Aleksandar Bjelica robił dla Korony wszystko, gdy go nie było!

Norbert Skorzewski

23 kwietnia 2019, 17:53 • 2 min czytania

Reklama
Aleksandar Bjelica robił dla Korony wszystko, gdy go nie było!

Aleksandar Bjelica, piłkarz… No właśnie, jaki? CV ciekawe, tego nie negujemy, ale co z tego, skoro robienie szopek w mediach stawia ponad poczynania boiskowe.

Reklama

Wiedzieliśmy, że niezły z niego ananas. Trener KV Oostende mówił otwarcie, że tak niezdyscyplinowany piłkarz jak Bjelica nie będzie dostawał u niego żadnych szans. W Sparcie Rotterdam przed jednym z meczów zadzwonił do prezesa, stawiając ultimatum: albo znajdę się w pierwszym składzie, albo w ogóle nie przyjeżdżam do klubu. Generalnie nie miał problemów, by – gdy coś pójdzie nie po jego myśli – zacząć olewać swoje obowiązki i wymuszać odejścia.

W Kielcach – według „Przeglądu Sportowego” – po 34 dniach zakomunikował prezesowi, że nie pasuje mu liga, miasto, trener i wymagania, więc pakuje walizki, wyjeżdża z Polski i kończy z graniem w piłkę raz na zawsze. O piekle, jakie niewątpliwie zgotował mu kielecki klub, między innymi już na starcie wyciągając pomocną dłoń i w ostatnim dniu okienka transferowego wyjmując z zespołu, gdzie był skreślony, pisaliśmy tutaj.

Epilog całej historii nadszedł dziś. Oto Bjelica wydawał oświadczenie za pośrednictwem oficjalnej strony kielczan, informując, że – uwaga – robił wszystko, aby jak najlepiej reprezentować klubowe barwy.

Jak widać, pojęcie robienia wszystkiego jest dość względne. No bo co może robić piłkarz, który uciekł z klubu, by jednocześnie jak najlepiej reprezentować jego barwy? Dzwonić do kolegów z gratulacjami po meczach? No nie, Korona zbyt rzadko wygrywała, by brać taką opcję pod uwagę. Może zagrzewać do walki przed spotkaniami, chociażby w smsach? Albo zaczynać dzień kawą i przypominaniem sobie, jak bardzo nienawidzi się KSZO Ostrowiec Świętokrzyski? Już lepiej, co?

Reklama

Dalej Bjelica pisze o problemach rodzinnych i dementuje słowa, o których pisał „Przegląd Sportowy”, a które miał przekazać prezesowi Zającowi. – Jest to kłamstwo i pomówienie, które sprawiło mi wiele problemów – poinformował, więc czekamy na dalszy rozwój sytuacji, gdyż mówimy o mocnych oskarżeniach. Przede wszystkim ważne będzie to, czy wróci do Korony i czy wszystkie informacje, jakie zawarł w oświadczeniu, okażą się prawdziwe.

Jeżeli tak – zwracamy honor. Oczywiście nie chcemy rozstrzygać, ale patrząc na przeszłość Bjelicy trudno wierzyć bezkrytycznie w to, co pisze. Naturalne wydaje się postawienie pytania: skoro miał problemy rodzinne, to dlaczego nie poinformował o nich na początku, by uspokoić nastroje, gdy wyjeżdżał z Polski?

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
23
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Weszło

Reklama