piłki.

Dobre wyniki zespołu sprawiły, że na niektóre mecze po prosto brakowało wejściówek. Polak śmieje się, że sam często jest proszony o załatwienie biletów. – Ale jest to oczywiście przyjemne. Jeśli robimy dostawkę, w każdym newsie uczciwie piszemy, że pozostały już tylko miejsca z ograniczoną widocznością. Mówię to też swoim znajomym, ale niektórzy mówią „stary, daj mi ten bilet, ja mogę stać nawet tyłem, mogę nic nie widzieć, ale chcę tam być”. W Warszawie jak wiadomo brakuje nowoczesnej hali. Nam marzy się taka, jaką ma na przykład Trefl Gdańsk, czyli na kilkanaście tysięcy widzów.

Wojciech Drzyzga: – Mam nadzieję, że ONICO doczeka się wreszcie stabilnych kibiców i nie będą to w sporej części tylko studenci, którzy jak wiadomo przyjeżdżają do Warszawy i z niej wyjeżdżają. To może być już naprawdę rzesza fajnych, stałych fanów. Warszawa nigdy nie była łatwym miastem dla siatkówki, piłka nożna to zupełnie osobny rozdział, nie ma co się nawet porównywać. Ale dzisiaj Torwar na meczach ONICO wydaje się być już ciut za mały. Im lepsze będę wyniki, tym większe będą problemy z obiektem. Tym bardziej, że zaraz pojawi się Liga Mistrzów.

Niektórzy łudzą się, że sukces siatkarzy może w końcu sprawić, że drgną plany budowy w stolicy hali z prawdziwego zdarzenia. Że ten temat w końcu przestanie być już tylko kotletem odgrzewanym przy okazji kolejnych wyborów. Wstydliwy brak takiego obiektu w stolicy to temat na oddzielny tekst, ale tak czy inaczej jeden z najważniejszych argumentów, a więc wyniki sportowe, ONICO jak na razie daje – drużyna z bilansem 19-5 awansowała do fazy play-off z drugiego miejsca po rundzie zasadniczej ustępując jedynie ZAKSIE, a po pokonaniu w półfinale Jastrzębskiego Węgla zapewniła już sobie minimum srebrny medal.

Wszystko to przyciąga też pieniądze. Obecnie portfolio ONICO zawiera około 40 oficjalnych sponsorów i partnerów. – Są to firmy, które przyszły już za naszej kadencji, ale są też takie, które były jeszcze w Politechnice, kiedy w klubie się nie przelewało – mówi Adam Polak. – Sukces bardzo pomaga, już widzimy, że warto było inwestować w tę drużynę i bić się o najwyższe cele. To bardzo szybko przełożyło się na zainteresowanie ze strony sponsorów. Może nie walą do nas drzwiami i oknami, ale zainteresowanie jest duże.

A kto wie, czy nie będzie jeszcze większe, jeśli ONICO zdobędzie tytuł. Początek finałów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle był jednak jak wiadomo koszmarkiem dla warszawiaków. Od kilku dni w polskiej siatkówce nie ma ważniejszego tematu niż ten przegrano-wygrany mecz ONICO i „palcogłowe” odbicie Piotra Łukasika przy piłce meczowej, które uznano za nieprawidłowe, chociaż było… prawidłowe. O sędziowskim kabarecie otwierającym finały szerzej pisaliśmy TUTAJ, dlatego nie będziemy ponownie roztrząsać tego unikalnego niczym biały kruk meczu. Chociaż kibice drużyny ze stolicy dalej są cali w nerwach.

Elżbieta Sokołowska: – Lepiej już było przegrać 0:3, bo po takiej porażce łatwiej byłoby się otrząsnąć. To był smutny powrót do Warszawy. To był wkurw, to był płacz, bo czuliśmy się oszukani w tie-breaku. Dla nas to jest niezrozumiałe, że na takim poziomie, w takim momencie można tak sędziować. Wygląda na to, że agresją można zmienić decyzję sędziego, co pokazał przykład Łukasza Kaczmarka. Sędzia przyznał się, że dał ciała, ale nikt nic z tym nie zrobi, mecz nie zostanie powtórzony. To trochę tak jakby lekarz wyszedł z operacji i powiedział „operacja udana, ale pacjent zmarł”.

Fani ONICO wierzą jednak, że dziś po meczu na Torwarze (biletów już dawno nie ma) w rywalizacji o mistrzostwo będzie już 1:1 i w sobotę pojadą do Kędzierzyna w znacznie lepszych humorach. I na pewno 60-osobowym autobusem, bo dawny bus na wyjazdy jest już po prostu za mały.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl

Premier League
14.08.2022

Dno. Dlaczego Manchester United jest aż tak beznadziejny?

Manchester United znalazł się na dnie. Dosłownie. „Czerwone Diabły” po dwóch kolejkach sezonu 2022/23 plasują się na ostatnim miejscu w tabeli Premier League z zerowym dorobkiem punktowym i bilansem goli 1:6. Erik ten Hag nawet w najgorszych koszmarach nie mógł przewidzieć, że początek jego pracy na Old Trafford przybierze aż tak upiorny przebieg. Część brytyjskich ekspertów przekonuje, że winnymi kompromitujących niepowodzeń United są zawodnicy, którym brak umiejętności i zaangażowania. Nie brakuje jednak […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

19-letni włoski talent dzisiaj ląduje w Londynie. Podpisze umowę z Tottenhamem

Destiny Udogie zostanie piłkarzem Tottenhamu. Zgodnie z informacjami Fabrizio Romano, 19-letni zawodnik Udinese Calcio dzisiaj około 20 wyląduje w Londynie, by w najbliższych dniach przejść testy medyczne i podpisać umowę z Kogutami. Będzie kosztował 20 milionów euro. Udogie w poprzednim sezonie w barwach Zebrette wystąpił 35 razy w Serie A, zdobył pięć bramek i zanotował trzy asysty. Dobrą grą zwrócił na siebie uwagę bogatszych zespołów, m.in. Tottenhamu, […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Kownacki z golem, a Karbownik z debiutem. Oczywiście na boku obrony

Grali Polacy z Fortuny Duesseldorf. Dawid Kownacki strzelił gola, a Michał Karbownik zadebiutował. Oczywiście na boku obrony, nie w środku pomocy. Kownacki od początku sezonu 2. Bundesligi ma pewne miejsce w ekipie trenera Daniela Thioune’a, w niedzielę czwarty raz wystąpił w podstawowym składzie i po raz trzeci grał od początku do końca. W zremisowanej rywalizacji z Greuther Fuerth 2:2 polski napastnik zdobył bramkę na 2:1. To drugie trafienie 25-latka w trwających rozgrywkach, poza tym […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Zwoliński poza kadrą Lechii, odnowił mu się uraz w trakcie jazdy autokarem

Łukasza Zwolińskiego zabrakło w składzie Lechii Gdańsk na mecz z Radomiakiem. Według oficjalnej wersji przedstawionej przez trenera biało-zielonych Tomasza Kaczmarka napastnika wyeliminowała kontuzja, która odezwała się w trakcie jazdy do Radomia. – Podczas podróży autokarem Łukaszowi odnowił się uraz pleców. Był przewidziany do gry od pierwszej minuty – stwierdził szkoleniowiec Lechii na antenie telewizji Canal+ Sport. Pytaniem pozostaje, czy czasem Zwolińskiego nie było w kadrze na spotkanie z Radomiakiem ze względu […]
14.08.2022
Lekkoatletyka
14.08.2022

Młociarze, Aniołki i nie tylko. Ile medali mistrzostw Europy zdobędą Polacy?

Po mistrzostwach świata, które niecały miesiąc temu odbyły się w Eugene, w lekkoatletycznym świecie jeszcze nie opadł kurz, a już jutro wystartuje kolejna wielka impreza – mistrzostwa Europy w Monachium. Chociaż ze światowego czempionatu Polacy przywieźli tylko cztery medale, to nasza reprezentacja wciąż jest jedną z najmocniejszych na Starym Kontynencie. I w stolicy Bawarii Biało-Czerwoni będą mieli sporo okazji by to udowodnić, zdobywając kolejne krążki. Jak dużo uda się ich […]
14.08.2022
Suche Info
14.08.2022

Festiwal błędów defensorów Lechii [WIDEO]

Radomiak Radom rozgrywa właśnie mecz z Lechią Gdańsk. Wynik spotkania otworzyła kuriozalna bramka. Najpierw pomylił się Michał Nalepa, ale wydawało się, że jeszcze mamy do czynienia z sytuacją z gatunku – do odratowania. Maurides odważnie ruszył w kierunku bramki Lechii Gdańsk. Wydawało się, że za moment doskoczy do niego Mario Maloca, natomiast defensor Lechii miał inne plany. Unikał ze wszystkich sił podbiegnięcia do zawodnika Radomiaka do tego stopnia, że cały […]
14.08.2022
Lekkoatletyka
14.08.2022

Młociarze, Aniołki i nie tylko. Ile medali mistrzostw Europy zdobędą Polacy?

Po mistrzostwach świata, które niecały miesiąc temu odbyły się w Eugene, w lekkoatletycznym świecie jeszcze nie opadł kurz, a już jutro wystartuje kolejna wielka impreza – mistrzostwa Europy w Monachium. Chociaż ze światowego czempionatu Polacy przywieźli tylko cztery medale, to nasza reprezentacja wciąż jest jedną z najmocniejszych na Starym Kontynencie. I w stolicy Bawarii Biało-Czerwoni będą mieli sporo okazji by to udowodnić, zdobywając kolejne krążki. Jak dużo uda się ich […]
14.08.2022
Tenis
13.08.2022

Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy. Hurkacz w finale Canadian Open!

Po pierwszym secie Casper Ruud miał pełne prawo myśleć, że już to ma. Że wygrał to spotkanie, a kolejna partia będzie tylko formalnością. Hubert Hurkacz był podłamany, snuł się po korcie, a na returnie nie miał nic do powiedzenia. Po czym posłuchał trenera Craiga Boyntona, który z trybun zaczął krzyczeć: – Musisz walczyć! Bo przecież można przegrać. Jednak ponieść porażkę, nie dając z siebie wszystkiego? Zawodowemu sportowcowi to po prostu nie przystoi. I Hubert pokazał, że jest […]
13.08.2022
Żużel
13.08.2022

Grand Prix Wielkiej Brytanii: Zmarzlik i Dudek na podium w Cardiff!

Tegoroczne Grand Prix w Cardiff pokazało magię jednodniowych torów. Niestety, pod koniec przedłużających się zawodów, które ostatecznie trwały trzy i pół godziny, okazało się że była to czarna magia. W decydującej fazie tor zaczął się po prostu rozlatywać i zawodnicy bardziej niż z rywalami, walczyli z nawierzchnią. Ale co najistotniejsze dla nas, Polaków, Bartosz Zmarzlik i Patryk Dudek wyjeździli w tak trudnych warunkach znakomite wyniki – obydwaj w Cardiff stanęli na podium! […]
13.08.2022
Tenis
12.08.2022

Hurkacz pokonał Kyrgiosa! Polak w półfinale turnieju w Montrealu

Mimo że trwał trzy sety, to był to szybki mecz. Obaj na korcie nie spędzili nawet dwóch godzin, a w tym czasie i tak zdążyli zagrać dwa tie-breaki. Wygrali po jednym z nich. W trzecim secie meczu Nick Kyrgios zaczął jednak popełniać więcej błędów, a Hubert Hurkacz z tego skorzystał i dwukrotnie go przełamał. I to Polak – znów udowadniający, że w Ameryce Północnej czuje się bardzo dobrze – awansował do półfinału. Za Oceanem najlepiej? Hubert Hurkacz […]
12.08.2022
Lekkoatletyka
12.08.2022

Memoriał Skolimowskiej. Pierwszy mityng Diamentowej Ligi w Polsce [WIDEO]

12.08.2022
Weszło
12.08.2022

Człowiek, którzy widzi palcami. Mueller-Wohlfahrt kończy 80 lat

Lekarz, który wzniósł medycynę sportową i fizjoterapię na nowe wody. W nieosiągalnym dla innych specjalistów tempie był w stanie podnieść wielu atletów na nogi. Przez lata był głównym lekarzem Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec. W skrócie: Hans-Wilhelm Mueller-Wohlfahrt. 12 sierpnia skończył 80 lat. Nie pracuje już w Bayernie Monachium, wciąż prowadzi jednak swoją klinikę, do której różne znane osoby, nie tylko ze świata sporu lgną drzwiami i oknami. Pomógł wielu z nich z Franzem […]
12.08.2022
Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments