post Avatar

Opublikowane 19.04.2019 17:08 przez

Jan Ciosek

Właśnie poprowadził w ringu pojedynek, o którym niektórzy już mówią „polska walka dekady”. Nie daje się nabierać na sztuczki zawodników, bo sam stoczył prawie 300 walk. W długiej rozmowie w programie „Ciosek na wątrobę” Robert Gortat opowiada o kulisach pracy sędziego ringowego, niespełnionych sportowych marzeniach, presji, z jaką musiał sobie radzić jako syn dwukrotnego medalisty olimpijskiego, oraz o przyczynach pogłębiającego się kryzysu polskiego boksu amatorskiego, z którym stara się walczyć jako trener.

Jesteś bardziej trenerem czy sędzią bokserskim?

Tak naprawdę jednym i drugim, staram się łączyć obie te funkcje. Jako trener pracuję głównie z młodzieżą, bo nie ma prawdziwej ligi. Kłopot jest w tym, że szkolę ich do juniora do seniora, a potem nie mam im co zaoferować. Albo zawodowstwo, albo obijanie się po jakichś śmiesznych, ogólnopolskich czy okręgowych turniejach, czyli takie boksowanie bez celu. Cel jest tylko, jeśli ktoś jest kadrowiczem, wtedy ma szanse na jakieś stypendia, na to, żeby żyć z tego sportu. Ale to już nie jest to, co było kiedyś.

Z boksem amatorskim jest gigantyczny problem. W zasadzie trzeba powiedzieć, że dyscyplina zdechła. Kiedyś z każdej dużej imprezy przywoziliśmy worek medali, twój ojciec zdobył dwa krążki olimpijskie. Tymczasem od ponad 25 lat nikt z Polski nie stanął na podium igrzysk. Gdzie to się posypało i czy tego trupa można jeszcze zreanimować?

To bardzo szeroki temat. Trzeba by spytać zarząd Polskiego Związku Bokserskiego co zrobił, żeby reaktywować boks amatorski. W okresie przejść ustrojowych, na początku lat dziewięćdziesiątych, wiele dyscyplin sportu padało i wszędzie potem doszło do większych zmian. Ciężko powiedzieć, żeby w PZB doszło do jakichkolwiek… Wszystko brnęło w nicość, nie było pieniędzy na szkolenie młodzieży, zresztą dalej nie ma. Trudno jest cokolwiek zrobić. Zawodnicy muszą mieć jakiś cel, muszą się spotykać na zawodach, konsultacjach, obozach. Za moich czasów to było kilkanaście razy w roku, a mówię o juniorach 16-17-letnich. Zawsze był obóz w wakacje, drugi w ferie. Do tego mnóstwo turniejów ogólnopolskich i międzynarodowych. Młodzi zawodnicy mogli rywalizować, wygrywać walki, pokazywać się. Teraz jest jeden turniej dla młodzieży w roku, albo Olimpiada Młodzieży, albo mistrzostwa Polski. Nasi zawodnicy nie mają gdzie rywalizować z zawodnikami z zagranicy.

Ależ mają. Ostatnio na przykład na mistrzostwa Polski przyjechała grupa Ukraińców, którzy z Polską nie mają nic wspólnego, poza numerem PESEL.

To jakiś absurd. Oni zostali ściągnięci tylko na mistrzostwa Polski przez niektóre kluby, które w ten sposób zdobywają dofinansowanie od miast i ministerstwa. My, trenerzy, się z tym nie godzimy. To jakaś polityka, jakaś gra, na której zresztą zależy większości zarządu PZB.

Prezes Piotrowski też chyba mocnej pozycji nie ma. Jak oceniasz jego rządy?

Ja nigdy nie rządziłem i nigdy się do tego nie pchałem. Jestem od wykonywania mojej pracy na sali, staram się szkolić młodzież z lepszymi i gorszymi wynikami. Co roku od wielu lat zdobywam z moimi podopiecznymi medale mistrzostw Polski, a moja zawodniczka jest ostatnią medalistką mistrzostw Europy ze Śląska.

Ja widzę problem w tym, że cały świat boksuje od 10., 11. roku życia, czasem od 9. w walkach pokazowych. My możemy wystawiać młodzików od 14. roku życia, a dziewczyny dopiero od 15. Już na starcie jesteśmy skazani na porażkę. To, że udaje się osiągać jakieś sukcesy, to jest tylko zasługa trenerów klubowych, nie kadrowych. To na nas spoczywa cała odpowiedzialność, oni dostają gotowy produkt i robią tylko sam szlif pod duże imprezy międzynarodowe.

Od 1992 roku czekamy na medal olimpijski. Czy widzisz jakieś światełko w tunelu? Kiedyś przed każdą imprezą liczyliśmy na kilka miejsc na podium…

Każdy kij ma dwa końce. Świat poszedł bardzo do przodu, boks się bardzo zmienił. Pojawiło się wiele nowych państw. Kiedyś była tylko Jugosławia, teraz to są cztery kraje, podobnie ze Związkiem Radzieckim. Często się sprzeczam o to z tatą. Kiedyś państwo po prostu wystawiało swoich zawodników i oni jechali na igrzyska. Za moich czasów już trzeba było zdobyć kwalifikacje, o co było bardzo trudno, bo w jednym z pięciu turniejów musiałeś osiągnąć finał. Mnie zabrakło bardzo mało, wygrałem trzy walki, przegrałem w półfinale. Dzisiaj nie ma też już trzeciego świata. Kiedyś zawodnicy z Afryki nie potrafili boksować, byli workami do bicia, dziś są bardzo groźni.

Czemu inni pozostali w peletonie, a my odpadliśmy?

Nie ma finansowania, nikt nie inwestuje w młodzież. Cały świat wcześnie zaczyna walczyć, my tracimy już na starcie, o czym mówiłem. Ja z moimi młodymi zawodnikami wyjeżdżam do Czech, żeby mogli boksować.

Wspominasz o ojcu, dwukrotnym medaliście olimpijskim. Czy fakt, że tobie na igrzyska nie udało się pojechać jest zadrą w twoim sercu?

Nikomu nie życzę, żeby był w takiej sytuacji jak ja. Z góry zakładano, że ja muszę zrobić wynik, muszę być dobry, bo mój tata był dobry. Kiedy wychodziłem do ringu, musiałem toczyć boje nie tylko z rywalem, ale także z presją. Tata także nie był lekkim człowiekiem. Nieważne, czy wygrałem, czy przegrałem, zawsze słyszałem, że rywal to „frajer”, albo „kelner”. Nie ukrywam, że lekka zadra po tym została. Zabrakło naprawdę niewiele. W mistrzostwach Polski prawie mam remis z tatą, on ma sześć złotych medali, ja pięć. Na dużych imprezach on był wicemistrzem Europy, mnie skrzywdzili sędziowie w ćwierćfinale w Mińsku. Na mistrzostwach świata byłem w ćwierćfinale, też mnie przekręcili. Boksowałem z wieloma doskonałymi zawodnikami, późniejszymi mistrzami świata i medalistami olimpijskimi, choćby z Arturo Gattim. Ogólnie jestem zadowolony ze swojej kariery amatorskiej, choć pewne rzeczy mogłem zrobić lepiej. Boksowałem w wadze 71 kg, tata mówił, żebym się nie męczył i przeszedł do wyższej. Nie chciałem go posłuchać, chciałem być mądrzejszy i przez to nie pojechałem na igrzyska olimpijskie.

Mówisz, że w ważnych momentach kariery amatorskiej byłeś skrzywdzony przez sędziów. Czy właśnie dlatego postanowiłeś zająć się sędziowaniem?

To nie tak. Po karierze w boksie zawodowym nagle się dowiedziałem, że jest organizowany kurs sędziowski. Postanowiłem spróbować, myśląc, że może się uda. Po jakimś czasie zaprosili mnie do ringu, najpierw byłem testowany w walkach sparingowych. Początki były trudne, lekki stres był. W tym roku bardziej się zaangażowałem w pracę trenera, ale Mateusz Borek zaprosił mnie do współpracy. Cieszę się, że moja praca na gali w Spodku została dobrze odebrana. Ja byłem kilka razy skrzywdzony, ale jako sędzia nikogo nie zamierzam oszukiwać.

To jeszcze wróćmy do twojej kariery zawodowej. 10 walk, wszystkie wygrane, przerwa i koniec. Czemu nie wyszło?

Zaczynałem pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy boks zawodowy zaczął się w Polsce rodzić. Swoje lata już miałem i nie byłem pewny, czy warto się pakować w coś niepewnego. Parę rozmów było, sam byłem świadkiem negocjacji Tomka Adamka i Maćka Zegana z Andrzejem Gmitrukiem. Ja się wtedy nie odważyłem, wciąż się łudziłem, że pojadę na igrzyska do Sydney. Potem zdobyłem kolejne mistrzostwo Polski w 2000 roku, odezwał się Andrzej Wasilewski i zaprosił mnie na sparingi do Krzyśka Włodarczyka. Po części jestem zawodnikiem, który pomógł „Diablo” wejść na szczyt, bo sparowałem z nim przez kilka lat. W sumie stoczyłem 10 zawodowych walk i skupiłem się na pracy trenera i sędziego.

Nie widzisz tu konfliktu interesów?

Nie, bo sędziuję w boksie zawodowym, a trenerem jestem w boksie amatorskim. Ale oczywiście miałem kłopoty, bo ktoś tu widział sztuczny problem. Na mistrzostwach Polski zabroniono mi stać w narożniku mojej zawodniczki. To był totalny absurd. Pogodziłem się z tym, ale tylko raz. Na kolejnych mistrzostwach powiedziałem, żeby nawet do mnie nie podchodzili w tej sprawie. Generalnie, z sędziowaniem w Polsce jest duży problem, szczególnie w boksie amatorskim. Za moich czasów to była elita sędziowska, na mistrzostwach Polski dużych przekrętów nie pamiętam. Teraz to jest nagminne. Nie wiem, jak z tym można walczyć. Nie wiem, kto tych sędziów szkoli, oni się nie potrafią zachowywać w ringu, nie potrafią zwracać uwagi zawodnikom. To ogromny problem.

W boksie zawodowym też szału nie ma. Jeden sędzia nie widzi ciosów w tył głowy, inny liczy zawsze na stojąco, jeszcze inny nie wie, że trzeba odjąć punkt za nokdaun. Jak oceniasz poziom kolegów po fachu?

Ciężkie pytanie, nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. Powiem tylko tyle: żeby nie popełniać błędów, trzeba się szkolić, powtarzać pewne rzeczy wielokrotnie, żeby wyrobić sobie odpowiednie nawyki. Ja mam te nawyki i zachowania, bo boksowałem bardzo długo, stoczyłem prawie 300 walk. Pewne rzeczy są dla mnie naturalne, innych się nauczyłem. Na przykład nigdy nie uciekłem z ringu po werdykcie, bo tak byłem nauczony. Mogłem być zły, zrozpaczony, ale zawsze podawałem rękę rywalowi i kłaniałem się sędziemu, nawet, jeśli byłem na niego mega wkurzony. To mi wpoili moi trenerzy, medaliści największych imprez: mój tata, Kazimierz Przybylski, Adam Kozłowski, Krzysztof Kosedowski, Kazimierz Szczerba, Bogdan Gajda, Janusz Czerniszewski…

Czy dziś, kiedy jesteś w ringu jako sędzia, punktujesz sobie w głowie ten pojedynek?

Staram się tego nie robić, skupiam się na tylko na prowadzeniu walki. Zresztą, z tej perspektywy widać to inaczej. Nie wszystko widać, sędzia nie jest w stanie wszystkiego zauważyć. Na razie udaje mi się unikać większych wpadek. Na pewno dużym problemem są ciosy w tył głowy. Nie zawsze widać te uderzenia. Pamiętam galę w Radomiu i walkę Werwejki z Aguilerą. Amerykanin był agresywny w stosunku do mnie, sugerował, że dostał w tył głowy, ciężko padł na deski. Miał pecha, bo ja też boksowałem i wiem, że to nie są nokautujące ciosy; owszem, są mega deprymujące, wkurzające. A on symulował 30 sekund, zachował się jak panienka.

Z ringu widać inaczej, jasne. Ale weźmy pojedynek Wach – Bakole, który prowadziłeś w ringu. Mariusz obrywał straszliwie, a tymczasem na karcie sędziego Gulca miał jeden punkt przewagi. Jak to można wytłumaczyć?

Ja nie chcę tego tłumaczyć, każdy sędzia ocenia walkę według swoich standardów, każdy patrzy na co innego. Na żadnym kursie prowadzący nie mówi, na co zwracać uwagę, bo to jest indywidualna interpretacja. Kiedy ja się uczyłem boksować, trenerzy uczulali mnie, na co patrzą sędziowie. Ale tak naprawdę, każdy arbiter zwraca uwagę na trochę co innego. Jeden lubi technikę, inny mocne uderzenia, jeden woli, jak bokser cały czas idzie naprzód, a jeszcze kolejny będzie punktował ostatni cios z akcji, inny doceni uniki i wirtuozerię w ringu. Tak jest ze wszystkim: ty lubisz pomidorową, a ja rosół. Ciężko mi powiedzieć, dlaczego sędzia Gulc punktował tak, a nie inaczej; staram się tego nie robić.

Niedawno sędziowałeś dwie bardzo ciekawe walki. Zacznijmy od starcia Wacha z Bakole. Pojawiły się głosy, że przerwałeś ten pojedynek nieco za wcześnie.

Powiem tak: może lepiej trochę za wcześnie niż trochę za późno. Ale to ja byłem sędzią tej walki i widziałem wszystko z najbliższej odległości. Jak policzyli komentatorzy, Mariusz przyjął 13 ciosów z rzędu bez obrony, bez próby klinczu. To nie były ciosy nokautujące, ale była ich kumulacja. Może nic więcej by się nie stało. Ale przecież mogło. Nigdy nie będziemy wiedzieli co by się stało, gdybym nie przerwał. Ale z tego, co widziałem i z szacunku dla Mariusza, podjąłem taką decyzję, moim zdaniem w najlepszym możliwym momencie. Każdy kamień się kiedyś kruszy. Mariusz nie padł, pozostał zawodnikiem którego nikt nigdy nie przewrócił.

Wiemy, że Mariusz Wach ma szczękę z tytanu, nawet Władymir Kliczko go nie przewrócił. Czy sędzia ringowy ma to w głowie? Czy bierze pod uwagę, że jeden bokser jest bardzo odporny na ciosy, więc można mu pozwolić boksować w sytuacji, w której komu innemu by się już przerwało pojedynek?

Dla mnie wszystko zależy od danej sytuacji. Walka Mariusza z Kliczką była wiele lat temu, był młodszy, dziś ma 39 lat, przyjął wiele ciosów. Naprawdę, każdy kamień się kiedyś kruszy. Ten się jeszcze nie skruszył do końca, ale jednak na tyle, że zacząłem się martwić o jego zdrowie, to był mój priorytet. 13 ciosów bez odpowiedzi? Zdecydowałem się przerwać i nie interesowały mnie gwizdy kibiców. Gwizdać może każdy. Niech przyjdzie na salę i przyjmie dwa uderzenia, zobaczymy, czy dalej będzie mówił, że to było za wcześnie. Gwiżdżą i komentują ci, którzy lubią krew, a nie znają się na boksie. W tym sporcie nie chodzi o to, żeby ktoś padł i miał potem problemy ze zdrowiem. Jeśli można wcześniej przerwać, to należy to zrobić.

Przejdźmy do kamieni, które bardzo się nie chciały skruszyć, czyli do walki Roberta Talarka z Patrykiem Szymańskim. O tym pojedynku mówi cały bokserski świat. Czy pamiętasz takie starcie, w którym było 10 nokdaunów?

Nie pamiętam tylu nokdaunów. Były walki, choćby Arturo Gattiego, w których było masakrycznie dużo ciosów. Ja sam byłem zaskoczony w pierwszej rundzie, gdy widziałem, jak Talarek dwa razy leci na tyłek. To kolejna walka, którą mu sędziuję. On nawet nie miał błędnych oczu, żadnego zająknięcia się, więc puściłem walkę. Nigdy nie dostałem tylu pozytywnych komentarzy za prowadzenie pojedynku, za wyczucie. Zrobiłem co mogłem, żeby walka mogła się podobać i przerwałem chyba też w odpowiednim momencie. Kontynuowanie pojedynku nie miało sensu.

A był wcześniej moment, w którym byłeś bliski przerwania?

Był taki moment, kiedy Talarek poleciał na liny. Myślałem, że wypadnie z ringu, albo już nie wstanie. Ale on wstał, bardzo szybko. U Patryka był mocny prawy na wątrobę. Wstał, ale głos mu się łamał i ten cios bardzo go osłabił.

Czy to była najbardziej dramatyczna walka, jaką prowadziłeś?

No, ciężko powiedzieć, że nie. Mówi się, że to była walka stulecia w Polsce, że nikt czegoś takiego nie widział. Ale wcześniej też miałem kilka emocjonujących, dramatycznych walk, jak choćby pierwszy pojedynek Maćka Miszkina z Pawłem Głażewskim.

Dramatyczna była też walka Cieślaka z Krasnopolskim…

Tak. Skończyłaby się wcześniej, gdyby Krasnopolski zachowywał się, jak zawodnik, a nie skakał po linach, jak jakaś małpka. Sztuką było tej walki nie skończyć. Tak samo, jak podziwiam Patryka Szymańskiego, że nie skończył Talarka po dwóch nokdaunach w pierwszej rundzie. Przecież to się prosiło o to, żeby się nie bić, tylko robić zwody i trafiać prostymi. Nie potrafili tego zrobić. Nie mój problem, nie ja ich szkoliłem, nie ja ich wychowywałem, nie ja stałem w ich narożniku.

Gala w katowickim Spodku zebrała fantastyczne recenzje, mówiło się o niej na całym świecie. Tymczasem konkurencyjny promotor Andrzej Wasilewski był mocno krytyczny.

Musimy zadać sobie pytanie, czy my chcemy oglądać gale, o których będziemy mówili, czy takie, które się po prostu odbyły? Pierwszy raz od dłuższego czasu gala bokserska nawiązała walkę z KSW i była naprawdę super. Może promotorzy najpierw powinni zainwestować w kluby amatorskie, z których biorą zawodników? Nikt jeszcze nie zapytał, ile my trenerzy poświęciliśmy czasu i pieniędzy na ich wychowanie. Promotorów interesuje gotowy produkt, nie ma żadnej współpracy z klubami amatorskimi. A powinni jeździć po małych miastach, wyszukiwać talenty, finansować ich karierę, żeby potem mieli lepszy start w boksie zawodowym.

Jakie walki lubią sędziowie ringowi? Ma być dramatycznie, ze zwrotami akcji i emocjami, czy lepiej jak jest spokojnie, czysty pojedynek i łatwa robota?

Ja lubię walki, w których zawodnicy rozumieją, co do nich mówię. Fajne są walki emocjonujące, dobrze mi się je prowadzi. Staram się nie przeszkadzać, nie zwracam uwagi na drobne faule, bo sam boksowałem. Ja nie jestem najważniejszy w ringu, mam być mistrzem drugiego planu. Bohaterami są ci dwaj goście, którzy się okładają pięściami.

O czym marzy mistrz drugiego planu? Sędziowie piłkarscy marzą o mundialu, finale Ligi Mistrzów i tak dalej. A w boksie zawodowym?

Nie mam takich marzeń. Kiedy zaczynałem, strasznie chciałem dostać walkę wieczoru. Już kilka prowadziłem i… powiem szczerze, że lepiej mi się sędziuje wcześniejsze pojedynki, jak choćby Talarek – Szymański. Nie zapomnę dwóch świetnych walk Talarka z Dąbrowskim, na Narodowym i w Ergo Arenie, to były najlepsze pojedynki tamtych gal. Wszyscy mi gratulowali dobrej postawy i wyczucia, podobnie, jak teraz.

Sędziowałeś także słynny z innych powodów pojedynek Marcina Najmana z Rihardsem Bigisem na Narodowej Gali Boksu.

Jedno co mogę powiedzieć, to że zapowiedział mnie Michael Buffer. Na tym zakończmy ten wątek.

A jak się współpracuje z Marcinem Najmanem, który jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polskim boksie?

Znamy się, traktujemy się po koleżeńsku, on mnie nigdy nie oszukał, ja jego też nie. Jestem mu bardzo wdzięczny, że mogłem sędziować ostatnią walkę Andrzeja Gołoty. To był pomysł Marcina, żeby zrobić taką klamrę, że mój tata był jednym z jego pierwszych trenerów, a ja – ostatnim sędzią. Miejmy nadzieję, że Andrzej już nie wpadnie na żaden pomysł, żeby ponownie wyjść do ringu. Najman zorganizował Gołocie super zakończenie kariery. Życzyłbym sobie, żeby każdy zawodnik mógł kiedyś przeżyć to, co Andrzej w Częstochowie, kiedy wychodził do ostatniej walki. Dostał pożegnanie godne jego kariery.

A z perspektywy sędziego boksu zawodowego: czy Andrzej Gołota został oszukany w dwóch walkach o mistrzostwo świata?

Kiedy patrzyłem na tamte walki, jeszcze nie byłem sędzią. Z Ruizem został skrzywdzony. Z Byrdem też, choć przyznaję, że wtedy jeszcze nie oceniałem każdej rundy z osobna, tylko patrzyłem na całokształt. Żaden inny zawodnik w Polsce nie walczył z tyloma mistrzami, co Andrzej. Trzeba mu to oddać. Jego największym problemem była psychika, od zawsze. To się przełożyło na całą jego karierę zawodową.

Czy jako sędzia w czasie walki widzisz czasem strach w oczach zawodników?

Powiem inaczej: każdy zawodnik przeżywa, martwi się o wynik i chciałby wygrać. U mnie to zawsze mijało w momencie, kiedy wchodziłem do ringu. Ja nie patrzę na to, czy ktoś się boi, czy nie.

W boksie amatorskim mamy zapaść. Trochę lepiej wygląda sytuacja w boksie zawodowym. Sulęcki, Głowacki, Kownacki, Szeremeta. Kto z nich ma największe szanse na wielkie sukcesy?

Sulęcki jest zawodnikiem który wie, czego chce. Ostatnio toczyła się dyskusja, czy powinien go trenować Piotr Wilczewski. Ja to widzę inaczej: jako trener nie spędzam ze swoim zawodnikiem 24 godzin na dobę. Nie wiem, jak on się wysypia, co jada, a to ma ogromny wpływ na wynik walki. Tomek Adamek mówił, że u nas w Polsce nie ma trenerów. A kto go wychował? Z kim zdobywał sukcesy już w boksie amatorskim? Z naszymi trenerami, a nie z amerykańskimi, których tak ceni. To polscy szkoleniowcy nauczyli go podstaw, lewego prostego i całej reszty.

Trenerzy są świetni, tylko nie ma pieniędzy. Polskiego trenera nie stać na to, żeby zająć się jednym zawodnikiem w 100 procentach. My się musimy zajmować całą rzeszą bokserów. Nie ma pieniędzy na szkolenie młodzieży, ani na trenerów. Większość trenerów dorabia w klubach, ma płacone po 700-800 złotych. To nie jest wypłata. Kiedy ja zaczynałem w Legii, miałem po 6-7 trenerów na sali, to wszystko byli medaliści olimpijscy, mistrzostw Europy i świata. Tych czasów nie ma i one nie wrócą. Zostały zepsute. Teraz musimy wpoić młodzieży, że aby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować. A kto ma ich tego nauczyć? Nauczyciele w szkole, którzy teraz strajkują, a którzy nie potrafią prowadzić wuefu? Do mnie przychodzi 14-letni chłopak, który nie potrafi zrobić przewrotu w przód, w tył, prostego pajacyka. My musimy ich uczuć od podstaw. Kiedy ja otworzyłem Akademię, zacząłem przyjmować dzieci od 6-7 lat, bo z nimi można zrobić wszystko, chętnie robią przewroty, stoją na rękach, skoki tygrysie, salta…

Jako trener marzysz pewnie o medalu olimpijskim swojego zawodnika. A jako sędzia? Jaką walkę polskiego boksera o tytuł chciałbyś poprowadzić?

Bardzo lubię Roberta Parzęczewskiego i dobrze mi się z nim współpracuje. To mądry chłopak, który wie, czego chce. Pieniądze z walk inwestuje w rozwój. Chciałbym mu sędziować walkę o mistrzostwo świata w Polsce.

ROZMAWIAŁ JAN CIOSEK

Fot. FotoPyk

Opublikowane 19.04.2019 17:08 przez

Jan Ciosek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
21.10.2020

Hansi Flick znów odpalił bawarski walec. Atletico bez szans z Bayernem

To, że Atletico specjalizuje się w zakładaniu rywalom kagańca, wie nawet wuja, który na Wigilii mówi, że Nawałka jak był taki był, ale wyniki miał. W tym sezonie Rojiblancos też stracili tylko jedną bramkę. Ale przyjeżdżają na Bayern i wyglądają jak chłopaki z 3A, którym 7B łaskawie pozwoliła ze sobą zagrać, bo młodsi przynieśli piłkę.  […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Mecz, który zdarzył się półtora roku za późno

To nie nie jest stetryczałe, zdziadziałe, zgorzkniałe gadanie, że kiedyś to były czasy, a teraz to nie ma czasów. No ale weźmy to na zdrowy rozum. Ten mecz powinien zdarzyć się półtora roku wcześniej. Mieliśmy sezon 2018/19. Ekscytujący, pełen młodocianej fantazji Ajax, jeszcze z De Jongiem, De Ligtem, Zieychem, van de Beekiem, pokonywał kolejne przeszkody […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Czwartek w Weszło.FM!

W czwartek o poranku w „Dwójce bez sternika” przywitają Was Wojciech Piela i Dariusz Urbanowicz. Głównym tematem audycji będzie oczywiście Liga Mistrzów i Liga Europy, a gościem będzie Adam Drygalski, który opowie o poznańskich skarbach miasta. Ponadto usłyszycie rozmowy z Żelisławem Żyżyńskim i Maciejem Szmigielskim. O 10 w audycji „Kierunek Tokio” wywiad ze świeżo upieczonym […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Dzieciarnia z Szachtara już ma miejsce w historii

Jeśli coś z epoki koronawirusowej ma piłce pozostać poza bliznami i wciąż otwartymi ranami, to właśnie wspomnienia z takich spotkań. W „normalnych” okolicznościach Szachtar nigdy by sobie na to nie pozwolił, nigdy nie wyszedłby na terenach Realu Madryt rezerwowym składem, nigdy nie dałby szansy od razu siedmiu młodocianym zawodnikom. Dziś zrobił to z konieczności, w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Śląsku, jak nie chce ci się grać na wyjazdach, to powiedz

Znacie takich ludzi, którzy generalnie są spoko, można się z nimi spotkać, pogadać, ale zawsze nalegają, żeby spotkać się u nich w domu? A jak już mają gdzieś wyjść, ruszyć dupę, to niby się zgadzają, a tak naprawdę są naburmuszeni cały wieczór jakby robili wielką łaskę? Otóż tak jest ze Śląskiem Wrocław. Śląsku, jak ci […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie: gdzie jest dobra forma Arki?

Arkadiusz Kasperkiewicz ma sporo miejsca w środku pola, może zagrać w lewo, w prawo, do tyłu, do przodu, no pełen zestaw, jeśli jesteś poważnym piłkarzem. Kasperkiewicz podaje w aut. Ale nawet nie będziemy go specjalnie cisnąć, bo ta sytuacja jest bardzo przydatna. Pokazuje bowiem, w jakiej dyspozycji była w Arka w tym meczu i w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

„Jeśli Benfica zagra najsilniejszym składem, to strzeli trzy-cztery gole i wróci do siebie”

– Na miejscu Lecha szukałbym swoich szans przy stałych fragmentach gry. Portugalczycy mają problem z bronieniem się przy rzutach rożnych. W poprzednim sezonie stracili tak bodajże dwanaście bramek. Często słabsze zespoły w lidze nastawiały się właśnie na stałe fragmenty gry i zdarzało się, że Benfica gubiła tak punkty. Były nawet pomysły, by zespół bronił się […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Permanentna rewolucja trwa, a wyników brak. Fatalny początek Zagłębia Sosnowiec

Słowo „stabilizacja” przestało mieć jakikolwiek związek z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy klub próbując ratować Ekstraklasę w sezonie 2018/2019, postanowił przejść przez zimowe okienko transferowe w awanturniczy sposób. Zaczęła się wtedy przy Ludowej permanentna rewolucja, której nie powstydziłby się Lew Trocki. Efekty: mizerne. I cóż, Zagłębie również źle weszło w ten sezon. ZNÓW REWOLUCJA Postanowiono na niesprawdzany […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Udany wtorek w bukmacherce – 75% trafionych typów!

Są takie dni, że wszyscy mówią mi, że jestem gościem – rapował kiedyś Eis i my chętnie „Najlepsze dni” sobie dziś odpalimy, bo mamy się czym chwalić. Nasze wtorkowe typy na Ligę Mistrzów co prawda nie sprawiły, że pakujemy manatki na Wyspy Zielonego Przylądka, ale agroturystyka na Mazurach też brzmi nieźle. Mówiąc krótko: 6/8 trafionych […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

MELODROMA: Niebezpieczne związki Jorge Mendesa (część II)

W poniedziałek opublikowaliśmy pierwszą część opowieści, w której główną rolę odgrywa Jorge Mendes, menedżer Cristiano Ronaldo i agent, który trzęsie piłkarskim światem. Pora na jej drugą część, więc jeśli przegapiliście poprzedni odcinek, nadrabiajcie zaległości, a jeśli czekacie na kontynuację, to zapraszamy. Naprawdę warto.  *** Gestao de Carreiras de Profissionais Desportivos, S.A. czyli Gestifute narodziło się […]
21.10.2020
Francja
21.10.2020

Wojna o pieniądze z praw telewizyjnych we Francji. Szykuje się kryzys w Ligue 1?

Trwa naprawdę potężna awantura na szczytach francuskiego futbolu. Chińsko-hiszpańska platforma Mediapro, która wykupiła prawa do transmitowania większości meczów Ligue 1, wstrzymała zapłatę i postawiła kluby pod ścianą, żądając renegocjowania umowy. Na razie liga ratuje się kredytami, lecz długo w taki sposób nie pociągnie, bo i tak ledwie przetrwała przedwczesne zakończenie sezonu 2019/20. Jednak końca sporu […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Trzy osoby, od których może zależeć jesień Legii Warszawa

Czy ta jesień jest jeszcze do uratowania w wykonaniu Legii Warszawa? I tak, i nie. Pewnych rzeczy już naprawić się nie da, zostały utracone bezpowrotnie. To pieniądze z fazy grupowej europejskich pucharów. To jakaś część kwoty za Michała Karbownika, bo nie ma wątpliwości, że można było targować się ostrzej ze świadomością nadchodzących meczów na międzynarodowej […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Kto wskrzesi w sobie większy entuzjazm, czyli Liga Mistrzów dla głodnych sukcesu

Liga Mistrzów to nienażarta bestia. Grzeje zawsze. Niezależnie od okoliczności i codzienności.  Jeszcze w sierpniu kończyła się poprzednia edycja, wczoraj zaczęła się nowa, a teraz już rusza galopem na dobre. I dalej jara tak samo, bo to futbol na elitarnym poziomie, w którym ciągle coś się dzieje. Możemy tylko stawiać pytania: czy Real stać na […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Antonio Conte i Liga Mistrzów – czas na kolejne podejście

Plotki głoszą, że przed pierwszym meczem Ligi Mistrzów Antonio Conte przez tydzień pił tylko melisę. Wiadomo, że włoski trener ma ogromny problem z tymi rozgrywkami, a ich start będzie dla niego wymagający. Pierwszym rywalem „Nerazzurrich” będzie bowiem Borussia Moenchengladbach. Biorąc pod uwagę, że w grupie B grają także Real oraz Szachtar, każda wpadka może być […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Ajax skorzysta na problemach Liverpoolu?

Ajax Amsterdam kontra Liverpool. Mecz, który po samym przeczytaniu nazw drużyn robi wrażenie. Dziś jednak nie musi to być starcie gigantów. „The Reds” bez Virgila van Dijka, Ajax natomiast nie jest już tak mocny, jak wtedy, gdy dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Mimo wszystko jednak spojrzymy na to spotkanie przychylnym okiem i obstawimy go w […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

„Człowieku, teraz się z koła środkowego nie wychodzi”. Paweł Kryszałowicz wrócił na boisko

Byli piłkarze kopiący amatorsko w niższych ligach nie są niczym zaskakującym, zdarza się to przecież i reprezentantom Polski. Powrotu na boisko 33-krotnego reprezentanta Polski Pawła Kryszałowicza spodziewać się było jednak trudniej. Były napastnik Amiki Wronki ma 46 lat, w piłkę skończył grać przed dekadą, a niedawno zmagał się przecież z ciężką chorobą. Ale wrócił na […]
21.10.2020
Blogi i felietony
21.10.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Nie chcę zapeszać, ale wszystko wskazuje na to, że właśnie dołączyłem do grona ozdrowieńców. Jutro kończy się moja kwarantanna związana z koronawirusem, po kaszlu, gorączce, utracie smaku i węchu, pozytywnym teście i znowu kaszlu nie ma już właściwie śladu. Jednocześnie kończy się kwarantanna mojej żony i obu synów, którzy również przeszli przez zakażenie – między […]
21.10.2020
Weszło
21.10.2020

Raków uzgodnił z piłkarzami premie za mistrzostwo Polski

– Kilka dni temu rozmawialiśmy z prezesem Rakowa Wojciechem Cyganem i zapytaliśmy go, czy w regulaminie premii zawodników i trenerów jego klubu jest bonus za zdobycie mistrzostwa Polski. Okazuje się, że taki zapis istnieje.– Mamy coś takiego, ale uspokoję wszystkich – my nie zwariowaliśmy, po prostu przed każdym sezonem określamy regulamin premii tak, żeby być […]
21.10.2020